Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co chyba nie jest często omawiane wprost - czy nów księżyca to dobry moment na zaklęcia, jeśli mieszkasz w bloku i nie masz żadnej przestrzeni na rytuał? Pytam serio, bo większość materiałów, które czytam, zakłada że masz ogród, las za oknem albo chociaż balkon na północy. Tymczasem siedzę w kawalerce z oknem na południe, sąsiedzi za ścianą, a i tak chcę jakoś pracować z energią nowiu. Czy ktoś miał podobny problem?
Nów to w astrologii moment Słońce-Księżyc w koniunkcji, zero stopni między nimi - siłą rzeczy Księżyc jest niewidoczny. Zastanawia mnie, czy praca z nowiem w ogóle wymaga widzenia Księżyca na niebie, czy to bardziej kwestia synchronizacji z cyklem. Bo jeśli to drugie, to brak balkonu nie powinien mieć znaczenia. Choć rozumiem, że dla niektórych ten element wizualny jest ważny z innych powodów.
Pracuję głównie z przedmiotami i z mojego doświadczenia ładowanie ich akurat podczas nowiu jest jak reset - zdejmuje stare naładowanie. Nie wystawiam ich na niewidoczny księżyc, bo to bez sensu, ale sam moment, godziny nowiu, traktuję jako okno. Robię to przy zasłoniętych oknach, przy świeczce. Kawalerka czy nie, ten moment jest ten sam dla wszystkich. Pytanie co rozumiesz przez "zaklęcia" - bo to może być kluczowe.
A ile trwa to "okno"? Bo czytałem gdzieś że nów to dosłownie kilka minut astronomicznie, ale gdzie indziej że cały dzień albo nawet trzy dni. To znacząco zmienia co jest w ogóle możliwe do zrobienia.
Wracając do pytania Teodora o miniaturowe rytuały - jest taka koncepcja w magii ceremonialnej, którą czasem się pomija, że rytuał można skompresować do absolutnego minimum bez utraty jego struktury. Mam na myśli Lamen, czyli skrót całego rytuału do kilku gestów i jednej formuły. To wywodzi się z tradycji hermetycznej, gdzie zakładano że adept może pracować w każdych warunkach. Ale to wymaga wcześniejszego zbudowania pełnej wersji i jej interiorizacji. Nie da się tego zrobić na skróty od razu.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie z innej strony - czy ktoś z was w ogóle sprawdzał jaka jest różnica w odczuciach między robieniem czegokolwiek przy nowiu a przy kwadraturze? Mówię o subiektywnym doświadczeniu, nie o doktrynie. Bo dla mnie nów ma bardzo specyficzną jakość skupienia, prawie ascetyczną, podczas gdy pełnia jest głośna. To jest pewnie bardzo indywidualne, ale ciekawe czy inni mają coś podobnego.
Dobra ale wróćmy do meritum - Teodor pytał o mieszkanie w bloku. Czy to znaczy że jeśli nie mam ogrodu to po prostu sobie odpuszczam? Trochę to demotywujące jeśli wszystkie opisy zakładają idealną sytuację.
Myślę że trochę za bardzo skupiamy się na warunkach zewnętrznych. Przez jakiś czas robiłam wszystko "jak należy" - odpowiednie miejsce, świece, kadzidło, żeby sąsiedzi nie wąchali. A potem przeprowadziłam się do małego miasta i przez kilka miesięcy robiłam dosłownie wszystko przy stole kuchennym, z kartką i długopisem, żadnych rekwizytów. I paradoksalnie tamte miesiące dały mi więcej niż cały poprzedni rok z akcesoriami. Nie twierdzę że tak jest dla każdego.
interiorizacja w tym sensie to nie mnemoniczne zapamiętanie. Chodzi o to, że po wielokrotnym wykonaniu pełnego rytuału jego poszczególne elementy nabierają własnego ciężaru psychicznego. Skrócona wersja działa bo przywołuje całą strukturę przez jeden gest czy słowo - jak skrót do pliku, który prowadzi do całej zawartości. Bez tego pliku skrót jest pusty. Dlatego mówiłem że nie da się tego zrobić od razu.
Prowadzę notatki z każdego nowiu od ponad dwóch lat i mogę powiedzieć jedno - moje pierwsze wpisy z rytuałów robionych w idealnych warunkach są płytsze niż te z okresu gdy mieszkałam przy hałaśliwej ulicy i musiałam się skupiać żeby w ogóle cokolwiek poczuć. Nie wiem czy to piszę ku pokrzepieniu serc czy to naprawdę tak działa, ale trudność zewnętrzna chyba wymusza pewien rodzaj skupienia, którego przy pełnym komforcie po prostu nie ma.
Wtrącę się z astrologicznej strony - nów jako moment astronomiczny jest bardzo konkretny i można sprawdzić w którym domu horoskopu u ciebie wypada. Jeśli nów jest w twoim siódmym domu, pracujesz z zupełnie inną energią niż gdy jest w dwunastym. To może być ważniejsze niż pytanie o balkon czy brak balkonu. Teodor, wiesz w jakim znaku i domu wypada następny nów w twoim układzie?
Ten wątek z domami jest ciekawy, bo nigdy nie łączyłem tego z doborem rytuału. Zawsze patrzyłem tylko na znak. Fela73, a jak to praktycznie stosujesz - zmieniasz temat intencji w zależności od domu czy też coś innego?
