Miałem kilka sesji gdzie właśnie to odpływanie w ciszy dało mi coś czego w ogóle nie szukałem. Nie wiem czy to zaliczyć jako sukces rytuału czy jako przypadek.
Szczerze? Nie jestem pewien. Wcześniej myślałem że tak, że muszę wiedzieć czy coś 'zadziałało' celowo. Teraz mniej mnie to obchodzi i nie wiem czy to postęp czy lenistwo.
To jest chyba jedno z tych pytań bez odpowiedzi. Ale wracając do tematu - czy ktoś próbował w ogóle świadomie zmieniać muzykę w połowie rytuału? Nie przypadkowo jak Wizjoner mówił żeby unikać, ale celowo, jako element samego rytuału?
To jest dobre rozróżnienie - zmiana zaplanowana jako część struktury versus zmiana reaktywna bo coś nie wychodzi. Pierwsze może być sensem. Drugie to zazwyczaj sygnał że coś się rozjeżdża i lepiej skończyć i zacząć od nowa.
To może tłumaczyć dlaczego moje sesje w ciszy rano są kompletnie inne niż te wieczorami. Wieczorem odpływam albo zasypiam, rano jestem ostry ale czasem za bardzo nakręcony żeby wejść w cokolwiek spokojnego. Nie pomyślałem o tym w takich kategoriach wcześniej.
Dobra, ale czy wy nie przesadzacie trochę z tą biologią? Bo rozumiem że mózg i kortyzol i tak dalej, ale ludzie robili rytuały w środku nocy przez tysiące lat i chyba nie sprawdzali sobie poziomu hormonów przed.
To jest coś co mnie zawsze zastanawiało - skąd wiemy że stare tradycje kodowały czas biologicznie a nie z powodów czysto symbolicznych? Pełnia księżyca ma sens symboliczny bez żadnej biologii. Świt ma sens symboliczny jako nowy początek. Nie trzeba kortyzolu żeby to wyjaśnić.
To jest coś o czym warto się zastanowić szerzej. Wiele osób traktuje ciszę jako muzyka minus muzyka, czyli po prostu brak. A to jest inne środowisko, nie gorsze ani lepsze, ale wymagające innego nastawienia od początku. Zmiana w połowie może nie działać jeśli podchodzisz do ciszy jako do kontynuacji w innych warunkach.
Czyli to trochę jak zmiana języka w połowie zdania? Możesz to zrobić, ale musisz wiedzieć że zmieniasz język, a nie tylko ton głosu?
A czy ktoś próbował odwrotnie - zacząć w ciszy i w pewnym momencie włączyć muzykę? Bo mi się wydaje że to musiałoby działać zupełnie inaczej niż to co opisywała Konwaliowa.
To pytanie o strukturę mnie trochę zatrzymało, bo sama się zastanawiam od czego właściwie zależy czy coś jest rytuałem czy po prostu... czynnością. Czy Wiciol ma na myśli że struktura to warunek konieczny, czy raczej że on sam tak pracuje i to mu działa? Bo jeśli to drugie, to chętnie usłyszę więcej, ale jeśli pierwsze, to mam wątpliwości.
