Forum

Asystent AI
Magia bez świadków ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia bez świadków - czy ktoś obserwujący wpływa na rezultat?

Strona 1 / 2

Wpisy: 946
Rozpoczynający temat
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mieszkam z partnerem i jego mamą, więc o prywatność naprawdę trudno. Zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens robić cokolwiek, kiedy ktoś wchodzi, wychodzi, zagląda co chwilę. Chodzi mi o to, czy sama obecność osoby, która nie ma pojęcia co robisz i w sumie ma to gdzieś, jakoś wpływa na to, co próbujesz zrobić. Nie mówię o kimś, kto aktywnie przeszkadza albo śmieje się z tego. Po prostu ktoś siedzi w tym samym mieszkaniu. Czy to w ogóle jest problem?


Odpowiedz
83 odpowiedzi
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

To zależy od kilku rzeczy, których nie powiedziałaś. Czy ta osoba wie, że coś robisz, czy jest totalnie nieświadoma? Bo to zmienia sytuację.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Szaman totalnie nieświadoma. Siedzę wieczorem przy stole, niby przy herbacie, a tak naprawdę mam swoje rzeczy przy sobie. Mama partnera myśli, że czytam albo piszę coś do pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 1686
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Ja bym się skupiła na tym, czy sama jesteś skupiona, nie na tym co robi ktoś obok. Jeżeli twoja uwaga jest przy tym co robisz, to co robi osoba za ścianą albo nawet w tym samym pokoju ma drugorzędne znaczenie. Pytanie czy ty sama w środku nie rozpraszasz się tym, że ona tam jest.


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

No właśnie, bo można to rozpatrywać od strony czysto praktycznej, czyli koncentracja, i od strony tego, czy cudza energia w przestrzeni cokolwiek wnosi lub zabiera. To są dwa różne pytania.


Odpowiedz
Wpisy: 752
(@celtyk)
Połączone: 4 miesiące temu

Moim zdaniem obecność obcjej osoby to jest własnie to co potrafi rozłażić cały zamysł rytuału. Nie chodzi o to że ona coś robi specjalnie, ale po prostu jej emocje, jej nastrój, to wszystko jest w tej samej przestrzeni. Byłem kiedyś na spotkaniu gdzie jedna osoba była wyraźnie nie w sosie i czuć to było przez cały wieczór.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runomira_55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 221

@Celtyk ale to nie odpowiada na pytanie czy nieświadoma obecność kogoś, kto w ogóle nie interesuje się tym co robisz, robi różnicę. Bo to co opisujesz to sytuacja, gdzie ta osoba jest obecna w rytuałe, tylko ma zły nastrój. A tu mówimy o kimś, kto siedzi w kuchni i ogląda telewizję.


Odpowiedz
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Runomira ma rację, to naprawdę inna sytuacja. Osobę siedzącą przy TV w sąsiednim pokoju trudno porównać do kogoś, kto stoi obok i nie rozumie co się dzieje. W tradycjach, które znam, izolacja przestrzeni była ważna wtedy, kiedy rytuał wymagał zbudowania określonej atmosfery przez dłuższy czas. Przy krótkich, prostych pracach ludzie radzili sobie w zupełnie zwykłych warunkach.


Odpowiedz
Wpisy: 85
(@andromena_z)
Połączone: 2 lata temu

Ale czy nie jest tak, że każdy obserwator, nawet nieświadomy, przez samą swoją obecność coś wnosi do przestrzeni? Czytałam gdzieś porównanie do efektu obserwatora w fizyce kwantowej, że sam akt obserwacji zmienia to co obserwowane.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 264

@Andromena_Z to porównanie wraca co jakiś czas w takich rozmowach i zawsze trochę mnie uwiera. Efekt obserwatora w mechanice kwantowej dotyczy cząstek subatomowych i pomiaru, nie ma prostego przełożenia na rytuały. Można oczywiście rozmawiać o tym, że ludzka świadomość wpływa na przestrzeń, ale to inny argument, nie powinien się wspierać fizyką kwantową, bo to wtedy brzmi jak naciąganie.


