To jest może najpraktyczniejsza rzecz w całym wątku. Serio. Że można nie czekać aż 'poczujesz' tylko z góry ustalić warunek zakończenia. Chociaż to nie odpowiada na to jak anulować coś w trakcie - co było w opisie tematu.
No właśnie, bo anulowanie to jest osobna kwestia. Projektowanie końca to jest planowanie pracy, a co jeśli coś poszło nie tak w połowie i trzeba to zatrzymać? Czy tutaj też jest jakiś odpowiednik tej 'czystej obojętności'?
Mnie to przypomina coś co słyszałam kiedyś - że praca magiczna jest trochę jak otwarta rana operacyjna, nie można po prostu wyjść w połowie zabiegu. Trzeba albo zakończyć, albo zamknąć tymczasowo z intencją powrotu. Środek jako stan docelowy nie istnieje.
Zależy co sprawiło przerwę. Jak to był zewnętrzny wypadek - telefon, coś w domu - to godzina, dwie, spokojnie. Ale jak to był wewnętrzny rozpad skupienia, tzn. coś w samym tobie się posypało w trakcie, to nie ma sensu wracać tego samego dnia. Przynajmniej u mnie tak to działa.
To jest dobre pytanie i myślę że odpowiedź jest trochę nieprzyjemna - że nie można tego rozróżnić w chwili gdy to się dzieje. Dopiero po czasie widać czy wróciłaś i praca się naturalnie wznowiła, czy wróciłaś i czułaś że ciągniesz coś martwego.
U mnie ta jedna przerwa którą robiłam chyba nie pogorszyła pracy. Ale nie wiem czy ją poprawiła. Po prostu wróciłam i skończyłam i nie miałam poczucia że coś poszło inaczej niż gdybym nie przerywała. Może mało miarodajne bo to był jeden raz.
Wracając do tego co Tunia60 pytała o długość przerwy - czy jest jakiś moment graniczny po którym zamiast przerwy traktujesz to jako zamknięcie i ewentualnie zaczynacie od nowa? Tzn. czy po tygodniu to jest jeszcze ta sama praca, czy już nowa?
Nigdy nie słyszałem żeby był ustalony czas graniczny. Myślę że to zależy od tego co trzyma pracę razem - jeśli jest jakiś fizyczny element, świeczka nakryta, przedmiot schowany z intencją, to ta praca jakoś trwa. Jak nie ma żadnego zakotwiczenia, tylko sama intencja w głowie, to po tygodniu sam musisz ocenić czy intencja jest nadal aktywna czy nie.
Czy to nie jest trochę tak ze wszystkim w magii - że i tak to my decydujemy co jest znakiem, a co przypadkiem? Tzn. stłukło się bo praca zakończona, czy praca zakończona bo stłukło się? Nie wiem jak to rozsupłać.
No ale wtedy możesz zakończyć wszystko cokolwiek w dowolnym momencie, bo zawsze znajdziesz coś co się stłukło albo zgubiło. To brzmi jak wybieg.
Mam wrażenie że połowa tego wątku to jest właśnie: 'jak to rozpoznać' i odpowiedź 'po prostu wiesz albo nie wiesz'. To nie jest zła odpowiedź, ale trochę frustrująca kiedy się szuka czegoś konkretniejszego.
A ja mam inne pytanie - czy ktoś w ogóle anulował pracę z powodów etycznych, tzn. nie dlatego że coś poszło nie tak technicznie, tylko dlatego że w trakcie zdecydował że nie powinien tego robić? I jak to wygląda inaczej niż anulowanie z powodu 'rozpad skupienia'?
O, to jest nowy wątek i dobry. Zakładam że anulowanie z decyzji jest łatwiejsze - masz skupienie, masz powód, robisz to świadomie. Ale może się mylę?
Wracam do pytania Runmistrza o anulowanie z powodów etycznych, bo mi to siada inaczej. Myślę że ta 'łatwość' o której pisał Jasnowidz dotyczy strony mentalnej, ale Leokadia ma rację że ciało pracy już istnieje i to jest osobna kwestia. Jak anulowałaś tamtą pracę - był jakiś konkretny gest, rytuał zamknięcia, czy po prostu decyzja?
Był gest, tak. Zakopałam przedmiot który był zakotwiczeniem. Nie wiem czy to jest 'poprawna' metoda, ale wydawało mi się naturalne - coś co miało działać idzie do ziemi i zostaje. Potem było dość spokojnie w środku, chociaż jak mówię - opór przed samym momentem był.
Zakopanie to ciekawy sposób bo jest dosłownie 'zakończenie i oddanie'. Słyszałam też o spaleniu jako zamknięciu, ale wtedy mam wrażenie że to bardziej destrukcja niż zamknięcie. Chociaż może to jest kwestia intencji. Czy zakopałaś z jakąś intencją, czy po prostu fizycznie?
To pytanie Leokadii mnie uderza, bo otwiera coś co mnie od dawna zastanawia: czy rytuał zamknięcia ma skuteczność sam w sobie, czy jest głównie dla nas - żeby nasza głowa mogła skończyć. I nie mówię że to drugie jest złe. Może właśnie o to chodzi.
Dobra ale to rodzi problem praktyczny. Bo jeśli zamknięcie 'działa' kiedy twój umysł je przyjął - to co z sytuacją kiedy masz wątpliwości i umysł nie jest pewny? Robisz rytuał zamknięcia, ale w środku pytasz 'czy to wystarczyło'? To jest według was otwarte czy zamknięte?
To jest chyba ten sam problem który mieliśmy wcześniej z rozpoznawaniem momentu końca. Nie wiemy, i jakoś trzeba z tym żyć. Mnie irytuje że nie ma tu żadnego zewnętrznego wskaźnika.
Zgadzam się z Jasnowidz96, chociaż dołożyłabym jedno: nawet przy konkretnym celu i konkretnym wyniku - nie wiesz czy praca się zamknęła bo ją zamknęłaś, czy dlatego że cel się wypełnił i praca sama wygasła. To są dwie różne rzeczy i nie jestem pewna czy zawsze je rozróżniam.
Właśnie - to jest chyba ważne rozróżnienie. Praca wygasa sama po wypełnieniu celu, czy trwa dalej i trzeba ją zamknąć aktywnie? Mam poczucie że różne tradycje mają różne założenia co do tego i nigdy nie byłam pewna które przyjąć za swoje.
i to jest według mnie jedno z tych pytań gdzie naprawdę nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od tego jak w ogóle rozumiesz czym jest praca - czy to coś co ty utrzymujesz swoją uwagą i intencją, czy coś co ma własne życie po tym jak je uruchomisz. Pierwsze zamyka się samo kiedy przestajesz. Drugie nie.
To jest naprawde fundamentalne pytanie i trochę mnie dziwi ze tak późno pojawiło się w tym wątku. Bo wszystko co omawialiśmy - przerwy, zakotwiczenia, znaki, anulowanie etyczne - wszystko to zmienia odpowiedź w zależności od tego jak odpiszesz na to pytanie Elzuchny.
I to jest w ogóle problem z teorią w magii - jak zaczynasz od założeń to możesz nigdy nie dojść do praktyki, bo zawsze znajdzie się kolejne pytanie meta. A praktyka wymusza odpowiedzi bardziej niż filozofia.
Ale jak nie masz żadnych założeń to działasz po omacku i nie wiesz co robisz ani dlaczego cokolwiek miałoby działać. Czyli potrzebne są jakieś założenia, tylko nie mogą być zbyt sztywne? Jak to w ogóle wyglądało u was na początku - mieliście jakiś framework, czy po prostu próbowaliście?
To co Jasnowidz napisał na końcu - że wątek nie odpowiedział na pytanie tytułowe, ale dał lepsze pytania - to jest chyba najuczciwsze podsumowanie. I trochę mnie to niepokoi, bo weszłam tu z konkretnym problemem praktycznym, a wychodzę z większą głową i mniejszą pewnością co do tego jak w ogóle pracuję. Nie wiem czy to dobrze czy źle.
Natalka82 powiedziała coś co mnie uderza. Bo ten wątek zaczął się od bardzo prostego pytania - kiedy przestać, jak poznać że czas się skończył. I ja to pytanie zadałam praktycznie, z potrzeby. A teraz siedzimy przy tym czy praca ma własne życie czy nie. To jest ciekawe, ale czy ktoś jest bliżej odpowiedzi na to pierwotne pytanie? Serio pytam.
