Lunaria, to ciekawe, bo ja trafiłam na coś podobnego przez zupełnie inną drogę - przez praktykę układania rąk przed czytaniem tarota. Jedna z osób, od których się uczyłam, kazała mi przez kilka minut po prostu czuć ciężar talii w dłoniach zanim w ogóle zacznę rozkładać. Przez długi czas myślałam, że to tylko rytuał skupienia. Teraz myślę, że chodziło o coś dokładnie z tego, o czym wy mówicie - o propriocepcję chyba?
Wchodzę z innego kąta - zastanawiam się, czy to co opisujecie jako propriocepcję ma jakiś związek z tym, że niektóre tradycje bardzo precyzyjnie opisują kąty dłoni, odległości między palcami, pozycje ciała. Nie jako estetykę, tylko jako coś, co zmienia stan. W mudrach na przykład - tam każdy milimetr ma znaczenie, przynajmniej tak to jest opisywane.
Z mudra jest jeszcze jeden wątek, który mnie zawsze zastanawia - to, że w tantrze jogi wiele z nich jest powiązanych z konkretną wizualizacją i oddechem jednocześnie. Jakbyś robiła mudra bez tej reszty, pewnie czujesz inaczej niż z nią. Więc czy to gest robi robotę, czy kontekst, w którym gest istnieje?
Może to złe pytanie? Znaczy - 'co działa' zakłada, że szukamy jednej zmiennej, a ciało podczas rytuału nie działa jak lista zmiennych. Chyba bliżej mu do czegoś, co w systemach złożonych nazywa się emergencją - znaczenie powstaje z połączenia elementów, nie z żadnego z nich osobno.
Lunaria, ale z tym 'złym pytaniem' też trzeba uważać, bo to jest wygodny sposób na zamknięcie każdej rozmowy o tym, czy coś faktycznie ma znaczenie. Jeśli zawsze można powiedzieć 'to jest emergentne', to nie możemy nigdy nic ocenić.
A wracając do gestu jako takiego - czy ktoś próbował świadomie zmieniać sposób wykonania jednego konkretnego ruchu i śledzić, co się zmienia? Nie pytam o wielką metodologię, po prostu - powtarzany rytuał, jeden element zmieniasz, reszta ta sama.
To co Brygida mówi pasuje do czegoś, co jest opisywane w literaturze o rytuałach jako 'action-theoretic approach' - że gesty rytualne są przede wszystkim nośnikami intencji, ale też ją strukturują. Czyli nie: najpierw masz intencję, potem gest ją wyraża. Tylko: gest i intencja są współzależne, gest współtworzy intencję w czasie jej trwania.
I to tłumaczy, dlaczego rytuały w ciasnych przestrzeniach bywają inne - bo ciało dostaje inne informacje przestrzenne. Robiłam kiedyś pewien rytuał na zewnątrz, a potem tę samą strukturę w małym pokoju i to nie był 'ten sam rytuał w innym miejscu'. To były po prostu dwa różne doświadczenia.
To co Judytka napisała o tym małym pokoju - właśnie to chciałam jakoś wyciągnąć na wierzch. Bo to sugeruje, że ciało nie tylko 'wyraża' intencję przez gest, ale dosłownie mapuje przestrzeń. I że ta mapa wchodzi do rytuału jako jego część. Ciekawe, czy ktoś próbował świadomie pracować z tym - czyli nie dostosowywać rytuału do przestrzeni, tylko obserwować, co przestrzeń robi z ciałem.
Jest jeszcze jeden aspekt tej przestrzenności ciała, o którym rzadko się mówi wprost - propriocepcja w sensie dosłownym zmienia się z wiekiem i ze stanem układu nerwowego. Osoby z zaburzeniami integracji sensorycznej mają zupełnie inne mapy ciała niż inni. Zastanawiam się, czy to znaczy, że gesty rytualne działają dla nich zupełnie inaczej, czy że w ogóle nie jest to zmienna tak kluczowa jak myślimy.
Lunaria, to jest coś, o czym nigdy nie myślałam w tym kontekście. Mam bliską osobę z dyspraksją i faktycznie jej ruchy są inne, bardziej 'szukające'. Zastanawiam się teraz, jak ona by opisała swoje doświadczenie z gestem rytualnym, gdyby miała taką praktykę. Czy sama właśnie ta trudność z gestem byłaby jakimś dodatkowym wymiarem pracy.
Właśnie ten wątek z wzorcem mnie zatrzymuje. Bo jak zaczynam myśleć o swoich praktykach przez pryzmat 'co moje ciało robi powtarzalnie inaczej niż zamierzam', to wyłania się kilka bardzo konkretnych rzeczy. I nie wiem, czy to była zawsze informacja, którą ignorowałam, czy że dopiero teraz mam język, żeby to zobaczyć.
Rozmaryn, to jest dobre pytanie do siebie, ale mam wątpliwość metodologiczną - czy jesteś w stanie odróżnić 'miałam to i teraz to widzę' od 'zbuduję narrację, która to wytłumaczy'? Pamięć o własnym ciele jest bardzo plastyczna. Możemy sobie opowiedzieć, że zawsze coś czułyśmy, kiedy właściwie to jest interpretacja wsteczna.
Ja zaczęłam robić coś takiego właśnie po jednej rozmowie z osobą, która robiła to od lat. Mówiła, że pierwsze notatki zawsze są pełne interpretacji, i że dopiero po jakimś czasie zaczynasz pisać bardziej sensorycznie. I to było prawdziwe - moje pierwsze zapisy to były właściwie opowiadania, a nie obserwacje.
To dotyczy czegoś szerszego - w badaniach nad rytualnym poznaniem jest pojęcie 'epistemic vigilance', które opisuje zdolność do oddzielenia obserwacji od narracji kulturowej wokół niej. I to jest właśnie ten problem z naszymi samoobserwacjami - bardzo trudno jest być czujnym epistemicznie wobec własnego ciała, bo ciało jest tym, przez co obserwujemy.
Wracając na chwilę do tego, od czego zaczęłyśmy - bo trochę odeszłyśmy od samego gestu w stronę obserwacji. Mnie zastanawia, czy te tradycje, które mają bardzo kodyfikowane gesty, miały właśnie ten problem - że gest był tak precyzyjnie opisany, żeby zmniejszyć właśnie tę przestrzeń dla 'własnej narracji' o ruchu. Jakby precyzja formy była odpowiedzią na to, że ciało zbyt łatwo się opowiada.
Albo odwrotnie - precyzja formy powstała dlatego, że ktoś kiedyś faktycznie zauważył różnicę i chciał ją zakonserwować. I pytanie, czy ta zakonserwowana różnica działa dla wszystkich tak samo, czy tylko dla tych, których ciała są do niej 'skalibrowane' przez wieloletnią praktykę w tej samej tradycji.
To jest pytanie, które mnie kręci od dawna - czy precyzja formy jest przenośna. Czy mogę wziąć gest z tradycji, w której nie wzrastałam, i uzyskać cokolwiek poza formą? Nie mówię, że nie - ale nie wiem, jak to sprawdzić inaczej niż przez bardzo długą praktykę, która sama w sobie zmienia cię na tyle, że nie pamiętasz już, jak było na początku.
Lunaria, to jest chyba jedno z najuczciwszych sformułowań tego problemu, jakie słyszałam. I nie mam na to dobrej odpowiedzi - tylko że moja praktyka z gestami z obcych mi tradycji zawsze czuje się jak praca ze słowem w języku, którego się uczę, a nie w którym myślę. Coś tam jest, ale nie to samo.
To porównanie do pracy ze słowem w obcym języku zostaje ze mną. Bo właśnie tak to czuję, kiedy próbuję czegoś z tradycji, w której nie mam żadnego zakorzenienia - jakbym wiedziała, jak się wymawia, ale nie wiedziała, co to znaczy w środku.
Brygida, ale to porównanie ma swoje granice. W języku możemy dość obiektywnie sprawdzić, czy coś znaczy to, co myślimy - mamy słowniki, native speakerów. W geście rytualnym tego sprawdzianu nie ma. I nie wiem, czy to problem, czy może właśnie o to chodzi.
Mam wrażenie, że rozmawiamy teraz o dwóch różnych pytaniach jednocześnie - o transmisji tradycji i o tym, co gest robi w ciele. I to drugie jest bardziej podstawowe. Zanim zapytamy, czy gest z obcej tradycji 'działa', powinnyśmy chyba zapytać, co w ogóle sprawia, że jakikolwiek gest cokolwiek robi. Czy to pamięć mięśniowa? Intencja? Kontekst kulturowy? Bo od odpowiedzi zależy, czy przenośność jest w ogóle możliwa.
Lunaria, to jest dobre pytanie, ale trochę mnie blokuje. Bo jak mam odpowiedzieć na 'co sprawia, że gest cokolwiek robi', skoro to jest właśnie cały temat, który próbujemy tu rozgryźć od początku?
To jest właśnie to, co sprawia, że samoobserwacja w rytuałach jest tak trudna. W psychologii poznawczej mówi się o 'introspective access' - i badania dość konsekwentnie pokazują, że mamy słaby dostęp do tego, co faktycznie motywuje nasze działania. Myślimy, że czujemy intencję, a może po prostu czujemy znajomy ruch.
Ale jeśli to prawda, to jak w ogóle sensownie rozmawiać o świadomości gestu? Bo cały ten wątek zakłada, że możemy mieć jakiś wgląd w to, co robimy ciałem podczas rytuału.
Wracam do czegoś, co Brygida powiedziała - że nie wie, która warstwa właśnie pracuje. Ja mam podobnie i zastanawiam się, czy to jest w ogóle potrzebne. Czy muszę wiedzieć, żeby gest był skuteczny? Może to jest jak pytanie, czy muszę rozumieć neurochemię, żeby medytacja mi pomagała.
I tu wracam do tego, od czego zaczęłyśmy - do precyzji. Bo precyzja bez modelu to tylko kopiowanie. A z modelem, nawet niepełnym, jest to praca.