Odpowiedz
(@andromena_z)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 85

@Dominik84 okej, to jako argument kwantowy odpuszczam. Ale samo pytanie zostaje, czy ktoś kto jest obok, nawet bez wiedzy, wnosi coś swojego?


Odpowiedz
Wpisy: 1686
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Z mojego doświadczenia, i robiłam różne rzeczy w różnych warunkach, bardziej niż obecność osoby liczy się to, czy między wami jest jakieś napięcie. Robiłam kiedyś coś w domu, gdzie z mężem byliśmy po kłótni i on siedział w drugiej połowie mieszkania. Zupełnie nie mogłam się zebrać. Nie dlatego że był w domu, tylko dlatego że to napięcie wisiało. Kiedy u kogoś obcego, kto był spokojny i zajęty swoimi sprawami, było mi łatwiej niż u siebie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Gebda to ciekawe bo z mamą partnera nie mam żadnego konfliktu, ona jest po prostu obojętna na to co robię. W sensie, ona żyje swoim życiem i mnie nie kontroluje. Może więc nie ma się czym przejmować?


Odpowiedz
Wpisy: 52
(@lirka82)
Połączone: 11 miesięcy temu

A co z sytuacją, kiedy ta osoba jest w tym samym pokoju, ale nie ma pojęcia co się dzieje? Bo jedno to ktoś w drugim pokoju, a co innego kiedy siedzisz przy stole i ktoś co chwilę przechodzi obok?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Lirka82 to już jest różnica. Kiedy ktoś fizycznie wchodzi w tę samą przestrzeń, przynosi ze sobą swój rytm, ruch, hałas. To nie jest kwestia magii, to kwestia tego, że przerywa ci uwagę. Choćbyś najbardziej chciała to ignorować, twój mózg rejestruje każde wejście do pokoju. I to jest realne zakłócenie, niezależnie od tego w co wierzysz.


Odpowiedz
Wpisy: 752
(@celtyk)
Połączone: 4 miesiące temu

No i właśnie dlatego wielu ludzi robi to w nocy. Nie z powodu mistyki nocy jako takiej, ale bo wtedy wszyscy śpią i jest naprawde cisza. Ja sam przestawiłem się na późne godziny i różnica w skupieniu jest ogromna, nawet jeżeli całkowita cisza to iluzja.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@wieszczbitaa)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie bo jestem w podobnej sytuacji. Czy jest jakiś sposób żeby jakoś oddzielić przestrzeń symbolicznie? Np. coś co można zrobić szybko i dyskretnie, żeby choć subiektywnie mieć poczucie, że ta przestrzeń jest twoja?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1686

@Wieszczbitaa sól, dym albo sama intencja postawienia granicy. Wiem że dym odpada jeśli masz kogoś w domu, ale sól możesz wsypać dyskretnie, albo nawet wyobrazić sobie granicę. Brzmi banalnie, ale jeżeli twoja uwaga jest naprawdę skupiona na tym że stawiasz granicę, to ta granica istnieje dla ciebie. I to ma znaczenie, bo pytanie było też o to, kto jest obserwatorem i czy to zmienia rezultat. Jeżeli sam wierzysz w tę granicę, to ona działa na twój stan wewnętrzny.


Odpowiedz
Wpisy: 221
(@runomira_55)
Połączone: 1 rok temu

Właściwie to pytanie z tytułu wątku jest szersze niż tylko kwestia mieszkania ze współlokatorami. Czy w ogóle obecność osoby postronnej, nawet życzliwej, zmienia cokolwiek w sensie energetycznym? Bo jeśli przyjąć, że tak, to robienie czegokolwiek w miejscu publicznym, w parku, na dworze, byłoby z definicji mniej skuteczne niż w piwnicy zamkniętej na cztery spusty.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Runomira_55 i tu jest sedno. Są tradycje, które mówią że rytuały na dworze, przy drzewie, przy wodzie, z całym światem dookoła, są mocniejsze niż w czterech ścianach. I tam obecność innych istot, czy to ludzi, czy przyrody, jest częścią pracy, nie przeszkodą. Więc argument że obecność kogoś szkodzi nie jest wcale powszechny, to zależy od tego jak do tego podchodzisz.


