A czy można świadomie wybierać formę bez żadnego celu? Znaczy czy forma bez celu ma sens sama w sobie? Pytam bo mam wrażenie że zawsze zaczynam od jakiegoś 'chcę sprawdzić czy...' i nie wiem czy w ogóle jestem w stanie tego nie robić.
hmm ale czy ta różnica między 'sprawdzam' a 'chcę żeby wyszło że' jest naprawdę tak wyraźna w praktyce? bo jak się zastanawiam nad własnym doświadczeniem to nie zawsze jestem w stanie powiedzieć gdzie jedno przechodzi w drugie
to jest ciekawe co Perun80 pisze bo ja chyba zawsze reinterpretuję i nie widziałam w tym problemu. myślałam że to po prostu szukanie głębszego sensu. a to może być ucieczka?
Reinterpretacja i ucieczka to nie jest to samo, ale jedno może udawać drugie. Reinterpretacja ma sens kiedy twój pierwszy odczyt był za płytki. Ucieczka wygląda podobnie, ale kierunek jest inny, nie 'co to naprawdę znaczy', tylko 'jak to zmienić żeby pasowało'. I tak jak Perun80 mówi, różnicę widać w tym co robisz kiedy nie możesz przereinterpretować do zera. Czy zostawiasz to jako otwartą kwestię, czy zapominasz o tym rzucie?
ale jak ktoś robi rzut i dostaje wynik którego kompletnie nie rozumie, to co ma zrobić? zostawić? to nie jest żadna odpowiedź na nic
To co Celestyna.1 mówi jest szczere i myślę że warto to zostwić bez oceniania, bo to jest realne napięcie. Ale jest pytanie czy magia w ogóle działa w twoim czasie czy we własnym. Jak chcesz żeby działała na żądanie, to może ograniczasz to co jest możliwe. Nie mówię że to złe, tylko że to jest wybór z konsekwencjami.
ja długo myślałam że sprawne działanie to kwestia techniki, czyli że jak zrobię dobrze to wyjdzie szybko. potem zaczęłam rozumieć że część pracy jest po prostu poza moją kontrolą co do czasu. i nie wiem kiedy to przyszło, to nie była jedna decyzja, to się po prostu zmieniło gdzieś po drodze
I to jest właśnie miejsce gdzie forma staje się zmienna, a nie tylko ramy. Aldona03 mówi że ma zarys i cel, ale pozwala formie odpowiadać na to co się dzieje. To nie jest improwizacja bez punktu wyjścia, to jest praca z punktem wyjścia i elastyczną ścieżką. Mam wrażenie że to jest trzecia opcja o której mówiła wcześniej Arkania, tylko konkretniej pokazana.
słuchajcie, wchodzę z boku, ale to co Aldona03 opisuje czyli rozróżnianie sygnału od głupiego wymówki, to jest dla mnie jedna z głównych przeszkód dlaczego w ogóle trudno mi to traktować poważnie. bo skąd wiadomo że nie budujemy sobie całego systemu który tłumaczy wszystko tak jak chcemy?
dobra, to co Perun80 napisał jest uczciwe i to doceniam. ale mam follow-up, bo mnie to nie do końca przekonuje. mówisz że system który tłumaczy wszystko jest zły, ale jak odróżnić system który tłumaczy zbyt wiele od systemu który po prostu jest spójny? bo z zewnątrz wyglądają tak samo.
słucham tej rozmowy i mam wrażenie że trochę odeszliśmy od tego co Sauwak postawił na początku, czyli od improwizacji i spontaniczności versus konkretny cel. Swietowit pyta o epistemologię całego systemu, co jest ważne, ale może warto wrócić do kwestii czy spontaniczne działanie w ogóle może coś zrobić bez zaplanowanej struktury. Bo to jest chyba serce tematu.
Wierzbina ma rację że to jest serce tematu i dobrze że ktoś to powiedział, bo ja sam zacząłem tu temat z konkretnym pytaniem i właśnie to mnie najbardziej kręci. Moje obserwacje są takie, że spontaniczne czynności miewają moc, ale rzadziej i trudniej to powtórzyć. Planowane działania są przewidywalne, ale czasem jakby pozbawione czegoś co sprawia że cokolwiek w ogóle się dzieje. I nie wiem jak to nazwać.
to co Sauwak opisuje jest dla mnie znajome i myślę że chodzi o coś co można by nazwać napięciem między intencją a obecnością. Kiedy planujesz, masz intencję, ale możesz wypaść z bycia obecnym, bo idziesz według listy. Kiedy improwizujesz, jesteś obecny, ale intencja się rozmywa. Pytanie jest chyba takie, czy da się mieć oba jednocześnie, i co sprawia że czasem to wychodzi.
to ciekawe co Szafranka opisuje, bo ja przez długi czas robiłam odwrotnie, intencję trzymałam z przodu i ciągle do niej wracałam. i teraz jak to czytam to rozumiem dlaczego część pracy wychodziła płasko. ale mam pytanie, jak to 'ustawiasz' przed pracą? fizycznie, mentalnie, jakiś konkretny moment?
to co Szafranka robi jest zbliżone do sposobu w jakim część tradycji ceremonialnych traktuje deklarację woli, ale tam zazwyczaj jest to formalizowane jako odrębny etap przed właściwą pracą. Interesujące jest to że Szafranka doszła do podobnego mechanizmu intuicyjnie. Pytanie do Sauwaka, bo to jest twój temat, czy spontaniczne działania które u ciebie 'działały' miały jakiś taki poprzedzający moment ustawienia, nawet jeśli nieuświadomiony?
Pustelnik pyta o coś co mnie samego zaskoczyło jak zacząłem to analizować. Bo jak wracam pamięcią do tych spontanicznych momentów które coś zrobiły, to prawie zawsze był jakiś stan poprzedzający. Nie deklaracja, nie zdanie, ale stan. Coś między skupieniem a obojętnością. Jakbym wiedział czego chcę, ale przestał się tym przejmować. I dopiero wtedy to co robiłem spontanicznie miało jakiś ciężar.
hej, wchodzę trochę z boku, ale to co Sauwak pisze o tym stanie między skupieniem a obojętnością, to brzmi jak coś co gdzieś czytałem o koncepcji lhp dotyczącej śmierci ego podczas pracy. że dopóki bardzo chcesz żeby wyszło, to właśnie to pragnienie blokuje. czy wy w ogóle uważacie że ta mechanika ma jakiś sens, czy to jest za bardzo psychologizowanie?
ale to trochę brzmi jakbyśmy mówili że magia działa kiedy ci nie zależy. to by znaczyło że im bardziej czegoś chcesz tym gorzej. ale po co w ogóle coś robić jak ci nie zależy? trochę bez sensu
no ale to jest super trudne w praktyce. jakbyście mieli konkretny problem i chcieli konkretnego rozwiązania, to jak macie nie myśleć o tym jak to ma wyglądać? to jest jakieś ćwiczenie mentalne dla mnichów a nie dla normalnych ludzi
a to ciekawe podejście Celestyna.1, bo ja przez jakiś czas prowadziłam notatki i obserwowałam kiedy rzeczy się układają a kiedy nie, i faktycznie częściej wychodziło gdy byłam skoncentrowana na tym co robię, nie na tym co ma z tego wyniknąć. tylko nie wiem czy to jest specyfika pracy z astrologią czy ogólna zasada. u ciebie, Sauwak, czy widzisz to podobnie przy pracy z kartami?
Rozmarynka pyta o coś co jest naprawdę ciekawe w kontekście kart. Bo rzut kart to jest jeden z tych przypadków gdzie napięcie między celem a otwartością jest bardzo wyraźne. Jak wchodzę z konkretnym pytaniem i bardzo chcę konkretnej odpowiedzi, to czytam inaczej, jakby selektywnie. Widzę to co pasuje. Jak wchodzę z ogólnym 'pokaż mi co jest ważne', to czasem wychodzi coś czego w ogóle się nie spodziewałem i to jest zwykle cenniejsze.
to jest dokładnie moje doświadczenie z kartami. otwarte pytanie daje mi znacznie więcej niż zamknięte, ale jednocześnie otwarte pytanie wymaga żebym potem cokolwiek z tym zrobiła, a nie tylko potwierdziła co już wiedziałam. i to jest trudniejsze, bo nie ma gotowego klucza do interpretacji.
i tu wracamy do sedna całego wątku. Sauwak postawił pytanie o spontaniczność versus cel, ale może te dwie rzeczy nie są opozycją tylko pewnym kontinuum. Praca z jasnym celem daje strukturę ale zawęża. Praca bez celu daje przestrzeń ale rozmazuje. Najciekawsze rzeczy dzieją się chyba gdzieś pośrodku, ale to 'pośrodku' jest różne dla każdego i trudno go zdefiniować z zewnątrz. Jak wy, którzy tu piszecie, to u siebie lokalizujecie?
