Ostatnio coraz więcej czytam o tym, że większość magicznych praktyk opisywana jest jako coś, co wymaga świec do połowy spalonych, pełni księżyca i najlepiej północy. A ja się zastanawiam - czemu właściwie? Bo szczerze, próbowałam kilka razy robić coś prostszego w ciągu dnia, przy otwartym oknie, kiedy słońce świeciło, i jakoś nie czułam żeby cokolwiek działało inaczej albo gorzej. Może nawet lepiej, bo byłam spokojniejsza i mniej rozkojarzona niż wieczorami. Chciałam zapytać czy ktoś w ogóle pracuje regularnie przy świetle dziennym - nie od święta, ale właśnie na co dzień - i czy faktycznie jest jakaś zauważalna różnica. Bo mam wrażenie że to bardziej kwestia nastawienia niż pory dnia, ale może się mylę i ktoś ma jakieś konkretne doświadczenia?
ja prawie zawsze robie rzeczy w dzien, mam male dziecko wiec wieczorem po prostu odpade z nóg i nic z tego nie wychodziło bo byłam rozdragniona. i szczerze - nie zauważylam żadnej roznicy jakościowej. jedyne co sie zmienia to atmosfera, no bo przy słoncu jest po prostu inaczej, bardziej trzeźwo, ale nie wiem czy to przeszkadza czy pomaga. zależy co sie robi chyba. przy medytacji woła mnie słonce, przy czymś bardziej intencjonalnym trochę tęsknię za spokojem wieczoru. ale to może być tylko nawyk, nie?
ale właśnie, bo ja mam taką teorię że magia solarna i lunarna to są jednak dwie różne jakości, nie tylko symbolika. i że praca przy słońcu po prostu z natury rzeczy kieruje w stronę działania, manifestacji, czegoś aktywnego - a księżyc to bardziej introspekcja, oczyszczanie, praca ze sferą emocjonalną. więc może nie chodzi o to że jedno jest lepsze, tylko że do różnych celów? czy ktoś miał tak że wyraźnie czuł tę różnicę, nie tylko jako nastrój ale jako efekt końcowy działania?
mam pytnaie trochę z boku - czy ktoś w ogóle próbował pracować na dworze w ciągu dnia, nie w domu? bo ja czasem chodzę do lasu i tam jest zupełnie inne czucie niż w mieszkaniu, bez względu na porę. może to kwestia miejsca bardziej niż światła?
przepraszam że wchodzę z czymś innym, ale właśnie temat mnie przyciągnął. mam kota i zawsze kiedy zaczynam cokolwiek robić - nawet proste medytowanie przy oknie - on się kładzie obok. czy to jest tylko przypadek? bo czytałam że zwierzęta podobno wyczuwają zmiany energetyczne. ale nie wiem czy to nie jest za duże słowo "wyczuwają" bo może po prostu widzi że jestem spokojna i przysiada?
mój syn ma dwa lata i on też czesto przychodzi jak medytuję, siada obok i jest cicho, a normalnie nie ma chwili spokoju 🙂 nie wiem co to znaczy, ale cos musi być w tym skupieniu które na zewnątrz widać
trochę inny temat ale w sumie połączony - zastanawiam się czy przy pracy w dzień trzeba w ogóle inaczej dobierać to czego się używa. np. kamienie, zioła. czy jest jakaś logika że coś bardziej "słoneczne" działa lepiej w dzień, czy to też tylko symbol?
o, tego nie wiedziałam. to by tłumaczyło czemu w starej wiedzy zielarskiej takie rzeczy były ważne - nie chodziło o symbolikę tylko o praktykę. ciekawe ile takich rzeczy ma ukryte racjonalne uzasadnienie którego po prostu nie szukamy bo zakładamy że "to magia"
wracajac do zwierzat - mam psa i raz próbowałem zrobić coś z runami przy stole, normalnie w dzień, i on zaczął wyć. dosłownie. nie wiem co go ruszyło, bo cisza była, nic się nie działo. może jakiś dźwięk z zewnątrz, może coś innego. ale byłem trochę zaskoczony
czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam takie pytanie do wszystkich - czy ktoś miał kiedyś odwrotnie, że zwierzę wyraźnie uciekało albo nie chciało być przy was podczas jakiegoś rytuału? bo z tego co piszecie to głównie o psach i kotach które się przystawiają, ale co jeśli ktoś odchodzi? czy to coś znaczy czy lepiej dać spokój i nie szukać znaków?
słuchajcie, bo się trochę odpłynęliśmy w stronę zwierząt, co jest super, ale wróćmy na chwilę do głównego pytania o pracę w dzień. mnie dalej zastanawia jedna rzecz - czy ta "tajemniczość" którą kojarzymy z magią nocną, ze świecami i mrokiem, nie jest bardziej kwestią estetyki i kultury niż czegoś funkcjonalnego? bo w końcu szamanizm rdzennych ludów działał często w pełnym świetle dziennym, przy ogniu na słońcu, taniec, dźwięk. i nikt nie mówił że to mniej skuteczne. skąd w ogóle w europejskiej tradycji wzięło się to skojarzenie magia = noc?
ten watek z ukrywaniem sie to jest naprawde cos. czytalam kiedys ze w tradycji cunning folk w anglii sporą cześć pracy robili normalnie, w dzien, przy klientach. to nie bylo ukryte. tajemniczoc to był bardziej wynalazek romantyzmu i późniejszej popkultury niz cos co bylo zawsze
bo to w sumie ciekawe - jak ktoś przychodził do takiego znachora z problemem to on prawdopodobnie siedział przy stole, przy świetle dnia, i po prostu coś robił. bez otoczki. i ludziom pomagało. więc ta cała otoczka może być tylko ozdobą którą sami sobie dokładamy
trochę się gubię w tej rozmowie, bo poszło to w kilka kierunków naraz. ale mam pytanie do wszystkich: czy sądzicie że zwierzę może w jakiś sposób zakłócić rytuał? nie jako złe omen, tylko dosłownie - wejdzie, przewróci coś, rozproszy. i jak wtedy reagujecie, przerywacię czy kontynuujecie?
ja bym raczej kontynuował, bo co innego wychodzi z tego że coś przerywamy w połowie? chyba nic. chyba że sam rytuał jest zbudowany na jakichś konkretnych krokach które trzeba przejść bez przerwy - ale czy tak jest? czy to zależy od tradycji?
wracając trochę do pytania o zwierzęta i to czy są uczestnikami - mi się wydaje że ta rozmowa trochę odpowiada na własne pytanie. bo skoro my jako ludzie nie do końca wiemy co robimy i skąd to działa, to pytanie czy zwierzę "uczestniczy" czy "obserwuje" może być źle postawione. może nie ma tej granicy
czytam całą tę rozmowę i mam takie wrażenie że część z nas zakłada z góry że zwierzę cokolwiek odbiera w sensie "magicznym". a może po prostu rejestruje człowieka który jest spokojny, skupiony i siedzi w miejscu - i to mu odpowiada? psy i koty po prostu lubią takich ludzi w pobliżu
jest jeszcze jedna rzecz której nie ruszyliśmy - czy w ogóle bezpieczne jest mieć zwierzę przy rytuałach? pytam serio, bo czytałam że niektóre zioła których się używa są toksyczne dla kotów. szałwia podobno jest w porządku ale np. kadzidła mogą być problemem przy częstym używaniu
to by łączyło oba wątki z tej rozmowy - dzień, światło, otwarte okno, przewietrzony pokój i zwierzę które może być obok bez ryzyka. praktycznie rzecz biorąc to ma sens nawet jeśli odłożymy całą resztę na bok
i to chyba jest taka odpowiedź którą ciężko podważyć - niezależnie od tego co kto myśli o energiach czy symbolice, wentylacja i bezpieczeństwo zwierzęcia są konkretne. a praca w dzień przy otwartym oknie po prostu to ułatwia. może to jest właśnie ten argument który działa dla każdego, bez względu na to skąd podchodzi do tematu
ja od jakiegoś czasu nie używam kadzideł właśnie ze względu na kota. i szczerze - nic nie czuję różnicy. może zresztą nigdy nie czułam i to był tylko nawyk który gdzieś podchwyciłam. trudno powiedzieć
może to jest właśnie to o czym pisał wcześniej - jeśli wierzysz że bez dymu jest inaczej, to jest inaczej. a jeśli ci to nie przeszkadza, to nie przeszkadza. trochę kołowe rozumowanie ale wydaje mi się że tu nie ma prostej odpowiedzi
sa badania nad wplywem dymu z kadzidla na mozg, chyba zwiazane z incensole acetate ktory jest w kadzidlowcu i faktycznie moze wplywac na stany lekowe. ale to jest konkretna substancja chemiczna, nie "energia". i to nie znaczy ze kazde kadzidlo dziala tak samo
ja bym się tu nie zgodziła że odczarowuje. jeśli dym działa na mózg i to pomaga mi się skupić, to ten efekt skupienia jest prawdziwy niezależnie od tego skąd pochodzi. może to jest właśnie clue całej tej rozmowy o pracy w dzień - szukamy co rzeczywiście działa, a nie co powinno działać według jakiegoś schematu
ale wracając do zwierząt bo mi to nie daje spokoju - jeśli substancja chemiczna z kadzidła działa na nasz mózg, to czy na mózg kota też? i w jakim kierunku? bo kot ma inną chemię
to by znaczyło że ta cała dyskusja o tym czy kot uczestniczy w rytuale czy nie jest trochę... drugorzędna wobec tego że może mu po prostu szkodzić? dziękuję że to ktoś powiedział wprost, bo czytałam i zastanawiałam się kiedy to wybrzmi
i znowu wychodzi że praca w dzień z otwartym oknem ma sens czysto praktyczny. nie tylko symboliczny czy energetyczny. po prostu bezpieczniejszy wybór dla zwierzęcia w domu