Odpowiedz
(@wieszczbitaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Szaman a jak to w praktyce wygląda z tym rytuałem na dworze przy ludziach? Bo rozumiem że przyroda to inna energia niż współlokator przy TV, ale czy np. park w środku dnia z ludźmi wokół to coś co ma sens?


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Wieszczbitaa park w środku dnia to zależy co robisz i czy siebie wewnętrznie odseparujesz od otoczenia. Są praktyki, które wręcz zakładają tę anonimowość tłumu jako coś neutralizującego. Nikt ci nie patrzy na ręce, bo każdy jest zajęty sobą. Domownik jest inny, bo zna ciebie, ma z tobą relację, ma jakieś oczekiwania.


Odpowiedz
Wpisy: 221
(@runomira_55)
Połączone: 1 rok temu

To jest dobre pytanie. Sama się nad tym zastanawiałam przy okazji jednego spotkania grupowego, które było na zewnątrz. Teoretycznie otwarta przestrzeń, ale dookoła przechodnie, psy, rowery. I jakoś to działało, więc może nieświadoma obecność obcych to zupełnie inna kategoria niż domownik?


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ten wątek z relacją mnie zatrzymuje. Czyli według ciebie zmienną nie jest świadomość obserwatora ani jego obecność jako taka, tylko to że ma z tobą jakiś rodzaj więzi? To by tłumaczyło sporo rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 946
Rozpoczynający temat
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

No właśnie, bo mama partnera mnie zna, ale nie zna tej części mnie. Więc jej relacja ze mną jest niekompletna. Zastanawiam się czy to ma znaczenie, czy ta niepełna wiedza o mnie sprawia że jej obecność jest bardziej neutralna niż powiedzmy mojej własnej mamy.


Odpowiedz
Wpisy: 752
(@celtyk)
Połączone: 4 miesiące temu

to jest subtelna róznica ale myślę że masz rację. Osoba która zna tylko jeden wymiar ciebie jest trochę jak obcy, nawet jeśli mieszka pod tym samym dachem. Ja miałem kiedyś sytuację z kolegą z pokoju na studiach, zupełnie nie wiedział o moich zainteresowaniach, i jakoś nigdy nie czułem że jego obecność coś zabiera.


Odpowiedz
Wpisy: 52
(@lirka82)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale czy to nie jest trochę tak, że po prostu sami budujemy sobie w głowie te bariery albo ich brak? Jeśli ktoś wie, to się krępujesz, a jeśli nie wie, to jesteś swobodniejsza. I to twoja swoboda robi różnicę, nie jego wiedza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1686

@Lirka82 i tu trafiasz w coś ważnego, ale to nie wyczerpuje tematu. Bo znam osoby które są totalnie pozbawione tego skrępowania, robią co chcą przy kimkolwiek, i też mówią że obecność napiętego człowieka coś zmienia. Więc nie jest to wyłącznie projekcja własnego lęku.


Odpowiedz
Wpisy: 85
(@andromena_z)
Połączone: 2 lata temu

Czyli jesteśmy z powrotem przy napięciu jako zmiennej, bo Gebda wspominała o tym wcześniej przy kłótni z mężem. Ale tu pojawia się pytanie, skąd wiadomo że to napięcie emocjonalne a nie po prostu fakt że przy kłótni człowiek sam jest rozbity?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1686

@Andromena_Z nie wiadomo, i raczej nie ma jak tego rozdzielić w warunkach domowych. Ale mam jedno doświadczenie które mi tu pasuje, robiłam coś kiedy w domu była osoba z zewnątrz, ktoś do kogo nie mam żadnych uczuć pozytywnych ani negatywnych, i ten brak relacji był wyraźnie inny niż napięcie. Jakby tej przestrzeni po prostu ktoś używał, ale nie był w nią wmieszany.


Odpowiedz
(@szczepan63)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 156

@Gebda Czytam ten wątek od początku i to co Gebda pisze teraz jest dla mnie najbardziej konkretne. Ta różnica między kimś kto 'używa przestrzeni' a kimś kto jest 'w nią wmieszany' to ciekawe rozróżnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wróćmy na chwilę do Joasi i jej konkretnej sytuacji, bo myślę że za bardzo weszliśmy w ogólne. Mama partnera, brak konfliktu, obojętność z jej strony. Czy ona w ogóle wie że cokolwiek robisz przy tym stoliku, czy myśli że siedzisz przy herbacie?


Odpowiedz
Wpisy: 946
Rozpoczynający temat
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Myśli że czytam albo piszę. Ani razu nie zajrzała, co robię. To jest ten typ osoby, która nie wchodzi innym w drogę. Mam wrażenie że po prostu mnie nie widzi w tej chwili, przynajmniej nie w sensie aktywnej uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 221
(@runomira_55)
Połączone: 1 rok temu

to brzmi jak najlepsza możliwa sytuacja jeśli chodzi o wspólne mieszkanie. Gorszy byłby ktoś życzliwy ale wścibski, który co chwilę zagaduje. Brak aktywnej uwagi z jej strony to chyba nie jest to samo co obserwacja.


Odpowiedz
Wpisy: 752
(@celtyk)
Połączone: 4 miesiące temu

Właśnie, bo obserwator obserwatorowi nierówny. Ktoś kto patrzy ale nic nie widzi to trochę jak kamera w rogu, jest, ale nie ma intencji. Ktoś kto zagaduje i pyta co robisz to jest wejście w twoją przestrzeń z jego własną ciekawością.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@milosz-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 78

@Celtyk ale ta kamera w rogu to interesujące porównanie, bo kamera rejestruje bez oceniania. Tylko że czy obecność człowieka, nawet nieaktywna, nie różni się jednak od kamery właśnie tym że człowiek coś emituje? Albo że my reagujemy na człowieka inaczej niż na przedmiot?


Odpowiedz
Wpisy: 264
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest clou tej dyskusji moim zdaniem. Czy obecność człowieka jako biologicznego bytu cokolwiek wnosi, niezależnie od jego intencji i uwagi. I tu znowu wracamy do tego co Gebda opisywała, że sama obecność kogoś neutralnego miała jakość inną niż pustego pokoju.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1686

@Dominik84 tak, choć nie powiedziałabym że gorsza, tylko inna. Kiedy byłam sama, przestrzeń była jakby bardziej plastyczna. Kiedy był ktoś neutralny, coś było bardziej stałe, zakorzenione. Nie mówię że to przeszkadzało, ale to był inny rodzaj pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@wieszczbitaa)
Połączone: 2 lata temu

Ta 'plastyczność przestrzeni' to coś czego jeszcze nie doświadczyłem w taki sposób żebym umiał to opisać. Jak to rozpoznać że przestrzeń jest plastyczna a nie po prostu że jesteś skupiony?


Odpowiedz
Wpisy: 946
Rozpoczynający temat
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

To nie jest pytanie na które można odpowiedzieć z zewnątrz, to naprawdę musisz to poczuć kilka razy żeby zacząć rozróżniać. Mnie zajęło trochę zanim przestałam mylić własne skupienie z tym czymś innym. Ale wracając do mojej sytuacji z mamą partnera, chyba po tej rozmowie skłaniam się ku temu że po prostu próbuję, zamiast pytać czy wolno.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@wieszczbitaa)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, Joasia powiedziała że po tym wszystkim chyba zrobi coś krótkiego i zobaczy co wyjdzie. Ale mnie dalej kręci ten wątek z plastyznością. Bo rozumiem, że to jest odczuwalne, tylko jak się w ogóle zaczyna to rozróżniać? Pierwsze razy to musi być kompletny chaos.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominik84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 264

@Wieszczbitaa mnie też to pytanie interesuje, bo sam mam problem z rozróżnianiem czy coś jest 'moim' stanem czy czymś z przestrzeni. Joasia mówiła że jej zajęło trochę czasu, ale nie powiedziała co konkretnie pomogło jej to oddzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 946
Rozpoczynający temat
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Szczerze? Pomogło mi prowadzenie notatek. Nie z rytuałów samych, ale z warunków. Byłam sama, był ktoś, jaka pora, jakie napięcie w mieszkaniu przed. Po jakimś czasie zaczęłam widzieć wzorce. Bez tego pewnie nadal bym mieszała jedno z drugim.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: