Ja czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno obserwowanie do dodania. U mnie czas pojawienia się pierwszego sygnału po rytuale to coś między trzema dniami a tygodniem, niezależnie czy pracowałam w ciszy czy przy muzyce. Nie zauważyłam żadnej wyraźnej różnicy. Co zauważam, to że rytuały w ciszy zostawiają we mnie coś dłużej aktywnego, trudno to inaczej nazwać. Jakby praca trwała po zakończeniu.
To co mówi Wezuwianit53 i Eliksira brzmi dla mnie jak opis różnicy między zamkniętym a otwartym systemem pracy. Muzyka może być granicą, która wyraźnie oddziela czas rytuału od reszty, a cisza nie daje takiej granicy. I to może być zaleta albo wada, zależy od tego czego ktoś szuka. Ktoś jeszcze tak to odczuwał?
Ale jak to rozpoznać, że to echo a nie po prostu myślenie o tym co się robiło? Bo mi się zdarza że po rytuałe przez kilka godzin po prostu o nim myślę i nie wiem czy to jest ten stan o którym mówicie, czy zwykłe kręcenie się myślami.
A czy ktoś w ogóle próbował to jakoś systematyczniej sprawdzać? Znaczy nie mówię o laboratorium, ale czy ktoś prowadził jakieś notatki, porównywał? Bo rozmawiamy trochę na podstawie ogólnych wrażeń i każdy z nas ma małą próbkę.
Dziennik po rytuale to dobra sprawa niezależnie od tego czy szukasz wzorców czy nie. Ale masz rację że zmiennych jest za dużo żeby wyciągać pewne wnioski. Faza księżyca, nastrój, godzina, kontekst osobisty. Muzyka to jeden z elementów.
Muzyka nie jest neutralna dla układu nerwowego, to tyle co wiem z bardziej fizjologicznej strony. Tempo, częstotliwość, skala modalna - to wszystko przekłada się na stan ciała. Pytanie czy ten stan ciała wpływa na efekt rytuału, to już jest osobna kwestia i tu nie mam pewności.
A można zapytać jak wy rozumiecie ten mechanizm? Bo ja trochę zakładam że chodzi o skupienie i nastrój i tyle. Ale słucham tej rozmowy i mam wrażenie że dla niektórych z was to działa inaczej, że jest jakieś głębsze założenie.
To jest pytanie które można rozwijać godzinami i każdy będzie miał inną odpowiedź. Dla mnie rytuał to coś między pracą ze sobą a wysłaniem intencji na zewnątrz, i te dwie warstwy mogą wymagać różnych środowisk. Skupienie na sobie - wolę ciszę. Kiedy coś kieruję na zewnątrz - muzyka mi nie przeszkadza, czasem pomaga.
To bardzo konkretny podział. Nigdy tak nie myślałam o rytuałach, że mogą mieć te dwie warstwy i każda potrzebuje czego innego. Ale jak to rozpoznasz na początku rytuału, która warstwa będzie dominować?
A co jeśli intencja jest po trochu w obie strony? Albo jeśli na początku nie jest do końca jasne co chcemy zmienić? Bo to chyba częsta sytuacja, przynajmniej u mnie.
To chyba najbardziej praktyczna rada w tej całej rozmowie. Cisza kiedy nie wiesz, muzyka kiedy wiesz co i po co. Tylko że ja rzadko wiem do końca co i po co, więc wychodzi że powinienem głównie pracować w ciszy. Trochę smutna konkluzja. 🙂
Ta smutna konkluzja Lubomira mnie rozbawiła, bo jest w niej sporo prawdy. Większość ludzi nie wie do końca po co robi rytuał, dopóki go nie skończy. I może właśnie dlatego cisza jest domyślnym środowiskiem dla większości tradycji - nie dlatego że jest lepsza, ale dlatego że nie przeszkadza w dochodzeniu do tego 'po co'.
Ale to trochę brzmi jak argument żeby w ogóle nie używać muzyki. Skoro cisza nie przeszkadza, a muzyka może nadać zły kierunek, to po co w ogóle ryzykować?
Cisza blokuje, muzyka otwiera - i odwrotnie. To nie jest kwestia tego co jest obiektywnie lepsze, tylko co działa dla kogo w danym momencie. Ale chciałam zapytać o coś innego - czy ktoś zauważył że ten sam rodzaj muzyki może raz pomagać, raz przeszkadzać, zależnie od tego co się robi?
Ja tak. Mam playlistę którą traktowałem jako stałe tło do pracy z ogniem i przez długi czas działała, a potem nagle zaczęła mi rozpraszać. Jakby się wypaliła w tym kontekście. Nie wiem czy to kwestia przyzwyczajenia, czy czegoś innego.
To wyjaśniałoby dlaczego szamanie i różne tradycje używają tych samych rytmów od pokoleń. Powtarzalność nie jest przypadkowa, ona buduje ten kontekst o którym piszesz.
Dokładnie tak to działa, fizjologicznie rzecz biorąc. Powtarzalny bodziec dźwiękowy powiązany z określonym stanem tworzy warunkowanie - podobnie jak Pawłow, tylko bardziej subtelnie. Mózg zaczyna wchodzić w stan zanim świadomie tego zapragniesz. Pytanie czy to jest coś czego chcesz, czy wchodząc w rytuał chcesz być gotowy z góry, czy woleć dochodzić do tego samodzielnie.
To mnie zastanawia, bo ja dopiero zaczynam pracować z muzyką przy rytuale i teraz myślę czy nie robię sobie od razu tej pułapki. Może lepiej na początku nie przywiązywać się do jednej playlisty?
Zróżnicowanie ma sens. Nie chodzi o to żeby nigdy nie powtarzać, ale żeby mieć więcej niż jedno wejście. Wtedy możesz wybrać co pasuje do danej intencji, a nie działać z automatu.
Nie, zazwyczaj nie zmieniam. Zostaje z tym co miałam na początku i jakoś to działa, ale teraz jak o tym myślę, to może tracę coś przez tę inercję.
Albo nie tracisz, bo zmiana dźwięku w środku rytuału może być bardziej rozpraszająca niż brak idealnego dopasowania. Przerywanie ciągłości żeby poprawić warunki to coś czego generalnie bym unikał.
Mam pytanie do całej tej rozmowy o warunki i zależności. Ile z tych efektów, o których mówimy, jest według was naprawdę związanych z muzyką, a ile z tym że po prostu jakaś rutyna sygnalizuje mózgowi 'teraz robimy coś ważnego'? Czy to ma w ogóle znaczenie z praktycznego punktu widzenia?
Ale nie dochodzą do tego samego miejsca, o to właśnie chodzi. Ja w ciszy robię coś innego niż z muzyką i efekty są różne. Nie mówię lepsze albo gorsze, ale inne. Więc to nie jest tylko kwestia drogi do jednego celu.
To jest coś o czym rzadko się mówi - muzyka i cisza mogą zmieniać jakość intencji, nie tylko jej siłę. Żar kontra ostrość to naprawdę różne rzeczy, szczególnie jeśli chodzi o to co chcemy osiągnąć.
Przepraszam że wchodzę z takim pytaniem, ale jak wy w ogóle rozróżniacie czy intencja jest 'ostra' czy 'żarząca'? Próbuję to zrozumieć bo dla mnie intencja to albo jest albo jej nie ma.
Żar kontra ostrość to może być też kwestia tego jak szeroko rozrzuca się uwaga. Muzyka ją rozszerza, cisza zwęża do punktu. I w zależności od tego co robisz, jedno albo drugie jest bardziej przydatne.
Czyli w praktyce cisza jest ryzykowna jeśli nie masz już jakiegoś treningu skupiania uwagi? Bo inaczej po prostu odpływasz w myśli zamiast pracować?
