To Pajeczyna właściwie przyznaje, że gematria działa psychologicznie, a nie metafizycznie. Nie mówię tego złośliwie, tylko na głos formuluję. Bo jeśli nie ma różnicy w efekcie, tylko w skupieniu, to system liczbowy jest tutaj rodzajem rytuału przygotowawczego dla umysłu, a nie warstwą wpływającą na coś zewnętrznego.
Słucham tej dyskusji i ciągle się zastanawiam czy ktoś tu próbował łączyć numerologię dat z jakimś systemem prognostycznym, żeby nie tylko planować rytuały, ale dosłownie przewidzieć kiedy jakiś kontakt albo doświadczenie może się zdarzyć samoistnie? Bo wróciłem do swojego pytania o dni lepszej percepcji i chyba mam na myśli coś w tym kierunku.
To co Kadula opisała z tym runicznym kalendarzem brzmi podobnie do czegoś, co sam próbowałem rozumieć przez cykl osobisty w numerologii. Czy to jest tak, że te systemy mają jakiś wspólny mianownik, że próbują podzielić czas na odcinki jakościowe, i że różnią się tylko symboliką?
Ale jeśli rok osobisty liczy się bez roku urodzenia, to dwie osoby urodzone tego samego dnia i miesiąca, ale w różnych latach, mają identyczny rok osobisty przez całe życie. To trochę dziwne, nie? Wydaje się, że rok urodzenia powinien coś różnicować.
Słucham i zastanawiam się, czy ktoś z was miał doświadczenie, że rok osobisty opisał coś bardzo konkretnie i trafnie, tak że nie dało się tego zbagatelizować? Bo przez długi czas traktowałam to jak horoskop, czyli na tyle ogólnie sformułowane, że zawsze jakoś pasuje. Szukam przykładu, który naprawdę by mnie przekonał, że to nie tylko efekt potwierdzenia.
A czy da się w ogóle przyspieszyć rok osobisty? W sensie, jeśli jestem na siódemce, a siódemka to refleksja i wyciszenie, ale ja wcale nie chcę się wyciszać, tylko działać, to czy jest jakiś sposób żeby to obejść?
To jest chyba sedno całego wątku, przynajmniej dla mnie. Numerologia dat i cykli może informować, ale nie powinna zastępować decyzji. Jeśli zmiana pracy jest konieczna, to jest konieczna niezależnie od tego, czy to siódemka, czy jedynka. Co najwyżej siódemka może podpowiadać, żeby przed złożeniem wypowiedzenia dobrze przemyśleć, a nie rzucać się na pierwszą okazję. Ale to jest sugestia, nie zakaz.
Wracając do tego co Ismer mówił o liczeniu roku osobistego, to mam jeszcze jedno pytanie, bo chyba nieprecyzyjnie to rozumiem. Jeśli mam urodziny w sierpniu, to czy mój rok osobisty zaczyna się w styczniu z całą resztą, czy dopiero w sierpniu po urodzinach?
No i wyszło, że mamy dwie metody liczenia roku osobistego i dwie daty startu. W zasadzie każdy może wybrać wersję, która akurat mu pasuje wstecznie, co trochę komplikuje to, co Bogusia mówiła o sprawdzaniu wzorców przez kilka cykli. Bo jak porównujesz cykle, gdy raz liczyłaś od stycznia, raz od urodzin?
No właśnie, bo ja jak zaczęłam liczyć swój rok osobisty, to znalazłam trzy różne kalkulatory online i każdy dał mi inny wynik. Jeden mi wyszedł rok siódmy, drugi ósmy, trzeci znowu siódmy ale z inną datą startu. Nie wiedziałam, który przyjąć, więc wzięłam ten, który bardziej pasował do tego, co przeżywałam. I teraz mam poczucie, że to trochę nieuczciwe wobec siebie.
Mnie tu bardziej interesuje to, co Karinka powiedziała o wyborze kalkulatora. Czyli problem nie jest tylko w interpretacji, ale już na etapie liczenia. Czy jest jakiś sposób, żeby przynajmniej w tym punkcie mieć pewność, że liczymy to samo? Bo jeśli każda szkoła liczy inaczej, to może po prostu trzeba wybrać jedną i trzymać jej się konsekwentnie przez kilka lat, żeby cokolwiek ocenić?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z innej strony. Mówicie o roku osobistym jako o czymś, co opisuje jakość czasu. Ale czy ktoś próbował zestawiać rok osobisty z tranzytami astrologicznymi? Bo w astrologii mamy podobną ideę, że pewne okresy mają określony charakter i zastanawiam się, czy te dwa systemy kiedyś wam pokrywały się w opisie tego samego momentu.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne, ale mnie to szczerze zastanawia. Mówicie o roku osobistym, o runie roku, o tranzytach astrologicznych. Czy te wszystkie systemy zakładają, że czas płynie jakimiś falami, które mają charakter niezależny od nas? Czyli że rok piątkowy byłby piątkowy nawet gdybym nic nie wiedział o numerologii?
Wróćmy na chwilę do tego, co powiedziałam, bo chyba za szybko to urwałam. Magia liczb jako praktyka, nie tylko system opisu, to jest coś, co mnie interesuje bardziej niż cały ten spór o trafność roku osobistego. Bo jedno to pytanie, czy numerologia opisuje czas dobrze. A drugie to pytanie, czy konkretne liczby czy daty można użyć aktywnie, przy tworzeniu zaklęcia, rytuału, intencji. I tu mi się otwiera zupełnie inna rozmowa niż ta, którą tu prowadziliśmy.
Ja właśnie o to pytałam na początku tego wątku, tylko wtedy nie umiałam tego tak nazwać. Bardziej chodzi mi o to operacyjne, że jak robię jakieś działanie, to czy ma znaczenie, kiedy je zacznę, ile razy coś powtórzę, czy data ma jakiś ładunek, który albo pomaga, albo przeszkadza. Tylko że to brzmi jakby data była aktywnym składnikiem czegoś, a nie tylko etykietką.
data jako aktywny składnik to jest ciekawe ujęcie. W magii świecznej, szczególnie tej pracującej z fazami księżyca, data i godzina traktowane są właśnie tak, jako część struktury rytuału, nie dekoracja. Więc pomysł nie jest obcy. Pytanie tylko, skąd bierzemy wiedzę o tym, które liczby cokolwiek znaczą, i czy to jest coś ustalonego, czy każdy buduje własny słownik.
Ale tu jest problem, który mnie zawsze zatrzymuje. Jak wybieramy datę pod rytuał, to działamy jakby liczby miały obiektywne właściwości, niezależne od tego, co my o nich myślimy. Czwórka daje stabilność albo nie daje. Jedenastka otwiera kanał albo nie otwiera. Skąd to pochodzi? Bo jeśli to jest tylko umowne, to rytuał w dowolny dzień działa tak samo, a liczba jest tylko pretekstem do skupienia uwagi.
To, co Freja mówi o tradycji znaczeń, to mi pasuje do tego, jak działają symbole w astrologii. Merkury nie jest komunikacją dlatego, że coś fizycznie z tym związanego, ale ta przypisana mu rola jest wystarczająco stara i wystarczająco spójna, żeby działała jako soczewka interpretacyjna. Może liczby mają podobny status, nie są prawem przyrody, ale są zakorzenione na tyle głęboko, że wywołują realne skojarzenia i mogą strukturować intencję.
Tylko że jak to działa praktycznie? Lucjan, Freja, mówicie o tradycji i systemie, ale ja chcę wiedzieć, jak ktoś faktycznie to stosuje. Czy ktoś tu naprawdę wybiera datę rytuału pod liczbę i jeśli tak, to jak liczy tę datę? Bo data dzienna, miesięczna, roczna, to wszystko daje inne liczby.
To, o czym Ismer mówi, to jest coś, co obserwuję też przy pracy z kartami. Kiedy klient ma kartę Wieży w rozkładzie rocznym, to nie jest moment na rytuały budowania czegoś nowego, to jest moment na pracę z rozpadem, z tym, co się wali. Liczby mogą działać podobnie, rok dziewiątkowy nie jest antytezą działania, ale może warto wtedy pytać, co kończyć, a nie co zaczynać. Choć to brzmi banalnie, to w praktyce ludzie i tak próbują wbić gwóźdź w nie swój czas.
Słucham i mam pytanie, może głupie, ale naprawdę nie wiem. Czy jeśli ktoś nie wierzy w żaden z tych systemów, ale stosuje się do tych wskazówek, data, liczba, faza księżyca, to czy to cokolwiek daje? Czy te rzeczy działają tylko wtedy, kiedy wierzysz, że działają?
to zależy od tego, jak precyzyjnie zapisałaś te zdarzenia przed sprawdzeniem, czy po. Jeśli najpierw zapisałaś co się stało, a potem dopiero sprawdziłaś, co mówi ósemka, i dwie z trzech pasują, to jest 67% trafności, co jest lepsze niż przypadek. Jeśli robiłaś to w odwrotnej kolejności, czyli wiedziałaś już, co mówi ósemka, i potem szukałaś pasujących zdarzeń, to ten wynik nic nie znaczy. Dlatego właśnie prowadzę notatki z datą zapisu i wracam do nich dopiero po kilku miesiącach.