Czytam tę dyskusję i myślę o czymś zupełnie innym. Babcia mojej mamy robiła różne rzeczy podczas nowiu i zawsze mówiła że to czas żeby "nie zaczynać" nic nowego, tylko sprzątać stare. Dla niej nów był jak zamiatanie przed progiem, a nie sadzenie nowych kwiatów. To jest zupełnie odwrotnie niż większość tego co tu czytam. Nie wiem czy to kwestia regionalnej tradycji czy po prostu inne podejście.
A wracając do pytania Teodora - nadal nie mam jasnej odpowiedzi czy blok wyklucza czy nie. Martynka pisała że robiła dosłownie "bez niczego" i działało. Ale co to znaczy bez niczego? Bo zero rekwizytów to jedno, a zero skupienia to drugie.
Słucham was i trochę mi to burzy mój sposób myślenia, bo ja zawsze pracuję z konkretnymi przedmiotami i trudno mi wyobrazić sobie rytuał bez nich. Ale Martynka, powiedz mi jedno - czy przez kolejne tygodnie po takim "minimalnym" nowiu coś obserwowałaś? Czy skutki były inne niż po pełnym rytuale?
Ale czy to nie oznacza że dla kogoś kto nigdy nie miał fizycznego miejsca do rytuału, cały ten wątek o miniaturyzacji i blokach nie ma zastosowania? Jakby droga do "bez niczego" prowadzi przez "z czymś"?
Wracając chwilę do domów - Janusz pytał jak to stosuję praktycznie. Otóż nie zmieniam całej struktury rytuału, ale zmieniam gdzie kieruję intencję. Nów w dwunastym domu to dla mnie czas na coś bardzo prywatnego, wewnętrznego, a nie na działanie na zewnątrz. Nów w dziesiątym to zupełnie inne zabarwienie. To nie jest doktryna, to po prostu moje obserwacje z kilku lat.
Dobra ale ja jeszcze nie mam pojęcia jak liczyć domy dla siebie. To wymaga znajomości godziny urodzenia? Bo swojej nie znam dokładnie.
Słuchajcie, mam wrażenie że ta rozmowa zrobiła się bardzo techniczna i to dobrze, ale chciałam wrócić do pytania które Teodor zadał na początku - o samo mieszkanie w bloku. Czy ktoś tu ma konkretny przykład jak to wygląda u siebie w praktyce? Nie teorii, ale dosłownie co robi podczas nowiu w czterech ścianach.
U mnie to wygląda tak - gasnę wszystkie sztuczne światła, siadam przy oknie, mam jeden kamień który mi od lat towarzyszy i notesik. Piszę co chcę zamknąć. Mniej więcej w godzinach nowiu - sprawdzam je wcześniej w aplikacji astronomicznej - siedzę w ciszy. I tyle. Żadnego specjalnego ołtarza, żadnego zapachu bo mam alergię na większość kadzideł. Trwa to może dwadzieścia minut.
I tyle. Żadnych specjalnych przygotowań, żadnego wystroju pokoju. Kamień leży na parapecie na co dzień, więc nawet nie wygląda jak "rytuał" z zewnątrz. Gdyby ktoś wszedł do pokoju, zobaczyłby tylko kobietę siedzącą przy oknie w nocy. Zastanawia mnie czy to właśnie jest to co Cohen nazwał formą wewnętrzną - bo fizycznie prawie nic nie ma, a jednak jest jakiś schemat który powtarzam.
To jak w takim razie ktoś ma zacząć, kto nie ma ani historycznego przedmiotu, ani fizycznego miejsca, ani historii z nim związanej? Bo słucham i mam wrażenie że żeby zacząć trzeba już dużo mieć.
Ale Cohen, to co mówisz trochę przeczy temu co pisałeś wcześniej o formie wewnętrznej. Jeśli forma wewnętrzna jest równoważna fizycznej, to dlaczego koniecznie trzeba przez tę fizyczną przejść? Nie można zbudować relacji czysto mentalnie od początku?
Ciekawa rzecz - w kontekście nowiu w bloku. Martynka mówi że patrzy na ciemne niebo gdzie księżyc powinien być. To jest właśnie ten punkt zmysłowy który daje zakorzenienie. Nie ma fizycznego obiektu w pokoju, ale jest zewnętrzny punkt w przestrzeni. Zastanawiam się czy to właśnie ten element robi robotę zamiast kamienia czy świecy.
To jest bardzo konkretna obserwacja. Okno jako granica między przestrzenią rytuału a przestrzenią na zewnątrz. W tradycyjnych domach ta granica była wyraźna - próg, ołtarz, wydzielone miejsce. W bloku okno może pełnić podobną funkcję psychologicznie. Czy Martynka, masz wrażenie że to okno jest jakoś ważne, czy to przypadkowe że przy nim siedzisz?
Szczerze - nie wiem czy bym tak to od razu nazwała granicą, ale coś w tym jest. Nie wyobrażam sobie robić tego samego siedząc twarzą do ściany. Okno daje mi poczucie że jestem w kontakcie z tym co na zewnątrz, nawet jeśli widzę tylko inne bloki i ciemne niebo.
A czy wy sprawdzacie w którym kierunku to okno wychodzi? Bo w astrologicznym podejściu orientacja przestrzenna ma znaczenie - w zależności od znaku nowiu i jego władcy pewne kierunki mogą być bardziej spójne z intencją. Nie wiem czy to przekłada się na praktykę bez korzeni astrologicznych, ale mam to gdzieś z tyłu głowy kiedy sama siedzę przy oknie.
