Forum

Asystent AI
Magia w przestrzeni...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia w przestrzeni wspólnej - jak pracować w domu, gdy dzielisz go z innymi?

Strona 1 / 3

Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Zaczełam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co mnie trochę blokuje w praktyce. Mieszkam z partnerem, on jest totalnie poza tematem ezoteryki, nie wierzy, nie pyta, ale też nie przeszkadza. Problem w tym, że mam poczucie, że jak robię cokolwiek bardziej rozbudowanego - zapalę świeczki, rozłożę coś na podłodze, siedzę w ciszy z zamiarem - to on wchodzi i albo żartuje, albo po prostu rozbija mi całą energię tego co robiłam. Nie złośliwie. Po prostu jest. I zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle mówić mu co robię i po co. Czy wy mówicie partnerom? Rodzinie? Czy to ma w ogóle znaczenie, że ktoś wie albo nie wie?


Odpowiedz
144 odpowiedzi
Wpisy: 449
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

To jest jedno z tych pytań, gdzie nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Znam osoby, które pracują w kompletnej tajemnicy od lat i mówią, że właśnie dlatego ich praktyka jest skuteczna. I znam takie, które otwarcie rozmawiają z partnerem i to też działa. Pytanie chyba nie brzmi 'mówić czy nie mówić', tylko - co cię właściwie powstrzymuje? Bo to może być odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Pracuję od dłuższego czasu i szczerość powiem - mąż wie, że coś robię. Nie wie wszystkiego, ale wie. I to był świadomy wybór, bo zauważyłam, że ukrywanie zaczęło budować we mnie coś w rodzaju wstydu, a wstyd to fatalna energia do pracy. Nie mówię, że każdy musi, ale warto sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie czy ukrywam, bo tak wybrałam, czy bo mi wstyd.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@lubomir04)
Połączone: 2 lata temu

a ten partner to naprawdę po prostu wchodzi przypadkowo, czy czujesz że gdzieś podświadomie testujesz czy zareaguje? Pytam szczerze, bo znam taką dynamikę z własnego domu - jak ktoś chce żeby go zapytać, to potrafi się 'przypadkowo' kręcić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Lubomir04 haha, to uczciwe pytanie i trochę mnie zaskoczyło. Szczerze? Nie wiem. Może trochę tak. Ale on naprawdę nie wie co robię, nie ma kontekstu. Więc nawet jak wchodzi to dla niego to jest 'siedzisz w ciemności ze świeczką' a nie cokolwiek więcej.


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja miałam podobną sytuację i rozwiązałam to trochę inaczej - po prostu ustaliłam z partnerem pewne sygnały. Że jak drzwi są przymknięte i jest świeczka na korytarzu, to nie wchodzi przez jakiś czas. Nie tłumaczyłam mu całej filozofii, po prostu powiedziałam że potrzebuję czasem ciszy na swoje rzeczy. On traktuje to jak medytację i mu to wystarczyło. Nie musiałam nic 'wyznawać'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 347

@Selenaa ale czy to nie jest trochę omijanie tematu? On myśli że medytujesz, a ty robisz coś innego. Mnie by to gryzło.


Odpowiedz
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Granacik93 medytacja i rytuał to nie są tak różne rzeczy jak myślisz. Skupienie, intencja, cisza - to się pokrywa. Nie czuję że kłamię, raczej że tłumaczę mu to w języku który zna.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Jest w tej rozmowie coś ciekawego - zakładamy, że partner musi w ogóle cokolwiek wiedzieć. Ale dlaczego? Nie opowiadamy przecież partnerom szczegółowo o każdym procesie wewnętrznym który przechodzimy. Modlitwa, medytacja, rytuał - to są sprawy, które mogą być intymne nie dlatego, że mamy co ukrywać, ale dlatego, że niektóre rzeczy działają lepiej bez świadków i komentarzy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Leokadia właśnie. I to jest zupełnie inna sytuacja niż ukrywanie. Intymność praktyki to coś innego niż wstyd z niej. Chociaż - i tu mam pytanie do całej dyskusji - co robicie kiedy to zaczyna się przekładać na przestrzeń wspólną? Ołtarz w salonie, zapach kadzidła w całym mieszkaniu, zajęty stół w kuchni przez dwie godziny? To już nie jest tylko 'moja prywatna sprawa'.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest ten moment, gdzie moim zdaniem etyka wchodzi naprawdę. Przestrzeń wspólna należy do dwóch osób. Możesz nie tłumaczyć filozofii, ale nie możesz bez rozmowy zawłaszczać wspólnej przestrzeni na godziny i oczekiwać, że druga osoba to uszanuje bez słowa wyjaśnienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Kminek i tu jest właśnie mój problem. Bo mam wydzielone miejsce, kącik w sypialni, ale ostatnio pracuję z czymś co potrzebuje więcej przestrzeni. I nie wiem jak o tym powiedzieć żeby to nie brzmiało dziwnie. 'Hej, potrzebuję salonu na dwie godziny bo rytuał' - to brzmi jak coś z serialu.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

A może właśnie tak to powinno brzmieć? Nie dramatycznie, po prostu normalnie. Kiedy przestaniemy traktować własną praktykę jako coś, co trzeba owijać w bawełnę, to może partner też przestanie traktować to jak coś dziwnego. Ton nadaje osoba, która mówi.


Odpowiedz
Wpisy: 138
(@krolewa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja mam inne pytanie - czy ktoś miał sytuację, że partner zaczął przeszkadzać już nie przypadkowo, ale właśnie dlatego że wiedział? Że jak się dowiedział to zaczął komentować, wchodzić, pytsać ironiczne pytania? Bo mam wrażenie, że nie ujawnianie ma też praktyczny wymiar.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lubomir04)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Krolewa to uczciwe. Jako sceptyk powiem szczerze - jak bym się dowiedział że partnerka robi rytuały, to pewnie bym żartował. Nie złośliwie, ale bym żartował. I rozumiem teraz, że to mogłoby być dla niej rozbijające.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

No właśnie. I tu wraca pytanie o przestrzeń - bo jeśli partner żartuje, wchodzi, komentuje, to nie dlatego że jest zły człowiek, tylko dlatego że nie rozumie i nie ma powodu żeby to traktować poważnie. To jest problem komunikacji a nie złej woli. Ale jak to naprawić kiedy już jest taki wzorzec?


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@elzbietka)
Połączone: 2 lata temu

Rozmawiałam kiedyś z kimś, kto powiedział bardzo prostą rzecz - że nie prosi partnera żeby wierzył, prosi żeby szanował. To jest zupełnie inna rozmowa. Nie 'wytłumacz mi magię' tylko 'potrzebuję żebyś traktował to jak moje ważne zajęcie, tak jak ja traktuję twoje hobby'. To brzmi normalnie nawet dla sceptyka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Elzbietka to jest bardzo konkretne postawienie sprawy. I dużo łatwiejsze do przyjęcia dla osoby, która nie ma żadnego kontekstu. Bo od niej nie wymaga zmiany światopoglądu, tylko zmiany zachowania.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Tylko że to też zakłada, że my sami traktujemy swoją praktykę jak 'ważne zajęcie', a nie jak coś, co trzeba ukrywać i robić po cichu kiedy nie patrzy. Bo jeśli sami komunikujemy się z tym wstydem, to partner to wyczuwa, nawet jak nic nie powiemy. I wtedy trudno oczekiwać szacunku dla czegoś, co sami traktujemy jako sekret.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Leokadia To co napisała Leokadia chodzi mi po głowie. Bo ja też długo chodziłam na palcach i jak teraz patrzę wstecz, to partner po prostu odbierał moje zachowanie jako... nie wiem, nerwowość? Jakiś dziwny nawyk? I dopiero jak sama zmieniłam ton - mówię o tym normalnie, jak o gotowaniu czy jodze - on przestał pytać ironicznie. Nie dlatego że nagle uwierzył, tylko dlatego że skończyłam się zachowywać jakbym robiła coś wstydliwego.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

To mnie uderzyło co napisałaś, Leokadia - bo masz rację. Ja sama chodzę na palcach przy tym wszystkim. I może właśnie dlatego on wchodzi i żartuje, bo od początku to był dla niego temat bez powagi. Nie dlatego że zły, tylko dlatego że ja nigdy nie powiedziałam: hej, to dla mnie ważne. Chyba mam co przemyśleć.


Odpowiedz
Wpisy: 138
(@krolewa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale jak to zmienić praktycznie? Bo jedno to wiedzieć 'powinnam mówić pewniej', a drugie to faktycznie tak powiedzieć kiedy siedzisz naprzeciwko kogoś kto patrzy na ciebie z lekkim niedowierzaniem. Dla mnie to nie jest tak proste jak 'zmień ton'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Krolewa no właśnie, dobra uwaga. Zmiana tonu to nie jest decyzja którą podejmujesz raz i gotowe. To raczej długi proces, w którym stopniowo przestajesz przepraszać za siebie. I tak, na początku głos i tak trochę drży, ale z każdym razem mniej. Nie ma na to skrótu.


Odpowiedz
(@elzbietka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Krolewa mnie pomogło jedno konkretne ćwiczenie - zanim powiedziałam cokolwiek partnerowi, próbowałam to powiedzieć głośno sama do siebie. Nie przed lustrem, po prostu normalnie, przy kawie. Żeby sprawdzić gdzie mi głos się łamie. I za każdym razem był inny moment, który mnie blokował.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Dobra, bo chcę wróccić do mojego konkretnego problemu z salonem - bo trochę zboczyliśmy. Macie rację z tym tonem, to rozumiem. Ale co kiedy praktycznie potrzebuję więcej przestrzeni niż mój kącik w sypialni, i chodzi mi o logistykę? Jak wy to rozwiązujecie kiedy rytuał wymaga np. rozłożenia czegoś na podłodze albo pracy z ogniem i nie możecie tego zrobić w kącie przy łóżku?


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

U mnie kwestia przestrzeni rozwiązała się przez konkretne ustalenia czasowe, nie przez tłumaczenie. Powiedziałam po prostu - mam środowe wieczory. Od siedemnastej do dziewiętnastej salon jest mój. Koniec, bez negocjacji przy każdym tygodniu. Partner wiedział że to jest moje czas, nie wiedział co konkretnie robię i mu to nie przeszkadzało. Przewidywalność działa lepiej niż wyjaśnienia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 347

@Kminek to brzmi naprawdę sensownie. Ale co jeśli rytm pracy nie pasuje do stałego harmonogramu? Część rytuałów jest związana z konkretną fazą księżyca, porą dnia, czymś co nie jest zawsze w środę o siedemnastej.


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Granacik93 to prawda i miałam z tym problem. Rozwiązałam to tak, że mam stały slot bazowy, ale mogę go też przesunąć kiedy potrzebuję - z tygodniowym uprzedzeniem. Wiem, to brzmi jak korporacja, ale działa. Partner wie że 'ta środa jest inna, potrzebuję sobie zmienić termin' i nie pyta dlaczego.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@lubomir04)
Połączone: 2 lata temu

Pytanie z innej strony - czy ktoś miał sytuację gdzie partner chciał patrzeć? Nie złośliwie, po prostu z ciekawości? I jak to wpływa na pracę kiedy ktoś siedzi i obserwuje?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Lubomir04 tak i to jest osobny temat. Dla mnie obecność obserwatora - nawet życzliwego - totalnie zmienia dynamikę. To nie jest kwestia wstydu, tylko skupienia. Jak ktoś siedzi z boku i jest mu zwyczajnie ciekawie, to część mojej uwagi idzie w jego kierunku czy chce czy nie. I praca po prostu jest inna, gorsza.


Odpowiedz
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 172

@Eugenka To co Eugenka mówi o uwadze to jest ważne. Rytuał wymaga zamkniętego obwodu, tak bym to nazwała. Każda dodatkowa obecność, nawet neutralna, otwiera ten obwód. To nie jest subiektywne wrażenie, to się naprawdę przekłada na efekt pracy. I dlatego dla mnie 'partner może patrzeć' to nie jest kompromis tylko rezygnacja z całości.


Odpowiedz
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Leokadia Zgadzam się z Leokadią w teorii, ale mam pytanie - czy to zawsze dotyczy każdego rodzaju pracy? Bo u mnie są rzeczy, przy których obecność kogoś bliskiego wręcz pomaga, i są takie gdzie potrzebuję być zupełnie sama. To chyba nie jest zero-jedynkowe.


Odpowiedz
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 172

@Selenaa dobra uwaga, miałam na myśli pewien konkretny typ pracy. Masz rację że nie wszystko jest tak samo wrażliwe na obecność. Ale jeśli mówimy o rytuale który wymaga głębokiego skupienia i operowania intencją - tam dla mnie obecność zawsze zmienia coś istotnego.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wracając do tego co mówił Lubomir - mój problem polega na tym, że partner nie chce patrzeć, ale chce wiedzieć co się dzieje w salonie. I tu jest ta dziwna przestrzeń pomiędzy - ani mnie nie obserwuje, ani nie daje mi spokoju. Pyta po fakcie. 'Co robiłaś?' i nie wiem co mówić.


Odpowiedz
Wpisy: 138
(@krolewa)
Połączone: 11 miesięcy temu

A co odpowiadasz? Bo to jest chyba najtrudniejszy moment - nie samo robienie, ale właśnie to 'co robiłaś?' potem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Krolewa mówię różne rzeczy w zależności od nastroju, haha. Raz powiedziałam 'medytowałam', raz 'byłam przy świecach', raz 'potrzebowałam ciszy'. I on to przyjmuje, ale czuję że pytanie nie do końca znikło. Jakby czekał na moment kiedy mu powiem coś konkretniejszego.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest bardzo znajoma sytuacja. I z mojego doświadczenia - to czekanie partnera na 'coś konkretniejszego' nie zniknie samo. On wyczuwa że jest coś za zasłoną, i to go bardziej kręci niż sama treść. Czasem powiedzenie wprost, nawet ogólnikowo, kończy tę pętlę.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale jak to powiedzieć ogólnikowo żeby nie otwierać dyskusji której się nie chce? Bo z mojego doświadczenia 'mam praktykę duchową' kończy się dwudziestoma pytaniami i w efekcie tłumaczę więcej niż gdybym powiedziała konkretnie od razu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Granacik93 o właśnie, to jest dobry punkt. Ogólnikowość czasem bardziej kusi do pytań niż konkret. Może to kwestia tonu, nie treści - kiedy coś mówisz zdecydowanie, bez zostawiania przestrzeni na 'a co to znaczy?', rozmowa naturalnie się zamyka. Pytanie otwarte rodzi kolejne pytania.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@elzbietka)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do tej kwestii przestrzeni wspólnej, bo to mi leży na sercu. Mam wrażenie że cała ta rozmowa o komunikacji z partnerem jest ważna, ale w tle jest jeszcze jedna rzecz - czy my sami czujemy się uprawnione do tej przestrzeni? Bo jak się nie czujesz uprawniona, to nawet najlepsze zdanie powiedziane partnerowi nie zadziała. On poczuje że czekasz na jego zgodę, a nie że po prostu potrzebujesz salonu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Elzbietka, to co napisałaś o uprawnieniu - to mnie trafiło. Bo chyba właśnie o to chodzi. Ja mam kącik w sypialni i salon przez trzy godziny w tygodniu, i cały czas czuję że to jest tymczasowe, że zaraz ktoś wejdzie, że nie mogę się rozłożyć bo będę musiała sprzątać szybciej niż skończę. I nie wiem czy to jest kwestia komunikacji z partnerem czy właśnie tego, że ja sama nie czuję że mam prawo do tej przestrzeni.


Odpowiedz
Wpisy: 449
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

To co opisujesz - to poczucie tymczasowości - jest naprawdę ważne, bo ono przekłada się na jakość pracy. Nie można dobrze pracować kiedy połowa uwagi idzie na logistykę i na pilnowanie czy zaraz ktoś nie wejdzie. Ale mam pytanie: skąd wiesz, że partner wejdzie? Czy on wchodzi, czy ty tego oczekujesz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Eugenka no i tu jest sedno - nie wchodzi. Właściwie szanuje to. Ale ja i tak nasłuchuję. I chyba to jest bardziej mój problem niż jego, tylko nie wiem jak go rozwiązać bez tłumaczenia mu wszystkiego od podstaw.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

To nasłuchiwanie to jest mechanizm obronny który masz niezależnie od partnera. On może przestrzegać zasad i ty możesz się nadal spinać. Jedno nie wyklucza drugiego. Pytanie jest inne - czy kiedykolwiek miałaś przestrzeń w której to nie było potrzebne? Gdzie nie nasłuchiwałaś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Leokadia tak. Na warsztatach wyjazdowych. Tam jest inaczej, bo wiem że nikt nie wejdzie i to jest po prostu fakt, nie moje przekonanie. Różnica jest spora.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest interesujące rozróżnienie - fakt vs przekonanie. Bo można wiedzieć że partner nie wejdzie i nadal nie wierzyć w to ciałem. I to nie jest kwestia zaufania do partnera, tylko przyzwyczajenia do bycia w domu jako przestrzeni wspólnej. Czy da się to przeprogramować bez zmieniania fizycznej przestrzeni?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Granacik93 można, ale to wymaga czasu i powtarzalności. To jest jak z każdym warunkowaniem - ciało uczy się że środowa osiemnasta to jest bezpieczne, powtarza się wystarczająco dużo razy i nasłuchiwanie słabnie. Nie znika od razu, ale słabnie. Miałam dokładnie tak samo i teraz już nie pamiętam kiedy ostatnio się spięłam w trakcie.


Odpowiedz
Wpisy: 138
(@krolewa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale czy ten czas i powtarzalność to jest coś co wypracowujesz sama, czy partner musi aktywnie coś robić żeby to działało? Bo mam wrażenie że to jednak nie jest tylko moje ćwiczenie wewnętrzne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Krolewa obydwoje. Ja musiałam ćwiczyć to wewnętrznie, ale partner musiał konsekwentnie trzymać się ustaleń. Jeden raz gdzie wszedł bez zapowiedzi cofnąłby mnie o miesiąc. Naprawdę. Regularność z jego strony była warunkiem żebym mogła cokolwiek budować u siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@lubomir04)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie z zupełnie innej strony - skąd partner ma wiedzieć że jedna niezapowiedziana wizyta w salonie to jest tak duże naruszenie? Jeśli nikt mu nie powiedział że to ważne, to może po prostu nie wie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@elzbietka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Lubomir04 właśnie o to chodzi z tym uprawnieniem o którym pisałam wcześniej. Jeśli sama traktujesz to jako coś co można przerwać, to partner to wyczuje i też tak to potraktuje. Komunikacja tu pomaga, ale samo zachowanie wysyła sygnały wcześniej niż słowa.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: