okej ale jak długo trwa ten 'etap budowania'? bo brzmi to znowu jak coś bez końca, że zawsze jesteś na etapie budowania i nigdy nie wiesz kiedy wzorzec jest gotowy
a czy ktos moze miec tak ze w ogole nie czuje tego o czym mowicie? ze po prostu nie ma tego wewnetrznego sygnalu albo go nie rozroznia? bo mam wrazenie ze dla niektorych osob to naturalnie nie dziala i nie wiem czy to kwestia praktyki czy czegos innego
I tu wracamy do pytania, które Monisia postawiła wcześniej, o falsyfikowalność. Może dla kogoś bez dostępu do wewnętrznych sygnałów jedynym sensownym kryterium są wyniki zewnętrzne. A to z kolei przywraca pytanie o zbieg okoliczności. Zamknięte koło. Ale zastanawiam się, czy to koło jest problemem czy po prostu naturą tej praktyki.
słuchacie, ja cały czas siedzę z tym jednym pytaniem i nie mogę go zostawić. Czy ta dyskusja nie prowadzi do wniosku, że plan i spontaniczność to tak naprawdę fałszywa dychotomia? Bo jeśli decyduje stan, a do stanu można dojść różnymi drogami, to pytanie tytułowe wątku jest może źle postawione od początku.
Myślę że Swietowit trafił w coś co mnie od początku tej dyskusji trochę uwiera. Rozmawiamy o planie i spontanie jakby to były rzeczy, które można porównać w tych samych kategoriach. Ale plan to coś, co istnieje przed działaniem. Spontan to coś, co istnieje w trakcie. To nie jest ta sama oś.
dobra, to rozwiń, bo nie za bardzo widzę co z tego wynika praktycznie. Jeśli plan i spontan istnieją na różnych osiach, to co jest na tej samej osi co plan? I co jest na tej samej osi co spontan?
To co Sauwak opisuje zgadza się z tym co próbowałem powiedzieć wcześniej. Plan jest strukturą czasową, a spontan jest jakością obecności w danej chwili. Można mieć plan i być w pełni spontanicznym w jego realizacji. Można nie mieć planu i działać mechanicznie, bez żadnej obecności. W praktykach runicznych które znam, sam dobór run do pracy może być zaplanowany do granic możliwości, ale moment wejścia w kontakt z symbolem jest zawsze nieprzewidywalny.
Wracam do tego co Sauwak powiedział o różnych osiach, bo to mi zmienia układ całej rozmowy. Jeśli plan to oś 'przed-w trakcie', a spontan to oś 'obecność-mechanizm', to pytanie tytułowe rzeczywiście jest inaczej skrojone niż myśleliśmy. Tylko że wtedy 'praca dla konkretnego celu' z tytułu wątku nie jest o planie. Jest o intencji. I to jest zupełnie inna rozmowa.
mam wrazenie ze sie zgubilam w tej osi i w tym spektrum 🙂 czy mozna powiedziec prosto, czy jak chce zrobic cos konkretnego to lepiej planowac czy nie? bo ta dyskusja juz tyle razy sie zawinela ze nie wiem gdzie jestesmy
I tu wychodzi coś co mnie zastanawia od początku tego wątku. W astrologii jak pracuję z transytami, to nie ma czegoś takiego jak 'spontan bez kontekstu'. Nawet jeśli działam bez zaplanowanego rytuału, to działa w tle zegar, który planuję za mnie. Cykl planetarny jest planem, którego nie musiałam tworzyć. Zastanawiam się czy w magii nie ma czegoś podobnego, jakiegoś zewnętrznego rytmu, który zastępuje plan.
Słucham tej rozmowy o zewnętrznych rytmach i mam wrażenie, że może to jest klucz do pytania Monisi. Jeśli zewnętrzny rytm zastępuje plan, to pracując spontanicznie wcale nie działasz bez struktury. Działasz w ramach struktury, której nie zbudowałaś. A planując, budujesz własną strukturę. I może to jest właśnie wybór, a nie kwestia lepiej czy gorzej.
Arkania dotknęła czegoś ważnego. To co opisujesz to rozróżnienie między strukturą znalezioną a strukturą stworzoną. Obie mogą być tak samo skuteczne, ale prowadzą do różnych rzeczy długofalowo. Praca w ramach cudzej lub zewnętrznej struktury jest szybsza na start, własna struktura buduje coś czego nie zbudujesz inaczej. Chociaż chętnie bym usłyszał czy Wierzbina albo Szafranka mają inne zdanie, bo tu możemy się nie zgadzać.
to 'dlaczego kontra jak' to jest chyba najlepsza definicja tego wątku jaką tu padła. I nagle rozumiem też pytanie tytułowe inaczej. Praca dla konkretnego celu wymaga wiedzy dlaczego. Ogólna praca, jak ją rozumiem, może istnieć bez tego. Ale czy ogólna praca bez dlaczego nie staje się po prostu nawykiem który Perun80 opisywał wcześniej, bez gwarancji że ten nawyk jest gdziekolwiek zakorzeniony?
