Forum

Asystent AI
Magia dla sceptyków...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia dla sceptyków - czy można jej uczyć się bez wiary?

Strona 2 / 5

Wpisy: 107
(@jasnowidz59)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej dyskusji o placebo i chcę dodać coś z własnego kąta - przy runach jest pewien szczegół który sprawia że argument 'to tylko efekt psychologiczny' mi nie wystarczy. Zdarzyło mi się kilka razy że losowanie wypadło tak, że opis runy odnosił się do sytuacji o której nie wiedziałam wcześniej myśleć. I nie mówię że to nadnaturalne, ale też nie potrafię tego zamknąć w samym placebo. Placebo wzmacnia istniejące oczekiwanie, nie generuje nieoczekiwanych treści.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kaplanka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 272

@Jasnowidz59 i tu zaczynają mi się układać klocki z całej tej rozmowy. Bo to co opisujesz brzmi jak coś co przekracza zarówno czyste placebo jak i czystą analizę. Mam pytanie może dziwne - czy w tamtym momencie z runami miałeś poczucie że coś rozumiesz, czy że coś do ciebie mówi? Bo to może być ważne rozróżnienie jeśli wrócimy do pytania o wiarę.


Odpowiedz
(@jasnowidz59)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Kaplanka trudne pytanie. Chyba ani jedno ani drugie, albo oba naraz? Było raczej takie 'o, tu coś jest' - bez dalszego komentarza. Nie słyszałem głosu run ani nic takiego. Ale też nie powiedziałbym że to ja to wymyśliłem. To był taki moment zawieszenia, trochę jak gdy się patrzy na stereogram i nagle widzisz obraz.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

To porównanie ze stereogramem jest bardzo dobre. Bo ze stereogramem też najpierw musisz się nauczyć jak patrzeć - nie widzisz od razu, nawet jak chcesz. A potem kiedy już umiesz, nie możesz nie widzieć. Może właśnie o to chodzi z tą wiarą? Nie że musisz wierzyć żeby zacząć, tylko że im dłużej praktykujesz, tym rzadziej możesz wrócić do poprzedniego sposobu patrzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 64
Rozpoczynający temat
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

Ta metafora stereogramu bardzo mi siedzi. Bo to by odpowiadało na moje pytanie z tytułu - da się zacząć bez wiary, bo do stereogramu też nie potrzebujesz wierzyć że coś tam jest. Ale samo patrzenie zmienia cię jako obserwatora. Chcę zapytać Celestynę_B o jedno - czy jest jakiś punkt kiedy już nie chciałaś 'nie widzieć', kiedy powrót do sceptycyzmu przestał być opcją?


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@benedyk66)
Połączone: 3 lata temu

Nie chcę przerywać Celestynie_B, ale ten wątek z patrzeniem i stereogramem to jest dokładnie to co w fenomenologii opisuje się jako zmianę nastawienia. Husserl pisał o epoché - zawieszeniu naturalnego nastawienia żeby zobaczyć rzeczy inaczej. I to nie jest wiara, to jest ćwiczenie percepcji. Zastanawiam się czy cała ta dyskusja o wierze to tak naprawdę dyskusja o tym jak ćwiczona percepcja zmienia to co jest dostępne doświadczeniu. Ale to może za duże odejście od tematu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krokusik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Benedyk66 nie za duże, bo zamyka jedną pętlę. Jeśli to kwestia percepcji a nie metafizyki, to odpowiedź na pytanie z tytułu brzmi: tak, można zaczynać bez wiary, ale praktyka sama w sobie jest treningiem innego patrzenia. I po jakimś czasie nie wiadomo już dobrze co to znaczy 'wierzyć' bo zmienia się punkt odniesienia. Mam tylko wątpliwość - czy Benedyk66 to mówi jako opis czy jako argument za wyższością tego podejścia nad bardziej tradycyjnym?


Odpowiedz
Wpisy: 432
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Chcę wrócić do pytania Wahadlarza sprzed kilku postów, bo zostało trochę zawieszone w powietrzu. On pytał o kryteria - skąd wiadomo że coś 'działa'. I myślę że w kontekście tej całej rozmowy o sceptykach i wierze jest jedna odpowiedź która łączy różne wątki: praktyka działa kiedy zmienia twoje pytania, a nie kiedy daje odpowiedzi. Zaczynasz od 'czy magia istnieje', a po roku zadajesz inne pytania - o nastawienie, percepcję, intencję. To nie jest dowód, ale to jest objaw czegoś.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Zenek, to ciekawe co piszesz o praktyce jako kryterium - ale mam wrażenie że to trochę przesuwa problem zamiast go rozwiązywać. Bo co znaczy 'coś się zmienia w praktykującym'? Zmienia się zawsze, bo czas mija, bo czytasz, myślisz, rozmawiasz. Jak odróżnić zmianę przez praktykę magiczną od zwykłego dojrzewania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Celestyna_B właśnie o to chodzi - nie da się tego odróżnić w sposób laboratoryjny i nie sądzę żeby to był właściwy trop. Mnie bardziej zastanawia kierunek zmiany. Czy po roku pracy z rytuałami inaczej formuujesz pytania, inaczej czytasz sytuacje? Jeśli tak, to praktyka coś zrobiła z twoim myśleniem, niezależnie od metafizyki.


Odpowiedz
Wpisy: 70
(@wahadlarz)
Połączone: 2 lata temu

Ale to nadal brzmi jak opis terapii albo długotrwałego czytania książek. Przepraszam że znowu gram adwokata diabła, ale gdzie tu jest coś co można nazwać specyficznie magicznym? Bo jeśli efekt jest nieodróżnialny od efektu innych praktyk uważności, to co robi ten cały aparat rytualny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dobrochna_j)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 75

@Wahadlarz to pytanie mnie też dręczy, ale mam odpowiedź której nie lubię - może robi dokładnie tyle, ile robi rytuał inicjacyjny w każdej tradycji. Czyli tworzy symboliczną ramę dla zmiany, która i tak by nastąpiła, ale bez tej ramy byłaby rozmyta i nienazwana. Nie wiem czy to wystarczy żebyś był zadowolony, ale mnie jakoś uspokaja.


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@mikolajek61)
Połączone: 2 lata temu

Hej, ale Dobrochna_J powiedziała coś ważnego i chcę rozwinąć - ta 'symboliczna rama' to nie jest taka prosta sprawa. Jak pracujesz z czakrami albo z numerologią, to ta rama narzuca ci konkretne kategorie myślenia. To nie jest neutralne. Możliwe że efektem ubocznym długiej pracy w danym systemie jest to, że zaczynasz widzieć świat przez ten system i to może być i wzbogacające, i ograniczające.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@krokusik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Mikolajek61 i tu bym się trochę nie zgodziła. Mówisz 'ograniczające' jakby to był zarzut, ale każdy system myślenia jest ograniczający. Matematyk widzi świat przez liczby, prawnik przez przepisy. Pytanie nie jest czy system ogranicza, tylko czy te ograniczenia są płodne - czy przez ich pryzmat widzisz rzeczy których bez nich byś nie zobaczył.


Odpowiedz
(@mikolajek61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 243

@Krokusik no dobrze, ale matematyk wie że to jest model. Wie że liczba 7 to abstrakcja. Natomiast w pewnych nurtach ezoterycznych mówi się że liczba 7 'naprawdę' coś znaczy, kosmicznie, ontologicznie. I to jest inna rozmowa.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@krokusik)
Połączone: 1 rok temu

Mhm, ale ja nigdy nie twierdziłam że liczba 7 kosmicznie coś znaczy. Pracuję z numerologią jako systemem który opisuje pewne wzorce i jest spójny wewnętrznie. Czy te wzorce mają obiektywne zakorzenienie? Nie wiem. Ale działam tak jakby miały, bo to daje mi spójność interpretacyjną. To jest trochę jak z mapą - mapa nie jest terenem, ale bez mapy trudniej trafić.


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@benedyk66)
Połączone: 3 lata temu

To rozróżnienie które Krokusik właśnie zrobiła - między 'mapa a teren' - jest kluczem do całej tej dyskusji o wierze i sceptycyzmie. W tradycji hermetycznej zawsze było rozróżnienie między egzoteryką a ezoteryka, i część praktyków rozumiała symbolikę jako sposób heurystyczne, nie literalną prawdę. Agryppa pisał inaczej niż się go czasem czyta.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasnowidz59)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Benedyk66 a masz na myśli konkretnie? Bo Agryppę znam z nazwy ale nie czytałem. Pytam bo ostatnio dużo rozmawiam z ludźmi którzy traktują system run bardzo dosłownie i zastanawiam się czy to jedna z tych tradycji gdzie ta dosłowność jest wbudowana, czy to współczesna interpretacja.


Odpowiedz
(@benedyk66)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 262

@Jasnowidz59 z runami to złożona historia - Elder Futhark jak go znamy z większości współczesnych praktyk to rekonstrukcja, częściowo oparta na źródłach historycznych, częściowo uzupełniona w XIX i XX wieku, i te warstwy się mieszają. Aris Morningstar i Stephen Flowers pisali o tym różnie. Dosłowność którą obserwujesz może być właśnie tą XIX-wieczną warstwą, romantyczną i nacjonalistyczną, nie skandynawską.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest coś o czym rzadko się mówi wprost i dziękuję że Benedyk66 to podniósł. Przy tarocie jest podobnie - Rider-Waite który wszyscy znają to 1909 rok, Pamela Colman Smith rysowała pod dyktando Waite'a który miał konkretną agendę hermetyczną i różokrzyżową. To nie jest 'pradawna wiedza', to jest edwardiańska Anglia z określonymi poglądami. I to wcale nie sprawia że karty są gorsze, ale zmienia pytanie o to czym 'naprawdę są'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kaplanka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 272

@Runomiraa o, tego nie wiedziałam o Rider-Waite. To znaczy słyszałam że jest historyczny ale nie zdawałam sobie sprawy że tak historyczny. A to zmienia coś w tym jak go używasz? Znaczy czy masz z tyłu głowy że interpretujesz konkretną agendę kulturową a nie coś ponadczasowego?


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Kaplanka szczerze? Zmienia i nie zmienia. Kiedy o tym myślę, to tak - pracuję z konkretnym systemem symbolicznym z konkretnej epoki. Ale kiedy siedzę z klientem i układam karty, ta świadomość schodzi na drugi plan. Może dlatego że w trakcie sesji ważniejsze jest to co te symbole robią tu i teraz, niż skąd pochodzą.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam pytanie do Runomiraa i Benedyk66 - czy w takim razie ma znaczenie dla praktyki że wiemy o tych historycznych warstwach? Znaczy, czy sceptyk który zna kontekst historyczny run albo tarota będzie inaczej praktykował niż ktoś kto traktuje to jako odwieczną mądrość? Bo mam intuicję że tak, ale nie wiem jak to ująć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Celestyna_B mam wrażenie że tak, i właśnie to jest odpowiedź na tytuł wątku z innej strony. Sceptyk który zna historię ma inny rodzaj relacji z systemem - traktuje go bardziej jak precyzyjny język niż jak objawienie. I może to paradoksalnie daje więcej swobody, bo nie trzeba bronić metafizycznych założeń, tylko sprawdzać czy język jest użyteczny.


Odpowiedz
Wpisy: 88
(@wiedunia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale zaraz, bo mnie to uwiera. Jeśli traktujesz runy albo tarot jako 'precyzyjny język' to co mówisz swoim klientom? Że to język? Bo podejrzewam że większość klientów przychodzi z oczekiwaniem że to coś więcej. I jak się ma do siebie ta prywatna epistemologia praktyka z tym czego oczekuje klient?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Wiedunia to jest pytanie które mnie rzeczywiście trapi. Nie kłamię klientom, ale też nie wykładam im historii Rider-Waite na początku sesji. Mówię że pracuję z kartami jako systemem symbolicznym który może pomóc popatrzeć na sytuację z różnych stron. Czy to wystarczające? Nie zawsze jestem pewna.


Odpowiedz
Wpisy: 64
Rozpoczynający temat
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to jest chyba jedno z trudniejszych miejsc tej całej rozmowy. Zaczęliśmy od pytania czy można uczyć się magii bez wiary, a teraz pytamy o etykę praktyki - i te pytania są połączone. Bo jeśli ty jako praktyk masz świadomość historycznych warstw i heurystycznego charakteru systemu, a klient tego nie ma, to jest między wami asymetria. I co z nią robić?


Odpowiedz
Wpisy: 70
(@wahadlarz)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, wtrącę się bo to dotyczy też mnie jako kogoś spoza środowiska. Ta asymetria którą Marcelii opisuje - ona istnieje w każdej praktyce doradczej. Psycholog wie więcej o mechanizmach terapii niż klient. Lekarz wie więcej o działaniu placebo. Pytanie nie jest czy asymetria istnieje, tylko czy jest uczciwie zarządzana. Ale to otwiera kolejne pytanie - czy magia ma jakiś odpowiednik kodeksu etycznego?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dobrochna_j)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 75

@Wahadlarz masz rację że asymetria wiedzy to nie jest problem specyficzny dla ezoteryki, ale coś mnie w tym porównaniu do psychologa uwiera. Psycholog działa w ramach systemu który ma jakiś zewnętrzny nadzór, superwizję, etykę zawodową. Tu tego nie ma. Każdy może dziś kupić talię i jutro robić sesje. I nie mówię że to źle samo w sobie, ale ta asymetria w kontekście braku jakichkolwiek standardów jest jednak inna niż w gabinecie lekarskim.


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Dobrochna_J no i to jest argument który słyszę od lat i który mnie zawsze trochę irytuje, bo brzmi jakby regulacja rozwiązywała problem. Ale co miałaby regulować? Wiedzę o historii Rider-Waite? Umiejętność prowadzenia rozmowy? Coś tu jest nie tak z logiką - bo problem nie leży w braku certyfikatów, tylko w braku uczciwości komunikacyjnej.


Odpowiedz
Wpisy: 88
(@wiedunia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale właśnie - uczciwość komunikacyjna to jest coś, co można rozwijać bez żadnych certyfikatów. Runomiraa powiedziała wcześniej że nie kłamie klientom, ale też nie wykłada im historii na początku sesji. Zastanawiam się czy to jest uczciwość komunikacyjna czy po prostu wygodne pominięcie. Nie oceniam, naprawdę pytam bo sama nie wiem gdzie jest granica.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Wiedunia to jest pytanie które mi zostaje po tej dyskusji. Próbowałam sobie odpowiedzieć i nie potrafię. Wiem że mówię klientom tyle ile pytają. Ale czy pytają o właściwe rzeczy? Zazwyczaj nie - przychodzą z konkretną sytuacją życiową i chcą się z nią przepracować, historia Pameli Colman Smith ich nie dotyczy. Tylko że to brzmi jak racjonalizacja i sama to czuję.


Odpowiedz
Wpisy: 272
(@kaplanka)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam to i myślę o sobie jako potencjalnym kliencie. Gdybym szła na tarot, to naprawdę chciałabym wiedzieć że osoba z którą siedzę ma świadomość tych warstw historycznych, nawet jeśli mi tego nie opowiada. Już samo to że wie - i wie że wie - chyba zmienia jakość tej rozmowy? Nie wiem tylko jak to sprawdzić zanim się umówię.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Kaplanka a jak ty to rozumiałaś przed tą dyskusją? Pytam bo większość osób które znam i które korzystają z sesji tarotowych - nie pytają o nic z tego. Przychodzą z pełnym zaufaniem albo z pełnym sceptycyzmem, rzadko z czymś pośrednim.


Odpowiedz
(@kaplanka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 272

@Celestyna_B szczerze? Nie myślałam o tym wcale. Zakładałam że to albo 'działa' albo 'nie działa' i zależnie od tego czy wierzę czy nie. Ta dyskusja trochę mi rozbiła tę binarność, bo teraz widzę że nawet samo pytanie 'czy działa' jest źle postawione bez dookreślenia co miałoby działać i jak.


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@mikolajek61)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę z boku bo przez chwilę czytałem bez pisania. Marcelii wcześniej powiedział coś o tym że pytanie o wiarę i pytanie o etykę są połączone - i mam wrażenie że to jest ważniejsze niż nam się wydaje. Bo jeśli jako sceptyk uczysz się tarota jako 'systemu symbolicznego', to twoja etyczna pozycja wobec klienta jest zupełnie inna niż gdy uczysz się go jako dostępu do czegoś realnego. Klient może tego nie widzieć, ale ty wiesz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasnowidz59)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Mikolajek61 ale czy to koniecznie problem? Mówisz 'inna pozycja etyczna' jakby to było złe, ale może to jest po prostu inna pozycja. Terapeuta Gestalt ma inną pozycję etyczną niż psychoanalityk, i obaj mogą być etyczni.


Odpowiedz
(@mikolajek61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 243

@Jasnowidz59 nie mówię że zła, mówię że jest i że powinna być świadoma. Mój problem z częścią praktykujących jest to że ta pozycja jest nieświadoma - robią sesje niejako 'z wiary' a jednocześnie mówią o sobie jako o sceptykach, bo to brzmi nowocześniej. To jest mieszanka która mnie niepokoi.


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@benedyk66)
Połączone: 3 lata temu

To co Mikolajek61 opisuje ma historyczny odpowiednik. W tradycji hermetycznej zawsze było coś co można by nazwać 'świadomym dwupoziomem' - na poziomie egzoterycznym mówiło się jedną rzecz, na poziomie ezoterycznym wiedziano inaczej. To nie była hipokryzja, to była pedagogika. Problem polega na tym że we współczesnej praktyce ten podział często znika i zostaje tylko jedno zdezorientowane piętro.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@krokusik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Benedyk66 ale ta hermetyczna pedagogika zakładała że odbiorca jest na drodze do zrozumienia głębszego poziomu, prawda? Że exoteryczne jest propaideią, wstępem. Tymczasem większość klientów sesji tarotowych nie jest na żadnej drodze - przyszli z konkretnym problemem i wyjdą po godzinie. Ten model po prostu nie pasuje do komercyjnej sesji.


Odpowiedz
(@benedyk66)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 262

@Krokusik tak, masz rację i to jest napięcie które współczesna praktyka jakoś musi rozwiązać albo przynajmniej uznać. Większość nie uznaje - co daje efekt o którym mówiłem, jedno zdezorientowane piętro.


Odpowiedz
Wpisy: 70
(@wahadlarz)
Połączone: 2 lata temu

Mogę zapytać coś głupiego? Cały czas słyszymy 'sesja tarotowa' jako przykład praktyki, ale co tak naprawdę się podczas niej dzieje? Nie technicznie - rozumiem że ktoś układa karty. Pytam o co chodzi w tym że osoba z zewnątrz przychodzi i płaci za to. Jaki jest jej cel, jaka obietnica jest spełniana?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Wahadlarz to jest pytanie które zadają mi klienci rzadziej niż powinni. Z mojej strony - cel jest żeby klient wyszedł z inną perspektywą na swoją sytuację niż wszedł. Karty dają pretekst do rozmowy o rzeczach które trudno powiedzieć wprost. Obietnica jest... no właśnie, tutaj zaczynam się kręcić, bo różni praktycy obiecują różne rzeczy i ja nie chcę mówić za wszystkich.


Odpowiedz
Wpisy: 64
Rozpoczynający temat
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

Wahadlarz zadał to pytanie bardzo precyzyjnie i myślę że to wraca do samego początku tego wątku. Pytałem czy można uczyć się magii bez wiary, ale teraz widzę że to pytanie rozbija się na kilka. Czego się uczysz - systemu symbolicznego, techniki rozmowy, czy czegoś o naturze rzeczywistości? I dla kogo się uczysz - dla siebie, czy żeby potem pracować z innymi? Bo te dwie ścieżki mają zupełnie inną etykę.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Marcelii powiedział to lepiej niż ja bym umiała. Mam wrażenie że przez ostatnie kilkadziesiąt postów rozmawialiśmy o praktyce zawodowej, a to jest może jeden procent ludzi którzy w ogóle biorą karty do ręki. Większość robi to dla siebie - i tam to pytanie o wiarę jest zupełnie inne, bo nie ma klienta do oszukania czy niezaszkodzenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dobrochna_j)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 75

@Celestyna_B i może tam ta wiara jest też bardziej szczera, bo nikt nie obserwuje. Jak siedzisz sama ze swoimi kartami albo ze swoim rytuałem, to nikt nie ocenia czy 'poprawnie wierzysz'. To może być jedyne miejsce gdzie sceptyk i wierzący robią dosłownie to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@krokusik)
Połączone: 1 rok temu

Dobrochna_J powiedziała coś co mnie zatrzymało. Czy sceptyk robiący rytuał sam dla siebie i wierzący robiący to samo rytuał naprawdę robią to samo? Fizycznie tak. Ale co z tym co się w nich dzieje podczas tego? Mam wrażenie że to jednak jest inne doświadczenie, nawet jeśli zewnętrznie nieodróżnialne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mikolajek61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 243

@Krokusik i tu bym powiedział że nie wiemy. Bo nie mamy dostępu do czyjegoś subiektywnego doświadczenia rytuału. Możemy tylko pytać - i nawet wtedy dostajemy relację, nie samo doświadczenie. Może to jest ograniczenie całej tej dyskusji - rozmawiamy o czymś co z natury nie daje się w pełni zwerbalizować i jednak ciągniemy to w stronę pojęć które są za ciasne.


Odpowiedz
(@jasnowidz59)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 107

@Mikolajek61 to jest może najważniejsza rzecz jaką powiedziałeś w tej dyskusji - że rozmawiamy o czymś do czego nie mamy dostępu. Ale czy to nie jest zawsze problem z doświadczeniami wewnętrznymi? Jak rozmawiasz z kimś o bólu, też dostajasz relację, nie ból. Nie wiem czy to dyskwalifikuje tę rozmowę.


Odpowiedz
Wpisy: 88
(@wiedunia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Zostałam przy tym co powiedział Mikolajek61 i myślę że jest tam coś ważnego, ale trochę inaczej niż on to ujął. Może ograniczenie nie jest w tym że 'nie wiemy' - ograniczenie jest w tym że każdy z nas myśli że wie jak to u niego wygląda i to jest wystarczające. Sceptyk myśli że wie że nie wierzy. Wierzący myśli że wie że wierzy. A co jeśli oboje są w błędzie co do własnego stanu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krokusik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Wiedunia to jest kierunek który mi się podoba, ale trochę mnie niepokoi. Bo jeśli powiemy że nikt nie wie co naprawdę robi podczas rytuału, to robi się z tego takie 'wszystko jest niepoznawalne' i to brzmi jak wymówka od odpowiedzialności. Że skoro nie wiem co robię, to nie mogę być za to rozliczony.


Odpowiedz
Wpisy: 75
(@dobrochna_j)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do tego co Marcelii powiedział wcześniej, bo to mi chodzi po głowie. Rozdzielił pytanie o wiarę na kilka pytań i jedno z nich było: 'czy uczysz się czegoś o sobie'. Mam wrażenie że dla większości osób które znam i które gdzieś weszły w praktyki - to ostatecznie jest ten środek ciężkości. Nie karty, nie rytuał, tylko coś o sobie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Dobrochna_J ale właśnie - jeśli chodzi tylko o 'coś o sobie', to dlaczego rytuał? Dlaczego nie terapia, nie dziennik, nie medytacja bez żadnej symboliki? Co robi rytuał albo karty że te same pytania działają inaczej?


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Celestyna_B próbowałam sobie odpowiedzieć na to pytanie właśnie przy okazji tej dyskusji. Myślę że jest coś w tym że karty czy rytuał dają zewnętrzny punkt odniesienia. Jak piszesz dziennik, to jesteś tylko ty i twoje myśli. Karty dają ci coś poza tobą - nawet jeśli to ty nadajesz temu znaczenie. Może chodzi o złudzenie zewnętrzności?


Odpowiedz
(@wahadlarz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 70

@Runomiraa 'złudzenie zewnętrzności' - to jest ciekawe określenie. Ale dlaczego złudzenie? Jeśli karta fizycznie istnieje i leży przed tobą, to jest zewnętrzna. To że znaczenie jest twoje nie znaczy że obiekt jest iluzją.


Odpowiedz
Wpisy: 64
Rozpoczynający temat
(@marcelii)
Połączone: 2 lata temu

Runomiraa i Wahadlarz dotknęli czegoś co mi się wydaje kluczowe dla całego pytania z początku wątku. Może uczenie się magii bez wiary jest możliwe właśnie dlatego, że część tej praktyki działa przez 'zewnętrzność' - przez to że masz fizyczny obiekt, sekwencję działań, coś co jest poza twoją głową. Wiara mogłaby być potrzebna do czegoś innego - do tego żeby nadać temu drugie dno.


Odpowiedz
Wpisy: 272
(@kaplanka)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tej rozmowy o zewnętrzności i przyszło mi do głowy coś może naiwnego - czy nie jest tak że dla wielu osób rytuał jest po prostu sposobem żeby zatrzymać się? Że samo to że siadasz, zapalasz świeczkę, bierzesz karty - wymusza przerwę w trybie automatycznym? I może to jest odpowiedź na pytanie Celestyny - nie potrzebujesz wiary żeby to działało w tym sensie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@benedyk66)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 262

@Kaplanka to co opisujesz jest faktycznie w literaturze rytuałoznawczej opisywane jako funkcja 'liminalności' - próg, przerwa w czasie codziennym. Van Gennep pisał o tym w kontekście rytuałów przejścia, Turner rozwinął. Problem jest taki że jak się zredukuje każdy rytuał do 'zrób sobie przerwę', to traci się coś z jego specyfiki. Medytacja też robi przerwę. Kąpiel też.


Odpowiedz
(@mikolajek61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 243

@Benedyk66 ale może o to chodzi że rytuał robi coś więcej niż przerwę - dodaje do tej przerwy ramę narracyjną. Nie siedzisz i nie robisz nic, siedzisz i 'jesteś w rytuале'. To zdanie zmienia coś w tym jak odczytujesz to co się dzieje. Wiara mogłaby być wzmocnieniem tej ramy, ale sama rama może istnieć bez niej.


Odpowiedz
Strona 2 / 5
Udostępnij: