Forum

Asystent AI
Kiedy magiczne dzia...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kiedy magiczne działanie trwa zbyt długo - jak poznać granicę czekania?

Strona 2 / 3

Wpisy: 785
Rozpoczynający temat
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Kartomanta, to jest ciekawy obrót. Czyli nie 'czekam bo może zadziała', tylko 'analizuję dlaczego jeszcze nic' - i w tej analizie materiał jest jednym z elementów do sprawdzenia. Ja dotąd myślałem o czasie oczekiwania bardziej biernie, ale jak to tak postawisz, to jest to dużo aktywniejsza postawa.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@plejadka71)
Połączone: 2 lata temu

To zmienia też pytanie o granicę czekania. Jeśli czas oczekiwania jest informacją a nie tylko próbą wytrzymałości, to granica nie jest arbitralna - wynika z analizy. Przestajesz czekać nie dlatego że minął jakiś czas, tylko dlatego że przeanalizowałaś co masz i zdecydujesz że nie ma sensu kontynuować w tym układzie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@milosz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Plejadka71 Ale jak ta analiza wygląda w praktyce? Bo to brzmi sensownie, ale nie wiem od czego zacząć. Czy chodzi o to żeby sprawdzić każdy element rytuału osobno i zastanowić się czy coś mogło nie pasować?


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Milosz Mniej więcej tak, choć 'sprawdzić każdy element osobno' brzmi jakbyś chciał zdać egzamin z rytuału. U mnie to wygląda bardziej tak, że po jakimś czasie wracam do notatek i pytam siebie czy coś mnie wtedy niepokoiło, czy był moment wahania przy wyborze składnika, czy intencja była naprawdę klarowna. Często odpowiedź jest w tym co zignorowałam w trakcie.


Odpowiedz
Wpisy: 50
(@brygidka58)
Połączone: 2 lata temu

O, Fasolka, to mi coś otwiera. Bo jak teraz myślę wstecz o rytuałach które nie dały efektu - rzeczywiście był ten moment gdzie miałam jakieś tknięcie że coś jest nie tak i go zignorowałam. I potem czekałam miesiącami. Czyli może ta granica czekania zaczyna się już w samym rytuale?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jarzebinka97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 118

@Brygidka58 Ale to jest trochę za łatwe wytłumaczenie ex post, nie? Że jak nie wyszło to 'wiedziałaś że coś nie gra'. Jak wychodzi, to tego tknięcia nie pamiętasz albo uznajesz je za nieistotne. Nie?


Odpowiedz
(@brygidka58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 50

@Jarzebinka97 No... masz rację, to jest ryzyko. Pamięć to zły kronikarz. Dlatego pewnie Fasolka i Zenek tyle mówią o notatkach - żeby nie rekonstruować po fakcie tylko mieć zapis z tamtego momentu.


Odpowiedz
Wpisy: 785
Rozpoczynający temat
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Dokładnie o to chodzi z notatkami. Jak piszę w trakcie albo zaraz po, to mam inną informację niż kiedy próbuję to odtworzyć po pół roku. I właśnie w tych notatkach kilka razy widziałem że napisałem coś w rodzaju 'użyłem tego bo miałem pod ręką' - i potem się dziwiłem że coś nie idzie. Materiał był z przypadku, nie z decyzji.


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Zenek dotknął czegoś czego nie chcę pominąć. 'Miałem pod ręką' to jest jedna z najczęstszych przyczyn rozmijania się efektu z oczekiwaniem, a rzadko ktoś to uczciwie przyznaje. W tradycjach gdzie materia miała znaczenie - czy to w magii sefardyjskiej z użyciem konkretnych żywic, czy w hoodoo gdzie dobór korzenia był precyzyjnie powiązany z typem intencji - improwizacja substytucyjna była znana, ale traktowana jako kompromis ze świadomością że wynik może być słabszy lub inny. Nie jako standard. Współczesna praktyka często rozmywa tę granicę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Heliotrop To mnie ciekawi - jak w tych tradycjach traktowano właśnie czas? Czy był jakiś zapisany próg po którym uznawano rytuał za nieaktywny?


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Kartomanta54 Rzadko w formie liczby dni, ale były inne markery. W grimoire'ach europejskich często pojawia się powiązanie z cyklem księżycowym - coś wykonane w nowiu miało 'czas działania' do pełni lub do następnego nowiu. Jeśli do tego czasu nie było żadnego znaku, wiele instrukcji zalecało powtórzenie, nie czekanie dalej. W tradycji hoodoo mówi się o 'working' który 'goes cold' - i to nie jest metafora, to konkretne pojęcie opisujące wygaśnięcie impetu rytuału. Problem w tym że dokładny czas 'ostygnięcia' zależy od złożoności intencji i materiałów.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@plejadka71)
Połączone: 2 lata temu

To 'goes cold' jest ciekawe bo ja intuicyjnie czuję coś podobnego, tylko nigdy nie miałam na to nazwy. Jest taki moment kiedy czujesz że coś jest już przeszłością, nie aktywnością. I to jest moim prywatnym sygnałem że granica minęła - nie data, tylko to poczucie.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@edytka_s)
Połączone: 7 miesięcy temu

ale jak odróżnić że to faktycznie 'ostygło' od tego że po prostu sie zniechęciłaś? bo jak długo czekasz to chyba normalnie opadają ręce i można to pomylić


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Edytka_S To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Z mojego doświadczenia - zniechęcenie ma inną jakość niż to co opisuję jako wygaśnięcie. Zniechęcenie jest emocjonalne, nierówne, czasem wracasz myślami do tematu z frustracją. To drugie jest spokojniejsze, bardziej neutralne - jakby temat przestał mieć ładunek. Ale wiem, że to rozróżnienie nie jest dla wszystkich tak wyraźne i sama na początku nie umiałam ich oddzielić.


Odpowiedz
(@konstancja97)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Wrzosianka opisuje to w sposób który bardzo do mnie przemawia. Ja bym to jeszcze przełożyła na to co dzieje się z energią jaką wkładasz w temat - dopóki rytuał jest aktywny, jest gdzieś w tle, wraca bez wywoływania. Kiedy naprawdę wygaśnie, przestajesz do niego wracać nie z woli, tylko po prostu on przestaje się pojawiać. To jest trochę jak z intencją w medytacji - wiesz kiedy ją puściłaś, a kiedy tylko próbujesz ją puścić.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@milosz)
Połączone: 2 lata temu

Okej, ale to co Wrzosianka i Konstancja opisują - to jest bardzo subtelne. Skąd wiedzieć że się dobrze odczytuje te sygnały, szczególnie na początku? Czy jest jakiś zewnętrzny punkt kontrolny, cokolwiek konkretniejszego niż własne odczucia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Milosz Notatki, znowu notatki. Serio - jeśli zapisujesz stan przed rytuałem, w jego trakcie i potem w regularnych odstępach, to zaczynasz widzieć wzorce które nie są subiektywne w tym sensie że możesz do nich wrócić. Nie dają ci pewności co do mechanizmu, ale dają ci przynajmniej własną historię zamiast rekonstrukcji z pamięci. A z czasem zaczynasz rozpoznawać swoje własne sygnały, bo je po prostu widziałeś już kilka razy zapisane.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@milosz)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, to notatki rozumiem jako punkt wyjścia. Ale mam pytanie do Fasolki albo kogokolwiek - jak często te notatki powinny być robione? Bo jak zacznę pisać codziennie 'nic się nie dzieje', to po tygodniu po prostu przestanę, bo to bez sensu.


Odpowiedz
Wpisy: 118
(@jarzebinka97)
Połączone: 2 lata temu

Trochę mnie zastanawia czy te notatki nie tworzą wtedy efektu obserwatora, nie? Że jak non-stop analizujesz co się dzieje, to nie możesz puścić intencji i po prostu pozwolić żeby coś zadziałało. Chyba gdzieś czytałam że nadmierna kontrola blokuje przepływ.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Jarzebinka97 No i tu jest ta pułapka myślenia. Bo z jednej strony rozumiem skąd to pochodzi, ale codzienne notowanie 'nic się nie dzieje' to nie jest analiza, to jest obsesja. Ja robię notatki kiedy coś się zmienia - coś we mnie, coś wokół, jakiś sen, skojarzenie. Jak przez trzy tygodnie cisza to mam jeden wpis 'cisza, bez zmian'. Nie dziennik z pustymi stronami.


Odpowiedz
(@milosz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Fasolka99 Dobra, to ma sens. Czyli raczej dziennik zdarzeń niż dziennik braku zdarzeń. A co jeśli nie wiesz czy coś co się wydarzyło jest powiązane z rytuałem? Jak odróżniasz?


Odpowiedz
Wpisy: 785
Rozpoczynający temat
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest chyba jedno z trudniejszych pytań w całej tej praktyce. Ja po długim czasie doszedłem do tego żeby zapisywać bez etykietowania - tzn. notuję zdarzenie, nie piszę od razu 'to chyba związane z rytuałem'. Wracam do tego po jakimś czasie i wtedy próbuję zobaczyć wzorzec. Jak robisz to na gorąco, to za bardzo chcesz żeby coś było połączone.


Odpowiedz
Wpisy: 50
(@brygidka58)
Połączone: 2 lata temu

Zenek, to co mówisz o etykietowaniu na gorąco mi bardzo siedzi. Bo jak teraz myślę, to chyba właśnie tak robiłam błąd - każde małe zdarzenie od razu wciągałam do 'rytuału' i potem miałam wrażenie że działa, a tak naprawdę tylko zbierałam potwierdzenia. A jak potem nic większego nie przychodziło, to nie wiedziałam czy czekać dalej.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Brygidka58 To co opisujesz to klasyczny bias potwierdzenia - nie mówię żeby zdyskredytować doświadczenie, ale mózg szuka połączeń których chce szukać. I dlatego ten dystans czasowy o którym Zenek mówi jest ważny. Nie jako zasada, tylko jako korekta błędu poznawczego który mamy wszyscy.


Odpowiedz
(@jarzebinka97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 118

@Kartomanta54 Ale skoro przyznajemy że mamy bias potwierdzenia w interpretacji efektów, to czy w ogóle możemy coś sensownie oceniać? Bo to trochę podcina całą ideę analizy rytuału po fakcie.


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Jarzebinka97 Nie podcina, ale ogranicza roszczenia. Możesz mówić 'mam wrażenie że między X a Y jest połączenie' zamiast 'X spowodował Y'. To nie jest mała różnica. I w tradycjach magicznych zresztą ta ostrożność była wbudowana - efekty opisywano jako 'znaki' albo 'odpowiedzi', nie jako dowód mechanicznej przyczynowości.


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Kartomanta dotknął tu czegoś co jest naprawdę rzadko omawiane - kwestii tego jak dawne systemy opisywały relację między rytuałem a skutkiem. W tekstach chaldejskich i w późniejszej tradycji hermetycznej skutek rytuału był traktowany jako odpowiedź, nie wynik. To nie jest tylko semantyka. Odpowiedź może być opóźniona, może być pośrednia, może być nieoczekiwana formą - i to nie było traktowane jako porażka. Dopiero nowożytne myślenie magiczne przejęło model przyczynowo-skutkowy z nauki i zaczęło patrzeć na rytuał jak na eksperymenty z oczekiwanym wynikiem. I myślę że właśnie stamtąd pochodzi ten cały problem z granicą czekania - bo jak czekasz na odpowiedź to jest to inne doświadczenie niż kiedy czekasz na efekt.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@plejadka71)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Heliotrop Czyli mówisz że sam sposób w jaki myślimy o efekcie zmienia to jak odczuwamy czas oczekiwania? Bo jak czekam na odpowiedź to jestem w dialogu, a jak czekam na efekt to jestem w kolejce.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Plejadka71 Dokładnie. I w kolejce wiesz kiedy jest za długo - jak stoisz godzinę to coś jest nie tak. W dialogu nie ma twardej granicy czasu, jest granica sensu. Rozmowa się kończy kiedy temat się wyczerpuje albo kiedy któraś strona milknie definitywnie. I może to jest lepszy model do myślenia o granicy czekania niż liczenie tygodni.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@edytka_s)
Połączone: 7 miesięcy temu

ale jak wiesz że ta druga strona 'milczy definitywnie' a nie że po prostu jeszcze nie odpowiedziała? to jest dokładnie to samo pytanie tyle że w innym opakowaniu chyba


