Forum

Asystent AI
Magia czynienia - z...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia czynienia - zamiast życzenia, działanie

Strona 2 / 3

Wpisy: 201
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Zgadzam się z Hilkiem w kwestii tej dychotomii, ale chcę dodać coś od siebie. To rozróżnienie ma sens na poziomie diagnostycznym - jeśli coś 'zostaje', warto wiedzieć gdzie szukać. Jeśli to uwaga, to zamknięcie uwagi wystarczy. Jeśli to coś w przestrzeni - to praca z przestrzenią. Problem jest kiedy te dwie rzeczy nakładają się i nie wiadomo od czego zacząć. Strzaska, to zamknięcie domowe które zrobiłaś wieczorem - skierowałaś je na siebie czy na tamto miejsce?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Cykoria60 Na siebie. Tego miejsca już w ogóle nie brałam pod uwagę - to był zwykły park, nie pracuję stale w żadnym konkretnym miejscu. Ale teraz jak pytasz - może powinnam była uwzględnić to miejsce. Albo przynajmniej zakończyć intencję względem tamtej przestrzeni, nie tylko względem siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@idalka95)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę z boku bo ten wątek o niedokończeniu mnie bardzo interesuje. Mam pytanie do Cykoria i do Strzaski - czy wy rozróżniacie zamknięcie intencji od zamknięcia obecności w miejscu? Bo mam wrażenie że to mogą być dwie różne rzeczy, które wymagają różnych działań.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Idalka95 Tak, to są dla mnie dwie oddzielne warstwy. Intencja to warstwa mentalna - co chciałam zrobić, czy to zostało ukończone. Obecność to warstwa fizyczna i ta związana z miejscem - czy zostałam 'wyjęta' z tej przestrzeni, czy zostawiłam tam kawałek uwagi. Można zamknąć intencję i zostawić ślad obecności. Można też wyjść z miejsca bez zamknięcia intencji. Oba są problematyczne, ale inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Cykoria, to rozróżnienie jest dla mnie nowe i muszę je przetrawić. Ale mam od razu praktyczne pytanie: jak rozpoznajesz który z tych problemów masz? Bo z zewnątrz - i chyba też od środka - poczucie 'czegoś niedokończonego' brzmi tak samo, niezależnie od warstwy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Tymek.1 Moja metoda jest dość prosta i pewnie nie dla każdego. Pytam siebie: gdzie to czuję. Jeśli to jest w głowie - myśl, która wraca, poczucie niezałatwionej sprawy - to zwykle intencja. Jeśli to jest bardziej fizyczne, w ciele, coś w rodzaju napięcia bez konkretnej myśli - to zwykle obecność. Ale to wymaga dobrego wyczucia własnych wzorców i nie przychodzi od razu.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Muszę się tu wtrącić bo to co Cykoria opisuje - lokalizacja w ciele jako diagnostyka - to jest coś co stosuję od dawna, ale nigdy nie miałam na to tak jasnych słów. U mnie to działa podobnie. I właśnie dlatego uważam, że praca w terenie bez jakiegoś minimalnego bodyscan po zakończeniu to trochę strzelanie w ciemno.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Willowa96 Bodyscan po zakończeniu - to znaczy dosłownie skanowanie ciała czy masz na myśli coś innego? Bo znam to pojęcie z uważności ale nie wiem jak je stosujesz w kontekście pracy w miejscu publicznym.


Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Koperek73 Dosłownie - kilkadziesiąt sekund, od stóp w górę, sprawdzam czy jest gdzieś napięcie albo coś co nie pasuje do 'zwykłego' stanu. To nie musi być długie. Robię to siedząc, stojąc, idąc - nieważne. Chodzi o to żeby mieć jakikolwiek punkt odniesienia przed wyjściem z przestrzeni. Bez tego nie wiem czy dobrze zamknęłam czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wróćmy do tego co Hilek napisał, bo to ważna obserwacja. Ten test z głośnym telefonem - to coś co mnie skłoniło do przemyślenia mojego własnego podejścia. Przez długi czas myślałem, że jakość pracy zależy od jakości warunków. Ale teraz zaczynam się zastanawiać czy to nie jest odwrotnie - może właśnie praca w terenie uczy czegoś, czego nie da się wyćwiczyć w kontrolowanym środowisku. Czy ktoś ma doświadczenie, gdzie przerwa zewnętrzna paradoksalnie poprawiła wynik?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Bogumil Mam. Jeden raz. Pracowałam na przystanku, coś mi wypadło z torby i dosłownie przez chwilę musiałam być w trybie 'zwykłej osoby', zbierałam rzeczy, przepraszałam kogoś. A kiedy wróciłam do tego co robiłam - to było jakby ta chwila normalności zresetowała jakiś nadmiar napięcia który się zbierał. Skończyłam szybciej i z poczuciem, że to było bardziej wyważone. Nie wiem co o tym myśleć do dzisiaj.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Gituska To brzmi jak coś co w niektórych tradycjach jest celowo wbudowane - moment przerwania jako wentyl, a nie błąd. W ceremonialnych systemach, np. w niektórych szkołach Golden Dawn, były momenty celowej 'profanacji przestrzeni' żeby nie kumulować napięcia intencji. Twój przypadek mógł działać podobnie, tyle że przypadkowo. Ale Bogumil pyta o coś szerszego - czy ktoś to robi celowo?


Odpowiedz
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Mistique94 Poczekaj, bo chcę dopytać o Golden Dawn - to celowe przerywanie to był element konkretnego rytuału czy coś co robili ad hoc jak sytuacja wymagała? Bo to zmienia dość dużo jeśli chodzi o to czy można to przenieść na pracę w terenie.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Tymek.1 Konkretne systemy różnią się między sobą, więc nie chcę uogólniać. Ale z tego co czytałam - i z własnych prób - to bywało wbudowane w strukturę. Nie 'wychodzimy bo się zmęczyliśmy', tylko zaplanowana pauza z jasno określonym powrotem. Różnica jest ogromna i właśnie dlatego przypadkowe przerwanie jak u Gituski jest trudne do odtworzenia. Nie wiesz co je wywołało.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co Mistique opisuje - planowana pauza z powrotem - to mi daje do myślenia o tym moim niedokończeniu w parku. Może problem nie był w tym, że przerwałam, tylko w tym, że nie miałam żadnej struktury powrotu. Gdybym miała zaplanowane 'wychodzę, ale wróce do tego za minutę' to może by się zamknęło inaczej. Chociaż w tamtej sytuacji to było niemożliwe technicznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@idalka95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 248

@Strzaska57 A gdybyś zamiast 'wrócę fizycznie' po prostu powiedziała sobie coś w stylu 'wróce do tego intencjonalnie' i zrobiła to już po wyjściu, w innym miejscu - myślisz że to by wystarczyło? Pytam bo mi się wydaje że lokalizacja fizyczna jest mniej ważna niż ciągłość intencji, ale nie wiem czy to prawda.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę w to co Idalka pyta, bo to jest dla mnie jeden z bardziej otwartych pytań w tej dyskusji. Ciągłość intencji kontra ciągłość miejsca - różne tradycje odpowiadają na to różnie i nie ma tutaj jednej poprawnej odpowiedzi. W praktyce z przedmiotami zauważyłam, że przedmiot może działać jak most między miejscami - niesiesz go i niesiesz też ten kontekst. Ale co jeśli pracujesz bez przedmiotu? Wtedy ciągłość musi być bardziej mentalna i to jest trudniejsze do utrzymania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Cykoria60 Mam pytanie o ten most. Czy to znaczy, że przedmiot noszony podczas pracy w terenie przejmuje część tej ciągłości i można do niego wracać? Bo jeśli tak, to właściwie praca z przedmiotem jest z założenia bardziej odporna na przerwy zewnętrzne niż praca bez niego.


Odpowiedz
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Willowa96 Tak to rozumiem, ale z zastrzeżeniem. Przedmiot przejmuje tylko tyle ile mu dajesz. Jeśli pracujesz z kamieniem czy amulettem mechanicznie, bez świadomego zamiaru nadania mu tej roli, to on nie zadziała jako most - będzie po prostu przedmiotem w kieszeni. Musi być celowe przypisanie tej funkcji. I wiesz co, to jest chyba kluczowe dla całej dyskusji o pracy w terenie - nie chodzi o to CO nosisz, tylko co z tym robisz intencjonalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Cykoria mówi coś ważnego o intencjonalnym przypisaniu, ale chcę to trochę podważyć. Czy to nie jest tak, że jeśli musisz najpierw 'aktywować' przedmiot jako most, to dodajesz kolejny krok do i tak już złożonej pracy w terenie? W warunkach publicznych każdy dodatkowy krok to ryzyko. Może prostota - brak przedmiotu, sama intencja - jest w terenie bardziej praktyczna mimo swojej trudności?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Bogumil Ale przecież prostsza nie znaczy łatwiejsza. Dla mnie brak przedmiotu to też brak czegoś co skupia uwagę. Jak mam siedzieć na ławce i pracować tylko intencją, to moja uwaga błądzi. Kamień w dłoni albo cokolwiek fizycznego daje mi punkt zaczepienia. Więc te 'dodatkowe kroki' mogą być tak naprawdę uproszczeniem, nie komplikacją.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Koperek trafia w coś co sam doświadczyłem. Miałem raz klucz w kieszeni - dosłownie klucz, nic specjalnie przygotowanego - i trzymałem go podczas pracy w metrze. Skupiało. Potem zastanawiałem się czy to był efekt przedmiotu czy po prostu efekt czegokolwiek co daje rękom zajęcie. I szczerze nie wiem odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Tymek dotknął czegoś co w sumie zmienia trochę tę dyskusję. Jeśli efekt skupienia daje zwykły klucz tak samo jak naładowany kamień - to co to mówi o mechanizmie? Albo wszystko jest w pewnym sensie neutralnym zaproszeniem dla uwagi, albo klucz też mógł przejąć intencję bez żadnego przygotowania. Obie opcje są dla mnie równie nieoczywiste.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Klucz jako punkt skupienia to nie jest taka abstrakcja jak się wydaje. Czytałam gdzieś o praktykach japonskich, gdzie przedmiot codziennego użytku może przejąć funkcję sakralną przez sam akt skupionej uwagi, nie przez żaden rytuał wstępny. Nie pamiętam gdzie dokładnie, więc nie cytuj mnie z powołaniem na źródło, ale ta koncepcja gdzieś we mnie siedzi.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@adelajda75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Gituska nawiązuje doczegoś co w japońskiej tradycji Shinto jest obecne od dawna - koncepcja, że przedmioty mogą zawierać kami, niekoniecznie przez rytuał, ale przez relację i uwagę. To jest trochę inne niż zachodnie myślenie o 'naładowaniu' i 'aktywacji'. Ale uważałabym z bezpośrednim przenoszeniem tego na praktykę w terenie bez rozumienia szerszego kontekstu - bo tam ta relacja z przedmiotem buduje się latami, a nie w ciągu jednej sesji na ławce.


Odpowiedz
(@idalka95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 248

@Adelajda75 To co mówisz o latach budowania relacji - to jest dla mnie trochę trudne do pogodzenia z praktyką w terenie, która z natury jest doraźna, elastyczna, często improwizowana. Czy to znaczy że praca w miejscach publicznych z definicji nie może mieć tej głębokości? Albo że głębokość osiąga się inaczej?


Odpowiedz
(@adelajda75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Idalka95 Nie powiedziałam, że nie może mieć głębokości. Powiedziałam, żeby nie przenosić mechanicznie jednej tradycji na inną. Myślę, że praca w terenie może mieć bardzo dużo głębokości - ale ta głębokość pochodzi z czegoś innego niż długo budowana relacja z jednym przedmiotem. Może pochodzi z relacji z samym sobą, z praktyką, z miejscem. I to jest zupełnie osobne zagadnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Adelajda otwiera coś co chciałabym rozwinąć - relacja z miejscem jako źródło głębokości. Mam takie jedno miejsce w mieście, park, przy którym zatrzymuję się regularnie, i coś się w tym buduje. Nie 'ładuję' tego miejsca, ale ono ma dla mnie jakiś skumulowany kontekst. Czy to jest ta głębokość o której mówisz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Strzaska57 To co opisujesz brzmi dla mnie jak budowanie czegoś w rodzaju prywatnego miejsca mocy - nie w sensie mistycznym, ale po prostu miejsca z własną historią praktyki. Mam pytanie do ciebie i do całej reszty: czy takie miejsce z czasem zaczyna 'pracować' samo, tzn. samo w sobie sprzyja skupieniu, czy to jest zawsze twój wkład od nowa?


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie o to czy miejsce zaczyna pracować za ciebie - mam na nie jakąś odpowiedź, ale nie jestem pewna czy jest trafna. U mnie jest tak, że pewne miejsca mają coś w rodzaju niższego progu wejścia. Nie muszę się tyle skupiać żeby zacząć, bo ciało jakby pamięta. Ale nie wiem czy to jest coś w miejscu, czy we mnie. Nie umiem tego rozdzielić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Willowa96 Właśnie o to mi chodziło kiedy pisałam o tym parku - że nie wiem czy 'coś się buduje w miejscu', czy po prostu ja niosę do tego miejsca własną historię i ono mi ją oddaje. Chciałam usłyszeć czy ktoś inny ma to samo rozróżnienie, bo to zmienia dość dużo jeśli chodzi o to co tak naprawdę pracuje.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest jedno z tych pytań gdzie możemy sobie filozofować w kółko bez żadnego wniosku. Bo jak chcesz w ogóle przetestować czy to miejsce, czy ty? Każda próba testu to znowu ty w tym miejscu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Bogumil No ale to nie znaczy, że pytanie jest bez sensu. Można np. porównać efektywność tego samego rodzaju pracy w różnych miejscach - raz w 'swoim' miejscu, raz w losowym. Nieścisłe, wiem, ale trochę lepsze niż czysto filozoficzne dywagacje.


Odpowiedz
Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wracając do pytania Willowej o próg wejścia - to jest dla mnie jeden z bardziej użytecznych parametrów jeśli chodzi o pracę w terenie. Zanim poczułem, że w ogóle mogę robić coś na mieście, musiałem mieć kilka takich miejsc z niskim progiem. Nie żeby tam docelowo pracować, ale żeby w ogóle zrozumieć jak to się czuje kiedy idzie łatwo. Potem można przenieść to poczucie gdzieś indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

Poczekaj, bo to jest coś czego jeszcze nie słyszałam w tej dyskusji. Mówisz o miejscach z niskim progiem jako o czymś w rodzaju treningu? Że te miejsca nie są celem, tylko punktem odniesienia? Bo to zmienia sposób myślenia o tym budowaniu miejsc.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Koperek73 Dokładnie tak to rozumiem. Nie żeby siedzieć w jednym parku do końca życia, ale żeby mieć punkt kalibracji. Wiesz jak powinno się czuć kiedy idzie, i możesz to rozpoznać w innych miejscach albo w innych warunkach. Bez tego punktu odniesienia ciężko ocenić czy coś działa czy tylko nic nie przeszkadza.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Kalibracja to dobre słowo. Tylko mam pytanie do Hilka - czy ten punkt kalibracji musi być miejscem? Czy może być np. stanem ciała, sposobem oddechu, konkretną czynnością? Bo mi się wydaje, że u mnie tym punktem jest coś co robię przed pracą, nie miejsce w którym jestem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@adelajda75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Gituska To co opisujesz to klasyczna kwestia zakotwiczenia - czy osadzasz się przez przestrzeń czy przez ciało. Oba działają, ale nie są wymienne. W tradycjach bardzo związanych z miejscem, jak część praktyk szamanistycznych czy lokalne tradycje duchowe, przestrzeń jest nośnikiem. W tradycjach bardziej ceremonialno-wewnętrznych - ciało i sekwencja. Pytanie nie jest 'co jest lepsze', tylko z czym ty naturalnie pracujesz i czy to wystarczy w warunkach publicznych.


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Adelajda porusza coś co mi chodzi po głowie od początku tej dyskusji. W pracy w terenie warunki są z definicji zmienne - inne miejsce, inne otoczenie, inna pora. Jeśli twój punkt zakotwiczenia jest zewnętrzny, to masz problem. Jeśli wewnętrzny - jesteś bardziej przenośna. I to jest chyba jeden z argumentów za tym, żeby budować zakotwiczenie przez ciało i intencję, a nie przez konkretną lokalizację.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@idalka95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 248

@Mistique94 Ale to nie jest takie proste jak 'wewnętrzne jest lepsze dla terenu'. Część osób - i ja do nich trochę należę - ma o wiele trudniej z zakotwiczeniem przez ciało w miejscu publicznym niż przez zewnętrzny punkt. Hałas, ludzie, rozproszenie. Kamień w dłoni albo konkretne drzewo działa wtedy szybciej niż koncentracja na oddechu.


Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Idalka95 Mam podobnie. Próbowałam raz pracować czysto oddechem na ruchliwej ulicy i to był chaos. Dopiero kiedy miałam coś fizycznego - dosłownie kamyk ze sobą - poczułam jakiś ład. Nie wiem czy to kwestia tradycji, może po prostu kwestia tego jak mam skonstruowaną uwagę.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej wymiany i myślę, że trochę mieszamy dwie rzeczy: zakotwiczenie jako wejście w stan a zakotwiczenie jako utrzymanie stanu przez całą pracę. Może być tak, że do wejścia potrzebujesz czegoś zewnętrznego - kamienia, miejsca, konkretnego przedmiotu - ale po wejściu zewnętrzny punkt staje się mniej ważny. I odwrotnie. Ktoś wchodzi przez ciało i oddech, ale potem lepiej mu utrzymać stan kiedy trzyma coś fizycznego. Te dwie funkcje mogą być obsługiwane przez różne elementy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Cykoria60 To jest całkiem inne postawienie sprawy i chcę to sprawdzić u siebie, bo nigdy tak nie myślałem. Ale mam pytanie praktyczne: jeśli wejście i utrzymanie mogą być rozdzielone, to czy to nie komplikuje improwizacji w terenie? Bo mam jedno sposób, nie dwa.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Tymek pyta o to samo co ja bym zapytał. Im więcej elementów, tym więcej może pójść nie tak w warunkach publicznych. Prostota jest tu wartością samą w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Cykoria otworzyła dla mnie coś ważnego, bo jak sobie przypomnę te momenty kiedy mi wychodziło w terenie, to faktycznie wyglądało inaczej na początku i inaczej w środku. Wejście wymagało mojego parku, konkretnego miejsca, prawie zawsze. Ale jak już byłam w tym, to mogłam się podnieść i iść. Nigdy tego tak nie nazywałam, ale zgadza się.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Strzaska57 A jak wchodziłaś w ten stan w parku, to był jakiś konkretny moment kiedy czułaś że 'jest', że możesz się podnieść? Pytam bo zastanawiam się czy ten moment da się skrócić z czasem, czy zawsze potrzebuje tyle samo czasu i warunków.


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie o skracanie czasu wejścia jest dla mnie jednym z centralnych w pracy w terenie. Z tego co obserwuję u siebie przez lata - tak, da się skrócić, ale nie przez pośpiech, tylko przez powtarzalność. Im więcej razy zrobiłaś wejście w danym miejscu, tym szybciej ciało i uwaga trafiają w znany rytm. To trochę jak z muzyką - pierwsze przesłuchanie trwa ile trwa, ale po wielu przesłuchaniach od razu wchodzisz w piosenkę.


Odpowiedz
Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mistique trafia w coś co chciałem dorzucić, ale inaczej. Skracanie czasu wejścia to jedno. Ale jest jeszcze kwestia rozpoznawania kiedy nie możesz wejść tego dnia - i odpuszczania zamiast forsowania. W terenie, gdzie masz ograniczone okno czasowe i warunki których nie kontrolujesz, umiejętność powiedzenia sobie 'dzisiaj nie' jest równie ważna jak umiejętność szybkiego wejścia.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

To brzmi logicznie, ale w praktyce jak odróżniasz 'dzisiaj nie' od 'to jest opór który warto przejść'? Bo chyba łatwo można sobie racjonalizować odpuszczenie kiedy jest po prostu trudno.


Odpowiedz
Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Koperek pyta o coś, z czym naprawdę się borykałem. I powiem szczerze, że nie mam na to żadnego pewnego kryterium. Ale jest parę rzeczy, które u mnie działają jako sygnały. Jeśli siedzę dłużej niż zwykle i zamiast wejść głębiej, staję się coraz bardziej rozdrażniony albo rozkojarzony - to nie jest opór do przejścia, to jest sygnał żeby odpuścić. Opór do przejścia ma inne odczucie, bardziej jak napięcie które można zwolnić. Rozdrażnienie to co innego. Tyle że to są moje markery, nie wiem czy u kogoś innego wyglądają tak samo.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właśnie prowadzę od dłuższego czasu notatki z pracy w terenie i patrzę teraz czy mam coś co by potwierdzało ten podział Hilka. I faktycznie - dni kiedy szło mimo trudnego początku mają dość inny opis niż te kiedy ostatecznie odpuściłam. W tych pierwszych jest coś w stylu 'było ciasno, ale po chwili puściło'. W drugich coś jak 'ciasno i coraz bardziej ciasno'. Nie brzmi może naukowo, ale powtarza się.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Strzaska57 To 'ciasno i coraz bardziej ciasno' to naprawdę dobre sformułowanie dla czegoś co znam. Ale mam do ciebie pytanie do tego co mówiłaś wcześniej - wspomniałaś że po wejściu w parku mogłaś się przemieszczać. Czy te notatki mówią coś o tym jak długo ten stan się utrzymywał po wyjściu z miejsca? Bo mnie to bardziej interesuje niż samo wejście.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do wątku o rozróżnieniu wejście kontra utrzymanie, bo Tymek pytał czy to nie komplikuje improwizacji. Chcę powiedzieć, że w mojej perspektywie to nie komplikuje, to precyzuje. Jeśli wiesz, że twój kamień służy tylko do wejścia, przestajesz go szukać w kieszeni co chwila żeby sprawdzić czy 'dalej działa'. On już zrobił swoje. Paradoksalnie mniej elementów do zarządzania w trakcie, nie więcej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Cykoria60 Okej, to zmienia moje myślenie o tym. Ale mam jedno 'ale': co jeśli wypadnę ze stanu gdzieś w połowie i potrzebuję wejść z powrotem? Kamień już 'zrobił swoje' jak mówisz, ale ja jestem w środku pracy, nie na początku.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Tymek.1 Mam praktyczną odpowiedź na twoje pytanie o wypadnięcie ze stanu w środku pracy. Przez jakiś czas stosowałam dwa zakotwiczenia - jedno na wejście, jedno na utrzymanie i powrót jeśli zgubię wątek. Nie muszą być z tego samego materiału ani nawet podobne. U mnie to były dwie różne rzeczy, zupełnie od siebie niezależne. Komplikowało to przygotowanie, ale upraszczało samą pracę.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: