Tak dokładnie o to chodzi. I właśnie dlatego sama treść snu jest trochę myląca. To co zostaje w ciele po przebudzeniu jest często bardziej informacyjne niż to co zostaje w głowie.
A jak wy to zapisujecie? Bo ja jak próbuję opisywać emocje to wychodzi mi coś w stylu 'byłam spokojna' albo 'czułam się źle' i to jest zupełnie bez sensu po tygodniu. Nie wiem jak to robić żeby to cokolwiek znaczyło później.
To jest dobry pomysł. Impuls pierwszej chwili. Coś podobnego jest w tarocie przy pierwszym wrażeniu na karcie, zanim zaczniesz analizować symbole. Pierwsza reakcja ciała jest szybsza niż interpretacja.
Przepraszam że wchodzę w środek, ale pytanie mam takie trochę z boku. Czy to co opisujecie, te notatki, emocje, impulsy, to jest w ogóle część rytuału czy raczej praca po rytuale? Bo zacząłem ten temat od początku i nie bardzo mogę tego rozgraniczyć.
Heksanka ma rację. W niektórych podejściach pobudka i pierwsze minuty po niej są traktowane jako oddzielny rytuał, zamknięcie pętli otwartej wieczorem. Bez tego zamknięcia praca nocna pozostaje jakby niezinterpretowana. Ale to już jest dość specyficzne podejście, nie każdy musi tego potrzebować.
Zamknięcie pętli to coś o czym nie myślałam w tych kategoriach, ale jak to teraz słyszę to ma sens. Jak rano nie robię nic z tym co pamiętam, to za kilka godzin i tak znika. A jeśli nawet krótko się przy tym zatrzymuję, to zostaje dłużej. Może właśnie dlatego.
Czyli to nie jest tylko o pamięci krótkotrwałej i konsolidacji? Bo ja myślałem że to jest czysto biologiczne, że jeśli nie zapiszesz to znika bo tak działa mózg. Ale mówicie o czymś innym, o intencjonalnym zamknięciu.
Jasiek, to nie jest albo albo. Biologia jest faktem, pamięć snu jest wyjątkowo ulotna i bez czegokolwiek co ją zatrzyma, zanika. Ale to czym ją zatrzymujesz, czy to jest notes, chwila skupienia, czy coś w rodzaju zamknięcia, to już jest twoja decyzja. Mechanizm jest ten sam, intencja jest różna.
Dobra ale czy ta intencja cokolwiek zmienia w efekcie? Bo jeśli mózg i tak robi swoje, to czy to że nazwiemy to rytuałem a nie nawykiem coś zmienia? Pytam serio, nie złośliwie.
Dobra, ale to co Nekromantka napisała to mnie zatrzymało. Że kontekst zmienia to co robisz z danymi. Tylko ja nie rozumiem jak to działa w praktyce. Mam notes, zapisuję, ale nie mam żadnego 'kontekstu magicznego' i co, to znaczy że moje notatki są tylko danymi bez sensu?
A ja się zastanawiam nad czymś innym. Cały czas mówimy o notatkach, emocjach, zamknięciu pętli. Ale skąd wiadomo że sen który zapiszę jest w ogóle 'tym' snem? Mam na myśli, czy każdy sen jest wart pracy czy są takie które można po prostu odpuścić?
To jest w sumie fundamentalne pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Część tradycji mówi że tylko sny które się powtarzają albo zostawiają wyraźny ślad emocjonalny są 'diagnostyczne'. Inne podejście zakłada że każdy sen coś robi, nawet jeśli nie jesteś w stanie tego odczytać. Ale Jasiek, czemu pytasz, bo czujesz że masz sny 'drugiej kategorii'?
Trochę tak. Większość tego co pamiętam to są jakieś nielogiczne skrawki, coś z pracy, coś z serialu, nic specjalnego. I nie wiem czy to w ogóle warto analizować czy to jest po prostu mózgowy śmietnik z poprzedniego dnia.
Ten 'mózgowy śmietnik' to ciekawa kategoria bo akurat w pracy ze snami jest ona kwestionowana. To co wygląda jak przypadkowy śmietnik może być materiałem przetworzeniowym, ale to nie znaczy że jest bez wartości. Pytanie czy szukasz w snach informacji czy czegoś innego.
Właśnie to rozróżnienie między snem jako komunikatem a snem jako przestrzenią pracy coś mi klikło. Bo w tarocie jest podobnie, można pytać kartę 'co mi powiedzieć' albo można używać jej żeby coś zrobić z tym co już wiesz. I te dwa tryby wymagają zupełnie innego podejścia do materiału.
Mam pytanie do Ilonki, bo porównanie z tarotem jest ciekawe. Jak ty personalnie przechodzisz między tymi trybami? Czy to jest decyzja przed snem, intencja, czy raczej coś co oceniasz rano przy notatkach?
To jest kwestia którą można by długo roztrząsać i nigdy nie dojść do końca. Czy sen się zmienia pod wpływem intencji, czy zmienia się tylko odbiór. Moim zdaniem to jest trochę fałszywe pytanie, bo dla praktyki i tak nie ma różnicy. Efekt jest ten sam.
Przepraszam, ale trochę gubię wątek. Zaczęliśmy od tego czy sen bez zapisywania ma wartość, potem weszliśmy w intencję, teraz rozmawiamy o tym co jest a co nie jest rytuałem. Czy to jest jeden temat czy kilka równoległych?
Dobra, to wróćmy do mojego pytania bo mi na nim zależy. Mam te sny codziennie, większość jest nijaka, ale co jakiś czas jest jeden który wyraźnie inny. Bardziej żywy, zostaje ze mną przez cały dzień. I teraz, czy powinienem skupiać się tylko na tych wyraźnych, czy na wszystkich?
Jasiek, ja przez jakiś czas robiłam tylko te wyraźne i po kilku miesiącach zobaczyłam że mam dużo luk. Właśnie te 'nijakie' sny które odpuściłam były często tłem dla tych wyraźnych. Bez tła nie byłam w stanie odczytać wzorca.
Zgadzam się z Nekromantką. Ale to jest duże obciążenie codziennie coś zapisywać. Pytanie czy Jasiek ma w ogóle czas i ochotę na taką regularność, bo bez niej i tak wszystko się sypie.
Jasiek, to co opisujesz to klasyczny problem z ciągłością. Masz dwa tryby: albo piszesz wszystko codziennie i po tygodniu rezygnujesz, albo nie piszesz nic i tracisz te jeden raz na kilka tygodni sen który był wart uwagi. To nie jest kwestia motywacji, to kwestia systemu. Czy próbowałeś kiedyś czegoś pośredniego?
Ja bym powiedziała żeby po prostu zacząć od tych wyraźnych i nie komplikować. Jak ktoś nie może się zmuszać do codziennego pisania, to i tak nie będzie tego robił długo. Lepiej zapisywać co kilka tygodni jeden sen który coś znaczy niż przez tydzień pisać bzdury i rzucać.
A może jest jakiś sposób żeby skrócić te notatki do minimum? Znaczy zamiast opisywać cały sen, zapisać tylko jedno zdanie albo słowo kluczowe? Pytam bo sam mam podobny problem z pamiętnikiem runowym, że jak jest za dużo do pisania to przestaję.
To z tym szkicowaniem jest ciekawe, bo ja parę razy robiłam coś podobnego przy snach z wyraźną symboliką wizualną i rzeczywiście zostaje lepiej niż tekst. Ale Wahadlarz pyta o minimum wysiłku, a szkicowanie to jednak coś więcej niż jedno słowo. Heksanka, jak to wyglądało w tych tradycjach które znasz? Czy był jakiś cel w tym rysowaniu poza zapamiętaniem?
Mam wrażenie że cała ta dyskusja o notatkach kręci się wokół jednego założenia, mianowicie że sen jest czymś co trzeba przechwycić zanim zniknie. A co jeśli to jest błędna ramka? Część podejść rytualnych zakłada że sen który jest 'twój' wróci. Nie za pierwszym razem, nie za drugim, ale wróci w zmienionej formie. I wtedy notatki są mniej istotne bo materiał sam się powtarza.
To nie jest uzasadnienie, to jest obserwacja. Ale masz rację że to brzmi jak pułapka logiczna. Nie wiem jak to lepiej wytłumaczyć bez wchodzenia w konkretne tradycje.