I to chyba jest odpowiedź na pytanie, z którym zacząłem ten wątek. Nie ma opozycji między pracą dla celu a pracą ogólną, bo oba wymagają sensu. Różnią się tylko tym, gdzie jest punkt ciężkości. W pracy dla celu sens jest w wyniku. W pracy ogólnej sens jest w samym działaniu. I żadne z nich nie działa bez tego co Pustelnik nazwał dlaczego.
okej, Sauwak, to ładnie brzmi że oba wymagają sensu i różnią się punktem ciężkości, ale mam takie zwykłe pytanie praktyczne: co jeśli ktoś nie wie gdzie jest jego punkt ciężkości? bo ja szczerze mówiąc nie wiem czy pracuję dla wyniku czy dla samego procesu, i najczęściej chyba ani ani
To co Sauwak opisuje to jest coś co ja bym nazwał badaniem śladów po sobie. Rytuał się skończył, ale zostaje po nim wzór. Gdzie byłeś naprawdę zaangażowany, gdzie byłeś mechaniczny, gdzie coś cię zatrzymało. Te ślady mówią więcej o punkcie ciężkości niż jakiekolwiek wcześniejsze deklaracje. I to jest dlatego notatki po rytuałach są czymś innym niż notatki przed.
Myślę że to jest fałszywy wybór, Rozmarynko. Zatrzymanie w trakcie i retrospekcja to są dwie różne informacje, nie dwa konkurencyjne podejścia. Zatrzymanie w trakcie mówi ci co jest teraz, retrospekcja mówi ci co było naprawdę. Obie są potrzebne i żadna nie zastąpi drugiej. Tylko że zatrzymanie w trakcie wymaga czegoś czego nie da się nauczyć z opisu.
przepraszam że wchodzę z boku ale właśnie to co powiedziała Wierzbina, że czegos nie da sie nauczyc z opisu, to jest chyba moj problem 🙂 bo czytam i rozumiem ale jak próbuję zrobić sama to gdzieś mi to ucieka. czy to jest normalne że rozumie się w głowie a nie wychodzi w praktyce?
To co Monisia opisuje to jest klasyczny objaw zbyt małej liczby punktów zakotwiczenia. W pracy z runami używam zawsze przynajmniej dwóch: coś fizycznego pod palcami i oddech. Nie dlatego że oba są konieczne, tylko dlatego że jeśli jedno się rozpadnie to mam drugie. Kiedy zostaje tylko słowo i zamiar, to jest bardzo mało miejsca zanim uwaga znajdzie lepszy cel.
I to jest właśnie to co mnie zastanawia w całej tej rozmowie o spontanie i planie. Spontan nie jest brakiem struktury, tylko brakiem z góry narzuconej struktury. Ale punkty zakotwiczenia, cykl planetarny, oddech, to wszystko jest struktura, tylko że wybrana albo znaleziona, nie zaplanowana na papierze. Może to jest właśnie ta różnica między planem a ramą?
Ta różnica planu i ramy wyjaśnia coś co mi siedziało od początku. Praca ogólna, jak ją rozumiemy w tym wątku, to może być po prostu praca bez planu ale z solidną ramą. A pytanie tytułowe o konkretny cel kontra ogólna praca to jest pytanie o to co umieszczasz w środku ramy, a nie o to czy rama istnieje. Czy to ma sens dla innych?
I tu wracamy do punktu wyjścia całego wątku, bo intencjonalność budowania ramy to jest chyba sedno pytania o sens. Nie chodzi o to czy działasz z planem czy spontanicznie, tylko czy wiesz co budujesz, nawet jeśli nie wiesz jak. Cel i sens to nie to samo i teraz dopiero to widzę wyraźnie po całej tej rozmowie.
Dobra, to zostańmy tu przez chwilę. Rozmarynka mówi że cel i sens to nie to samo, Sauwak mówił że oba typy pracy wymagają sensu. Ale skąd wiadomo że ma się sens a nie tylko poczucie że się ma sens? Bo to jest moim zdaniem najciemniejszy punkt całej tej dyskusji i nikt tego wprost nie dotknął.
To pytanie Szafranki o to skąd wiadomo że ma się sens a nie tylko poczucie że się ma sens, siedzi mi teraz i nie chcę go odpuścić. Bo myślę że to jest właśnie ta różnica między ramą a jej brakiem. Kiedy mam zbudowaną ramę, to poczucie sensu mam z czym zestawić. Czy ta praca wpisuje się w coś co już weryfikowałam, czy jest z tym sprzeczna, czy to nowe. Bez ramy każde poczucie sensu jest tak samo ważne i tak samo niepewne.
to jest moim zdaniem pytanie o to czego oczekujemy od weryfikacji. Jeśli oczekujemy potwierdzenia z zewnątrz, to magia w ogóle tego nie daje. Jeśli pytamy o wewnętrzną spójność, czyli czy moja praca działa zgodnie z tym co o niej myślę, to rama daje przynajmniej jakiś punkt oparcia. Nie pewność, ale punkt.
To jest właśnie ten moment kiedy zaczyna mieć znaczenie różnica między pracą ogólną a pracą dla konkretnego celu. Praca dla konkretnego celu ma zewnętrzny punkt odniesienia, cel albo się zrealizował albo nie. Praca ogólna tego punktu nie ma i dlatego pytanie o sens jest w niej ostrzejsze, bo nie ma co mierzyć.
Myślę że szukamy jednej miary, a może ich jest kilka i żadna nie jest wystarczająca sama w sobie. Przy runach wracam do trzech rzeczy po skończonej pracy: czy byłem obecny, czy coś się zmieniło w moim rozumieniu, i czy zrobiłbym to samo wiedząc to co wiem teraz. To nie jest certyfikat że działało, ale daje mi materiał do pracy następnym razem.
