Mam już spory zeszyt z notatkami z różnych działań i coraz częściej wracam do jednego pytania - kiedy właściwie można powiedzieć, że coś po prostu nie zadziałało, a nie że jeszcze czeka na odpowiedni moment? Bo u mnie jest tak, że przy niektórych rzeczach efekt przychodził po trzech dniach, przy innych czekałem kilka tygodni i naprawdę się ziściło, ale przy kolejnych minęły miesiące i nic. I nie wiem jak retrospektywnie ocenić, czy materiały miały znaczenie, czy to coś innego. Konkretnie interesuje mnie czy wosk, sól, zioła - to faktycznie wpływa na czas manifestacji czy to raczej kwestia intencji i stanu, w którym się było podczas rytuału. Ktoś to jakoś usystematyzował?
To nie jest proste do usystematyzowania, bo te zmienne nakładają się na siebie. Ale z tego co obserwuję przez lata, materiały mają znaczenie nie tyle dla samego 'czy zadziała', co dla tempa i stabilności działania. Wosk na przykład - twardnieje, wiąże, zatrzymuje. Użyty w złym momencie może spowalniać zamiast przyspieszać. Sól podobnie - ona oczyszcza, ale może też tworzyć barierę, jeśli ją źle rozmieścisz. Pytanie do Ciebie: czy przy tych działaniach, które długo czekały - pamiętasz z czego były zbudowane, jakie materiały dominowały?
Słucham tego i od razu myślę o czymś innym - a co z porą roku i układem planet w trakcie rytuału? Bo u mnie jest tak, że te same materiały, ta sama intencja, ale inne daty dają zupełnie inne tempo. Robiłam podobne rzeczy przy Merkurym retrograde i to był błąd, przyznę szczerze. Materiały były dobre, intencja czysta, a działanie jakby utknęło w miejscu na kilka tygodni. Czy ktoś bierze pod uwagę ten aspekt przy ocenie, dlaczego coś trwa za długo?
Przepraszam że wchodzę, ale jestem ciekaw - co to znaczy, że wosk 'wiąże i zatrzymuje'? To chodzi o właściwości fizyczne czy przypisuje mu się jakieś inne działanie? Bo dla mnie wosk to po prostu wosk i nie rozumiem tej logiki.
Ale czy nie jest tak, że my po prostu dopasowujemy interpretację po fakcie? Znaczy - jeśli zadziałało szybko, mówimy 'dobry materiał', jeśli długo - 'pewnie coś było nie tak z materiałem'. A może to po prostu losowe? Pytam szczerze, bo sama kilka razy miałam tak że chyba wszystko robiłam 'poprawnie' według wskazówek i nic. Potem raz zrobiłam coś improwizowanego, bez konkretnych materiałów, i wyszło. Skąd wiadomo, że to materiały decydują, a nie coś zupełnie innego?
To jest dobre pytanie i właśnie ono jest sercem tej dyskusji. Problem z oceną materiałów polega na tym, że nigdy nie mamy grupy kontrolnej. Robisz rytuał raz, nie robisz drugiego identycznego w innych warunkach dla porównania. Z tego co obserwuję i czytam w starszych źródłach - tradycja grimoirów przywiązywała wagę do materiałów przede wszystkim ze względu na ich trwałość i czystość, nie magiczne właściwości per se. Miedź, srebro, konkretne zioła - to były materiały dostępne, trwałe i niesfałszowane. Współcześnie mamy problem z jakością - syntetyczne odpowiedniki, olejki zapachowe zamiast eterycznych, parafinowe świece zamiast woskowych. Czy ktoś tutaj porównywał efekty przy użyciu surowców wysokiej jakości kontra tanie zamienniki?
Tak, dokładnie. Chodzi mi o to, że rytuał nie istnieje w próżni. Jeśli pracujesz nad czymś dotyczącym stabilności finansowej, ale przez cały tydzień po rytuale podejmujesz decyzje sprzeczne z tym co deklarowałeś - działanie ma pod górę. Materiały mogą być idealne, pora właściwa, ale coś co nazywam spójnością zewnętrzną - czyli zachowanie, myślenie, środowisko - działa kontra. I wtedy nie można powiedzieć, że materiał zawiódł albo że 'jeszcze działa'. Trzeba zapytać co po rytuale.
a jak właściwe poznaćc że to kwestia spójnosci a nie po prostu ze to nie działa od początku? bo ja mam problem ze ocniać po czasie bo zawsze znajde jakis powód 'aha bo wtedy to tamto zrobiałam' i kółko się zamyka xd
Ja mam podobny problem do Edytki, tylko u mnie to wygląda tak - robiłam kilka miesięcy temu coś z kamieniami, nie powiem co dokładnie, ale skończyłam i miałam wrażenie że dobrze poszło. Minął miesiąc - nic. Dwa - nic. Zaczęłam wątpić. A potem nagle po jakichś trzech miesiącach sytuacja się zmieniła i to w dokładnie takim kierunku jakiego chciałam. Czy to był ten rytuał? Nie mam pojęcia. Ale właśnie o to mi chodzi - jak długo czekać zanim uznam że trzeba zacząć od nowa albo odpuścić?
Wracając do materiałów - bo mam wrażenie że trochę zejdziemy tylko w kierunku kamieni - chciałam powiedzieć coś o ziołach. Rozmaryn, który Zenek wymienił wcześniej, to jest zioło które pracuje szybko i czysto. Szałwia podobnie. Ale już na przykład korzeń kozłka albo korzeń imbiru - to są materiały, które moim zdaniem potrzebują czasu żeby 'osiąść' w działaniu. Nie mam na to twardego dowodu poza własną praktyką i notatkami, ale widzę ten wzorzec od dłuższego czasu. Czy ktoś miał podobne obserwacje z ziołami?
O rany, Heliotrop dziękuję za to bo ja właśnie zaczynałem się zastanawiać czy moje działania w ogóle mają sens, bo używałem mieszanki korzeniowej z internetu i czekałem tydzień i nic. Teraz rozumiem że może po prostu za krótko. Ale mam pytanie - skąd wiedzieć ile dokładnie czekać? Jest jakaś reguła?
Nie ma jednej reguły i to jest odpowiedź, która nikogo nie zadowala, ale jest uczciwa. To co mi jednak przez lata pomagało ocenić czy działanie jeszcze trwa czy już nie - to jest obserwacja małych znaków w codzienności. Nie chodzi o cuda. Chodzi o to, że kiedy coś 'idzie' - pojawiają się drobne przesunięcia, małe zbiegi okoliczności, rozmowy które same wychodzą na tematy które są istotne dla intencji. Kiedy tego nie ma przez długi czas i mam poczucie kompletnej ciszy - to dla mnie sygnał żeby albo wzmocnić działanie, albo zrewidować intencję.
Ja to widzę inaczej niż szukanie dowodów naukowych. Moje notatki nie są po to żeby 'udowodnić' że magia działa - są po to żeby sprawdzić co dla mnie działa. To różnica. I po kilku latach mam pewne wzorce, które się powtarzają niezależnie od tego czy je rozumiem czy nie. Zioła korzeniowe i kamienie - długo. Kadzidło, dym, szybkie zioła - krócej. To nie jest dowód na nic, ale jest moją mapą.
okej ale jak długo trzeba prowadzić takie notatki żeby miało to w ogóle sens? bo jak mi powiesz że kilka lat to się trochę zniechęcam xd
Wracając do tego co mówiła Plejadka o ziołach - jest jedna rzecz którą bym dodała do tej 'prędkości' materiałów. Kamienie i zioła różnią się nie tylko tempem ale też trybem działania. Zioła często pracują linearnie - zapoczątkowują coś i to idzie do przodu. Kamienie, szczególnie te z wysoką zawartością minerałów jak labradoryt, działają warstwowo - czyli może być tak, że trzy miesiące to były trzy etapy, nie jedno długie czekanie.
Przepraszam że znowu wchodzę z czymś podstawowym, ale - czy to nie jest trochę tak, że kamień 'zmienia optykę' to znaczy po prostu że my sami sobie zmieniamy myślenie przez sam fakt że skupiliśmy się na jakimś celu? Nie przeczę, że efekt jest realny, ale czy kamień jest tu potrzebny?
Trochę chcę wrócić do wątku który poruszył Zenek na początku, bo myślę że za bardzo odpłynęliśmy w stronę filozofii. Konkretnie - czy ktoś ma jakieś własne obserwacje co do długości działania przy mieszanych materiałach? Znaczy - kiedy w jednym rytuale używasz i ziół szybkich i korzeni albo kamieni? Bo moje doświadczenie jest takie, że wtedy trudniej przewidzieć tempo niż przy jednorodnych materiałach.
To co Wladek opisuje to chyba powszechniejsze niż myślimy. Intencja się 'starzeje' albo my się zmieniamy razem z procesem. Pytanie do Fasolki - czy w twojej praktyce jeśli intencja ewoluuje w trakcie, to liczysz od nowa czas oczekiwania czy traktujesz to jako ciągłość?
Przepraszam, ale - jak się 'zamyka' rytuał? Nigdzie nie trafiłem na konkretną odpowiedź, wszędzie jest ogólnikowo. Czy to jest fizyczna czynność z materiałami których się używało, czy bardziej deklaracja wewnętrzna?
Czyli ten gest zamknięcia to znowu pytanie o to, czy materiał robi coś sam czy ty robisz to przez materiał? Bo jeśli chodzi tylko o to co jest łatwiejsze dla umysłu, to wróciłyśmy do tej samej pętli co wcześniej z kamieniami.
no okej ale jak zamkniesz rytuał który nie zadziałał, to czy on juz nie może zadziałać po fakcie? bo czytałam że niektóre efekty przychodzą zdecydowanie po czasie i co wtedy, zamknęłaś i koniec?
Edytka podnosi coś ważnego. W moich notatkach mam kilka przypadków gdzie coś pojawiło się wyraźnie po tym jak uznałem temat za zamknięty. I za każdym razem miałem wątpliwość - to efekt tamtego rytuału, zbieg okoliczności, czy coś innego co akurat wtedy się ułożyło? Szczerze nie wiem jak to rozróżnić.
Myślę że tu jest właśnie granica której nikt ci nie wyznaczy zewnętrznie. Z mojego punktu widzenia - jeśli efekt przyszedł po zamknięciu, ale w obszarze który rytuał obejmował, to nie skreślam go automatycznie. Ale stosuję zasadę, że nie buduję na tym założeniu kolejnych działań. Czyli - odnotuję to, zostawi jako 'możliwe', ale nie traktuję jako potwierdzenia metody.
To ciekawe co Konstancja mówi, bo ja właśnie tak robiłam nieświadomie - coś się pojawiało, od razu przypisywałam do rytuału sprzed kilku miesięcy i planowałam co robić dalej. I teraz mi wychodzi, że budowałam na niepewnym fundamencie.
Chcę tutaj trochę zamieszać, bo mi ta rozmowa zaczyna wyglądać jak budowanie bardzo indywidualnej episteme bez żadnego zewnętrznego punktu odniesienia. Każdy mówi 'u mnie', 'z mojego doświadczenia', 'ja zauważyłem' - i to jest w porządku, ale jak wtedy dyskutować o tym co naprawdę wpływa na wynik rytuału, skoro każdy ma swoją mikrotradicję? Nie mówię że to złe, tylko że może warto byłoby porównywać do czegoś co ma chociaż kilkaset lat testowania.
Kartomanta ma rację w tym sensie, że tradycja zbiorowa jest czymś innym. Ale chcę dodać - te tradycje które przetrwały długo, przetrwały między innymi dlatego, że ludzie przestawali ich używać albo modyfikowali je kiedy nie dawały efektów. Więc są wynikiem jakiejś formy selekcji, nawet jeśli nikt nie prowadził badań. To nie jest przypadek że korzeń High John pojawia się tak konsekwentnie we wszystkich liniach rootwork przez wieki.
A gdyby ktoś spróbował? Znaczy - ten sam rytuał, ta sama intencja, raz z konkretnym materiałem raz bez - czy ktokolwiek tutaj to robił? Bo to by przynajmniej dało jakiś punkt wyjścia dla siebie samej, nawet jeśli nie dla ogólnej nauki.
