To, co Wala opisuje, zgadza się z tym, co obserwuję od lat. Ale mam pytanie do pozostałych - czy ktoś próbował kiedyś zrobić rytuał celowo w stanie napięcia, żeby sprawdzić co się stanie? Nie ze złej woli, ale eksperymentalnie?
Ja tak zrobiłam raz, nie do końca świadomie. Byłam po bardzo stresującym dniu i coś mnie podkusiło, żeby mimo to nie przerywać zaplanowanego rytuału. I wiesz co - nic się nie wydarzyło. Znaczy, zrobiłam wszystko poprawnie, formalnie. Ale było to jak... czytanie na głos tekstu w obcym języku. Dźwięki się zgadzały, znaczenie gdzieś przepadło.
To jest ciekawe, bo sugeruje, że forma bez stanu to tylko teatr. Ale czy teatr jest zawsze bezużyteczny? Bo aktorzy też wchodzą w stan przez formę, nie odwrotnie - najpierw gest, potem emocja. Może czasem kolejność jest inna niż myślimy?
To jest bardzo trafna analogia i w sumie wyjaśnia coś, co mnie od dawna zastanawia. W tradycji Soto Zen jest pojęcie 'shikantaza' - siedzenie po prostu siedzenie, bez celu. Forma jest praktyką samą w sobie, nie środkiem do czegoś. A jednak mówi się, że właśnie ta praktyka coś zmienia. Czy to nie jest odpowiedź na to, co Hazel pyta?
Brygida, myślę, że to nie jest sprzeczność, tylko dwie różne warstwy tego samego. Intencja bez formy to marzenie. Forma bez intencji to ćwiczenie. Żeby coś się wydarzyło, potrzeba ich razem - ale proporcje mogą być różne i zmieniać się w trakcie samego rytuału. Nie ma tu jednej odpowiedzi dla wszystkich.
A wracając do samego ruchu - bo to jest tytuł tego wątku i trochę odpłynęliśmy. Mam takie pytanie: czy ktoś pracował kiedyś z jakimś konkretnym systemem gestów, nie improwizowanym, i zauważył, że te gesty mają swoją wewnętrzną logikę? Że jeden wynika z drugiego, że jest między nimi jakiś rytm?
Ale skąd wiadomo, że ta logika sekwencji jest w samym geście, a nie w tym, że my ją tam wkładamy przez powtarzanie? Bo jeśli robię coś w tej samej kolejności sto razy, to ta kolejność będzie mi się wydawała naturalna bez względu na to, czy jest gdzieś 'zapisana'.
To jest uczciwy kontrargument, ale Hazel, on dotyczy historii, nie fenomenologii. Nawet jeśli te tradycje mają wspólne źródło, to i tak pozostaje pytanie: dlaczego ta sekwencja działa na ciało w ten sposób? Skąd bierze się to poczucie, że jeden gest 'prosi się' o następny? To nie jest kwestia tego, skąd pochodzi system, tylko jak on się zachowuje kiedy go używasz.
Spanda - to słyszałam w innym kontekście, ale nie łączyłam z gestyką. A to, co mówisz o rytmie, jakoś mi się spina z własnym doświadczeniem. Kiedy rytuał idzie dobrze, to nie myślę 'teraz ten ruch, teraz tamten', tylko jest jakiś przepływ i jeden ruch rzeczywiście wynika z poprzedniego. A kiedy coś się zacina, to właśnie w tym przejściu między gestami, nie w samym geście. Zastanawiam się, czy to co się zacina, to gest, czy moja uwaga.
Rozmaryn, to jest bardzo celne pytanie i myślę, że odpowiedź brzmi: oboje. Gest i uwaga nie są oddzielone, przynajmniej nie w praktyce. Jeśli uwaga wyskakuje z sekwencji, ciało to od razu rejestruje i odwrotnie - mikronapięcie w ramieniu może wyciągnąć uwagę z rytmu zanim zdążysz to zauważyć. Ale wracając do tego, co Wala powiedziała o spandzie - czy ktoś pracował z jakimś systemem, który celowo uwzględnia te przejścia między gestami jako osobny element? Nie samą formę, ale właśnie moment między?
