Kombinuję ostatnio nad pewną kwestią i nie mogę tego rozgryźć. Piszę zaklęcia na papierze od jakiegoś czasu i natknęłam się na dwie całkowicie sprzeczne informacje. Jedna mówi, że papier powinien być lekko zwilżony przed zapisaniem intencji, bo woda 'otwiera' włókna i tekst jakby wnika głębiej. Druga szkoła twierdzi, że papier musi być absolutnie suchy i chropowaty, żeby atrament przylegał do powierzchni jak do ziemi. Macie jakieś zdanie na ten temat? Pytam serio, bo nie chodzi mi o jakiś konkretny rytuał, tylko o samą zasadę.
To zależy od tego, co piszesz i czym piszesz. Nie ma jednej odpowiedzi, bo sam materiał piśmienniczy ma znaczenie równie duże jak stan papieru. Piszesz zwykłym długopisem, atramentem, węglem? Bo zwilżony papier i tusz chiński to katastrofa - rozlewa się i intencja się, hmm, rozmywa dosłownie. Natomiast jeśli używasz czegoś olejowego albo wosku, suchy i szorstki papier faktycznie lepiej przyjmuje.
Moim zdaniem za dużo tutaj myślimy o fizykce a za mało o intencji. Jak ktoś pisze zaklęcie z pełnym skupienim to stan papieru jest drugo-rzędny. Choć przyznam, że sama wolę papier ciepły - taki co leżał przy świecy chwilę. Nie mokry, nie suchy z lodówki, tylko taki w temperaturze rąk.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale co to znaczy, że papier jest 'ciepły przy świecy'? Trzyma się go nad płomieniem dosłownie? Nie za blisko chyba? Nigdy tak nie robiłam i trochę się boję przypalić.
Wracając do sedna - jest jedna rzecz, o której nikt jeszcze nie wspomniał. W części tradycji grymuarycznych papier był celowo traktowany solą lub soloną wodą przed zapisem. To nie był przypadek - sól miała chronić nośnik przed niepożądanym wpływem, zanim tekst w ogóle powstał. Po zasuszeniu papier był odpowiednio szorsty i absorbował atrament inaczej. Więc wilgotność mogła być etapem przygotowawczym, a nie stanem podczas pisania.
Konkretnie to pojawia się w kontekście europejskich grimoire'ów z XVII-XVIII wieku, ale też w hoodoo, gdzie papier do mojo bags i petition papers bywa konsekrowany solą zanim cokolwiek się na nim napisze. To nie jest jedno źródło - raczej podobny wzorzec w kilku niezależnych tradycjach.
A można zamiast soli użyć wody różanej? Pytam, bo mam ją pod ręką i wydaje mi się łagodniejsza dla papieru. Albo w ogóle czy to musi być sól, czy wystarczy sama intencja konsekracji?
To zależy od stężenia. Cienka solanka - papier staje się lekko chropowaty, ale da się pisać. Jak namoczyć za mocno, to papier po wyschnięciu jest kruchy i falisty, faktycznie trudny do zapisu. Sama robiłam próby z różnym stężeniem i optymalnie wychodzi coś w okolicach łyżeczki soli na szklankę wody, ale to moje obserwacje, nie żadna reguła.
Słuchajcie, mam pytanie z innej beczki, ale związane z tematem. Wątek mówi o osobach wrażliwych - co to dokładnie znaczy w tym kontekście? Wrażliwych na co? Psychicznie, fizycznie? Bo jeśli chodzi np. o alergię na sól albo pewne substancje, to rozumiem. Ale jeśli chodzi o 'wrażliwość energetyczną', to nie do końca wiem, jak miałoby to wpływać na wybór papieru.
Też tak to odebrałam. Znam kogoś, kto nie może pracować z papierami bardzo szorstkimi - coś jak nadwrażliwość dotykowa. Dla takiej osoby suchy chropowaty papier po solance brzmi jak koszmar, a jednak gładki może nie 'trzymać' intencji tak samo. Ciekawe, czy są jakieś alternatywy dla takich przypadków.
Jedwabisty papier japoński - washi - jest gładki, ale ma włókna roślinne ułożone w specyficzny sposób i atrament zachowuje się na nim inaczej niż na papierze biurowym. Nie wiem, czy ktoś używał go do zaklęć, ale z punktu widzenia samej tekstury i chłonności mógłby być kompromisem dla kogoś z nadwrażliwością dotykową.
Washi jest dostępne w Polsce, kilka sklepów papierniczych online ma w ofercie, czasem też trafia do Pepco albo podobnych. Zwykły atrament działa, ale wchłania się szybko - linia jest mniej ostra niż na papierze powlekanym. Trzeba uważać, żeby nie rozmazać, bo wysycha dłużej. Jeśli chcesz pisać piórem, to lepiej użyć tuszu pigmentowego, ale długopis też przejdzie.
Wracam trochę do tego, co mówiła Radoslawa o wrażliwości - myślę, że miała rację, że to pojęcie jest tu trochę zbyt szeroko otwarte. Bo jedno to nadwrażliwość sensoryczna, o której pisała Zorza07, a co innego wrażliwość w sensie energetycznym - osoby, które łatwo przejmują stany emocjonalne z przedmiotów czy otoczenia. I dla takich osób modyfikacja rytuału mogłaby polegać na czymś zupełnie innym niż tylko zmiana faktury papieru.
Ja rozumiałam ten wątek tak, że chodzi o osoby, które mają problem z pewnymi elementami fizycznymi rytuału - właśnie tekstura, zapach, długi kontakt z ręki. Ale teraz jak tak o tym myślę, to może rzeczywiście za wąsko to ujęłam. Jak ktoś ma silną wrażliwość energetyczną, to może inaczej działać nawet sam moment dotknięcia papieru, który był wcześniej namoczony w czymś?
Właśnie ta kwestia mnie ciekawi - czy dla osoby z nadwrażliwością dotykową cały rytuał pisania jest po prostu nieprzyjemny, czy da się to jakoś obejść? Słyszałam kiedyś, że ktoś używał długopisu z grubszym chwytem i specjalnej nakładki na pióro. Ale nie wiem, czy takie drobne zmiany nie psują całego skupienia.
A to ciekawe, bo kora jako nośnik to też osobna historia - runy na korze brzozy mają konkretne korzenie historyczne, nie jest to wymysł. Tylko wróćmy na chwilę do papieru, bo mnie ciekawi jedna rzecz: czy ktoś z was próbował używać papieru wcześniej zakopionego na krótko w ziemi? Spotkałem się z tym w kontekście pewnych tradycji ziemnych, gdzie papier 'ładuje się' wilgocią glebową, a nie wodą.
Zależy od czasu i głębokości. Kilka godzin płytko - papier jest wilgotny, lekko ziemisty, ale da się na nim pisać po częściowym osuszeniu. Kilka dni i jest do wyrzucenia. Chodzi o krótki kontakt, żeby 'nabrał' czegoś z gleby, nie żeby zgniło. Sam tego nie próbowałem, ale opisywane jest jako metoda przygotowania nośnika, nie całego rytuału.
To mi się łączy z tym, co mówiłem o solance wcześniej - w obu przypadkach chodzi o etap poprzedzający właściwy zapis. Papier jest traktowany jako coś, co trzeba najpierw 'otworzyć' albo 'nasycić' przed tym, jak stanie się nośnikiem intencji. Ale wilgoć glebowa i sól to dwie różne rzeczy energetycznie, przynajmniej według tradycji, z których to pochodzi.
Ja właśnie tak robię - biorę po trochu z różnych miejsc i nie wiem, czy to błąd. Nikt mi nigdy nie powiedział, że nie można mieszać, ale też nikt nie powiedział, że można.
Eklektyzm ma sens jezeli człowiek wie co i po co łączy. Jak bierze losowe elementy bo sa ładne, to wątpię żeby coś z tego wynikło. Ale jak ktoś rozumie dlaczego sól czyści i dlaczego gleba zakorzenią i decyduje że chce obu efektów, to już jest inaczej. Chociaż nie ma jak sprawdzić, czy to działa inaczej niż po fakcie.
No i to jest chyba sedno - jak w ogóle weryfikujemy efekt? Papier mokry, suchy, z solą, z gleby, washi czy kraft - skąd wiadomo, który zadziałał i czy zadziałał właśnie dlatego? To nie jest zarzut, tylko pytanie, które mi się pojawia, kiedy zestawiam ze sobą wszystkie te warianty.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś kiedyś miał tak, że papier po prostu 'nie chciał' przyjąć tekstu? Mam na myśli że pisanie szło opornie, atrament się rozmazywał, coś nie grało i po prostu porzuciłam ten arkusz? Zastanawiam się czy to był sygnał, że coś z nośnikiem było nie tak, czy po prostu zły dzień.
Joasia, to akurat znam bardzo dobrze - papier który 'nie chce'. Raz miałam tak z arkuszem, który kupiłam konkretnie do rytuału, ładny, gruby, kremowy - i atrament się po nim rozsmarowywał jakby podłoże było tłuste. Ostatecznie zostawiłam go, wzięłam zwykły notes i jakoś poszło. Nie wiem, czy to był sygnał, czy po prostu zły papier. Ale ten odczucie 'coś tu nie gra' był bardzo konkretny.
To co Joasia opisuje - to porzucanie materiału, który 'nie chce' - może być właśnie ciekawe z perspektywy tego, po co w ogóle modyfikuje się rytuały dla osób wrażliwych. Bo jeśli ktoś ma nadwrażliwość dotykową albo reaguje silnie na zapachy, to jest duże ryzyko że cały kontakt z papierem będzie naznaczony niepokojem, a nie skupieniem. I wtedy nie chodzi już o to, czy papier jest mokry czy suchy, tylko czy w ogóle jest właściwym nośnikiem.
Myśle że to zależy od tego jak mocno jest się przywiązaną do systemu. Jak ktoś robi coś eklektycznie, to papier można zastąpić. Jak praktykuje w konkretnym systemie gdzie papier jest wymieniony z nazwy, to jest problem. Ale z drugiej strony - w większości zapisów z czym się spotkałam, nie jest napisane JAKI papier. Więc moze to kwestia znalezienia odmiany która daje się znieść. Papier ryżowy jest na przykład zupełnie inny w dotyku niż kraftowy.
Papier ryżowy to zależy który - japoński washi przyjmuje tusz bardzo dobrze, wręcz wchłania go szybciej niż zwykły papier biurowy. Chiński ryżowy do kuchni - zupełnie nie, bo jest pokryty skrobią. Washi do kaligrafii jest właśnie stosowany w tradycji zen do zapisywania sutr, więc ma pewne tło. Ale wracając do Joasi i tego 'nie chce' - ciekawi mnie, czy to był arkusz wcześniej przygotowywany, czy od razu ze stosu?
I to jest moim zdaniem kluczowe w całym tym wątku - nie tyle stan fizyczny papieru, ile to, czy był on w ogóle 'przygotowany' przed kontaktem. Tradycje, które znam, zazwyczaj zakładają jakiś etap wstępny: przewietrzenie, nasycenie dymem, kontakt z solą, zakopanie. Nie dlatego żeby papier miał inne właściwości, ale dlatego żeby odprawić coś, co jest rodzajem granicy między materiałem a nośnikiem. Papier ze stosu to po prostu papier.
