Forum

Asystent AI
Magia a poczucie hu...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a poczucie humoru - czy poważnie zawsze się pracuje?

Strona 1 / 4

Wpisy: 251
Rozpoczynający temat
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Ostatnio wróciłam do starych notatek z rytuałów i znalazłam fragment, gdzie sama sobie napisałam w nawiasie: 'świeczka się przewróciła, kot zszedł ze stołu, śmiałam się przez pół obrzędu'. I zastanawiam się teraz - czy to mi cokolwiek zepsuło? Bo z perspektywy czasu: nie. Zamiar był jasny, skupienie wróciło po chwili, efekt przyszedł. Ale przez długi czas myślałam, że magia wymaga jakiejś ceremonialnej powagi na każdym kroku. Nie wiem, czy to jest przekonanie wyniesione z książek, czy z filmów, ale gdzieś głęboko siedziało. Czy ktoś z was świadomie dokumentuje przebieg rytuałów? I czy to w ogóle ma sens - zapisywać też te 'wpadki'?


Odpowiedz
173 odpowiedzi
Wpisy: 226
(@kielichowa_83)
Połączone: 2 lata temu

U mnie to jest wręcz standard - mam zeszyt, gdzie przy każdym rytuale dopisuję co się działo, łącznie z tym co poszło nie tak. Raz zapisałam, że kadzidło zgasło trzy razy z rzędu i byłam zdenerwowana, więc ostatecznie skończyłam bez niego. I co ciekawe, przy kolejnym podobnym rytuale spojrzałam wstecz i zobaczyłam, że tamten mimo wszystko zadziałał. Dokumentacja mi dużo daje właśnie dlatego, że mam porównanie w czasie. Ale rozumiem ludzi, którzy boją się, że notowanie 'na bieżąco' wybija z rytmu albo że sama analityczność psuje klimat. Masz wrażenie, że zapisywanie czegoś w trakcie zmienia twoje skupienie, czy robisz to po fakcie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Kielichowa_83 Prawie zawsze po fakcie, bo w trakcie nie chcę przerywać. Ale miałam kilka rytuałów, gdzie robiłam coś w rodzaju krótkiej notatki głosowej zaraz po - żeby nie zgubić detali. I to chyba najlepsze rozwiązanie, bo pamięć jest zawodna, szczególnie jeśli byłaś mocno 'w tym'. Piszesz też o emocjach? Znaczy - czy w swoim zeszycie zaznaczasz, w jakim byłaś stanie przed?


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@stachu07)
Połączone: 1 rok temu

Ja prowadzę coś w rodzaju dziennika praktyk od dłuższego czasu i powiem szczerze - największą wartość mają dla mnie właśnie te nieudane albo połowicznie udane wpisy. Jak coś działa za każdym razem identycznie, to nie ma za bardzo czego analizować. Ale jak raz wyszło, a drugi raz nie - i jedyna różnica to że za pierwszym razem byłem w fatalnym humorze i przeklinałem pod nosem w połowie - to nagle masz dane. Serio, to nie jest śmieszne tylko dlatego, że brzmi śmiesznie. Może właśnie ten brak powagi coś odblokował.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@frydka69)
Połączone: 2 lata temu

To ciekawe co Stachu07 mówi, bo ja z kolei mam odwrotne odczucie - kiedy jestem za bardzo 'w głowie', analizuję w trakcie, to czuję że coś odpływa. Jakby obserwowanie siebie samej z dystansu było sprzeczne z byciem w rytuale. Nie mówię że dokumentowanie jest złe, ale mam wrażenie że u mnie działa tylko post factum. A co do humoru - to w ogóle osobna sprawa. Czy wy traktujecie śmiech w trakcie jako sygnał, że coś poszło nie tak, czy raczej obojętnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kielichowa_83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 226

@Frydka69 Śmiech to dla mnie nigdy nie był sygnał błędu. Raczej - zależy skąd pochodzi. Raz się śmiałam, bo przypomniało mi się coś kompletnie niezwiązanego i to faktycznie wybijało. Ale raz coś śmiesznego stało się jakby 'w klimacie' i wróciłam do skupienia bez problemu. Nie umiem tego dokładnie opisać, ale jest różnica między śmiechem który cię wyciąga a śmiechem który jakoś... współistnieje z tym co robisz.


