mam pytanie bo trochę się pogubiłam. mówimy o tym że praca ogólna nie ma zewnętrznego punktu, ale przeciez jak ktoś robi rytuał bo chce sie lepiej czuć albo spokojniej myśleć, to czy to nie jest jakiś zewnętrzny punkt? czuję się lepiej albo nie czuję?
Wracam do tego co Sauwak powiedział o ramie zbudowanej z niesprawdzonych przekonań. Bo to mnie uderza, bo moja rama jest zbudowana między innymi z rzeczy które przeczytałam i które mi odpowiadały. Czy to znaczy że wybrałam je dlatego że potwierdzały to co chciałam myśleć? Pewnie częściowo tak. Ale czy jest inny sposób na wejście w jakąkolwiek praktykę?
To jest pytanie które sobie zadaję od lat i nie mam na nie satysfakcjonującej odpowiedzi. Każde wejście w praktykę zaczyna się od jakiegoś wyboru tego co nam mówi, a nie mówi coś, bo jesteśmy na to gotowi, albo bo pasuje do czegoś wcześniejszego. I to jest może nieusuwalne. Ale to co można zrobić to nie zatrzymywać się na tym pierwszym wyborze i wracać do niego z tym co zebrałeś potem.
Jest taki problem w psychologii badań nazywany confirmation bias i on nie jest specyficzny dla ezoteryki, tylko dla każdej dziedziny gdzie obserwator jest jednocześnie uczestnikiem. Jedyne co zmniejsza jego wpływ to zewnętrzna perspektywa, ktoś kto czyta twoje notatki i zadaje ci trudne pytania. Dlatego stare tradycje miały strukturę mistrz-uczeń, nie dlatego że mistrz wiedział wszystko, tylko dlatego że był kimś zewnętrznym.
To wyjaśnia dlaczego cykl w astrologii jest dla mnie takim oparciem. On dostarcza tarcia z zewnątrz, bo kalendarz nie pyta mnie czy jestem gotowa na tranzyt. I to sprawia że konfrontuję się z czymś zanim mam czas zdecydować że wolę nie. Przy pracy spontanicznej sama decyduję kiedy i co, i bardzo łatwo jest nieświadomie unikać wszystkiego co jest niewygodne.
No ale tu jest odwrotny problem, bo jeśli cykl zewnętrzny narzuca ci kiedy pracujesz, to czy to jest twoja praca czy praca według harmonogramu? Gdzie jest w tym miejsce na autentyczność o której mówiliśmy wcześniej?
No ale wróćmy do tego co Rozmarynka powiedziała, bo mam wrażenie że to jest sedno całej dyskusji. Mówisz że cykl mówi ci kiedy jest moment, ale działanie jest twoje. Tylko skąd wiesz że to jest twój moment, a nie po prostu że zrobiłaś coś bo kalendarz powiedział żebyś zrobiła? Pytam serio, nie złośliwie.
Zastanawiam się nad tym co Sauwak pisał wcześniej o wyborze ramy. Mam notatki z ostatnich kilku miesięcy i jak je przeglądam, to widzę że część rytuałów które robiłam bez konkretnego celu ma bardzo podobną strukturę, bo zawsze zaczynam od wyciszenia, potem jest jakiś gest, potem zamknięcie. I nie wiem czy to jest moja rama czy po prostu nawyk. Czy to w ogóle ma znaczenie?
To co Szafranka opisuje brzmi jak coś co można by nazwać dekonstrukcją praktyki. I to jest właśnie moment gdzie praca ogólna staje się pracą z konkretnym celem, bo celem jest zrozumienie własnej struktury. Pytanie czy ktoś to robi świadomie czy to się zdarza samo.
To ciekawe co Perun80 mówi, bo to sugeruje że zewnętrzne tarcie, o którym wcześniej pisałam, może być też wewnętrzne. Nie cykl astrologiczny, nie cel który się nie realizuje, tylko poczucie że coś nie gra. I to poczucie pełni tę samą funkcję weryfikatora.
a jak rozpoznajesz że coś nie gra? bo dla mnie to brzmi jakbyś miała jakiś wewnętrzny alarm i zastanawiam sie czy wszyscy to mają czy to przychodzi z czasem
Nawiązuję do wątku o dekonstrukcji, bo myślę że jest w nim coś co dotyczy bezpośrednio tytułu. Praca spontaniczna daje materiał do dekonstrukcji, praca z celem daje punkt wyjścia do oceny. Żadna nie daje gotowej odpowiedzi, ale obie dają coś innego do przepracowania. Może dlatego naprzemienność ma więcej sensu niż wybór jednego podejścia.
Ale ile czasu to w ogóle zajmuje zanim cokolwiek ma sens? Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że mówicie o czymś co wymaga lat żeby w ogóle zacząć wiedzieć czy cokolwiek działa.
Przepraszam że wchodzę, ale to co Sauwak napisał o naprzemienności mnie zatrzymało. Czy naprzemienność to jest świadoma strategia czy po prostu tak wychodzi? Bo jak ktoś planuje naprzemienność, to czy praca spontaniczna dalej jest spontaniczna?
Mam pytanie do całej dyskusji, bo przez chwilę gubiłam wątek. Mówimy o tym że praca z celem ma zewnętrzny punkt odniesienia, a praca ogólna nie ma. Ale czy nie jest tak że praca z celem też może być spontaniczna? Mam na myśli sytuację kiedy cel jest impulsem, czujesz że czegoś chcesz i zaczynasz pracować, bez planu, bez struktury, tylko z tym jednym punktem. To jest praca z celem czy bez?
Zastanawiam się czy podział na cel i brak celu jest w ogóle użyteczny jako główna oś. Może ważniejszy jest podział na obecność i nieobecność intencji, bo można mieć cel bez intencji i intencję bez konkretnego celu. Cel to rezultat, intencja to kierunek działania w momencie. One mogą iść razem, ale nie muszą.
Intencja bez celu to dla mnie praca w stylu 'chcę zobaczyć co jest' zamiast 'chcę żeby było tak'. Przy runach to się zdarza kiedy rzucam bez konkretnego pytania, żeby sprawdzić co się pokazuje samo. Nie mam oczekiwania, ale mam gotowość. Czy to jest intencja? Chyba tak, ale bardzo luźna.
To co Perun80 mówi o niewygodzie jako sygnale autentyczności jest dla mnie jednym z ważniejszych rozróżnień w całej tej dyskusji. Praca z celem ma tendencję do potwierdzania, bo chcemy żeby działało. Praca bez konkretnego celu może dostarczyć informacji której nie szukaliśmy i właśnie dlatego jest w niej potencjał który trudno zreplikować przy planowanym rytuale.
Ale jak ktoś dopiero zaczyna to skąd ma wiedzieć co jest projekcją a co nie? Wy mówicie jakbyście mieli jakiś wewnętrzny barometr, ale przecież tego się nie ma od razu.
To co Aldona03 mówi o stylu pisania jest bardzo konkretne i chyba niedoceniane. Ciało i język piszą co się naprawdę dzieje, zanim głowa to sformułuje. Jak czytam swoje stare notatki to też widzę że pewne wpisy są zdaniami urwanymi w połowie albo mają dziwną interpunkcję i to zwykle przy czymś co było ważne, nieoczekiwane.
a ja nie piszę notatek bo mam wrażenie że jak zaczynam pisać to tracę to co czułam, jakby słowa to przykrywały. macie tak? czy to tylko u mnie
Wracając do Arkanii z wcześniejszego postu, bo jej pytanie o cel jako impuls mi się kręci w głowie. To jest moim zdaniem trzecia kategoria której nie mieliśmy na początku. Nie cel zaplanowany, nie brak celu, ale cel który pojawia się w trakcie. I to jest chyba najbliższe temu co większość z nas robi w praktyce, bo rzadko kiedy albo wiemy dokładnie co chcemy albo nie wiemy nic.
To mi trochę przypomina różnicę między obserwacją tranzytu w czasie rzeczywistym a prognozowaniem. Jedno i drugie jest pracą astrologiczną, ale to pierwsze odpowiada na to co jest, a drugie zakłada co będzie. I błędy w każdym przypadku są innego rodzaju.
przepraszam że wchodzę bo śledzę tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie do Perun80. co to znaczy rzut otwarty przy runach? czy to jest po prostu rzut bez pytania czy jest jakaś konkretna forma?
I tu wracamy do sedna wątku, bo Tymek89 nieświadomie zadał pytanie które jest sercem tej dyskusji. Czy sama forma, czyli sposób w jaki stawiasz pracę, zmienia co z niej wynika? Ja myślę że tak i że to jest ważniejsze niż cel versus brak celu.
Forma jako zmienna to dobry trop i może być tym czego nam brakowało przez całą rozmowę. Cel, intencja, spontaniczność, to wszystko może być funkcją formy którą wybierasz albo w którą wchodzisz bez wyboru. I tu pojawia się pytanie czy ktoś świadomie pracuje z samą formą oddzielnie od treści.
Forma jako zmienna to dobry trop i może być tym czego nam brakowało przez całą rozmowę. Cel, intencja, spontaniczność, to wszystko może być funkcją formy którą wybierasz albo w którą wchodzisz bez wyboru. I tu pojawia się pytanie czy ktoś świadomie pracuje z samą formą niezależnie od celu. Czy ktoś z was w ogóle myślał o formie jako oddzielnej decyzji, zanim zdecydował co chce zrobić?
