Forum

Asystent AI
Magia higieny ducho...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia higieny duchowej - czyszczenie bez dramatyzacji

Strona 1 / 2

Wpisy: 1603
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że większość problemów z magią, o których czytam na tym forum, można by było rozwiązać zanim dojdzie do żałowania pieniędzy na świece i zastanawiania się, czemu nic nie działa. Nie chodzi o to, że rytuały są złe albo że ktoś robi coś fundamentalnie błędnie, ale raczej że pomijamy ten nudny, codzienny element, który można by nazwać higieną duchową. Dosłownie tak jak z myciem rąk przed jedzeniem. Nikt o tym nie pisze i nie rozmawia, bo to mało spektakularne, ale moim zdaniem to jest jeden z głównych powodów, dla których praca magiczna nie przynosi tego, co powinna. Nie mówię, że każdy musi mieć skomplikowany system oczyszczający, ale jakieś minimum naprawdę robi różnicę. Zastanawiam się, na ile wy w ogóle to uwzględniacie w swojej praktyce i czy mieliście momenty, kiedy coś przestało działać i dopiero po czasie skojarzyliście to z zaniedbaniem tej warstwy?


Odpowiedz
103 odpowiedzi
Wpisy: 630
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dobre pytanie, bo sam przez długi czas kompletnie to ignorowałem. Robiłem rytuały, wyniki były mieszane i przez jakiś czas myślałem, że problem leży w samej technice albo w materiałach. Dopiero jak zacząłem bardziej systematycznie podchodzić do stanu przestrzeni i siebie samego przed pracą, zobaczyłem wyraźną różnicę. Ale mam tutaj jedno pytanie: co ty rozumiesz przez tę higienę duchową, bo to jest pojęcie, które różne osoby definiują bardzo różnie. Dla kogoś to kadzidło raz w tygodniu, dla kogoś innego to codzienna medytacja, dla jeszcze kogoś to ścisły protokół oczyszczania przestrzeni przed i po każdej pracy. Jak ty to rozgraniczyłaś u siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 1322
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to pytanie o definicję jest kluczowe, bo tutaj często zaczyna się zamieszanie. Widziałam osoby, które smarowały sobie drzwi olejkiem co tydzień i myślały, że to wystarczy, a jednocześnie tkwiły w emocjonalnym bałaganie, który przyklejał do nich wszystko, co tylko się dało. Higiena duchowa ma dla mnie kilka warstw i żadna nie działa w izolacji od innych. Przestrzeń, ciało-umysł i to, co mógłby ktoś nazwać stanem energetycznym, chociaż rozumiem, że to brzmi mgliście. Simma masz rację, że to jest nudne, ale właśnie ta nuda jest myląca, bo ludzie szukają dramatycznych powodów niepowodzenia, nie banalnych.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Pajeczyna No ale żeby nie utknąć w tym "stanie energetycznym", bo to brzmi jak słowo wytrych. Co konkretnie miałaś na myśli? Bo jak słyszę takie sformułowanie, to zazwyczaj każdy rozumie przez to co innego i potem rozmowa się rozkręca, ale właściwie każdy mówi o czymś innym.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Kolczasta To uczciwa uwaga. Miałam na myśli konkretnie nagromadzenie emocjonalnych ładunków, które nie zostały przeprocesowane. Mówiąc prościej: jeśli wchodzisz do pracy magicznej ze złością, smutkiem albo obsesyjnym myśleniem o wyniku, to te stany nie znikają, tylko wchodzą do rytuału jako składnik. Nie ma znaczenia, ile kadzidła spalisz. To nie jest mistyczna teoria, to jest kwestia skupienia i intencji w bardzo praktycznym sensie. Stąd ten podział, o którym mówiłam.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1500

@Pajeczyna To co Pajeczyna opisuje jest czymś, z czym sama się mierzyłam. Przez długi czas myślałam, że jeśli rytuał jest technicznie poprawny, to wynik powinien być. I kiedy nie był, szukałam błędów w kolejności kroków albo w jakości materiałów. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że przychodziłam do pracy z głową pełną codziennych spraw i dosłownie ta głowa to wnosiła. Mam pytanie do Simma albo Pajeczyna, które mają w tym pewnie więcej doświadczenia: czy macie jakiś sposób na diagnostykę, czyli jak sprawdzić co jest źródłem problemu, zanim zaczniecie cokolwiek zmieniać? Bo ja dotąd działałam metodą prób i błędów.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Leonora Diagnostykę rozumiem jako kilka etapów, które robię raczej rutynowo, nie na zasadzie paniki po nieudanym rytuale. Pierwsza rzecz to po prostu uczciwe spojrzenie na stan, w jakim byłam podczas pracy. Czy byłam skupiona, czy robiłam to między telefonem a gotowaniem. Druga to spojrzenie na intencję, czy była czysta i spójna, czy gdzieś pod nią siedziało coś, czego nie chciałam przyznać. Trzecia to stan przestrzeni. I dopiero jak to wszystko wydaje się w porządku, a i tak coś nie zadziałało, zaczynam patrzeć na zewnętrzne czynniki. Większość niepowodzeń, które analizowałam u siebie, kończyła się na tym pierwszym lub drugim etapie. Rzadko jest tak, że problem jest gdzieś zewnętrznie.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Trochę nie rozumiem tego z intencją, która "nie jest czysta". Jak to sprawdzić u siebie? Bo niby wiem, czego chcę, ale skąd mam wiedzieć, że nie siedzą tam jakieś dodatkowe warstwy, których nie dostrzegam? To brzmi jak coś, czego nie da się zdiagnozować samodzielnie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Arkania To jest akurat bardzo konkretna rzecz do sprawdzenia. Nie mistyczna, tylko analityczna. Piszesz intencję na papierze, dosłownie zdanie lub dwa, i pytasz siebie: co się stanie, jeśli to się spełni? I słuchasz odpowiedzi. Jeśli pojawia się lęk, opór albo "ale przecież..." to masz swoje warstwy. Nie trzeba do tego czytać w kartach ani niczego skomplikowanego, wystarczy uczciwa rozmowa z samym sobą. Arkania to brzmi prosto, bo jest proste. Problem w tym, że ludzie omijają ten krok, bo nie jest spektakularny.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Gebda A jeśli ta uczciwa odpowiedź brzmi "nie wiem"? Bo mi się zdarzyło pisać intencję, zadawać sobie to pytanie i po prostu nie znajdować nic poza pustką. Nie lęk, nie opór, po prostu brak czegokolwiek. Czy to znaczy, że intencja jest czysta, czy że nie dociera się do głębszej warstwy?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Lubon Trudno powiedzieć bez kontekstu, ale z mojego doświadczenia taka pustka bywa dwojaka. Albo faktycznie nie ma konfliktu i możesz działać, albo jest tak głęboka warstwa wyparcia, że nie możesz jej w ten sposób dotknąć. Zwykle różnica polega na tym, jak się czujesz z tą pustką. Czy jest spokojna, czy jest trochę za bardzo spokojna, jakbyś omijał temat. To jest subiektywne, wiem, ale intuicja tu naprawdę dużo mówi.


Odpowiedz
Wpisy: 236
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam że wchodzę, ale mam proste pytanie, które może brzmi naiwnie: skąd wiadomo, że nieskuteczność rytuału to problem z higieną duchową, a nie po prostu to, że magia w danej sprawie nie zadziałała z innych powodów? Nie twierdzę, że tak jest, ale jak to odróżnić?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Sura To wcale nie brzmi naiwnie, to jest jedno z podstawowych pytań w diagnostyce i bardzo dobrze, że je zadałaś. Szczera odpowiedź jest taka, że często nie da się tego odróżnić z absolutną pewnością. Ale pewne wzorce sugerują jedno lub drugie. Jeśli coś nie działa raz, to może być wszystko. Jeśli nie działa systematycznie, w różnych sprawach, przy różnych technikach, to zaczyna wskazywać na problem po stronie osoby albo przestrzeni, nie po stronie konkretnego rytuału. Poza tym, jest różnica między "nic się nie wydarzyło" a "zaczęło się dziać, ale potem gdzieś się urwało". To drugie często sugeruje, że coś wchodzi w rytuał jako zakłócenie.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1500

@Pajeczyna Dokładnie to miałam kiedyś. Wszystko zaczynało się ruszać, a potem jakby gasło w połowie drogi. Przez długi czas myślałam, że to kwestia siły intencji albo że powinam powtarzać rytuał. Powtarzałam i nic. Dopiero kiedy zaczęłam czyścić przestrzeń regularnie i poważnie traktować swój stan psychiczny przed pracą, ten schemat się skończył. Nie jestem w stanie powiedzieć, co dokładnie zmieniłam, że zadziałało, bo robiłam kilka rzeczy naraz.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Leonora A co dokładnie robiłaś z przestrzenią? Bo to jest ten fragment, który chyba każdy interpretuje inaczej. Ktoś mówi kadzidło, ktoś inny sól, ktoś dźwięk. Czy miałaś jakiś konkretny protokół, czy to było bardziej intuicyjne?


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1500

@Kolczasta Szczerze? Na początku było intuicyjne i dlatego chaotyczne. Teraz mam stałe minimum: przewietrzenie, dźwięk, krótkie intencyjne oczyszczenie z użyciem dymu. Ale kluczem było to, że zaczęłam robić to regularnie, nie tylko przed ważnym rytuałem. To chyba był największy przełom. Przestrzeń, w której pracujesz, kumuluje to, co w niej robisz i przeżywasz. Jeśli używasz jej tylko do magii raz na miesiąc, ale na co dzień jest w niej dużo napięcia, to to napięcie gdzieś siedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 1603
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek o regularności jest ważny i widzę, że rzadko jest podkreślany. Większość osób traktuje oczyszczanie jak coś, co robi się przed czymś specjalnym, a nie jako codzienną praktykę. Tymczasem ciągłość robi zdecydowanie więcej niż intensywna akcja raz na jakiś czas. Coś mi się kojarzy z badaniami psychologicznymi dotyczącymi regeneracji poznawczej. Krótkie, regularne przerwy dają więcej niż jeden długi urlop. Nie twierdzę, że mechanizm jest identyczny, ale coś w tym podejściu do rytmu wydaje mi się analogiczne.


Odpowiedz
Wpisy: 334
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

A czy ktoś kiedyś próbował podejść do tego od strony diagnostyki tarotem albo oraklem, zanim zaczął cokolwiek zmieniać? Bo mnie zawsze zastanawiało, czy można w ten sposób zobaczyć, co dokładnie blokuje, zanim wyciągnie się pochopne wnioski.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Dagma Tak, robiłam to wielokrotnie. Tarot jako sposób diagnostyczne przed pracą magiczną, nie po, ma sens, ale wymaga pewnej dyscypliny interpretatora. Łatwo wpaść w pułapkę szukania potwierdzenia tego, co chcemy zobaczyć. Najlepiej pytać o stan ogólny, nie o konkretny rytuał, i być gotową na odpowiedź, której się nie oczekuje. Ale to jest osobna rozmowa, trochę wykracza poza czyszczenie jako takie.


Odpowiedz
Wpisy: 210
(@kalinei)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i zaczynam się zastanawiać, czy moje podejście jest w ogóle sensowne. Do tej pory myślałam, że wystarczy, że mam odpowiedni nastrój i zadbałam o świece i symbolikę. Ale to, o czym mówicie, że przestrzeń kumuluje stany, że intencja może mieć ukryte warstwy, to dla mnie nowe. Mam pytanie, może trywialne: od czego zaczęłybyście, żeby w ogóle wyrobić ten nawyk regularnego oczyszczania, nie jako jednorazową akcję, ale jako coś codziennego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Kalinei Nie ma czegoś trywialne w tym pytaniu, bo właśnie od tego potykają się osoby, które chcą to wdrożyć. Moja odpowiedź jest niepopularna, bo jest prosta: zacznij od czegoś, co możesz zrobić każdego dnia przez trzy minuty, nie od rozbudowanego rytuału. Jednorazowe intensywne sprzątanie nic nie zastąpi zwykłego, krótkie odpuszczanie napięcia po wyjściu z pracy albo przed snem. Forma jest drugorzędna. Ważne, żebyś robiła to świadomie, z intencją, nie mechanicznie. I zrób to trzy dni z rzędu, potem tydzień, potem zobaczysz, że sam rytm zaczyna coś robić.


Odpowiedz
(@kalinei)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 210

@Paradoxa Dobra, te trzy minuty dziennie brzą rozsądnie, ale mam pytanie: co konkretnie robisz w te trzy minuty? Bo jak myślę o oczyszczaniu, to automatycznie wyobrażam sobie jakiś rozbudowany rytuał i nie wiem, jak to skompresować do czegoś tak krótkiego, żeby miało sens.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1409

@Kalinei To może być naprawdę proste. Otwarcie okna, świadome oddychanie, jedno zdanie wypowiedziane na głos o tym, co chcesz usunąć z przestrzeni. Albo sam dźwięk, kilka uderzeń w miskę lub klaskanie w rogach pokoju. Nie chodzi o formę, chodzi o regularność i świadomość intencji w tej chwili. Trzy minuty robione codziennie przez miesiąc zmienią więcej niż godzinny rytuał raz na kwartał.


Odpowiedz
Wpisy: 630
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

A ja mam inne pytanie do tej całej rozmowy o regularności: jak odróżnić moment, kiedy rutyna już pracuje, od momentu, kiedy staje się automatyczna do tego stopnia, że przestaje działać? Bo znam to uczucie, że robię coś mechanicznie i mam wrażenie, że to czysta forma bez treści.