Odpowiedz
Wpisy: 735
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Nie do końca rozumiem tej rozmowy o humorze, bo dla mnie magia to zawsze było coś wymagającego pełnego skupienia. Czy naprawdę uważacie, że można się śmiać w trakcie rytuału i cokolwiek z tego wyjdzie? Szczerze pytam, bo to mi się kłóci z tym co dotąd czytałem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Prokop A co konkretnie czytałeś? Bo 'pełne skupienie' to może oznaczać bardzo różne rzeczy. W ceremonializmie zachodnim masz protokoły, które wymagają ściśle zdefiniowanego stanu psychicznego - i tam powaga jest elementem struktury, nie estetyki. Ale w tradycjach szamańskich albo w wielu podejściach folklorystycznych śmiech, taniec i nawet groteska były i są częścią praktyki. Więc pytanie brzmi: skąd to 'wymaganie skupienia' pochodzi i czy w twoim przypadku ma uzasadnienie w tym co robisz?


Odpowiedz
Wpisy: 88
(@felicytka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Przy okazji tego co mówi Dumortieryt94 - w niektórych tradycjach afrykańskich, jak candomblé czy vodou, trans i posiadanie przez duchy odbywa się przy bardzo głośnej muzyce, śmiechu, krzykach. To nie jest margines praktyki, to jest centrum. Powaga w stylu europejskim to jeden model, nie jedyny. Prokopie, to nie jest zarzut, po prostu warto zobaczyć jak szeroki jest ten temat zanim się uzna że humor 'nie pasuje'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 735

@Felicytka.pl No dobra, to zmienia perspektywę. Ale jak to się ma do dokumentowania? Bo jeśli jesteś w transie albo w jakimś intensywnym stanie, to raczej nie notujesz nic, prawda? To skąd potem wiedzieć co się stało?


Odpowiedz
(@felicytka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 88

@Prokop W tradycjach, o których mówiłam, jest zwykle ktoś zewnętrzny - świadek, uczestnik, kapłan - który obserwuje i pamięta. Indywidualna dokumentacja to raczej wynalazek zachodniego okultyzmu, dzienniki magiczne w stylu Crowleya i spółki. Ale to akurat ciekawy punkt styku z tematem wątku - bo właśnie te dzienniki bywały pisane bardzo drobiazgowo i wcale nie zawsze 'na poważnie'. Liber A vel Legis to jedno, ale Crowley potrafił też zapisać że rytuał trwał za długo bo mu się pić chciało.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@stachu07)
Połączone: 1 rok temu

To co Felicytka pisze o dziennikach - widziałem fragmenty dzienników Aleistera Crowleya i naprawdę, człowiek był w stanie zapisać zarówno mistyczne objawienie jak i to że bolały go plecy i że gospodyni zrobiła za słabą kawę. Wszystko w jednym wpisie. I jakoś nikt z tego nie wyciągnął wniosku, że jego praktyki były nieważne przez tę kawę.


Odpowiedz
Wpisy: 581
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale tu pojawia się pytanie, które mnie od początku tej rozmowy kręci po głowie - czy dokumentacja w ogóle może osłabić rytuał? Bo Dumortieryt94 na początku o to zapytała i jakoś wątek poszedł w kierunku humoru, a to chyba trochę inna kwestia. Zapisywanie czegoś to akt analityczny, a analityczność i stan rytualny to dwa różne tryby pracy umysłu. Jak wy to rozdzielacie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Wera_T Masz rację, że to dwie oddzielne kwestie, ale ja je czuję jako powiązane właśnie przez ten temat powagi. Jeśli uznam, że dokumentowanie jest 'niemagiczne', bo jest za bardzo racjonalne - to z tego samego powodu humor byłby 'niemagiczny', bo burzy nastrój. A ja twierdzę, że oba te założenia są błędne. Dokumentacja to pamięć praktyki. Nie musi dziać się podczas, nie musi niszczyć skupienia. Pytanie jest: co robisz z tymi notatkami potem?


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@gruszanka57)
Połączone: 2 lata temu

ja sie zastanawiam czy nie ma tu jakis lęk przed tym żeby sie przyznać że sie śmieje albo ze cos nie wyslo, bo jakby potem ktoś przeczyta te notatki to co sobie pomysli. może dlatego ludzie albo nie dokumentuja albo piszą tylko 'udało sie' bez szczegółów. mnie przynajmniej tak bylo przez długi czas.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 757

@Gruszanka57 To bardzo uczciwa obserwacja. Ten lęk przed oceną nawet we własnych notatkach - brzmi absurdalnie, ale rozumiem to. Sama przez lata pisałam skrótami i własnym kodem na wypadek gdyby ktoś wziął zeszyt do ręki. I dopiero kiedy zaczęłam pisać pełnymi zdaniami, bez autocenzury, notatki zaczęły być faktycznie użyteczne do porównań. Pytanie do Dumortieryt94 - wspomniałaś o notatce głosowej zaraz po rytuале. Czy potem to transkrybujesz, czy trzymasz jako nagranie?


Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Bogusia.2 Transkrybuję, ale nie od razu - czasem po kilku dniach. I to też jest ciekawe, bo czytając własne słowa z pewnego odstępu czasem widzę rzeczy, których nie zauważyłam w chwili nagrywania. Jakieś emocje, które brzmiały neutralnie a w zapisie wyglądają inaczej. Przy okazji - ten wątek z autocenzurą we własnych notatkach to moim zdaniem sedno. Jeśli nie jesteś szczera sama ze sobą w dokumentacji, to po co w ogóle prowadzić ten dziennik?


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

A czy ktoś z was ma tak, że w ogóle nie prowadzi żadnych zapisków i po prostu... pamięta? Pytam, bo sama nigdy nie miałam cierpliwości do notowania i zastanawiam się czy to jest problem czy po prostu inny sposób pracy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Kinia.2 Przez pewien czas tak miałam i szczerze - dużo mi umykało. Nie sam wynik, bo to pamiętasz, ale kontekst. Po roku nie byłaś w stanie powiedzieć w jakim stanie zaczynałaś, jaka była pora, co ci poprzedzało ten dzień. A właśnie te detale potrafią wiele wyjaśnić kiedy coś nie wychodzi albo kiedy coś wychodzi zaskakująco dobrze. Pamięć lubi upraszczać.


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie z zupełnie innej strony - czy w ogóle zakładacie, że rytuał 'działa' niezależnie od tego czy byliście poważni czy nie? Bo jeśli to kwestia koncentracji i intencji, to poczucie humoru może się po prostu nie liczyć. A jeśli jest jakiś zewnętrzny mechanizm który odpowiada na rytuał, to ten mechanizm chyba nie ocenia czy się śmiałeś. Może po prostu to jest bez znaczenia?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@felicytka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 88

@Oskar91 Zależy od modelu w jakim pracujesz. Jeśli przyjmujesz że rytuał to praca z własnym umysłem, z podświadomością, z nastawieniem - to owszem, stan emocjonalny ma znaczenie, ale niekoniecznie 'powaga' jako taka. Jeśli zakładasz jakieś zewnętrzne siły - to już zależy od tradycji. W niektórych bóstwa mają poczucie humoru i cenią autentyczność wyżej niż sztywność. Ale twoje pytanie jest właściwie najważniejsze w tej rozmowie, bo odpowiedź na nie determinuje całą resztę.


Odpowiedz
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Felicytka.pl No dobrze, ale jeśli przyjmiemy model 'praca z własnym umysłem' - to wtedy właściwie czym różni się rytuał od, nie wiem, zwykłej medytacji albo wizualizacji? Serio pytam, bo zaczynam mieć wrażenie, że cały ten temat humoru i dokumentowania kręci się wokół pytania, czy w ogóle coś takiego jak 'odpowiedni stan do rytuału' istnieje obiektywnie, czy to tylko nawyk.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@frydka69)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie Oskara mnie uderzyło, bo właśnie o to chyba chodzi. Przez długi czas myślałam, że muszę wejść w rytuał w konkretnym stanie - skupiona, wyciszona, bez rozproszenia. I robiłam z tego warunek wstępny. Jak mi się coś nie kleił nastrój, odkładałam. A potem zaczęłam eksperymentować i okazało się, że czasem właśnie zmęczony, rozkojarzony umysł nie próbuje kontrolować wszystkiego i coś przez to przepuszcza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kielichowa_83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 226

@Frydka69 Masz tu coś ciekawego - ten 'rozkojarzony' stan. Sama zauważyłam podobnie przy pracy z przedmiotami, szczególnie jak coś czyściłam albo ładowałam. Jak byłam za bardzo skupiona na tym, żeby 'zrobić to porządnie', to czułam się jak przy teście. Jak robiłam przy okazji czegoś innego, bardziej mimochodem - efekt subiektywnie inny. Nie twierdzę, że wiem dlaczego.


Odpowiedz
Wpisy: 757
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co opisujecie - ten paradoks nadmiernego skupienia - ma zresztą odpowiedniki w zupełnie innych dziedzinach. Sportowcy mówią o 'overthinking' jako jednej z głównych przeszkód w wykonaniu. Muzycy też. Może rytuał po prostu korzysta z podobnych mechanizmów psychicznych i powaga jako taka nie jest tu kluczem, tylko pewien stopień 'zaangażowania bez napięcia'. Dokumentowanie mogłoby wtedy albo pomagać, albo przeszkadzać zależnie od tego czy tworzy napięcie czy nie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 735

@Bogusia.2 Ale to chyba znowu wraca do modelu psychologicznego, prawda? Ja rozumiem tę logikę, tylko ona mi trochę wyprowadza całą magię w obszar 'techniki mentalnej'. I nie mówię, że to złe, ale czy wy, jak pracujecie, faktycznie myślicie o tym w takich kategoriach? Czy raczej czujecie to inaczej a takie tłumaczenia pojawiają się dopiero po fakcie?


Odpowiedz
Wpisy: 251
Rozpoczynający temat
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Prokop dotknął czegoś istotnego. Myślę, że większość ludzi w trakcie nie myśli w żadnych kategoriach - ani 'technicznych', ani 'metafizycznych'. To pojawia się w opisach retrospektywnych, w dokumentacji właśnie. I może dlatego te dwa poziomy - przeżywanie i opisywanie - zawsze będą z natury inne. Śmiech w trakcie jest prawdziwy, notatka po jest interpretacją. Pytanie które mnie teraz zajmuje: czy ta interpretacja zmienia samo przeżycie następnym razem?


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@gruszanka57)
Połączone: 2 lata temu

Dumortieryt to jest naprawde dobre pytanie bo ja to wlasnie czuje. Jak sie czyta swoje stare notatki to potem w rytuale probuje dopasowac do tego co napisalas a nie do tego co sie faktycznie teraz dzieje. Jakby notatka stała sie szablonem a nie zapisem. Nie wiem czy to sie da uniknac.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Gruszanka57 Ja miałam dokładnie to. I w pewnym momencie zaczęłam prowadzić dwa osobne zeszyty - jeden przed, jeden po. Ten 'przed' to były intencje, nastrój, okoliczności. Ten 'po' - co się faktycznie wydarzyło, bez porównywania do planu. Dopiero zestawienie ich po dłuższym czasie dawało mi coś użytecznego. Ale to też nie rozwiązuje problemu, o którym piszesz - nadal czytam 'przed' i coś we mnie próbuje to realizować.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@stachu07)
Połączone: 1 rok temu

A może ten szablon nie jest czymś złym? Mam na myśli - jeśli rytuał ma powtarzalną formę, to w pewnym sensie powtarzalność jest jego częścią. Crowley pisał te swoje dzienniki nie dlatego żeby każdy rytuał był improwizowany, tylko żeby precyzyjnie odtworzyć warunki albo precyzyjnie stwierdzić kiedy się zmieniły. Może dokumentacja nie jest po to żeby uciec od szablonu, tylko żeby świadomie z nim pracować.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@felicytka-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 88

@Stachu07 To zależy od tradycji. W ceremonializmie zachodnim ten szablon to rdzeń - liturgia, kolejność, słowa. Ale już np. w spirytyzmie brazylijskim, który wywodzi się częściowo z tradycji afrykańskich i katolickich naraz, jest dużo więcej miejsca na to co się wydarza spontanicznie. Dokumentacja tam ma inną funkcję - nie odtworzenie, ale zapamiętanie co się ujawniło. Zapisuje się objawienia, nie procedury.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest dla mnie odkrycie w tej rozmowie - że dokumentacja może mieć zupełnie inne funkcje zależnie od tego w jakiej tradycji pracujesz. Sama zawsze myślałam o tym jak o czymś w rodzaju zeszytu ćwiczeń, ale to co Felicytka mówi o zapisywaniu objawień brzmi zupełnie inaczej. Czy to znaczy, że ci z was, którzy prowadzą notatki, sami wiedzą po co to robią? Czy to się wypracowało samo przez czas?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 757

@Kinia.2 U mnie zdecydowanie wypracowało się przez czas i kilka razy zmieniało formę. Zaczęłam od klasycznego 'co robiłam i kiedy', potem przez pewien okres skupiałam się na emocjach, teraz bardziej na tym co mnie zaskoczyło lub nie pasowało do oczekiwań. Każda z tych form daje inne informacje. Nie sądzę żeby była jedna właściwa - raczej każda odpowiada na inne pytania.


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, ja mam wciąż to samo tło pytanie w głowie i może je po prostu wyrzucę: czy jest w tej rozmowie ktoś, kto uważa że dokumentowanie rytuału może go rzeczywiście osłabić - nie psychologicznie, nie przez rozproszenie uwagi, ale w jakimś sensie... właściwym magii? Bo do tej pory wszyscy mówili głównie o kwestiach praktycznych.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kielichowa_83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 226

@Oskar91 Słyszałam o takim podejściu. Że pewne rzeczy tracą moc jeśli się je nazwie, zapisze, upubliczni. To ma trochę związek z koncepcją tajemnicy inicjacyjnej - nie mówisz o tym co przeżyłeś w obrzędzie, bo opowiedzenie tego niszczy jego efekt. Ale to dotyczy raczej przekazywania dalej niż prywatnych notatek.


Odpowiedz
Wpisy: 251
Rozpoczynający temat
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Jest coś w tej tajemnicy inicjacyjnej, co mnie zawsze trochę drażniło jako argument. Bo rozumiem ją kontekstowo - nie mówisz, bo i tak nie da się tego słowami oddać, więc słowa zafałszują, nie dlatego że zniszczysz energię. To jest różnica. Natomiast jeśli ktoś pracuje samodzielnie i prowadzi prywatny dziennik - no to komu tutaj miałoby to przeszkodzić? Komu ta tajemnica byłaby potrzebna?


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@frydka69)
Połączone: 2 lata temu

Może samemu sobie? Mam na myśli - jest coś w nieназwanym, co zostaje z tobą dłużej, intensywniej. Kiedy nie próbujesz zamknąć doświadczenia w słowa, ono jakoś krąży i pracuje. A jak je opiszesz, to czujesz że je 'skończyłaś'. Nie mówię że to racjonalny argument, ale coś w tym dla mnie jest.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@gruszanka57)
Połączone: 2 lata temu

Frydka to rozumiem ale troche boje sie ze wtedy po prostu zapomnisz co konkretnie czułas albo co sie stalo i za rok nie bedziesz wiedziala czy cos mialo zwiazek z czyms innym. mnie sie to przydarzylo i żałuję. pamiec jest niewiarygodna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Gruszanka57 Dokładnie. Pamięć nie tylko blaknie, ona aktywnie rekonstruuje - dopasowuje to co pamiętasz do tego w co aktualnie wierzysz. Więc za rok możesz 'pamiętać' rytuał jako udany, bo ci się od tamtej pory życie ułożyło, albo jako nieudany bo coś poszło nie tak - i nie będziesz wiedziała czy ta ocena jest fair.


Odpowiedz
Wpisy: 735
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

To brzmi jak argument dla dokumentowania, z którym nawet ja nie mogę się kłócić. Choć mam inne pytanie - jak długo po rytuale piszecie? Bo to chyba zmienia co wychodzi. Zaraz po, kiedy jesteś jeszcze w tym stanie, albo po kilku godzinach, albo następnego dnia?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@stachu07)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 201

@Prokop Próbowałem różnych wariantów i każdy daje coś innego, tak jak Bogusia mówiła wcześniej o różnych formularzach. Zaraz po - masz emocje, ale nie masz dystansu, piszesz fragmentami, chaotycznie. Następnego dnia - masz więcej słów, ale część ulotniała się albo zmieniła kolor przez sen. Ja ostatecznie robię oba: krótkie notatki zaraz po, kilka słów kluczy, i rozbudowany wpis po kilku dniach. Zestawienie tych dwóch często jest bardziej interesujące niż każde z osobna.


Odpowiedz
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Prokop No właśnie, bo ja pisałem raz bezpośrednio po i to był strumień świadomości, ledwo czytelny. Ale jak to czytałem po tygodniu, to miało jakiś swój klimat, którego nie dało się odtworzyć spokojniejszą relacją. Więc może nie chodzi o to żeby wybrać jeden moment, tylko żeby wiedzieć co z danego momentu wychodzi?


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@frydka69)
Połączone: 2 lata temu

Mnie bardziej zastanawia czy w ogóle ta rozmowa nie udowadnia, że dokumentowanie ma sens - bo właśnie dzięki temu że ktoś kiedyś coś zapisał, możemy teraz porównywać własne podejścia. Crowley miał dzienniki, grimoiry istnieją, tradycje przetrwały. Pytanie o osłabienie mocy przez zapis jest może trochę... anachroniczne? Albo dotyczy innego rodzaju magii niż ta pisana.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kielichowa_83)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 226

@Frydka69 Ale właśnie - 'innego rodzaju'. Jak pracujesz z czymś bardzo osobistym, bez tradycji, bez systemu, to może te reguły dotyczące zapisywania są inne? Grimoiry to coś innego niż prywatny dziennik praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 251
Rozpoczynający temat
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

To rozróżnienie Kielichowej jest ważne i chyba niedostatecznie wybrzmiało wcześniej. Grimoire to tekst zewnętrzny, budowany też dla kogoś innego lub dla przyszłości. Dziennik praktyki jest wewnętrzny - dla siebie i o sobie. Funkcja jest różna, więc pytanie 'czy osłabia' też dotyczy czegoś różnego w każdym przypadku.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@gruszanka57)
Połączone: 2 lata temu

ale czy wogole mozna powiedziec ze tworzysz grimoira jesli notatki robia sie na tyle duze i usystematyzowane ze zaczynajas pełnic role zewnetrznego tekstu? bo u mnie tak troche wyszlo przypadkowo i nawet nie wiem kiedy dziennik stal sie czyms w rodzaju podrecznika dla mnie samej


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 757

@Gruszanka57 To ciekawy moment - kiedy twoje własne notatki zaczynają na ciebie działać jak instrukcja, a nie jak zapis. Ale mam pytanie: czy wtedy faktycznie z nich korzystasz przy pracy, czy to raczej zasób do przeglądania po fakcie?


Odpowiedz
(@gruszanka57)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 214

@Bogusia.2 chyba obydwoje? czasem zagladam przed bo chce sprawdzic jak cos robilam ostatnio i co wyszlo. a czasem po prostu czytam i widze jakies wzorce ktore by mi umknely. ale jak zagladam przed to wlasnie Dumortieryt miala racje ze sie potem dopasowuje do notatki zamiast do sytuacji


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@stachu07)
Połączone: 1 rok temu

To co Gruszanka opisuje z tymi wzorcami - to chyba jeden z najlepszych argumentów za regularnym dokumentowaniem, jaki tu padł. Nie robisz tego żeby odtworzyć rytuał, tylko żeby zobaczyć czy coś się powtarza. Czy masz jakiś przykład takiego wzorca który wyszedł tylko z perspektywy dłuższego czasu?


Odpowiedz
Wpisy: 735
(@prokop)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wracam do swojego pytania bo chyba nie dostałem odpowiedzi od wszystkich - piszecie zaraz po czy z dystansem? Bo Stachu porównał to do filmowania żeby nie przeżywać, ale Oskar mówił że strumień świadomości ma swój klimat. Mnie interesuje czy jest jakaś zasada czy każdy to rozgryza sam dla siebie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Prokop Myślę że nie ma zasady, bo to zależy od tego co chcesz mieć w notatkach. Jeśli chcesz mieć stan - piszesz zaraz. Jeśli chcesz mieć refleksję - piszesz po czasie. Moje dwa zeszyty właśnie to rozwiązały, bo przestałam wybierać.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: