Mam podobne doświadczenie z szałwią - działa chwilowo, ale jeśli źródło jest aktywne to i tak wraca. Pytam z ciekawości Sennicę - czy po tym smudgingu było jakieś wyraźne zdarzenie zanim wróciło, coś co mogło "odnowić" ten problem?
To co opisuje Sennica to klasyczny problem z oczyszczaniem bez zabezpieczenia. Wyczyścisz, ale kanał jest otwarty i przy pierwszej okazji wraca to samo. Terenia62 masz rację że kolejność ma znaczenie. Najpierw oczyszczenie, potem coś co zamknie drogę powrotu. Ale to "coś" musi być dobrane do tego że sprawca jest nieznany.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie do Sennicy, bo się zastanawiam nad tą datą o której wspomniała. Czy ta data to moment kiedy problem się zaczął, czy kiedy był najsilniejszy? Bo numerologicznie to dwie różne informacje.
Wracając do meritum sprawy Sennicy - kontakt przez osobę trzecią to jest konkretna informacja. Jeśli po tym oczyszczeniu wróciło szybciej niż wcześniej, to oznacza że oczyszczenie zadziałało, ale kanał jest wciąż otwarty właśnie przez tę osobę pośrednią. Problem nie leży już tylko w Sennicy, ale gdzieś w tym łańcuchu.
To co Kobalt opisuje jest zgodne z tym co w folk magic nazywa się cutting work - praca przy przecięciu połączenia, nie przy ataku na źródło. W praktyce robi się to przez pracę z liną, sznurkiem albo korzeniem, który symbolizuje to połączenie, i dosłownie się to tnie lub pali. Nożyczki, nóż, ogień - różne tradycje, ta sama logika.
Czytam to i mam pytanie - jeśli ta osoba pośrednia kontaktuje się ze mną znowu, to praca przy połączeniu traci sens? Tzn. czy trzeba to powtarzać za każdym razem?
Mam notatki z jednej metody którą czytałem przy innej okazji - praca z lustrem skierowanym na zewnątrz przy jednoczesnym zachowaniu otwartości w kierunku konkretnych osób. Ale nie jestem pewien czy to jest właśnie to filtrowanie o którym mówi Terenia, czy coś zupełnie innego.
Przy tej sigilowej pracy - czy intencja musi być precyzyjnie sformułowana? Bo mam wrażenie że jeśli nie wiesz dokładnie co chcesz przepuścić, a co zatrzymać, to sigil może być nieefektywny albo działać inaczej niż chcesz.
Wspólne środowisko to utrudnienie, ale nie przeszkoda. W takich sytuacjach pracuje się zazwyczaj na granicy swojej przestrzeni, nie na relacji. To znaczy - każde wejście tej osoby w twoją przestrzeń ma trafić na barierę, nie ty masz unikać kontaktu. Praktycznie: próg, przedmioty przy sobie, praca z własnym polem energetycznym przed każdym spotkaniem.
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie, może naiwne - czy te wszystkie metody mają zakładać że ktoś świadomie wysyła coś negatywnego, czy wystarczy że ta osoba ma jakiś silny emocjonalny stosunek do Sennicy, nawet bez intencji? Bo to zmienia chyba całe podejście.
Silna emocja bez intencji... to jest coś co mnie zawsze zastanawia. Bo jeśli ktoś bardzo mocno myśli o Sennicy - powiedzmy z zazdrością albo obsesją - ale bez żadnego rytuału, to ta praca przy połączeniu w ogóle ma sens? Czy to działa tylko przy świadomym działaniu?
Jest jeden praktyczny test na to rozróżnienie, który pochodzi z tradycji hoodoo - sprawdzasz czy objawy mają charakter kontekstowy czy spontaniczny. Jeśli dyskomfort pojawia się tylko po konkretnym kontakcie albo w konkretnym miejscu, to jest zewnętrzne. Jeśli przychodzi z niczego, bez żadnego triggera, to patrzysz raczej do środka. To oczywiście uproszczenie, ale jako punkt wyjścia działa.
Prowadź notatki. Serio. Nie metafizyczne - zwykłe, kiedy co się działo i jak się czułaś. Po tygodniu zaczyna się widzieć wzorzec albo jego brak. Bez tego każda analiza to zgadywanie.
Przepraszam że wchodzę, bo mam podobną sytuację i czytam to od początku - czy ta praca przy granicy własnej przestrzeni, o której mówił Wajdelota, wymaga jakiegoś stałego miejsca czy można ją robić np. przed wyjściem z domu? Pytam bo nie zawsze wiem kiedy ten kontakt nastąpi.
To co mówi Wajdelota o zależności od sytuacji jest ważne. Sama przez jakiś czas robiłam to reaktywnie i zauważyłam że to napędza czujność i paranoje bardziej niż codzienna praktyka. Jak zaczęłam rano bez powodu, to cały charakter tego się zmienił.
Dobra, to mam konkretne pytanie - od czego zacząć budowanie tego codziennego? Bo słyszę dużo o tym że powinnam, ale nie wiem od jakiej strony to ugryźć. Czy to musi być rozbudowany rytuał czy coś prostszego też daje efekt?
Proste jest lepsze na początek, bo proste się robi regularnie. Trzy minuty skupienia nad własnym polem każdego ranka bije skomplikowany rytuał robiony raz na dwa tygodnie bo szkoda czasu. Nie powiem ci dokładnie jak, bo to zależy od tego co ci leży - ale kluczem jest powtarzalność i intencja, nie długość procedury.
Mam w notatkach metodę którą gdzieś czytałem - proste zamknięcie energetyczne przed snem i otwarcie rano, kilka minut każde. Autor pisał że efekty są widoczne po minimum trzech tygodniach regularności, nie wcześniej. Nie testowałem długo dość żeby ocenić.
Wracając do Sennicy i tej osoby pośredniej - czy jeśli ta praca przy połączeniu zadziała, to czy ta osoba pośrednia w ogóle to poczuje? Nie chciałabym żeby to brzmiało dziwnie, ale zastanawiam się czy zamknięcie połączenia ma jakiś wpływ na osobę nieświadomą.
To co mówi Wajdelota o tej osobie pośredniej i intensywniejszym kontakcie przed wyciszeniem trochę mnie niepokoi. Bo jeśli ona nie wie co robię i nagle zacznie się odzywać częściej albo zachowywać inaczej - to może być trudne do ogarnięcia w tym wspólnym środowisku, o którym pisałam. Czy jest jakiś sposób żeby to przeprowadzić łagodniej, bez tego skoku?
To nie jest regułka, że zawsze tak będzie - pisałem że część osób donosi coś takiego, nie że to standard. Zależy dużo od tego jak silne to połączenie jest i jak długo istnieje. Przy krótszych i słabszych kontaktach tego efektu może nie być wcale. Powiedz mi jedno - ta osoba pośrednia jest w twoim życiu od dawna czy to relatywnie nowa znajomość?
