Czekajcie, bo mi przyszło coś do głowy. Mówimy cały czas o tym co dzieje się ze snem po rytuale, ale nikt nie zapytał o rytual rano. Jasiek, czy próbowałeś kiedyś zrobić coś podobnego zaraz po przebudzeniu, żeby zobaczyć czy to wpłynie na to jak pamiętasz sen który właśnie miałeś?
Joga snu to akurat temat rzeka i nie chcę za bardzo zbaczać, ale Astral00 mówi coś ważnego - tam przebudzenie jest traktowane jako granica, nie punkt startowy. To co opisuje Jasiek ze swoim wieczornym zamknięciem jest właśnie pracą z tą granicą, tylko od drugiej strony. Mnie zastanawia czy on robi cokolwiek tuż po przebudzeniu, czy po prostu od razu wchodzi w dzień.
Szczerze? Rano to chyba tylko kawa. Nie mam żadnego rytuału porannego, tylko raz próbowałem coś zapisywać zaraz po przebudzeniu, ale mi to szybko odpadło bo za dużo zamieszania rano.
No właśnie i to jest ta dziura w danych. Bo nawet jeśli masz świetny sen, to jeśli nic nie robisz żeby go 'złapać' zaraz po przebudzeniu, to możesz go tracić w ciągu pierwszych kilku minut. Badania nad pamięcią snów mówią że większość treści znika w ciągu dziesięciu minut od wstania, szczególnie jeśli od razu wchodzisz w aktywność. Kawa, telefon, cokolwiek co angażuje uwagę - i gotowe, sen rozwiewa się.
To jest ten sleep inertia moment - kilka minut między przebudzeniem a pełną aktywnością, kiedy mózg jest jeszcze trochę w trybie nocnym. Jeśli w tym czasie nie angażujesz go intensywnie, wspomnienie snu ma szansę się skonsolidować. Bernadka pytała o rytuał poranny - technicznie to co Jasiek robi, czyli leżenie w ciszy, jest jego nieświadomym rytuałem porannym.
A czy to musi być albo-albo? Rytuał wieczorny zmienia coś w nastawieniu przed snem, a chwila spokoju rano pozwala temu coś pozostać w pamięci. Te dwie rzeczy razem dają efekt. Nie wiem czemu jedno miałoby wykluczać drugie.
Ja to widzę tak że rytuał robi coś z intencją, a nie tylko z ciałem. Kiedy robię cokolwiek świadomie przed snem, inaczej wchodzę w noc - nie ma mnie trzeba przekonywać do teorii, mam to po prostu sprawdzone na sobie. Pytanie które mnie bardziej interesuje to czy Jasiek zauważa jakiś związek między treścią wieczornego rytuału a tym co śni. Znaczy - czy jeśli skupiasz się na konkretnej rzeczy wieczorem, to ona gdzieś pojawia się w snach?
To jest właściwe pytanie. Bo jeśli tak jest, to nie rozmawiamy tylko o jakości snu ale o kierowaniu jego treścią. A to jest już inny poziom tej rozmowy.
Nie skupiam się na niczym konkretnym w tym rytuale, bardziej na samym zamknięciu dnia. Ale teraz jak o tym mówię, to mi przyszło do głowy że jak coś mnie trapi wieczorem i tego nie zamknę jak należy - to właśnie to się pojawia w snach. Jakby rytuał faktycznie decyduje co zostaje za drzwiami.
To jest bardzo konkretna obserwacja i chciałabym żebyś to zapisał. Serio. Bo to co mówisz - że nieskończone sprawy przenikają przez brak rytuału - to jest coś co można sprawdzić. Jak następnym razem coś cię będzie trapić wieczorem i mimo to zamkniesz normalnie, sprawdź czy sen jest wolny od tego czy nie. To jest hipoteza do przetestowania, nie do omawiania w teorii.
I właśnie to jest sedno - że rytuał może działać jak filtr. Nie tyle zapraszasz coś do snu, co decydujesz co zostawiasz za sobą. Jasiek, jak długo już to obserwujesz? Bo to co mówisz brzmi jakby był jakiś wyraźny punkt zwrotny, nie stopniowe przyzwyczajenie.
Ciężko powiedzieć kiedy to zauważyłem, bo długo nie przywiązywałem do tego uwagi. Myślę że jakieś dwa, może trzy miesiące odkąd zacząłem robić to regularnie. Wcześniej było bardziej chaotycznie - raz robiłem, raz nie. Może właśnie dlatego nie widziałem różnicy.
To jest ważna informacja - regularność kontra sporadyczność. Bo jeśli efekt pojawił się dopiero przy regularnej praktyce, to mówi coś o mechanizmie. Nie zadziałało jednorazowo, zadziałało jako nawyk. Mnie ciekawi czy wybrałeś konkretny czas, godzinę na ten rytuał, czy robisz to kiedy chcesz.
Właśnie o to mi chodziło wcześniej z tą regularną pobudką - ciało bardzo szybko uczy się wzorców. Jeśli robisz coś o podobnej porze i w podobny sposób, mózg zaczyna to traktować jako sygnał. Nie ma tu magii ani nauki, jest po prostu warunkowanie. Pytanie które mam do Jaśka i do Wrozbitki - czy wasza praktyka zmieniła się z czasem, czy robicie dokładnie to samo co na początku?
To jest coś o czym mało się mówi - że rytuał może być za gęsty. Jeśli angażuje za dużo uwagi, przestaje być przejściem i staje się kolejnym zadaniem do wykonania przed snem. A to jest zupełnie odwrotne do tego, co ma robić.
Ulga jako wskaźnik skuteczności to ciekawy punkt odniesienia. Ale co z rytuałami które mają inny cel niż uspokojenie? Bo magia snu to nie zawsze jest tylko wyciszenie - są tradycje gdzie praca nocna jest aktywna, nie bierna.
Więc żebym zaczął coś konkretnie 'oglądać' w snach, musiałbym zmienić podejście do samego rytuału? Bo szczerze nie wiem czy tego chcę. Na razie dobrze mi z tym że po prostu śpię spokojniej i pamiętam co mi się śniło.
I nie ma w tym nic złego. Naprawdę. Nie każda praktyka musi eskalować w coraz bardziej złożone eksperymenty. Jasiek opisał coś prostego, powtarzalnego i skutecznego dla siebie. To jest wartość sama w sobie.
Zgadzam się z Heksanką, ale mam inne pytanie. Wracając do tego co mówiła Nekromantka o zapisywaniu - Jasiek, próbowałeś kiedyś nie tyle notować co ci się śniło, ale notować jak się czułeś po przebudzeniu, bez wchodzenia w szczegóły snu? Takie emocjonalne streszczenie?
Mnie bardziej zastanawia coś innego - czy ktoś tu robił kiedyś rytuał ze świadomym zamiarem żeby sen był o czymś konkretnym i faktycznie tak było? Bo to brzmi trochę jak coś co powinno działać albo w ogóle nie działać, zero pośrodku.
To jest chyba klucz do całej tej rozmowy - że sen nie jest posłuszny w sensie dosłownym. Możesz stworzyć warunki, możesz wysłać sygnał, ale to co dostaniesz jest przetworzone, nie prosto z półki. Jasiek, jak teraz o tym myślisz - czy chciałbyś mieć kontrolę nad tym co się śni, czy raczej wolisz mieć dobre warunki i zobaczyć co wyjdzie?
To jest właśnie to pytanie od którego powinniśmy byli zacząć 🙂
Jasiek, to co powiedziałeś o kontroli jest chyba jedną z mądrzejszych rzeczy jakie tu padły. Serio. Większość osób które zaczynają pracę ze snami, po jakimś czasie zaczyna gonić za coraz bardziej spektakularnymi doświadczeniami i w końcu traci to co miała na początku. Spokojny sen i pamięć snów to nie jest etap, to może być cel sam w sobie.
No ale jak ktoś śpi spokojniej i pamięta więcej snów, to chyba naturalnie zaczyna się zastanawiać co dalej? Ja rozumiem że nie ma przymusu, ale mnie interesuje czy jest jakaś granica między tym 'spokojnym' podejściem a tym bardziej aktywnym. Czy to jest skok czy raczej stopniowe przejście?
Zgadzam się z Nekromantką, ale dorzuciłbym jedno. Ten 'skok' to nie jest decyzja jednorazowa, to raczej gotowość na inny rodzaj pracy. I ta gotowość albo jest albo jej nie ma. Jasiek chyba sam odpowiedział na to pytanie mówiąc że nie chce ruszać tego co ma.
Zostańmy jeszcze przy tym co Jasiek mówił o emocjach kontra obrazy w notatkach. Bo to mnie nie opuszcza. Jeśli ktoś notuje głównie obrazy, to prowadzi coś w rodzaju kroniki. Ale jeśli notuje emocje, to pracuje z innym poziomem. Ciekawi mnie czy ktoś tu miał doświadczenie że te dwa typy notatek dały zupełnie różny materiał do analizy?
Właśnie to rozszczepienie mnie trochę zastanawia bo jak teraz myślę wstecz, to miewam sny które wydają mi się nieważne ale budzę się dziwnie energiczny. I odwrotnie, śnię coś bardzo intensywnego a wstaję normalnie. Czy to jest o czym mówicie?
