Hmm ale czy to nie jest tak że większość naszych rytuałów gdzieś po drodze zmieniła charakter i po prostu nie zauważyłyśmy kiedy? Zaczęłaś może od intencyjnego a potem samo robienie go stało sie ważniejsze? Bo u mnie tak było z kilkoma rzeczami i nie wiem czy to złe.
przepraszam ale nie rozumiem tego rozróżnienia. intencyjny i graniczny to co to znaczy w praktyce? bo jakoś nie łapię
czyli to znaczy że Bernadetka nie ma problemu z rytuałem tylko z tym czego od niego oczekuje? bo to brzmi jakby rozwiązanie było prostsze niż myślała
A może te dwa poziomy nie wykluczają się? Rytuał graniczny który wyznacza przestrzeń może jednocześnie przygotowywać podświadomość na pracę intencyjną, tylko ten drugi etap musi być wyraźnie oddzielony i nie może być automatyczny. Może brakuje ci drugiej fazy, a pierwsza działa poprawnie.
no i wrócilismy do punktu wyjścia ale bogatsi 🙂 chodzi o obecność, nie o godzinę na zegarku. Tylko że to brzmi banalnie a jest chyba najtrudniejszą rzeczą w całej praktyce żeby naprawde być a nie tylko wykonywać.
To z tym jednym pytaniem przed rytuałem to naprawdę ciekawe podejście. Ale pytam z ciekawości, czy to pytanie jest do siebie, do jakieś siły zewnętrzej, czy po prostu w przestrzeń? Bo mam wrażenie że to może mieć znaczenie skąd oczekujesz odpowiedzi.
Właśnie chciałam to samo zapytać. Bo jeśli pytanie jest do siebie, to to jest właściwie uważność, nie magia. A jeśli do czegoś zewnętrznego, to zmienia cały kontekst tego po co pytasz.
i tu jest chyba ten węzeł który cały czas obchodzimy. Bo granica między mindfulnessem a magią w tym co opisujesz jest naprawdę cienka. Albo jej nie ma. I to nie jest zarzut, po prostu nie wiem gdzie ją postawić.
To rozróżnienie między pytaniem do siebie a pytaniem na zewnątrz jest może trochę pozorne. W tradycjach hermetycznych zakłada się że to co wewnątrz i to co zewnątrz operuje na tej samej zasadzie. Więc pytanie skierowane do siebie może być jednocześnie pytaniem do czegoś większego, zależy od ram w których pracujesz.
ale tradycje hermetyczne to co? przepraszam że pytam ale nie mam pojęcia o czym mówisz
Nie wiem czy zadziała czy nie, bo to jest zbyt duże pytanie na jedną odpowiedź. Ale powiem tak, jeśli nie masz żadnego przekonania że cokolwiek może się wydarzyć, to podświadomość też nie dostaje sygnału że ma cokolwiek robić. To nie jest kwestia wiary religijnej, raczej takiego minimalnego otwarcia.
No i właśnie to mnie trochę przygnębia jeśli mam być szczera. Bo to by znaczyło że im lepiej znam swój rytuał, im bardziej jest mój, tym mniej może działać. To jest trochę bez sensu jako system.
Ale poczekajcie, bo ja to rozumiem inaczej. Nie chodzi o to że znajomość niszczy efekt. Chodzi o to że nawyk bez obecności niszczy efekt. To nie jest to samo. Możesz znać rytuał na pamięć i być w nim w stu procentach, albo możesz go robić pierwszy raz i być myslami zupełnie gdzie indziej.
ale czy zmiana elementów nie zaburza samego rytuału? bo czytałam że niektóre rzeczy trzeba robić dokładnie tak samo żeby działały
Mam pytanie bo się trochę zgubiłam. Rozmawiamy teraz o tym jak nie wpaść w automatyzm, ale czy to nie jest trochę inna rozmowa niż ta o pustce z początku? Bernadetka czy twoja pustka jest właśnie tym automatyzmem, czy czymś innym?
Dobre pytanie i trochę mnie zaskoczyło. Myślę że to jest powiązane ale nie identyczne. Automatyzm to jakby przyczyna, a pustka to co czuję przez to. Ale jest jeszcze coś trzeciego, takie pytanie czy to co robię w ogóle ma sens poza mną samą. I tego tutaj chyba jeszcze nie ruszyliśmy.
A co masz na myśli mówiąc 'poza sobą'? Czy pytasz o zewnętrzny efekt który można zobaczyć, czy o coś w rodzaju metafizycznego potwierdzenia że to działa?
To jest może najuczciwsze co zostało tu powiedziane. I myślę że to pytanie o kontakt jest osobne od techniki, od pory dnia, od kolejności kroków. To jest pytanie które możesz mieć przy idealnie przeprowadzonym rytuale i które może zniknąć przy przypadkowym prostym geście. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć, bo to nie jest pytanie do forum. Ale przynajmniej wiesz teraz gdzie leży.
To co Bernadetka napisała o teatrzyku mnie trochę zatrzymało. Bo ja też to czuję, ale nigdy tak tego nie nazwałam. I teraz się zastanawiam czy to jest problem z rytuałem, czy problem z tym że ja sama nie wiem czego szukam w tym kontakcie.
Ale czy to w ogóle musi być jeden albo drugi? Może to jest po prostu etap gdzie trzeba przestać oczekiwać że coś przyjdzie z zewnątrz i zacząć pytać co ty do tego wnosisz?
No ale ja mam intencję. Mam ją od lat. I właśnie to jest frustrujące, bo nie jest tak że wchodzę bez sensu. Wchodzę z tym samym pytaniem, z tą samą potrzebą, tylko gdzieś po drodze coś gaśnie zanim skończyłam.
A gaśnie w którym momencie? Na początku, w środku, na końcu? Bo to może być diagnostyczne.
to co opisujesz brzmi znajomo i zastanawiam sie czy to nie jest kwestia tego ze srednia ludzka uwaga bez zewnetrznego bodźca spada mocno juz po kilku minutach. nie mówię ze to czysto neurologiczne, ale moze dlatego tak wiele tradycji mialo muzyke, dym, rytm, żeby cos podtrzymywało to skupienie. bez tego mozg po prostu odpływa bo tak jest skonstruowany
Jest jedna rzecz o której tu nie mówimy, a wydaje mi się że ma związek z tym o czym Bernadetka mówi jako 'teatrzyk dla siebie'. W magii ceremonialnej jest pojęcie gnosis, stanu w którym umysł jest na tyle zjednoczony że magia w ogóle może działać. Chaos magicians opisywali to jako moment pustki paradoksalnej, nie tej z nudy ale tej z pełnego skupienia. Jeśli rytuał jest zbyt dobrze znany, mózg nigdy nie wchodzi w ten stan, bo cały czas pracuje z pamięci.
czy moze byc tak ze te stany sa czesciej osiągalne o rożnych porach dnia? bo czytalam gdzies o tym że wieczorem mózg inaczej przetwarza niz rano, coś z rytmem dobowym i tym co sie dzieje z ciałem migdałowatym. i zastanawiam sie czy Bernadetta moze nie robi swoich rytuałow o tej samej porze co kiedys i stad ta rożnica
No i właśnie. Zmęczenie nie jest neutralne dla tego o czym Norbert pisał. Theta i delta są aktywnymi stanami mózgu w momentach granicznych, np. tuż przed snem, i niektóre tradycje celowo z tego korzystały. Ale jest różnica między stanem hipnagogicznym a zwykłym zmęczeniem gdzie uwaga po prostu opada. Wiesz Bernadetto w którym jesteś?
Stan hipnagogiczny to ten tuż przed zaśnięciem, kiedy zaczynają pojawiać się obrazy których nie kontrolujesz, mogą być dźwięki, czasem wrażenie że się spada. Jeśli podczas rytuału zdarza ci się mieć spontaniczne obrazy albo skojarzenia których nie zaplanowałaś, to dobry znak. Jeśli po prostu czujesz się zmęczona i myśli uciekają do zakupów na jutro, to drugie.
