Ja się tu trochę zastanawiam nad czymś innym. Jasiek, ten jeden wyraźny sen który zostaje z tobą przez cały dzień, co w nim jest takiego że żałujesz że go nie masz zapisanego? Chodzi o samą treść, o uczucie, o coś co czujesz że straciłeś? Bo to może zmienić to jak w ogóle do tego podejść.
O rany, to dokładnie to samo co ja czuję po niektórych snach. To uczucie że wiedziałam coś przez chwilę i potem jak gdyby ktoś to zabrał. Dziękuję że to nazwałeś Jasiek, bo ja nie umiałam tego opisać. Mam pytanie, czy to uczucie też można jakoś zatrzymać, skoro samego snu nie pamiętamy?
To co opisujecie, to uczucie 'wiedziałam a teraz nie wiem', ma trochę wspólnego z tym jak hipnagogiczne i hipnopompiczne stany są opisywane w literaturze dotyczącej świadomości. Granica między snem a jawą jest momentem gdzie część informacji jest dostępna i szybko znika. Niezależnie od tego jak to interpretujesz, jest jedna rzecz która działa: zanim się ruszysz, zanim otworzysz telefon, zostań w tej samej pozycji i pozwól żeby to samo przyszło. Ruch ciała bardzo szybko kasuje ten stan.
Ulcia, z mojego doświadczenia to zależy od fazy snu i od tego jak się wybudziłaś. Jeśli budzik wyrwał cię ze środka czegoś, bezruch może nie wystarczyć, bo przerwanie było zbyt gwałtowne. Lepiej to działa przy naturalnym wybudzeniu. Nie mam na to dowodów, to jest obserwacja z kilku lat zapisywania.
Dobrze, ale co z tymi którzy budzą się o konkretnej godzinie bo muszą? Połowa z nas ma alarm i nie ma opcji żeby leżeć i czekać. Czy to znaczy że ta cała praca ze snami jest dla tych którzy nie pracują rano?
Czekajcie, to już brzmi jak dość skomplikowana logistyka dla kogoś kto chce tylko nie stracić jednego snu na kilka tygodni. Może jest jakiś prostszy punkt wejścia dla Jaśka niż środkonocne budzenia i szkicowanie?
No dobra, Wahadlarz ma rację że to brzmi jak za dużo roboty. Mnie nie chodzi o zostanie ekspertem od świadomych snów ani o budzenie się w nocy według harmonogramu. Chodzi mi tylko o to żeby ten jeden konkretny sen, który zostaje ze mną jako uczucie, jakoś zatrzymać. Jak ktoś ma naprawdę prosty sposób na to jedno, to chętnie. Ale nie chcę systemu.
To uczucie które opisujesz, że coś wiedziałeś i zaraz znikło, to jest moim zdaniem osobna rzecz niż samo pamiętanie treści snu. Możesz nie pamiętać co się działo, a mimo to pracować z tym co zostało. Pytanie tylko co chcesz z tym zrobić, bo to zmienia odpowiedź na twoje pytanie o prostotę.
To co opisujesz to może być po prostu efekt przejścia między stanami. W niektórych tradycjach pracy onirycznej, nie tylko szamańskich, mówi się że to co czujesz zaraz po przebudzeniu to jest oddzielna informacja od treści snu. Można próbować pracować tylko z tym uczuciem, bez odtwarzania obrazów. Tylko pytanie do ciebie, jak długo to uczucie zostaje zanim znika?
Telefon. No i mamy odpowiedź na połowę problemu. Jasiek, to jest naprawdę istotna rzecz, bo ekran rano to jest prawie gwarantowany reset wszystkiego co zostało ze snu. Nie mówię żebyś teraz zmieniał całe poranne życie, ale to jedna konkretna zmienna którą możesz sprawdzić.
Można po prostu poleżeć z tym uczuciem i nic nie robić. To brzmi banalnie, ale w niektórych podejściach rytualnych samo świadome towarzyszenie temu stanowi jest pracą, nie ma do tego potrzebna żadna czynność zewnętrzna. Nie każda praca ze snem musi produkować notatkę ani rysunek.
Jest coś w literaturze o pracy z hypnagogią i hypnopompią, czyli tymi stanami przejściowymi, co sugeruje że te kilka minut po przebudzeniu to jest czas kiedy mózg jest w stanie theta. Część badaczy, między innymi Andrew Holecek w kontekście jogi snów, mówi że intencja ustawiona przed zaśnięciem może się aktywować właśnie w tym oknie. Więc jeśli Jasiek chce mieć punkt wejścia bez systemu, to może być samo pytanie do siebie przed zaśnięciem, bez żadnych notatek rano.
O, to jest coś co chciałabym spróbować. Ale jak ta intencja powinna wyglądać, dosłownie? Mówisz do siebie coś konkretnego, czy to bardziej poczucie? Bo ja jak próbuję czegoś podobnego przy zasypianiu to często mi umysł ucieka na zakupy albo czy wyłączyłam żelazko.
No ale to nadal jest coś co trzeba robić systematycznie, prawda? Pytam bo Jasiek mówił że nie chce systemu, a to brzmi jak jednak system, tylko mniejszy.
To zależy czego szukasz. Jeśli chcesz odzyskać to konkretne uczucie które pamiętasz z tamtego snu, pytanie może być o to. Jeśli chodzi ci o to żeby następnym razem nie tracić takich momentów, to pytanie będzie szersze. Ale szczerze, nie wiem czy da się odtworzyć coś co już zniknęło. Można zaprosić podobne, ale to nie będzie to samo.
Heksanka ma rację i to jest ważna granica. Ja przez jakiś czas próbowałam wracać do konkretnych snów z przeszłości przez intencję i efekt był taki że dostawałam coś tematycznie podobnego ale nigdy tego samego. Co samo w sobie bywa ciekawe, ale nie jeśli ktoś ma konkretny cel.
Dobra, ale jak rozumiem to co Nekromantka napisała, to znaczy że te próby odtwarzania konkretnych snów to trochę ślepa uliczka? Ja sam nie wiem co właściwie bym chciał odtworzyć, ale wydaje mi się że to co Jasiek opisuje, to uczucie po przebudzeniu, może być ciekawsze niż sam sen. Czy ktoś kiedyś skupiał się tylko na tym uczuciu i zostawiał treść w spokoju?
Tak i to jest według mnie bardziej sensowne podejście niż ganianie za konkretnymi snami. Uczucie po przebudzeniu to nie jest tylko resztka snu, to bywa coś jakościowo innego. Mam wrażenie że ludzie za bardzo koncentrują się na narracji, co się śniło, a pomijają tę warstwę somatyczną i emocjonalną. Ona jest krótsza, szybciej znika, ale nie dlatego że jest mniej ważna.
Mnie to pytanie też siedzi w głowie. Bo słucham tego wszystkiego i każde podejście ma sens, ale jak je zestawiam, to jedno wyklucza drugie. Heksanka mówi żeby ustawiać intencję wieczorem, Stefcia żeby po prostu być z uczuciem rano, Nekromantka że i tak nie wrócę do tego konkretnego momentu. No to co, wybieram jedno?
Nie muszą się wykluczać. Intencja wieczorem to inny etap pracy niż to co robisz rano z uczuciem. Jedno dotyczy tego co się może pojawić, drugie jak z tym siedzisz po fakcie. Można robić obydwa naraz, tylko pytanie czy chcesz w ogóle zaczynać od dwóch rzeczy jednocześnie.
To jest bardzo konkretna informacja i myślę że zmienia podejście do tematu. Jeśli intencja wieczorem jest dla ciebie zadaniem, to może zamiast ustawiania intencji chodzi o coś prostszego, na przykład zmianę jednego nawyku który już masz. Jasiek, czy coś robisz regularnie tuż przed zaśnięciem? Czytasz, słuchasz czegoś, siedzisz w telefonie?
Ja miałam podobnie i przez długi czas w ogóle nie pamiętałam snów. Zmieniłam tylko tyle że zanim zasnę, przez chwilę po prostu leżę w ciemności bez słuchawek i bez ekranu. Nie zadaję sobie żadnych pytań, nic nie planuję, po prostu leżę. I zaczęłam pamiętać więcej, nie wiem czy to jest zbieżność czy coś innego, ale się zmieniło.
Jest coś w tej logice o ograniczaniu bodźców przed snem, ale nie sprowadzałbym tego do magii. To bardziej kwestia tego co dostarcza mózgowi materiału na granicy zasypiania. Serial albo social media to jest dużo narracji i emocji z zewnątrz, a ciemność i cisza zostawia mózg sam ze sobą. Skąd bierze się wtedy theta i co z niej wychodzi, to już bardziej interesujące pytanie.
Zatrzymajmy się chwilę na tym co Heksanka powiedziała, bo to jest ważne. Jeśli to uczucie pochodzi z głębokiej fazy, to szukanie jego źródła w treści snów jest szukaniem w złym miejscu. Jasiek, czy masz czasem wrażenie że to uczucie po przebudzeniu jest beztreściowe? Znaczy, jest jako coś, ale bez obrazów czy słów?
To opisujesz coś co w niektórych podejściach do snu lucydnego nazywa się residue, czyli resztka stanu a nie treści. I właśnie z tym najtrudniej pracować przez notowanie, bo notatki są sposóbm narracyjnym. Ciekawe czy ktoś miał jakieś doświadczenie z próbą pracy z czymś co jest tylko nastrojem bez historii za nim.
Ja miałam kilka razy coś podobnego i przez długi czas w ogóle nie wiedziałam jak to traktować. Nie sen, nie wizja, po prostu jakieś zabarwienie poranka. Zaczęłam to zapisywać jednym słowem albo kolorem, nie zdaniem, i to okazało się bardziej użyteczne niż rozpisywanie czegokolwiek. Po kilku tygodniach zobaczyłam że te jednosłowne zapisy mają swoje wzorce. Nie wiem czy to magia czy zwykła obserwacja siebie, ale coś z tego wynikło.
Dobra, to żeby było jasne co rozumiem przez to co opisałem wcześniej. To nie jest tak że czuję coś konkretnego, jakiś nastrój który dałoby się nazwać. To jest bardziej jak gdyby coś zostało, ale nie wiem co. Jak po kimś zostaje zapach w pokoju po tym jak wyjdzie. Nie wiem czy to ma w ogóle jakiś kierunek.
