Może to jest po prostu cena solowej praktyki i trzeba to przyjąć do wiadomości zamiast szukać zastępnika tradycji, którego w tej formie nie ma?
Tyle że większość ludzi, którzy robią te rytuały ochronne, nie ocenia sytuacji przed - robi je właśnie dlatego, że czuje się zagrożona, a w stanie zagrożenia ocena własnych możliwości jest zazwyczaj zaburzona. To nie jest zarzut, to jest obserwacja o tym, kto i kiedy sięga po taką praktykę.
Radomir trafił w coś, o czym myślałam, ale nie umiałam tego sformułować. Zaklęcia odpierające w sytuacji ostrego zagrożenia - tam etyka jest zupełnie inna niż przy budowaniu permanentnej "tarczy". W kryzysie działasz, myślisz potem. Przy tarczy masz czas na pytanie, komu to tak naprawdę służy i co właściwie odcinasz.
A czy da się w ogóle z góry powiedzieć, że coś jest kryzysem, czy to zawsze perspektywa wsteczna? Pytam serio, bo mam wrażenie, że granica jest płynna.
Ale to zakłada, że ta zewnętrzna osoba jest wiarygodna i dobrze ci życzy. Historia pokazuje, że nie zawsze tak było - strach przed czarownicami, podsycany przez właśnie takich "zewnętrznych weryfikatorów", wyrządził trochę szkody.
No ale mamy do czynienia z sytuacją, gdzie zewnętrznych weryfikatorów po prostu nie ma - przynajmniej nie w sposób, który byłby dostępny dla większości osób na tym forum. Co mamy robić, poczekać aż się pojawią?
I tu jest ta etyczna część, do której zmierzaliśmy od początku. Magia odmawiania - zaklęcia, które coś odpychają - ma swoją specyfikę właśnie dlatego, że to nie jest tylko kwestia skuteczności. Pytanie, czy masz prawo coś od siebie odsunąć, jest inne niż pytanie, czy masz prawo coś przyciągnąć. Ochrona działa na innych, nie tylko na ciebie.
To zależy od tego, jak rozumiesz samo zaklęcie. Są takie, które mają "unieszkodliwiać", i takie, które dosłownie odpychają - i te drugie są chyba bardziej problematyczne w tym sensie, o którym Stefcia mówi. Babcia miała coś, co według niej miało "zatrzymać zło na progu", nie wysłać je do sąsiadów.
Myślę, że jest różnica między "zawężam przestrzeń, do której coś ma dostęp" a "buduję ścianę między sobą a światem". Pierwsze jest normalną granicą - każdy ją ma, z magią lub bez. Drugie jest już czymś innym. Jak to odróżnić w praktyce?
To może brzmi banalnie, ale jednym ze sposobów jest sprawdzenie, co ta ochrona robi z twoją codzienną życzliwością. Nie w sensie wielkich gestów, tylko takich małych - czy jesteś w stanie przyjąć nieoczekiwany kontakt, niespodziewaną prośbę, kogoś, kogo nie znasz. Jeśli ochrona sprawia, że na wszystko patrzysz przez pryzmat potencjalnego zagrożenia, to gdzieś przekroczyłaś tę granicę, o której Feliks mówił.
Alarm nie zmienia twoich relacji z sąsiadami. Jeśli zaklęcie ochronne zaczyna to robić - i to jest chyba clou tego, co Ewunia powiedziała - to znaczy, że wyszło poza swój oryginalny zakres. I wtedy pytanie o życzliwość, które jest w tytule tego wątku, staje się bardzo konkretne: czy moja ochrona jest zgodna z tym, jak chcę żyć wśród ludzi?
Feliks ma rację, ale to jest jeden mechanizm. Drugi jest subtelniejszy - sama struktura zaklęcia odmawiającego zakłada, że coś lub ktoś jest niepożądany. I to zaproszenie do klasyfikowania. Zaczynasz dzielić na tych, którym dostęp jest otwarty, i tych, których odpychasz. Życzliwość wymaga odwrotnego odruchu - zawieszenia tej klasyfikacji przynajmniej na chwilę.
Ale czy naprawdę każde zaklęcie odmawiające działa w ten sposób? Mam na myśli takie, które nie są skierowane przeciw osobie, tylko np. odpychają złe intencje albo negatywną energię w nieokreślonym sensie. To chyba inna kategoria niż to, o czym mówisz, Stefcia.
W tradycjach słowiańskich, które przeglądałem, były dwa odrębne typy - i dość rygorystycznie je oddzielano. Jeden był związany z przestrzenią: rytuały progowe, które chroniły dom jako miejsce, nie relacje. Drugi był skierowany na osoby lub ich emanacje. To pierwsze nie wymagało żadnej klasyfikacji ludzi - ochraniałeś przestrzeń, a nie siebie przed kimś konkretnym. Ciekawe, czy to rozróżnienie cokolwiek zmienia w tej dyskusji.
