Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy cisza podczas rytuału to faktycznie jakaś wyższa forma skupienia, czy po prostu jedna z wielu opcji. Przez lata robiłam wszystko w ciszy, bo tak mnie uczono - żadnych zakłóceń, pełna koncentracja. Ale parę miesięcy temu przez przypadek zostawiłam włączone radio i... nie było żadnej katastrofy. Rytuał przebiegł normalnie, a może nawet łatwiej mi było utrzymać stan skupienia, bo ta muzyka jakoś przykrywała moje własne myśli. Od tamtej pory zaczynam kwestionować tę zasadę ciszy jako złotego standardu. Czy ktoś świadomie eksperymentował z muzyką i ma jakieś konkretne obserwacje co do czasu działania czy jakości efektu?
To zależy od tego, co rozumiesz przez muzykę. Dron, śpiew tybetański, binauralne bity - to nie jest to samo co radio z przypadkową piosenką. W tradycjach ceremonialnych dźwięk był od zawsze częścią rytuału, nie tłem. Czym innym jest świadome użycie dźwięku jako elementu pracy, a czym innym puszczanie czegokolwiek, żeby zagłuszyć myśli. To drugie to trochę jak zaklejanie dziury w murze tapetą.
Ale czy to naprawdę robi aż taką różnicę? Znaczy, jeśli efekt jest taki sam albo lepszy, to co za różnica co gra w tle? Mnie bardziej interesuje właśnie to, co Eliksira napisała - że rytuał zadziałał normalnie. Bo ja próbowałem w ciszy i szczerze, po dwóch minutach mam w głowie listy zakupów. Muzyka mogłaby pomóc.
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie, może głupie: skąd w ogóle bierze się ta zasada, że cisza jest lepsza? Ktoś to kiedyś zbadał, czy to bardziej tradycja przekazywana z ust do ust? Bo jak patrzę na różne tradycje, to szamani bębnią, w kościołach śpiewają, na Wschodzie mantrują - i wszędzie jest dźwięk. Cisza jako standard brzmi dla mnie jak coś stosunkowo nowego.
Mnie zawsze uczono, że to zależy od celu. Przy pracy ochronnej cisza, przy przyciąganiu czegoś - można używać dźwięku. Ale nie wiem, skąd pochodzi ta zasada, po prostu ją powtarzam. Czy ktoś z was sprawdzał to empirycznie, tzn. robił podobne rytuały raz z dźwiękiem, raz bez, i faktycznie porównywał?
Dobra, ale gdzie można znaleźć takie bity? To jest cokolwiek dostępne na YT czy trzeba szukać gdzieś indziej? I czy musi być słuchawkami, bo rozumiem, że binaural bez słuchawek to nie działa?
Binaural bez słuchawek faktycznie nie zadziała, bo efekt polega na podaniu dwóch różnych częstotliwości do każdego ucha osobno. Ale jest alternatywa - isochronic tones, które działają przez głośniki. Na YT jest tego sporo, tylko trzeba uważać na jakość nagrania, bo część to zwykłe szumy z etykietką. Wracając do tematu - mnie bardziej interesuje, czy ktoś zauważył różnicę w emocjonalnym zabarwieniu rytuału zależnie od tego, czy była muzyka. Bo skupienie to jedno, a stan emocjonalny to drugie.
Tak, i to właśnie jest dla mnie clue tej rozmowy. Przy ciszy moje rytuały mają inny charakter - bardziej suchy, precyzyjny. Przy muzyce, nawet tej ambientowej, pojawia się więcej emocji. I nie wiem, czy to dobrze, bo emocje mogą zabarwić intencję w sposób, którego się nie planuje.
Ale czy emocje nie są właśnie paliwem? Gdzieś czytałam, że bez emocjonalnego zaangażowania rytuał to tylko forma bez treści. Albo że intencja bez ładunku emocjonalnego jest jak list bez adresu. Nie wiem na ile to prawda, ale wydaje mi się, że muzyka właśnie ten ładunek emocjonalny wzmacnia, nie przeszkadza.
Słucham tej dyskusji i trochę mnie zastanawia, czy wy wszyscy zakładacie, że rytuał ma działać na zasadzie jakiegoś mechanizmu, który można zoptymalizować. A co jeśli to jest bardziej subiektywne i jeden człowiek lepiej działa w ciszy, drugi przy dronach, a trzeci przy bębnach - i żadne z tych podejść nie jest obiektywnie lepsze? Po co szukać złotego standardu?
Trudno powiedzieć jeden tydzień to za krótko. Ale też nie chodzi o to, żeby siedzieć w ciszy latami i czekać. Baseline nie musi być długi, raczej chodzi o kilka powtórzeń tego samego rytuału w tych samych warunkach, żebyś miała jakieś porównanie do czegokolwiek. Jak robisz coś raz w ciszy i raz przy muzyce, to nic z tego nie wynika.
Nie ma twardej liczby. Chodzi o to, żebyś zaczęła widzieć wzorzec, nie o statystykę. Jak po trzech razach w ciszy obserwujesz podobny czas i podobny charakter efektów, to już masz coś. Jak za każdym razem jest inaczej, to albo za mało powtórzeń, albo inne zmienne się zmieniają, nie tylko cisza versus dźwięk.
No właśnie, ja już się poddałem na takim podejściu, bo zanim usiadłem do rytuału, to musiałem sprawdzić co, kiedy, jak i jeszcze notować. W końcu przestałem robić rytuały, a robiłem notatki. Nie o to chodzi chyba.
Ale jak w ogóle oceniasz efekty bez notatek? Pamięć jest zawodna. Wydaje ci się, że pamiętasz, a potem okazuje się, że pomyliłaś dwa rytuały albo nie pamiętasz, że wtedy byłaś chora i zestresowana.
Mam pytanie trochę z boku, ale powiązane. Czy muzyka ambientowa to jest coś innego niż te bity binauralne? Bo przez całą rozmowę mieszają mi się te dwa pojęcia i nie jestem pewien, czy to jest to samo, czy dwie różne rzeczy.
Zależy od celu. Przy medytacji wstępnej przed rytuałem binaural przy 40 Hz, bo szybciej wchodzę w stan skupienia. Przy samym rytuale często wyłączam albo zostaje samo spokojne tło bez żadnej techniki. Nie lubię mieszać indukcji ze stanem pracy, to jak jednoczesne rozgrzewanie silnika i jazda.
To ciekawe rozróżnienie, że coś jest do wejścia w stan, a coś innego do pracy samej w sobie. Nigdy tak nie myślałam o tym podziale. Zazwyczaj nastawiałam muzykę i zostawiałam ją na cały czas, od początku do końca.
Ja ostatnio próbowałam ciszy i po kilku minutach zaczęłam słyszeć własny oddech, tykanie zegara, samochody za oknem. Strasznie mnie to rozpraszało. Więc muzyka dla mnie działa jako rodzaj filtru, który zagłusza te przypadkowe dźwięki. Czy to ma sens, czy po prostu uciekam od ciszy?
Czytam tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam pytanie, które mnie gryzie. Wy mówicie dużo o stanie umysłu, skupieniu, falach mózgowych. A co z samą symboliką dźwięku? W różnych tradycjach pewne dźwięki mają znaczenie same w sobie, nie chodzi o to jak działa mózg, tylko o to co dźwięk reprezentuje albo wywołuje energetycznie.
I właśnie dlatego myślę, że cała ta dyskusja o tym, co działa lepiej, może mieć kilka odpowiedzi jednocześnie. Jeśli muzyka jest tłem, to jedno pytanie. Jeśli dźwięk jest sposóbm, to pytanie inne. A jeśli cisza jest aktywnym stanem pracy, to jeszcze inne. Tytułowe pytanie, muzyka czy cisza, to może być zbyt proste postawienie sprawy.
No to Kornelia dobrze to podsumowała, bo właściwie przez całą tę rozmowę trochę mieszaliśmy różne warstwy. Mam teraz pytanie konkretne: czy ktoś z was w ogóle próbował robić rytuał, gdzie dźwięk był aktywny na początku, a potem świadomie wprowadzał ciszę? Nie jako koniec, tylko jako przejście w inne stadium pracy?
I właśnie to jest chyba miejsce, gdzie rozmowa o ciszy i muzyce się rozgałęzia na dwa różne tematy. Jedno to dźwięk jako środowisko pracy, drugie to dźwięk jako sam akt magiczny. Przy pierwszym pytanie o ciszę versus muzykę ma sens. Przy drugim ta opozycja już nie istnieje, bo cisza byłaby rezygnacją z jedynego medium.
Przyznam, że to co piszecie o dźwięku jako samym akcie, to dla mnie nowe terytorium. Ja do tej pory myślałam o muzyce przy rytuałach jak o tle, żeby się lepiej skupić albo żeby zagłuszyć ulicę. To co wy opisujecie brzmi jak osobna gałąź, której w ogóle jeszcze nie dotknęłam. Czy to wymaga jakiegoś przygotowania, czy można po prostu zacząć próbować?
To pytanie wraca dosyć regularnie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Część tradycji mówi, że rozumienie tekstu wzmacnia intencję, inne podkreślają, że dźwięk działa niezależnie od intelektualnego rozumienia. Sam obserwuję u siebie coś pośredniego, znajomość znaczenia zmienia jakość skupienia, ale sam dźwięk ma swój efekt nawet bez tego.
No dobra, ale wracając do podstaw, bo ja się trochę zgubiłem. Mamy teraz rozmowę o mantrach, falach, śpiewie gardzielowym. A co ze zwykłym rytuałem przy świecach czy coś prostszego? Dla kogoś kto nie pracuje z dźwiękiem jako techniką, tylko pyta czy nastawić Spotify czy nie, to cała ta rozmowa trochę odpływa.
Słuchajcie, ja mam takie pytanie może trochę z innej strony. Czy jest jakaś różnica, jeśli chodzi o czas, kiedy efekty są zauważalne, między rytuałem w ciszy a z muzyką? Bo o tym w sumie miało być i jakoś wyszliśmy na mantry i fale. Ktoś zauważył coś takiego u siebie?
Mierzalne to może za duże słowo. Ale subiektywnie, przy ciszy mam wrażenie, że coś zaczyna się dziać szybciej, bo nie ma nic, co by rozpraszało intencję. Z muzyką bywa że wchodzę głębiej, ale wolniej. Nie wiem czy to jest kwestia samego dźwięku, czy po prostu tego jak ja działam. Mam za mało prób z kontrolowanymi warunkami, żeby to twierdzić z przekonaniem.
