Dokładnie, skuteczność to nie jest kryterium etyczne. Można bardzo sprawnie zrobić coś co jest etycznie wątpliwe. Myślę że Galia trafiła w sedno tego co jest problemem z ocenianiem po czasie - mamy tendencję do uznawania za słuszne tego co dobrze się skończyło.
Jest jeszcze jedna rzecz której nikt tu nie powiedział wprost. W niektórych tradycjach sam akt skierowania energii na kogoś bez jego wiedzy i zgody jest problematyczny niezależnie od intencji. Nie dlatego że to "złe", tylko dlatego że narusza autonomię. To jest zasada która komplikuje nawet działania które subiektywnie czujemy jako obronę.
Dobra, to mi trochę pomogło. Czyli można powiedzieć że nie tyle "na kogo" jest pytanie, co "w jakim kierunku". Działasz żeby wzmocnić własną przestrzeń czy żeby ograniczyć czyjąś? Tak to rozumiem po tej rozmowie? Dziękuję że tak to wyjaśniliście, serio.
Myślę że to dobre uproszczenie na początek, ale w praktyce te dwa kierunki się nakładają i rzadko działasz tylko w jednym. Dlatego to pytanie z tytułu wątku jest takie trudne - bo w większości przypadków robisz jedno i drugie jednocześnie, tylko w różnych proporcjach.
To co Hortensja napisała na końcu - że robisz jedno i drugie jednocześnie - wydaje mi się kluczem do całej tej dyskusji. Ale mam pytanie: czy to znaczy że każde działanie w konflikcie jest z definicji nieetyczne, bo zawsze dotykasz obydwu stron? Czy raczej chodzi o to, która strona jest priorytetem w twojej intencji?
To brzmi jak problem z samooceną a nie z magią. Skąd w ogóle wiadomo co się naprawdę chce? Pytam serio, nie retorycznie.
Myślę że to uczciwe podejście, to co Fela napisała. Wątpliwość po fakcie jest lepsza niż brak refleksji w ogóle. Ale to nie odpowiada na pytanie Gali - skąd wiedzieć przed, nie po.
Przed to moim zdaniem trudniejsze niż po. Przed działaniem jesteś w środku emocji, szczególnie w konflikcie. Rzadko kiedy ktoś wchodzi w sytuację konfliktową z zimną głową, więc samoocena siłą rzeczy jest zaburzona.
Dzidka dotknęła tu czegoś co mnie też od jakiegoś czasu chodzi po głowie - że ten cały framework etyczny jest teoretycznie ładny, ale zakłada komfort refleksji, którego często nie ma. Większość prawdziwych konfliktów dzieje się szybko i pod presją. Czy w ogóle jest jakaś praktyka przygotowawcza na takie sytuacje? Coś co robi się zanim konflikt wybuchnie?
To jest bardzo konkretne pytanie i tak, istnieje. W tradycji chaosu i w kilku nurtach hermetycznych mówi się o wcześniejszym ustawianiu intencji obronnych - coś w rodzaju permanentnych tarcz albo warunkowych zaklęć które aktywują się w określonych sytuacjach. Nie czekasz na kryzys żeby działać, tylko wcześniej określasz swoje granice i związujesz je rytualnie. Problem w tym że to wymaga dość precyzyjnego myślenia o tym co w ogóle jest twoja granicą.
To jest dobry argument. W tarota jest taka zasada że im bardziej ogólne pytanie tym mniej użyteczna odpowiedź - i coś mi mówi że z rytuałami jest podobnie. Generalnie "chroń mnie przed złem" brzmi dobrze, ale co to znaczy w praktyce?
Mnie to przypomina trochę polisy ubezpieczeniowe - kupujesz ogólną ochronę i liczysz że zadziała kiedy trzeba, ale szczegóły są rozmyte. I czasem działa, czasem nie. Nie wiem czy to dobra analogia ale jakoś mi siadła.
Intuicyjnie powiedziałabym że bardziej precyzyjne jest bardziej ingerujące, więc bardziej problematyczne. Ale z drugiej strony może jest odwrotnie - im bardziej skupione na konkretnej sytuacji, tym mniej skutków ubocznych dla osób postronnych?
Okej, ale czy ktoś w ogóle w realnym życiu rozważa te wszystkie kwestie przed działaniem? Bo ja słuchając tej rozmowy mam wrażenie że to wymaga takiego poziomu chłodnej analizy jakiego nie ma się kiedy jest się np. w środku poważnego sporu sądowego albo konfliktu w pracy gdzie stawką jest dużo. Czy to wszystko nie jest trochę oderwane od tego jak ludzie faktycznie podejmują takie decyzje?
Albo żebyś umiała żyć z konsekwencjami tej decyzji. Bo jeśli coś pójdzie nie tak, a nie przemyślałeś tego wcześniej, łatwiej o poczucie że "coś mi się wymknęło" i trudniej to potem przepracować. Nie mówię że analiza gwarantuje spokój sumienia, ale jej brak na pewno go nie ułatwia.
Ale czy nie jest tak, że ta niepewność może prowadzić do paraliżu? Mówię serio - jeśli za każdym razem gdy działasz na czyjeś pole będziesz siedziała z pytaniem czy miałaś prawo, to w ogóle przestaniesz działać. A może o to chodzi? Że w magii defensywnej jest takie wbudowane hamulec?
Z drugiej strony rozmowa kręci się już chyba od jakiegoś czasu wokół tego co jest etyczne, a ja nadal nie mam odpowiedzi na pytanie które zadałam dawno temu - skąd w ogóle wiadomo czego się chce. Bo to jest fundament tego całego rozróżnienia między obroną a atakiem, a żadne z was tego nie rozwinęło konkretnie.
