Jest jeszcze jeden aspekt, o którym nie mówiłyśmy - czas trwania gestu. W wielu tradycjach rytm i tempo są tak samo zakodowane jak forma. Slow motion i przyspieszenie tego samego gestu to nie to samo w przestrzeni ciała. A to też jest coś, czego tekst prawie nigdy nie przenosi.
Wala, ta analogia z pranajamą jest naprawdę celna. I właśnie pokazuje, że są tradycje, które problem czasu próbowały rozwiązać przez matematykę - stosunek 1:4:2 na wdech, zatrzymanie, wydech to coś, co da się zapisać i przekazać. Ale czy to wystarczy? Bo kiedy siedzę przy stole i czytam 'wdech na cztery', to zupełnie inaczej mi to wchodzi w ciało niż kiedy ktoś obok mnie oddycha i ja po prostu łapię ten rytm.
Brygida, wracam do twojego pytania o tradycje z opisywanym tempem - w Bön jest coś takiego jak 'phowa', gdzie instrukcje zawierają nie tylko opis ruchu, ale też liczbę oddechów i momentów zatrzymania. To jest wyjątek, bo większość tybetańskich źródeł zakłada obecność lamy. Jest też tradycja Shintō, gdzie kata ceremonialne mają ściśle określone tempo kroków mierzone rytmem bicia bębna - ale żeby to zrozumieć, trzeba słyszeć bęben, nie tekst.
Właśnie sobie myślę, że cały czas rozmawiamy jakby tempo i gest były osobnymi zmiennymi, które można regulować niezależnie. A u mnie to w ogóle tak nie działa - kiedy zmieniam tempo, automatycznie zmienia się coś w jakości samego ruchu, w napięciu mięśni, w tym, ile uwagi jest w dłoniach. Jakby tempo i kształt gestu były sprzężone.
To co Wala mówi to jest chyba jeden z trudniejszych momentów w rozwijaniu praktyki. Bo technicznie gest może być poprawny, ciało go 'zna', ale uwaga gdzieś odpłynęła. I mnie zawsze nurtuje pytanie - czy gest wykonany perfekcyjnie technicznie, ale bez obecności, to jest ten sam gest?
Lunaria, to zależy od tego, co rozumiesz przez 'ten sam'. Jeśli patrzysz na ciało - tak. Jeśli patrzysz na stan wewnętrzny podczas wykonywania - nie. Mam podejrzenie, że tradycje, które kładą nacisk na obecność, odpowiedziałyby, że to są dwa różne gesty.
Jest na to coś w literaturze z zupełnie innej strony - Hubert Dreyfus opisywał, jak eksperci w różnych dziedzinach tracą zdolność do refleksji nad tym, co robią, właśnie dlatego że działają przez ciało, a nie przez świadomy namysł. Kiedy szachista robi ruch, nie oblicza - po prostu widzi. Pytanie, czy w geście rytualnym ten tryb 'eksperckiego autopilota' jest pożądany, czy przeszkadza.
Mam taką intuicję, że intencja na początku to jest jakby ustawienie kierunku, a potem ciało jedzie. Ale nie wiem, czy to nie jest po prostu wygodna racjonalizacja dla tych momentów, kiedy moja uwaga po prostu ucieka gdzieś indziej i wolę myśleć, że to było 'zamierzone'.
Przy okazji tego, co mówicie o uwadze - jest jeszcze kwestia oczu. Czy gdzieś patrzeć podczas gestu, czy zamknąć oczy, czy spojrzenie ma konkretny punkt skupienia? Mam wrażenie, że to jest zupełnie pominięty element w większości opisów, a w praktyce robi ogromną różnicę.
Judytka, to świetne, że to podniosłaś. Rzeczywiście prawie nikt o tym nie mówi wprost. W niektórych tradycjach masz 'drishti' - wyznaczone punkty skupienia wzroku, i jest to traktowane jako integralna część pozycji czy ruchu, nie dodatek. Ale kiedy tego nie masz - gdzie patrzysz? I czy to jest przypadkowe?
U mnie wzrok jest kompletnie nieprzemyślany i dopiero teraz, jak to czytam, zastanawiam się, czy to nie jest problem. Zwykle po prostu przymykam oczy albo gapiję się gdzieś przed siebie bez konkretnego miejsca. Nigdy nie traktowałam tego jako część gestu.
I tu wracamy do punktu wyjścia całego wątku, bo to jest właśnie kwestia świadomości ciała podczas praktyki. Oczy, tempo, kształt, napięcie - to wszystko jest częścią gestu. Tylko że kiedy się o tym mówi, brzmi jak lista rzeczy do skontrolowania naraz, a w praktyce nie da się tego robić analitycznie w czasie rzeczywistym.