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Lubon To jest dokładnie ten punkt, w którym większość ludzi albo porzuca praktykę, albo zaczyna ją pogłębiać. Mechaniczność jest sygnałem, nie wyrokiem. Kiedy zauważasz, że robisz coś bez obecności, to jest informacja, że coś w praktyce wymaga zmiany, nie że praktyka nie działa. Czasem wystarczy zmienić jedną rzecz, porę, kolejność, element, żeby z powrotem znaleźć się wewnątrz działania, a nie obok niego.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Gebda To brzmi sensownie, ale jak to wygląda w praktyce? Że zmieniasz jedną rzecz i od razu wracasz do uważności? Bo mi się wydaje, że jak coś robi się mechaniczne, to często nie chodzi o formę, tylko o to, że przestałam wierzyć w to, co robię. I zmiana godziny tego nie naprawia.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Kolczasta I masz rację, że to jest głębszy problem. Forma to nie przyczyna, to objaw. Jeśli mechaniczność bierze się z utraty sensu, to zmiana formy jest plastrem, nie leczeniem. Ale żeby dotrzeć do "dlaczego przestałam wierzyć", trzeba mieć jakiś punkt wejścia. I zmiana jednego elementu bywa tym punktem, bo zmusza do skupienia uwagi choćby na chwilę. Nie twierdzę, że to rozwiązuje problem, tylko że otwiera drzwi.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 334

@Gebda Wracam do tego, co Gebda mówiła o taroci diagnostycznym, bo jeszcze nie odpowiedziałaś mi na jedno: jeśli karta wskazuje na jakiś blok, to jak przekładasz tę informację na konkretne działanie? Nie chodzi mi o symbolikę, tylko o to, co robisz dalej z tą wiedzą.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Dagma To dobre pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. Zależy od tego, co karta pokazuje. Jeśli widzę coś związanego z emocjonalnym bagażem, to najczęściej wracam do technik uziemienia zanim cokolwiek zacznę. Jeśli wskazuje na zewnętrzne okoliczności, patrzę na wyczucie czasu. Ale sam fakt pojawienia się pewnych kart w pozycji przeszkody działa jak zaproszenie do zatrzymania się, nie do działania.


Odpowiedz
(@kalinei)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 210

@Gebda A czy zdarzyło ci się, że tarot powiedział "zatrzymaj się", a ty i tak działałaś? I co z tego wynikło?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Kalinei Tak, kilka razy. Z różnym skutkiem. Raz działałam mimo ostrzegawczej karty i rytuał przebiegł bez zarzutu. Innym razem zignorowałam to samo i nic nie wyszło, ale nie wiem, czy dlatego, że zignorowałam kartę, czy z innych powodów. To jest problem z diagnostyką, nigdy nie masz grupy kontrolnej.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Gebda To jest właśnie to, co mnie zawsze zatrzymuje przy tej całej diagnostyce, że ona jest niefalsyfikowalna. Jak coś działa, to dowód, że działało. Jak nie działa, to "coś blokowało". Nie mówię złośliwie, po prostu zastanawiam się, jak z tym żyć w praktyce, żeby nie popaść w wymówki.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Kolczasta To uczciwe zastrzeżenie i dlatego diagnostyka działa lepiej, gdy jest prospektywna, a nie retrospektywna. Jeśli przed rytuałem zapisujesz swój stan, intencję i wszelkie wątpliwości, a potem po czasie wracasz do tych notatek, masz jakiś punkt odniesienia poza własną interpretacją po fakcie. Nie eliminuje to subiektywności, ale ją ogranicza. A i tak coś lepszego niż szukanie wyjaśnień w głowie, gdzie pamięć jest wyjątkowo plastyczna.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Lubon zadał ważne pytanie, które często pojawia się osobno od diagnostyki: kiedy rutyna jest zasobem, a kiedy staje się miejscem, w którym chowamy się przed faktyczną pracą? Z mojego doświadczenia rutyna bywa ucieczką dokładnie wtedy, gdy zaczynamy ją wykonywać zbyt płynnie, bez żadnego tarcia. Trochę tarcia, czyli oporu, dyskomfortu, konieczności skupienia, jest zdrowe. Jeśli wszystko idzie gładko, warto się zapytać, czy wciąż jesteśmy w praktyce, czy tylko w jej cieniu.


Odpowiedz
Wpisy: 236
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że przerywam, ale czy ktoś może mi powiedzieć, co rozumiecie przez "bycie w praktyce"? Bo słyszę to od pewnego czasu i nie wiem, czy to jest coś odczuwalnego, czy raczej coś, co ocenia się po efektach.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Sura Dla mnie to jest odczuwalne. Kiedy jestem w praktyce, jest jakieś skupienie, które ma ciężar, trudno to inaczej opisać. Wiem, że to, co robię, ma znaczenie w tej chwili. Kiedy jestem poza praktyką, ale wciąż wykonuję działania, jest gładko, szybko, bez oporu. I zazwyczaj bez efektu.


Odpowiedz
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 327

@Pajeczyna A czy to skupienie przychodzi samo, czy trzeba je jakoś wywoływać przed pracą? Bo mnie się zdarza, że siadam do rytuału i po prostu nie mogę wejść w ten stan, cokolwiek by to znaczyło. I wtedy albo przerywam, albo robię mechanicznie. Nie wiem, które z tych wyjść jest lepsze.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Arkania To zależy od tego, dlaczego nie możesz wejść. Jeśli jesteś po prostu zmęczona albo rozkojarzono, to często lepiej przerwać. Ale jeśli jest jakiś konkretny opór, to warto zostać chwilę dłużej i sprawdzić, co to jest, zanim zdecydujesz. Opór bywa informacyjny.


Odpowiedz
Wpisy: 1500
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Kiedyś miałam taki okres, że dosłownie każdy rytuał zaczynałam z oporami, i zaczęłam się zastanawiać, czy to znak, żeby nie robić, czy moja własna prokrastynacja owinięta w duchowość. Ostatecznie doszłam do wniosku, że opór przed wejściem a opór w trakcie to dwie różne rzeczy. Przed wejściem to często po prostu lenistwo albo lęk. W trakcie to już coś więcej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Leonora A jak odróżniałaś jedno od drugiego? Bo to, co opisujesz, brzmi jak coś, do czego doszłaś po jakimś czasie, ale co konkretnie było sygnałem?


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1500

@Lubon Głównie czas i charakter odczucia. Opór przed wejściem zazwyczaj znikał po kilku minutach od rozpoczęcia, był taki powierzchowny. A opór w trakcie miał zupełnie inną teksturę, narastał, coś konkretnego chciało się powiedzieć albo zatrzymać. Trudno to opisać słowami, ale nauczyłam się to rozpoznawać.


Odpowiedz
Wpisy: 334
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

To, co Simma napisała o prospektywności, bardzo do mnie trafia. Ale mam problem praktyczny: jak prowadzisz te notatki? Czy to jest coś regularnego, codziennego, czy tylko przy konkretnych rytuałach? Bo zaczęłam kilka razy i za każdym razem po tygodniu rezygnowałam, bo nie wiedziałam, co właściwie notować, żeby potem te notatki miały sens.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Dagma Nie ma jednego formatu. Przez pewien czas używałam bardzo prostej struktury: data, co chciałam osiągnąć, co zrobiłam, jak się czułam przed i po. Nie opisowo, tylko kilka słów. Kluczowe jest żebyś wracała do tych notatek po kilku tygodniach, nie następnego dnia. Wtedy wzorce robią się widoczne.


Odpowiedz
Wpisy: 630
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

A co z notatkami, które dotyczą stanów, które trudno opisać słowami? Bo to jest mój problem. Zapisuję coś, wracam po miesiącu i nie wiem, co miałem na myśli. Jakieś skróty myślowe, które dla mnie samego stały się nieczytelne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Lubon Ja używam skali od jeden do pięć dla kilku parametrów, które sobie ustaliłam. Skupienie, opór, poczucie przepływu, czegoś w tym stylu. Nie opisuję słowami, bo masz rację, to się rozmywa. Liczby zostają.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Pajeczyna To ciekawe rozwiązanie, ale czy nie traci się w ten sposób kontekstu? Trójka przy skupieniu nic mi nie powie za dwa miesiące, jeśli nie wiem, co się wtedy działo w moim życiu.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Gebda Dlatego dopisuję jedną linijkę kontekstu. Nie opis rytuału, tylko jedno zdanie o okolicznościach. Np. "po ciężkim dniu" albo "rano, przed kawą". To wystarcza żeby przywrócić pamięć.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, ale czy nie odpłynęliśmy trochę od sedna? Zaczęliśmy od tego, że diagnostyka jest trudna, bo nie wiadomo, co jest przyczyną niepowodzeń, a teraz rozmawiamy o formatach notatek. Mam wrażenie, że to wciąż jest ta sama ucieczka, tylko bardziej zorganizowana.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1500

@Kolczasta Nie zgadzam się, że to ucieczka. Notatki to właśnie sposób na to, żeby diagnostyka przestała być retrospektywnym szukaniem winy i stała się czymś, co ma podstawy. Bez jakiegoś zapisu, siłą rzeczy oceniamy po zakończeniu, przez filtr tego, jak się teraz czujemy.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Leonora Dobra, może za ostro to ujęłam. Ale mam wrażenie, że cała ta rozmowa kręci się wokół pytania "dlaczego nie wyszło" i cały czas szukamy coraz bardziej wyrafinowanych sposobów żeby odpowiedzieć na to pytanie. A może po prostu czasem nie wychodzi i nie ma głębszego powodu?


Odpowiedz
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 327

@Kolczasta To co Kolczasta mówi, jest dla mnie ważne, bo sama się z tym zmagam. Chcę żeby każda nieudana próba miała wyjaśnienie i zaczynam konstruować te wyjaśnienia po fakcie. I nie wiem, czy to mi pomaga, czy tylko daje poczucie kontroli, której nie mam.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Kolczasta dotknęła czegoś, co jest chyba najważniejszym elementem higieny duchowej, a prawie go nie omówiłyśmy: akceptacja wyniku bez automatycznego przypisywania mu znaczenia. Diagnostyka ma sens, kiedy szukasz powtarzającego się wzorca, nie kiedy każdą pojedynczą nieudaną próbę traktujesz jako problem do rozwiązania.


Odpowiedz
Wpisy: 236
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

A skąd wiadomo, że coś jest wzorcem, a nie ciągiem przypadków? Bo jeśli trzy razy z rzędu nie wyszło, to jest wzorzec czy po prostu statystyka?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Sura To jest właśnie trudność. Ja patrzę na to przez kontekst, nie przez samą liczbę powtórzeń. Trzy razy nie wyszło przy podobnych okolicznościach to inaczej niż trzy razy nie wyszło przy kompletnie różnych warunkach. Jedno może mówić coś o konkretnej metodzie, drugie raczej nic.


Odpowiedz
(@kalinei)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 210

@Gebda A jak ty w ogóle definiujesz "nie wyszło"? Bo wydaje mi się, że to jest inny problem, który też tu gdzieś się pojawia. Nie zawsze wiadomo, czy cel nie został osiągnięty, czy po prostu nie w sposób, którego się oczekiwało.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Kalinei Słuszna uwaga i nie mam na to prostej odpowiedzi. Staram się formułować intencje tak precyzyjnie, żeby było wiadomo, czego konkretnie szukam. Ale masz rację, że czasem to, co uznałam za porażkę, po czasie okazywało się czymś innym.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Gebda To jest dla mnie jeden z bardziej irytujących aspektów tej praktyki. Nie dlatego, że nie działa, ale dlatego, że brak precyzji w ocenie skuteczności sprawia, że trudno się czegokolwiek nauczyć. Można się na okrągło okłamywać w obie strony.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Lubon Właśnie dlatego te notatki mają dla mnie sens, nie jako dowód skuteczności, ale jako próba bycia uczciwą wobec siebie. Jeśli coś zapisałam jako cel, to trudniej mi później przekwalifikować wynik na sukces, kiedy nim nie był.


Odpowiedz
Wpisy: 1500
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Przypomniałam sobie coś, co kiedyś powiedziała mi osoba, od której dużo się uczyłam: że higiena duchowa to nie jest lista technik do zastosowania, tylko nawyk obserwacji bez komentarza. I przez długi czas nie wiedziałam, co to znaczy. Teraz chyba wiem. To jest dokładnie to, o czym rozmawiamy, ale od innej strony.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 334

@Leonora "Obserwacja bez komentarza" to dla mnie brzmi jak medytacja, a nie magia. Nie podważam, tylko naprawdę pytam, gdzie jest granica między jednym a drugim w tym kontekście?


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1500

@Dagma Myślę, że w praktyce ta granica jest sztuczna. Medytacja, jeśli rozumieć ją jako trening uważności, jest dla wielu osób fundamentem, na którym w ogóle jest sens budować cokolwiek innego. Bez umiejętności obserwacji tego, co się w sobie dzieje, diagnostyka, o której mówiłyśmy przez ostatnią godzinę, jest właśnie tym, czego Kolczasta się bała: konstruowaniem wyjaśnień po fakcie.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 334

@Leonora No dobra, ale jeśli medytacja i magia nakładają się na siebie w tym miejscu, to co w ogóle odróżnia higienę duchową od zwykłej psychologii? Serio pytam, bo im dalej w tę rozmowę, tym bardziej mi się zacierają granice.


Odpowiedz
Wpisy: 1603
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Myślę, że to jest właśnie dobry moment na to pytanie. Dla mnie różnica nie leży w technice, tylko w tym, do czego ta technika służy i w jakiej ramie jest osadzona. Medytacja jako trening uwagi i medytacja jako część przygotowania do pracy magicznej to nie jest to samo, nawet jeśli wyglądają tak samo z zewnątrz. Kontekst intencji zmienia funkcję.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Ale to trochę brzmi jak: wszystko jest magią, jeśli tak to nazwiemy. Nie kwestionuję intencji, tylko mam wrażenie, że takie rozszerzanie definicji sprawia, że pojęcie traci jakąkolwiek twardość.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Kolczasta Paradoksalnie to jest jeden z argumentów za tym, żeby higiena duchowa nie była osobną kategorią z własnym zestawem technik, tylko postawą. Wtedy nie ma problemu z granicami, bo to nie jest zestaw działań, tylko sposób w jaki robisz to, co robisz.


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Pajeczyna To brzmi ładnie, ale jak to działa w praktyce? Bo "postawa" jest dla mnie trochę nieuchwytna. Co konkretnie robisz inaczej, kiedy ta postawa jest, a co inaczej, kiedy jej nie ma?


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Lubon Dobra, konkretnie. Kiedy tej postawy nie mam, rytuał jest listą kroków do wykonania. Kiedy mam, to samo działanie zaczyna się od sprawdzenia, czy jestem w stanie, który w ogóle ma sens do pracy. Nie zmieniam techniki, zmieniam moment startu. I często w ogóle nie zaczynam, bo widzę, że nie teraz.


Odpowiedz
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 327

@Pajeczyna To jest dla mnie ważne, co Pajeczyna mówi. Sama mam z tym problem, że zaczynam, bo zaplanowałam, nie dlatego, że jest dobry moment. I potem się dziwię, że coś nie gra. Ale jak w ogóle rozpoznasz, że "nie teraz"? Co to oznacza w praktyce?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Arkania Dla mnie to jest kwestia pewnego rodzaju wewnętrznego oporu, który nie jest lenistwem. To trudne do opisania słowami, ale po jakimś czasie po prostu wiesz. Na początku myliłam to z prokrastynacją. Teraz potrafię je odróżnić, choć nie zawsze.


Odpowiedz
(@kalinei)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 210

@Gebda A jak to odróżniasz w praktyce? Bo to brzmi jak coś, czego się nie da nauczyć, tylko samo przychodzi z czasem. Ale czy jest coś, na co konkretnie patrzysz?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Kalinei Dla mnie to jest różnica w jakości skupienia. Kiedy to prokrastynacja, umysł błądzi i szuka wymówek, ale jest pod spodem jakiś impuls do działania. Kiedy to opór roboczy, to jest cisza, ale bez napięcia. Trochę jak różnica między "nie chcę" a "jeszcze nie".


Odpowiedz
Wpisy: 236
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy część z tego, co opisujecie, nie jest po prostu kwestią nastroju. Nie mówię złośliwie, naprawdę się zastanawiam. Skąd wiadomo, że to jest coś głębszego niż zły dzień?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Sura To jest uczciwe pytanie. I myślę, że dla wielu osób na początku faktycznie nie ma między tym różnicy. Złe dni i stany, które nie sprzyjają pracy, często wyglądają tak samo. Dopiero z czasem, i to jest właśnie ta diagnostyka, zaczyna być widoczne, że zły dzień to coś innego niż systematyczny blok, który pojawia się niezależnie od nastroju.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

No ale jeśli z zewnątrz to wygląda tak samo, to co na to miałby powiedzieć ktoś, kto patrzy z zewnątrz? Bo jeśli tylko ty możesz to odróżnić, to nie ma żadnego sposobu na weryfikację i znowu wracamy do problemu subiektywności.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1500

@Kolczasta Ale po co tu weryfikacja z zewnątrz? To jest praktyka osobista, nie eksperyment naukowy. Chyba że zakładasz, że każda praktyka wymaga zewnętrznego potwierdzenia, żeby była wiarygodna. Wtedy rzeczywiście mamy problem, ale to jest inny problem.


Odpowiedz
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Leonora Nie mówię o zewnętrznym potwierdzeniu dla samej praktyki. Mówię o tym, że bez jakiegoś zewnętrznego punktu odniesienia łatwo zbudować niespójny system, który tłumaczy wszystko i nic. Jeśli sukces to sukces, a porażka to lekcja, to jak odróżnić dobrą praktykę od złej?


Odpowiedz
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Kolczasta To co Kolczasta mówi, mnie też trochę gryzie. Przyszedłem do tej rozmowy z podobnym pytaniem i mam wrażenie, że wciąż kręcimy się blisko odpowiedzi, ale jej nie formułujemy. Bo niby diagnostyka, notatki, wzorce, ale co jest właściwie kryterium oceny? Efekt? Jakość pracy? Coś jeszcze?


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Lubon Dla mnie kryterium jest powtarzalność i spójność, nie skuteczność rozumiana jako "zadziałało albo nie". Dobra praktyka daje podobne warunki za każdym razem, jeśli zachowane są podobne okoliczności. Jeśli wyniki są losowe przy zbliżonych warunkach, to coś jest nie tak z praktyką, nie z magią.


Odpowiedz
Wpisy: 334
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

To znaczy, że da się mieć dobrą praktykę, która mimo to nie daje efektów? Bo to brzmi dziwnie, ale jednocześnie jakoś sensownie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Dagma Tak, to jest możliwe. I to jest właśnie jeden z tych momentów, gdzie higiena duchowa przestaje być gwarancją wyniku, a staje się gwarancją rzetelności procesu. Jeśli pracujesz czysto, uważnie, z dobrym przygotowaniem i wynik się nie pojawia, to przynajmniej wiesz, że problem nie leży w twojej pracy. To jest inne pytanie niż to, czy magia działa.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

To mi daje dużo do myślenia, bo przez długi czas zakładałam, że jeśli nie wyszło, to znaczy, że źle zrobiłam. A może po prostu nie było warunków do tego, żeby wyszło, bez względu na to, jak dobrze bym pracowała.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 728

@Arkania To co Arkania mówi, mnie też jakoś zatrzymuje. Bo z jednej strony to wygodna myśl, że nie twoja wina, nie twój błąd, tylko po prostu warunki nie grały. Ale jak to się ma do odpowiedzialności za własną praktykę? Gdzie jest granica między "warunki nie sprzyjały" a "nie przygotowałam się wystarczająco"?


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Kolczasta To jest może najważniejsze pytanie w tej rozmowie. I nie mam na nie jednej odpowiedzi. Dla mnie ta granica przebiega przez intencję i przez to, co byłaś w stanie zrobić w danym momencie. Jeśli zignorowałaś sygnały i poszłaś na skróty, to jest coś innego niż sytuacja, kiedy dałaś z siebie wszystko i coś i tak nie zagrało.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Pajeczyna Mam wrażenie, że to rozróżnienie, które Pajeczyna robi, jest bardzo istotne właśnie w kontekście tej diagnostyki. Bo jeśli podchodzisz do niepowodzenia wyłącznie przez pryzmat "co zrobiłam źle", to pomijasz całą klasę przyczyn, które są poza twoją kontrolą. A to potrafi naprawdę zafałszować wnioski z notatek.


Odpowiedz
Wpisy: 236
 Sura
(@sura)
Połączone: 2 lata temu

A jakie przyczyny są poza kontrolą? Bo to brzmi trochę jak tłumaczenie sobie niepowodzeń. Nie mówię złośliwie, naprawdę chcę zrozumieć, co macie na myśli.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Sura Chyba chodzi o coś takiego, że np. czas pracy był zły niezależnie od przygotowania, albo otoczenie wnosiło zakłócenia, których nie dało się przewidzieć. Ja przynajmniej tak to rozumiem, ale chętnie posłucham, jak to ujmują osoby, które mają więcej doświadczenia z tym tematem.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Lubon To jest dobry trop, ale ja bym dodała coś, co rzadko się pojawia w takich rozmowach. Część przyczyn, które wyglądają jak "poza kontrolą", jest poza kontrolą tylko dlatego, że nigdy nie zbudowałaś wrażliwości na ich odczytywanie. To nie są czynniki losowe. To są czynniki, których jeszcze nie nauczyłaś się słyszeć.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Czyli mówisz, że diagnostyka to właściwie uczenie się rozpoznawania czegoś, co zawsze było, tylko byłaś na to ślepa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1603

@Arkania Mniej więcej. I dlatego nie ma co dramatyzować nad każdym niepowodzeniem, bo przez długi czas po prostu nie masz jeszcze map do czytania terenu. To nie jest wada, to jest etap.


Odpowiedz
Wpisy: 210
(@kalinei)
Połączone: 2 lata temu

To co mówisz z tymi mapami, jakoś mi się klei z tym, co wcześniej padło o notatkach. Czy chodzi o to, że notatki są właśnie sposobem na budowanie tej mapy? Że zapisujesz wystarczająco dużo, żeby zacząć widzieć wzorce, których wcześniej nie widziałaś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Kalinei Tak, ale z jednym zastrzeżeniem. Notatki działają tylko jeśli zapisujesz też to, czego nie rozumiałaś w danym momencie. Jeśli piszesz tylko wnioski, które już masz, to zamykasz się na to, co mogłoby wyjść z powrotem do tych zapisków po czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 1322
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam taką praktykę, że wracam do starych notatek co kilka miesięcy i dopisuję obok tego, co widzę teraz. To zupełnie zmienia sens tych zapisków. Czasem zdanie, które wtedy wydawało mi się oczywiste, po czasie okazuje się pytaniem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lubon)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 630

@Pajeczyna To ciekawe, że mówisz o powrocie z inną perspektywą. Ale czy nie ryzykujesz, że narzucasz starym doświadczeniom nowe interpretacje? Jak odróżniasz to, że faktycznie widzisz coś nowego, od tego, że po prostu projektujesz na to, co już wiesz?


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1322

@Lubon To jest uczciwy zarzut i szczerze nie mam pewności, że zawsze to odróżniam. Staram się nie reinterpretować, tylko dopisywać pytania. Nie "teraz wiem, że to znaczyło to", tylko "a co jeśli to wtedy chodziło o co innego". Zostawiam oryginał nienaruszony.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

OK, ale to wciąż jest subiektywne. Dwa pytania do starych notatek mogą być równie trafne i równie błędne i nie ma sposobu żeby to zweryfikować. Wracamy do tego samego problemu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1500

@Kolczasta Ale co ty właściwie chcesz zweryfikować? Bo mam wrażenie, że szukasz tu czegoś, co z definicji tej praktyki nie istnieje. To nie jest chemia, gdzie masz grupę kontrolną.


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 334

@Kolczasta Trochę zgadzam się z Kolczastą, nawet jeśli rozumiem, co Leonora mówi. Bo z jednej strony ok, nie muszę tego weryfikować zewnętrznie. Ale z drugiej, jak mam wiedzieć, czy w ogóle idę w dobrą stronę? Czy jest jakiś wewnętrzny sposób sprawdzania postępu?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: