Wracając do tego co napisała Bernadka02 o cieple dłoni wchodzącym w interakcję z wodą - myślę że tu jest coś głębszego niż tylko odczucie. W tradycji nordyckiej istnieje pojęcie "hamingja", które można luźno tłumaczyć jako rodzaj siły życiowej przenoszonej przez ciało, przez dotyk. Gdy rzeźbiono runy w drewnie, materiał "przyjmował" pracującego - nie tylko kształt symbolu. Pytanie do ciebie, Bernadka02: czy zauważasz różnicę w tym "cieple" zależnie od tego, w jakim stanie wchodzisz do kontaktu z wodą? Czy zestresowana czujesz to samo co po wyciszeniu?
No to właśnie udowodniłaś że to jest twój stan psychiczny, nie żadna magia dotyku. Jak jesteś zestresowana - nie czujesz. Jak się wyciszysz - czujesz. To prosta reakcja ciała na stres, kortyzol dosłownie zmienia percepcję dotyku. To jest fizjologia, nie rytuał.
To co opisuje Bernadka02 jest bliskie temu, co w słowiańskich praktykach nazywano "gotowością" przed rytuałem - nie chodziło o emocjonalne nastawienie, ale o pewien rodzaj zatrzymania. Zanim weszło się do wody, stało się chwilę i słuchano. Ciała, nie instrukcji. Ten moment nie był ozdobnikiem, był warunkiem. Ciekawe że intuicyjnie robi to samo, nie znając tego kontekstu.
Słucham tego i mam pytanie które pewnie wyda się z boku - czy to "zatrzymanie się" przed miało jakiś związek z porą dnia albo tym co robiłeś bezpośrednio wcześniej? Pytam bo w astrologii tranzytowej jest pojęcie "orb" - tej strefy przed i po dokładnym aspekcie, która też ma znaczenie, nie tylko sam moment. Zastanawiam się czy tu nie ma podobnej logiki, że to co jest tuż przed rytuałem też należy do rytuału.