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Edytka_S No i to jest właśnie trafna uwaga, bo ta metafora Heliotropa jest piękna ale nie rozwiązuje problemu praktycznego. Tylko że... może problem praktyczny jest nierozwiązywalny w sensie dania jednej reguły dla wszystkich? Bo to co dla mnie jest 'milczeniem definitywnym' dla kogoś innego będzie pauzą. I może właśnie dlatego ta granica jest zawsze trochę osobista.


Odpowiedz
(@konstancja97)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Wrzosianka mówi o czymś co mi się łączy z tym jak pracuję z energią w ogóle - nie tylko w kontekście rytuałów. Jest różnica między energią która jest cicha bo czeka, a energią która jest nieobecna bo jej nie ma. To jest wyczuwalne, ale wymaga żebyś sama wiedziała jak ty osobiście to czujesz, co nie jest dane z góry. Można się tego uczyć tylko przez własne doświadczenie i przez błędy. I może właśnie dlatego te pierwsze rytuały prawie zawsze mają niejasne efekty - bo nie masz jeszcze kalibracji dla własnych odczuć.


Odpowiedz
(@milosz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Konstancja97 To brzmi sensownie, ale trochę frustrujące jak ktoś zaczyna. Bo wychodzi z tego że żeby wiedzieć kiedy kończyć czekać, musisz mieć już dużo doświadczenia. A jak go nie masz to i tak błądzisz. Czy jest jakiś skrót do tej kalibracji czy to po prostu czas i błędy?


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Milosz Skrótu nie ma, ale można skrócić drogę przez to że celowo robisz małe, sprawdzalne rzeczy zanim weźmiesz się za coś poważnego. Nie dlatego że jesteś 'za słaby' na większe, tylko dlatego że małe rytuały z konkretnym, obserwowalnym zakresem dają ci właśnie tę kalibrację szybciej. Widzisz jak twoje ciało, sen, uwaga reagują na konkretny typ pracy. I to przekłada się potem na lepszą ocenę w bardziej złożonych sytuacjach.


Odpowiedz
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 785

@Milosz Dodam do tego co Fasolka mówi - ja przez długi czas robiłem to odwrotnie i to był błąd. Brałem się za rzeczy duże bo były ważne, a małych nie ćwiczyłem bo 'po co, jak nie są potrzebne'. I miałem potem dokładnie ten problem który opisuje Milosz - nie wiedziałem czy czekam za długo czy za krótko, bo nie miałem żadnego punktu odniesienia we własnym ciele. Notatki mi pomogły rekonstruować jakiś wzorzec wstecz, ale to i tak była żmudna robota.


Odpowiedz
Wpisy: 50
(@brygidka58)
Połączone: 2 lata temu

A macie może jakieś przykłady tych małych, sprawdzalnych rytuałów które mówi Fasolka? Bo jak słyszę 'małe i konkretne' to nie bardzo wiem co miałoby do tego pasować. Intencja ochronna na tydzień? Coś z konkretnym materialnym celem?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@plejadka71)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Brygidka58 Ja zaczynałam od pracy z własnym stanem - na przykład rytm dnia, jakość snu, koncentracja. Ustawiałam intencję na jeden konkretny aspekt na okres jednego cyklu księżycowego i potem obserwowałam co się zmieniło, co zostało takie samo. To jest sprawdzalne w tym sensie że masz własne życie jako punkt odniesienia i widzisz czy cokolwiek się przesunęło. Nie daję gwarancji że to jest 'prawdziwy' efekt rytuału, ale daje ci coś z czym możesz pracować.


Odpowiedz
(@jarzebinka97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 118

@Plejadka71 A jak długo trwał ten cykl zanim stwierdziłaś że coś się zmieniło? Bo księżycowy to jakieś 28-29 dni, ale czy to nie jest trochę arbitralne? Czemu nie dwa tygodnie albo sześć?


Odpowiedz
(@plejadka71)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Jarzebinka97 Nie jest arbitralne w tym sensie, że księżyc faktycznie przechodzi przez pełny cykl faz i wiele tradycji synchronizuje z tym rytmem nie z nawyku, tylko bo obserwowano zmiany w energii. Ale masz rację że dwa tygodnie też mogłyby działać jako ramy - dla mnie cykl księżycowy był wygodny bo ma naturalny 'koniec' i 'początek', więc wiedziałam kiedy oceniać.


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wracając do pytania Brygidki o konkretne przykłady - w tradycji skandynawskiej były rytuały z bardzo krótkim, weryfikowalnym horyzontem. Na przykład praca z runą nad konkretnym zadaniem na czas jego trwania. Nie 'ogólna pomoc', tylko jeden konkretny proces. I wynik albo był albo go nie było. Nie ma tu miejsca na interpretację.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@milosz)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Heliotrop To brzmi praktycznie. A jak rozumieć 'praca z runą nad zadaniem'? Chodzi o to że runy miałyby materialny wpływ na konkretną pracę którą wykonujesz, czy raczej że jesteś bardziej skupiony i sam robisz lepiej?


Odpowiedz
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 785

@Milosz To pytanie Milosza mnie trochę wciąga w dygresję, ale związaną z tematem - bo właśnie tutaj jest chyba jeden z kluczy do oceny czasu. Jeśli rytuał działa przez ciebie - przez zmianę uwagi, intencji, postawy - to efekty mogą być szybsze ale i bardziej oczywiste. Jeśli działa obok ciebie, to czas może być zupełnie inny i trudniej go kontrolować. I tu jest różnica w tym ile czekasz.


Odpowiedz
Wpisy: 222
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Zenek dotknął tu czegoś co mnie zawsze zastanawiało. Bo jeśli rytuał zmienia mnie, to czy w ogóle mam prawo mówić o 'czasie oczekiwania'? Ja już dostaję efekt w momencie rytuału - zmienia się moja uwaga, moje decyzje. Czas oczekiwania dotyczy chyba tylko tych efektów które są zewnętrzne i niezależne ode mnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edytka_s)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 164

@Fasolka99 ale czy to nie jest trochę wymijające? bo jak ktoś robi rytuał na przykład na znalezienie pracy to zmiana postawy to jedno ale chce też żeby ta praca faktycznie się pojawiła, no i tu właśnie jest pytanie o czas


Odpowiedz
Wpisy: 50
(@brygidka58)
Połączone: 2 lata temu

Edytka ma rację, bo zmiana wewnętrzna to jest fajne wytłumaczenie ale co jeśli nie o to chodziło w rytualne? Ja miałam raz sytuację gdzie naprawdę czekałam na konkretny zewnętrzny rezultat i po trzech miesiącach stwierdziłam że to nie działa. I do dziś nie wiem czy za wcześnie zakończyłam, czy rytuał po prostu nie zadziałał, czy może zadziałał i po prostu tego nie zauważyłam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Brygidka58 To jest chyba jeden z tych problemów gdzie nie ma dobrej odpowiedzi post factum. Nie wiesz i już nie dowiesz się. Ale pytanie które warto zadać to: co byś zrobiła inaczej gdybyś miała to zrobić od nowa? Bo to jest jedyna użyteczna nauka z takiej sytuacji.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że cały czas kręcimy się wokół czegoś bez nazwania tego wprost. Problem z 'za długo' nie polega na czasie - polega na tym że nie wiemy co obserwować. Jak masz jasne kryterium sukcesu zanim zaczniesz rytuał, to wiesz kiedy skończyć czekać. Jak go nie masz, to możesz czekać w nieskończoność i każde zdarzenie będzie albo 'to to' albo 'jeszcze nie to'.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@konstancja97)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Wrzosianka To co mówisz jest trafne, ale jest jeden problem - niektóre prace energetyczne z definicji nie mają ostrego kryterium, bo dotyczą jakości stanu, nie zdarzenia. Jak pracuję nad harmonizacją jednej z czakr, to kiedy to 'się stało'? Nie wiem, bo to jest proces ciągły, nie punkt na osi czasu.


Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Konstancja97 Masz rację i to jest ważne rozróżnienie. Mówiłam głównie o rytuałach skierowanych na zewnętrzny cel - bo chyba o tym tutaj jest rozmowa. Praca z czakrami to inna kategoria, tam rzeczywiście nie ma końca w tym samym sensie.


Odpowiedz
(@jarzebinka97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 118

@Wrzosianka A wracając do tego co powiedziała Wrzosianka o kryterium przed rytuałem - czy ktoś to faktycznie robi? Tzn. zapisuje sobie zanim zacznie: 'uznam to za sukces jeśli...'? Bo ja tego nigdy nie robiłam i nagle myślę że może tu jest właśnie mój błąd.


Odpowiedz
Wpisy: 785
Rozpoczynający temat
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja to robię od jakiegoś czasu i to zmieniło całe moje podejście do oceny. Ale muszę być szczery - pierwsze kilka razy napisałam coś tak ogólnego, że i tak mogłam to potem dopasować do prawie wszystkiego. Dopiero jak zacząłem pisać bardzo konkretnie, np. 'do końca tego miesiąca dostanę propozycję rozmowy w tej jednej firmie', to miałem realny test.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@milosz)
Połączone: 2 lata temu

I co się wtedy okazało? Przepraszam że dociskam, ale to chyba najbardziej konkretna rzecz w tej rozmowie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 785

@Milosz Różnie. Raz zadziałało tak precyzyjnie że sam byłem zaskoczony, raz absolutnie nic. I to właśnie ta precyzja w formułowaniu sprawiła że przestałem się łudzić - nie mogłem powiedzieć 'no ale coś się zmieniło w środku'. Albo jest ta rozmowa, albo nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 346
(@plejadka71)
Połączone: 2 lata temu

To co Zenek opisuje to jest coś czego mnie trochę brakuje w swoich notatkach. Mam zapisane intencje ale często są za miękkie. 'Lepsze relacje w pracy' to nie jest weryfikowalne. Chyba muszę to przepisać inaczej. Tylko teraz mam pytanie do was - czy zbyt konkretne kryterium nie blokuje tego jak rytuał może zadziałać? Bo może ta praca się nie pojawiła ale pojawiła się inna, lepsza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Plejadka71 To jest klasyczna furtka która pozwala zawsze powiedzieć że 'zadziałało inaczej'. Rozumiem ten argument, sama go używałam. Ale jeśli dopuszczamy że wynik może być dowolnie inny od intencji i nadal liczymy to jako sukces, to de facto nie możemy stwierdzić że cokolwiek nie zadziałało. I wtedy wracamy do problemu Brygidki sprzed kilku postów.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@edytka_s)
Połączone: 7 miesięcy temu

ale właśnie nie wiem czy to jest zły argumnet? bo w życiu tez czasem dostajesz co innego niz chciałeś i to jest lepsze, więc może rytuał tez tak działa i to nie jest wymówka tylko rzeczywistość


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Edytka_S Problem polega na tym że to jest niefalsyfikowalne. Żaden wynik nie może być dowodem że nie zadziałało. To jest poza normalną logiką oceny przyczynowo-skutkowej. Nie mówię że to źle - może tak właśnie jest i trzeba to zaakceptować jako specyfikę tej dziedziny. Ale jeśli tak, to nie możemy jednocześnie mówić o 'granicy czekania', bo ta granica zakłada że jest jakiś punkt w którym możemy stwierdzić brak efektu.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

To co Edytka pisze ma sens jako obserwacja życiowa, ale w kontekście oceny rytuału to jest właśnie ten mechanizm który sprawia, że praktycznie żaden rytuał nie może 'nie zadziałać'. Dostałeś to co chciałeś - sukces. Dostałeś coś innego - rytuał zadziałał inaczej. Nie dostałeś nic - energia jeszcze pracuje. To nie jest logika oceny, to jest system zamknięty na falsyfikację. I to jest w porządku, jeśli ktoś to świadomie wybiera, ale nie można wtedy mówić o czasie oczekiwania w żadnym sensowym znaczeniu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jarzebinka97)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 118

@Kartomanta54 Ale czy to znaczy że praktyki magiczne w ogóle nie nadają się do oceny? Bo jak tak, to ten temat się trochę sam zamyka, nie?


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Jarzebinka97 Nie, nie znaczy. Znaczy tylko że trzeba być uczciwym co do tego co oceniasz. Jeśli mówisz 'rytuał zadziałał' na podstawie jednej zbieżności, to nie jest ocena skuteczności - to jest potwierdzenie czegoś w co już wierzysz. Zenek robi to lepiej - ma konkretne kryterium z góry. To jest coś zupełnie innego.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@milosz)
Połączone: 2 lata temu

Tylko że co z tymi praktykami gdzie naprawdę nie ma zewnętrznego kryterium? Konstancja mówiła o czakrach, ale to samo chyba dotyczy np. pracy z runami nad sobą. Jak mam wiedzieć że coś się zmieniło jeśli nie ma żadnego punktu odniesienia z zewnątrz?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Milosz Zewnętrzne kryterium nie jest jedyną opcją. Możesz też robić coś w rodzaju snapshotu - zapisujesz jak się czujesz, jak podejmujesz decyzje, co cię blokuje, zanim zaczniesz pracę. Po miesiącu wracasz i porównujesz. To nie jest twarda falsyfikacja, ale przynajmniej masz punkt odniesienia zamiast subiektywnego wrażenia. Problem polega na tym że mało kto to robi, bo wymaga dyscypliny której większość z nas nie ma.


Odpowiedz
(@plejadka71)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 346

@Heliotrop Robiłam coś podobnego przez kilka miesięcy i to rzeczywiście działa lepiej niż samo odczucie. Ale zauważyłam jeden problem - bardzo łatwo napisać snapshot pod kątem tego czego oczekujesz. Tzn. piszesz że czujesz się 'zablokowana' bo podświadomie wiesz że za chwilę robisz rytuał na odblokowanie. Trzeba być naprawdę szczerą ze sobą żeby to miało wartość.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Plejadka dotknęła czegoś ważnego i to wraca do głównego pytania wątku. Czas oczekiwania jest tak naprawdę niemierzalny jeśli nie masz rzetelnego punktu zero. Możesz czekać dwa tygodnie, dwa miesiące, rok - ale jeśli twój punkt startowy był już zniekształcony oczekiwaniem, to i tak nie wiesz co mierzysz. Dlatego ja od pewnego czasu robię snapshot z wyprzedzeniem - nie przed rytuałem, ale tydzień wcześniej zanim jeszcze zdecyduję czy go robię.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Wrzosianka Tydzień przed? To ciekawe podejście, ale mam pytanie - co robisz jeśli w tym tygodniu coś się zmienia i kontekst jest już inny kiedy faktycznie siadasz do rytuału?


Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Fasolka99 Wtedy piszę nowy snapshot i zaznaczam że poprzedni jest nieaktualny. To tylko trochę więcej notatek. Ale zauważyłam że ten tydzień odstępu sprawia że sama intencja bywa inna niż myślałam - czasem okazuje się że nie chcę robić tego rytuału, bo to co opisałam tydzień wcześniej już minęło samo.


Odpowiedz
Wpisy: 785
Rozpoczynający temat
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest coś o czym rzadko się mówi otwarcie - że część rytuałów po prostu odpada zanim zaczniesz, bo problem sam się rozwiązuje albo okazuje się że nie był tak pilny jak się wydawało. I to nie jest porażka, to jest właśnie ten czas oczekiwania działający przed rytuałem, nie po.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: