Ciekawe że Bolek mówi o 'systemie zamkniętym' w tarocie - bo właśnie przy łączeniu z rytuałem mam wrażenie że ten system się otwiera. Dostałem kiedyś kartę która przy zwykłym odczycie nie mówiłaby mi nic specjalnego, ale w kontekście tego co wcześniej zaintonowałem, nagle miała bardzo konkretne odniesienie do tego pytania. Jakby kontekst rytuału zawęził pole interpretacji.
A czy mogę zapytać jak to wyglądało - ta zmieniona interpretacja? Mam na myśli czy to było coś w rodzaju 'teraz rozumiem tę kartę inaczej', czy bardziej czułeś że to jest właściwa odpowiedź i tyle?
Dziękuję że to opisałeś, bo przez całą rozmowę właśnie o to mi chodziło - jak to odczuć w praktyce. Mam jeszcze pytanie do całej dyskusji - czy to jest coś co wymaga ciszy zewnętrznej? Bo ja mieszkam w bloku i mam blisko sąsiadów, i zastanawiam się czy w ogóle sensowne jest cokolwiek intonować głośno w takich warunkach.
Czyli rozumiem że przy tym tarot plus rytuał, możesz całość zrobić cicho i niekoniecznie tracisz cokolwiek ważnego? Bo jeśli tak, to to zupełnie zmienia mój sposób myślenia o tym. Zawsze zakładałam że te zaklęcia czy inwokacje muszą być wypowiadane i czułam się trochę nieswojo z tym w mieszkaniu.
Zaraz, zaraz - czy mówimy teraz o tym że rytuał w bloku ma takie same efekty jak w prywatnej przestrzeni? Bo to jest dosyć duże twierdzenie. Zakłócenia zewnętrzne - hałas sąsiadów, poczucie że ktoś może usłyszeć - to są czynniki które wpływają na stan skupienia. Nie chodzi o metafizykę, tylko o prostą psychologię.
Bolek ma punkt, ale z innego powodu niż myśli. Problem nie jest w tym czy sąsiad słyszy, tylko w tym czy ty sam słyszysz siebie. Jak jesteś rozproszony przez lęk że ktoś za ścianą zastanawia się co ty robisz, to ten lęk jest w rytuał wbudowany. I to akurat jest coś co warto rozwiązać - niekoniecznie przez przeprowadzkę, ale przez zmianę podejścia do tego co robisz i dlaczego.
Narcyz, ale skąd to wiesz o tej izolacji akustycznej? Bo ja nie trafiam w tekstach na żadne uzasadnienie poza praktycznym - żeby nie niepokoić innych. Nie widzę żeby to był wymóg rytualny jako taki, raczej kwestia komfortu. Możesz podać jakiś konkretny przykład tradycji która to explicite zakazuje?
Ja mam podobne odczucie - nawet przy afirmacjach jest różnica między mówieniem głośno a szeptem, i to nie jest kwestia wiary w to co się mówi, tylko właśnie tego fizycznego odczucia. Ale czy przy tarocie naprawdę potrzebujesz tego fizycznego stanu? Karty odczytujesz głównie wzrokiem i myślą chyba?
Okej ale 'niesie coś więcej' - co to znaczy w praktyce? Sylweria, naprawdę pytam, bo przez cały ten wątek mówisz w kategoriach które brzmią przekonująco ale nie jestem pewien czy mamy na myśli to samo. Czy jeśli ja to samo poczuję co ty podczas cichego odczytu, to twierdzisz że coś straciłem? Skąd to wiadomo?
Wracając do mojego pierwotnego pytania o blok - bo nie padła jeszcze żadna odpowiedź na to co dla mnie jest kluczowe. Jeśli mam zrobić odczyt z inwokacją i naprawdę nie chcę żeby sąsiedzi słyszeli, to czy szept w połączeniu z wyraźną intencją jest wystarczający? Nie szukam gwarancji, tylko praktycznych doświadczeń innych.
Narcyz ma rację że to kwestia kontroli, nie głośności. Ale chcę dodać coś do tej dyskusji o bloku - myślę że wielu z nas ma skrzywienie bo ćwiczyło z materiałami gdzie rytuał był opisywany jako coś ceremonialnego, wymagającego przestrzeni. A praktyczna magia codzienności działała zawsze inaczej, w kuchniach, w izbach, w miejscach gdzie inni ludzie byli za ścianą albo obok.
Nie wiedziałam że ta magia 'codzienna' to taka długa historia. Zawsze myślałam że praktykowanie w domu to jakiś kompromis wobec 'prawdziwego' rytuału. Masz może jakiś przykład jak to wyglądało dawniej?
To jest dla mnie kompletna zmiana perspektywy. Ale mam pytanie - czy jeśli wiem że sąsiad jest za ścianą i może słyszeć, to nie zmienia to samego rytuału? Nie technicznie, ale psychologicznie? Bo nawet jeśli szepczę, to myśl że ktoś może to usłyszeć przez ścianę jest obecna.
Okej ale to co Sylweria opisuje to adaptacja, nie rozwiązanie. Przyzwyczaiłaś się pracować w warunkach które pierwotnie ci przeszkadzały. To nie znaczy że te warunki są optymalne, tylko że ludzki umysł jest elastyczny. Pytanie czy ta elastyczność ma koszty których nie widzisz.
Mam wrażenie że ta dyskusja odpowiedziała na tytuł wątku trochę inaczej niż się spodziewałam. Myślałam że chodzi o to czy sąsiad słyszy i co z tym zrobić praktycznie, a wyszło na to że prawdziwe pytanie jest o to co ty z tym robisz w swojej głowie. Czy ktoś ma jeszcze konkretną technikę na to żeby ten lęk przed byciem usłyszanym nie wchodził w praktykę?
Ja mam jedno ćwiczenie które pomogło mi z tym konkretnie. Zanim zacznę cokolwiek, przez kilka minut siedzę cicho i świadomie 'oddaję' przestrzeń za ścianą sąsiadowi. Mentalnie zaznaczam że to jego przestrzeń, moja kończy się tu. To brzmi naiwnie ale działa na to rozproszenie - przestaję myśleć o tym co za ścianą bo już to przepracowałam przed rytuałem.
Nie do końca zgadzam się z tym podziałem na 'mapę' i 'podróż'. To metafora która więcej zaciemnia niż wyjaśnia. W praktyce hermetycznej odczyt kart zawsze był traktowany jako akt kontemplatywny - nie tylko interpretacja symboli, ale wejście w relację z nimi. Pytanie czy to jest rytuał czy nie jest trochę jałowe, bo zależy jak definiujesz rytuał. Jeśli rytuał to powtarzalna forma z intencją, to każdy przemyślany odczyt już jest rytuałem niezależnie od tego czy zapalasz świecę.
Ale jak właściwie rozróżniasz te dwa podejścia przed odczytem? Mówisz 'intencja diagnostyczna' kontra 'praca z energią' - ale w momencie gdy siadam do kart, często sama nie wiem w jakim jestem trybie. To się jakoś samo organizuje w trakcie. Czy to jest problem?
Bolek zadaje dobre pytanie, ale wydaje mi się że gdzieś po drodze zmieniamy temat. Wątek zaczął się od głośności i sąsiadów, a teraz rozmawiamy o mierzeniu efektów. Ciekawa jestem czy ktoś próbował porównać odczyty z muzyką w tle albo szumem ulicy i czy to robiło różnicę - bo to jest chyba bardziej związane z oryginalnym pytaniem.
No właśnie! Narcyz powiedział to lepiej niż ja przez cały ten wątek. Mój problem to nie jest wstyd przed sąsiadem - mój problem jest taki że jak sąsiad jest głośny, to mi się wszystko rozpada. Szczególnie jak robię odczyt do którego potrzebuję skupienia. Czy jest jakiś sposób na to poza fizycznym wyciszeniem pomieszczenia?
Sylweria, mam wrażenie że opisujesz po prostu medytację uważności pod inną nazwą. Nie mówię że to złe, ale trochę zastanawiam się czy opakowywanie podstawowych technik relaksacyjnych w nowy żargon faktycznie coś dodaje do rozmowy.
Bolek, ale Sylweria nie powiedziała że to coś innego niż medytacja. Powiedziała że ta konkretna technika pomaga. Czy to że ma swoją nazwę poza uważnością jest problemem? Wiele rzeczy w tradycji magicznej pokrywa się z psychologią i to nie dyskwalifikuje żadnego z tych podejść. Rozdzielanie ich jest sztuczne.
Wracając do tego co Narcyz powiedział o cocktail party effect - czy to znaczy że szept podczas rytuału jest podwójnie problematyczny? Raz dlatego że ty sam siebie słabiej słyszysz, a dwa dlatego że w głowie i tak jesteś nasłuchany na dźwięki zewnętrzne? To brzmi jak przepis na bardzo rozedrganą sesję.
Mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś z was pracował z kartami przy świecach i z muzyką jednocześnie? Bo zastanawiam się czy muzyka może działać jak bufor dla tych przypadkowych dźwięków z zewnątrz. Tak żeby mózg miał coś znajomego do 'zawieszenia' uwagi.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie które może być naiwne - czy tarot z muzyką w tle nadal jest rytuałem czy to już tylko odczyt? Pytam bo przez ten wątek zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle rozumiem granicę między tymi dwoma rzeczami.
A ja się zastanawiam czy ta granica w ogóle ma znaczenie praktyczne. Znaczy - jeśli oba podejścia działają, to czy to że jedno jest 'prawdziwym rytuałem' a drugie nie, zmienia cokolwiek w samym odczycie? Może to jest po prostu inny zestaw warunków do tego samego?
Słuchajcie, ja rozumiem tę dyskusję, ale wracając na chwilę do ziemi - jeśli mieszkam w bloku i sąsiad zaczyna wiercić akurat gdy zaczynam sesję, to żadna teoria o rytuałach mi nie pomoże. Co wtedy? Przerywać i zaczynać od nowa? Czekać? Jakoś próbować mimo hałasu?