Wala, ale właśnie o to chodzi - że w praktyce to nie jest lista. Przynajmniej u mnie. Kiedy jestem w dobrym miejscu, to oczy, tempo i napięcie jakoś same się ustawiają razem. Problem pojawia się wtedy, kiedy czegoś brakuje i zaczyna się to całe szukanie po kolei, co poszło nie tak. I właśnie wtedy to staje się lista do sprawdzenia.
Ale to co Judytka opisuje to chyba jest też diagnoza - moment kiedy zaczyna szukać, co poszło nie tak, to już sygnał, że coś się rozspójniło. Pytanie tylko, czy w ogóle warto wracać do gestu po takim rozspójnieniu, czy lepiej zacząć od nowa?
Lunaria, a co masz na myśli mówiąc 'gorsza'? Że energetycznie coś zostaje niedokończone, czy bardziej chodzi o to, że psychicznie ta przerwa coś psuje?
To ciekawy problem, bo w tradycjach ceremonialnych jest on jakoś rozwiązany przez strukturę samą w sobie - rytuał ma wyraźny początek, środek i zamknięcie, i to zamknięcie jest traktowane jako niezbędne. Tak jakby intencja była 'otwartym plikiem', który trzeba zamknąć. Agrippa w 'De Occulta Philosophia' opisuje analogiczną kwestię w kontekście pieczęci i gestów ceremonialnych - niekompletny gest jest gorszy niż niewykonany.
Tylko że Agrippa pisał w zupełnie innym kontekście i aplikowanie tego bezpośrednio do współczesnej praktyki jest dużym skrótem. To nie jest tak, że możemy wziąć jeden cytat i powiedzieć, że wiemy co miał na myśli.
A ja mam zupełnie inne pytanie, trochę z boku. Wszyscy mówimy o geście jako o czymś wykonywanym rękoma albo całym ciałem. Ale czy postawa stojąca kontra siedząca kontra leżąca też wchodzi w zakres 'ruchu'? Bo mam wrażenie, że to jest kompletnie inny wątek, a może powinien być częścią tej samej rozmowy.
Ale to prowadzi do kolejnego pytania, bo jeśli pozycja jest częścią gestu, to co z osobami, które z różnych powodów nie mogą przyjąć 'standardowej' pozycji? Czy ich gesty są automatycznie mniej pełne?
To, co Wala pisze, trochę mnie uspokaja, bo zawsze miałam w głowie, że muszę siedzieć w jakiś określony sposób, inaczej 'się nie liczy'. I chyba to jest właśnie ten zewnętrzny wzorzec, o którym Hazel mówiła wcześniej - skupianie się na tym jak to wygląda z zewnątrz.
Brygida, i tu jest coś ważnego, bo ten wzorzec zewnętrzny może być zarówno pomocą jak i pułapką. Na początku forma daje jakiś kontener - masz coś, do czego możesz się odnieść. Ale jeśli zostaje tylko formą bez treści w środku, to może zacząć działać odwrotnie.
Mam wrażenie, że trochę krążymy wokół tego samego tematu z różnych stron, czyli kiedy forma wspiera, a kiedy blokuje. I mnie to pyta o coś konkretnego - czy jest jakiś moment, jakiś sygnał z ciała, po którym wiadomo, że forma zaczęła blokować, a nie pomagać?
Czyli nasze ciało mówi nam, że forma nas blokuje, tylko nie zawsze wiemy gdzie słuchać. Judytka, dzięki za tę szczękę - teraz będę obserwować, co u mnie jest takim wskaźnikiem. Nigdy nie zwracałam na to uwagi w ten sposób.
To, co Rozmaryn powiedziała o sygnałach z ciała, jest dla mnie kluczem do tego całego wątku. Bo od samego początku gadamy o precyzji gestów, o formie, o tym czy pozycja ma znaczenie - ale to wszystko zakłada, że ciało milczy dopóki my coś robimy. A ono cały czas mówi. Pytanie jest inne: kiedy słuchamy?
Właśnie. I to jest chyba to, czego nie widać w żadnym podręczniku, bo podręcznik może ci opisać gest, ale nie może ci powiedzieć, co czujesz w barku kiedy ten gest jest wykonany z przekonaniem, a co kiedy go tylko odtwarzasz. A różnica jest.
Ja mam takie coś w oddech. Nie wiem jak to lepiej opisać, ale kiedy jestem w geście, a nie tylko robię gest, to oddech się sam wyrównuje. Nie muszę o nim myśleć. Kiedy tylko odtwarzam formę, to łapię się na tym, że wstrzymuję oddech albo on jest płytki i gdzieś z góry klatki.
Rozmaryn, to niesamowite, bo ja mam dokładnie to samo i nigdy nie łączyłam tego z tym, czy jestem 'w' geście czy nie. Myślałam, że to po prostu trema. Czyli to może być wskaźnik?
