Mam ostatnio trochę przemyśleń na temat pracy magicznej z udziałem zwierząt i nie mam gdzie o tym powiedzieć, bo w sieci panuje albo totalne odrzucenie ('to bzdury'), albo cukierkowe przepisy w stylu 'zapal świeczkę za swojego kotka'. Chodzi mi o coś innego. Moja kotka ma już swoje lata i od jakiegoś czasu obserwuję, że kiedy pracuję rytualnie w domu, ona albo siada dokładnie w kręgu albo wychodzi z pokoju i nie wraca przez kilka godzin. Zero przypadku w tym, bo wiem, jak ona normalnie się zachowuje. Zaczęłam się zastanawiać, czy jest sens robić coś intencjonalnie dla niej, na przykład wzmacniać jej przestrzeń, otaczać ją ochroną, a nie tylko liczyć na to, że 'sama się wpasuje'. Ale tu mam problem, bo nie wiem, czy w ogóle etyczne jest kierowanie energii rytuału na kogoś, kto nie ma jak wyrazić zgody. Zwierzę nie może powiedzieć 'tak, chcę'. Czy ktoś w ogóle próbował coś takiego robić świadomie, nie przypadkowo?
Ten temat z zgodą mnie zawsze zatrzymuje. Bo z jednej strony rozumiem argument, że zwierzę nie może wyrazić zgody w sensie werbalnym, ale z drugiej strony - kiedy mój pies miał operację, to go nie pytałam o zgodę na znieczulenie. Działałam w jego interesie, tak jak go rozumiałam. Przy rytuałach ochronnych myślę podobnie. Robiłam kiedyś coś prostego, okadzanie przestrzeni wokół miejsca gdzie sypia mój pies, z intencją spokoju i ochrony. Nie miałam poczucia, że coś mu narzucam. Ale faktycznie, kiedy robiłam to po raz pierwszy, on wstał, obwąchał wszystko i... usiadł dokładnie obok. To mnie trochę rozbrajało. Chociaż może to był po prostu zapach kadzidła 🙂
Czytam i mam pytanie, które może się wydać trochę z boku, ale mi chodzi po głowie - czy w ogóle zakładacie, że zwierzęta mają coś w rodzaju ciała energetycznego, aury, czegokolwiek, na co rytuał mógłby działać? Bo jeśli tak, to skąd to założenie? Nie pytam złośliwie, naprawdę chcę wiedzieć, bo nigdy nie trafiłam na sensowne omówienie tego tematu.
Wchodzę tu po cichu, bo temat mnie wciągnął bardziej niż się spodziewałam. Mam jedną obserwację z praktyki, ale nie do końca z magii - raczej z astrologii, choć to się łączy. Zaczęłam kiedyś robić mapy urodzenia dla swoich kotów, tak z ciekawości. I kiedy patrzyłam na transyty podczas ich chorób albo zmiany zachowania, zaczęłam dostrzegać korelacje, które były zaskakująco wyraźne. To mnie skłoniło do myślenia, że jeśli ciała niebieskie wpływają na pole energetyczne zwierzęcia tak samo jak na moje, to może i inne formy pracy energetycznej mają podobny dostęp.
data urodzenia ze schroniska jest zazwyczaj szacowana, więc biorę to jako orientacyjną. Niektórzy pracują z 'datą adopcji' jako punktem wyjścia - bo to moment, gdy zwierzę wchodzi w twoją przestrzeń i de facto zaczyna być częścią twojego pola. Obie metody mają swoją logikę. Ale wracając do tego, co pisałaś wcześniej - ten wątek z zachowaniem kotki podczas rytuałów jest dla mnie ważniejszy niż same zaklęcia. Bo to, jak zwierzę reaguje na rytuał, może powiedzieć więcej o tym, co się w tym rytuale naprawdę dzieje, niż jakiekolwiek sposób diagnostyczne.
właśnie ten fragment mnie zahaczył - że zwierzę 'mówi' coś o rytuale swoją reakcją. Mam psa i on jest jakby termometrem nastroju w domu. Jak robiłam raz coś z intencją, która na zewnątrz brzmiała pozytywnie, ale w środku wiedziałam, że jest w tym jakiś haczyk (chciałam dobrego wyniku, ale z trochę 'krzywą' motywacją), to pies przez cały rytuał siedział tyłem do mnie. Nie uciekł, nie był niespokojny, po prostu... tyłem. Potem kiedy intencja była czysta, kładł się obok. Może przypadek, może nie, ale zapamiętałam to.
Wchodzę z zupełnie innej strony, bo jestem tu raczej od numerologii, ale mam pytanie ogólniejsze - czy ktoś z was próbował używać imienia zwierzęcia jako elementu rytuału? Mam na myśli pracę z wibracją numerologiczną imienia. Mój kot ma imię, które w numerologii daje dość konkretną liczbę, i zastanawiam się, czy to ma znaczenie przy kierowaniu intencji.
Ale to otwiera zupełnie inne pytanie - jeśli rytuał dla zwierzęcia działa głównie przez nas, przez naszą intencję i nasz stan, to czy w ogóle jest to 'magia dla zwierzęcia', czy raczej magia dla siebie, ale nakierowana na kogoś? Jak modlitwa za kogoś, gdzie efekt jest też po stronie modlącego się.
to jest właśnie coś, o czym mało się mówi otwarcie. Że rytuał może ujawnić prawdę, której nie chcemy zobaczyć. I że obecność zwierzęcia przy tym jest trochę jak obecność kogoś, kto nie gra według naszych reguł społecznych. Pies czy kot nie udaje, że wszystko jest okej. Jak my coś udajemy przed sobą, to oni to widzą. I siedzą tyłem.
Czytam i trochę się gubię - bo zaczęłam ten wątek z myślą, że może coś zrobię dla swojej kotki, która jest ostatnio jakby przybita. A teraz mam wrażenie, że to nie chodzi o kotę, tylko o mnie. To tak ma być?
No dobra, ale jak mam siebie zapytać 'jak ty się czujesz' i co z tym zrobić? Bo to brzmi jak porada psychologa, nie jak pomoc dla kotki. Ona jest przybita, chodzi za mną, nie je normalnie - i ja mam teraz robić rachunek sumienia zamiast czegoś dla niej?
Jak weterynarz mówi 'stres', to ciekawe jest to, żeby sprawdzić co się zmieniło w domu mniej więcej w tym czasie. Nie rytualnie, po prostu obserwacyjnie. Czy coś się zmieniło w twoim życiu, co kotka mogłaby wyczuć? Nowy zapach, inna rutyna, coś w twoim nastroju?
szukam. Widziałam gdzieś o kadzeniu przestrzeni z kotem, o stawianiu kryształów przy jego miejscu do spania. Ale nie wiem czy to ma sens, czy to tylko ładnie wygląda na zdjęciach.
To akurat zależy od intencji, z jaką to robisz, chyba. Kadzenie przestrzeni ma sens jako oczyszczenie, ale nie wszystkie kadzidła są bezpieczne dla kotów - to jest coś, co trzeba sprawdzić zanim w ogóle zaczniemy mówić o rytuale. Niektóre olejki eteryczne są dla nich toksyczne.
Nie wiedziałem o tej toksyczności, dziękuję za tę uwagę. To właściwie zmienia całe podejście do fizycznych elementów rytuału przy zwierzętach. Czy są w takim razie kadzidła, które są uznawane za bezpieczne? Albo może lepiej w ogóle zrezygnować z dymu i pracować tylko z intencją?
A ja mam inne pytanie do tej sytuacji z Bogusią - czy ktoś z was pracował kiedyś z intencją wyłącznie mentalnie, bez żadnych fizycznych elementów, właśnie dlatego że były jakieś ograniczenia? Żadnego dymu, żadnych kryształów przy zwierzęciu, tylko skupienie?
To jest ciekawe rozróżnienie, bo w bioenergetyce mówi się o tym, że intencja jest przekazywana przez skupienie uwagi, nie przez przedmiot. Przedmiot jest kotwicą dla umysłu. Więc jeśli ktoś potrafi skupić uwagę bez zewnętrznych kotwic, to nie traci niczego esencjalnego. Tylko niektórym trudniej wejść w ten stan bez czegoś fizycznego.
Wchodzę tu po raz pierwszy w tym wątku, bo sama mam podobną sytuację - pies, który ostatnio jest jakby nieobecny. Ale mam inne pytanie niż Bogusia: czy zamiast robić rytuał dla psa, można zrobić rytuał razem z nim? Że on jest nie obiektem, ale uczestnikiem?
Uczestnictwo zwierzęcia w rytuale to temat, który szybko wchodzi na teren antropomorfizacji. Możemy powiedzieć, że kot 'współuczestniczy', ale tak naprawdę reaguje na zmieniony rytm oddechu człowieka, zmianę zapachu skóry, inny typ ruchu. Czy to uczestnictwo czy po prostu zwykła adaptacja do zmiany środowiska?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam bardzo podstawowe pytanie - czy ktoś kiedykolwiek zaobserwował konkretną zmianę w zachowaniu zwierzęcia po rytuale? Nie podczas, ale po. Bo to chyba byłby jakiś punkt wyjścia do oceny czy cokolwiek zadziałało.
No ale to jest właśnie sedno problemu z oceną czegokolwiek w tej dziedzinie. Jeśli każdy wynik można wytłumaczyć przez zmianę naszego zachowania, to na czym właściwie polega specyfika rytuału? Co robi rytuał ponad to, co robi zwykłe uspokojenie się?
A wracając do mojego pytania, bo chyba zostało trochę zawieszone w powietrzu - czy ktoś zaobserwował zmianę negatywną? Tzn. zwierzę zachowywało się gorzej po rytuale albo w trakcie? Pytam, bo skupiamy się na pozytywnych przykładach, a to trochę zaburza obraz.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które może być głupie - czy przy rytuale skierowanym na zwierzę powinno być ono fizycznie przy mnie? Moja kotka ostatnio unika mojego pokoju i zastanawiam się, czy mam z tym jakoś pracować, czy czekać aż sama wróci.
I to jest właśnie ten moment, o którym wspominałam wcześniej w tym wątku. Kiedy energia rytuału - albo po prostu intensywny stan wewnętrzny człowieka - zaczyna coś ujawniać przez reakcję zwierzęcia. Kotka może ci po prostu mówić, że coś się dzieje. Nie o niej, o tobie.
To brzmi jak argument za tym, że rytuał działa przede wszystkim jako sposób uwagi, a nie jako coś, co zmienia rzeczywistość niezależnie od naszej obserwacji. Nie mówię, że to umniejsza rytuał - skupienie uwagi to też coś. Ale to zupełnie inne podejście.
Wróćmy może do pytania, które zadałam wcześniej, bo trochę zginęło - o wspólnym rytuale z psem jako uczestnikiem. Bogusia powiedziała, że kotka unika jej pokoju, ja mam odwrotny problem: pies jest przy mnie non stop, ale jakby nieobecny, patrzy gdzieś poza. Czy to brzmi znajomo komuś?
Dobra, to może banalne pytanie, ale - czy ktoś próbował powiązać swój stan emocjonalny z zachowaniem zwierzęcia w sposób bardziej systematyczny? Nie intuicyjnie, ale przez jakiś czas prowadził notatki równolegle? Bo te obserwacje są ciekawe, ale wszystkie są retrospektywne.
