słuchajcie, wchodzę tu bo czytam od dłuższego czasu i mam pytanie z zewnątrz trochę. mówicie że rytuał musi mieć jakiś rdzeń, minimum, żeby był rytuałem. ale skąd wiecie że jakikolwiek efekt pochodzi z tego rdzenia, a nie z czegoś innego? mam na myśli - jak to w ogóle testujecie?
I tu wracamy do autorytetu - właśnie dlatego ten temat miał być o tym, jak go budować bez dogmatyzmu. Bo odpowiedź Czesława jest dobra, ale wymaga jednej rzeczy, o której za mało powiedzieliśmy: zdolności do korekty. Autorytet bez zewnętrznej korekty zamienia się albo w narcyzm albo w system zamknięty. I to jest szczególnie ważne przy pracy solo, o której mówiliśmy wcześniej.
dokładnie i właśnie dlatego pytanie Celestyn56 jest lepsze niż wygląda na pierwszy rzut. Bo on nie pyta czy magia działa - pyta jak budujesz epistemologię swojej praktyki. I to jest pytanie, które każdy praktyk powinien sobie zadać, szczególnie jeśli pracuje bez mistrza, bez linii, bez grupy.
a ja mam inny problem z dziennikiem - piszę regularnie, wracam, i czasem nie wiem czy zmiana interpretacji to dojrzewanie czy po prostu inne nastawienie danego dnia. czyli ta zewnętrzna korekta o której mówiła Izoldka jest trudna nawet wobec samego siebie
ale to znowu wraca do problemu autorytetu - kto ma prawo powiedzieć komuś 'tu się mylisz'? bo jeśli każdy buduje własny system, to na jakiej podstawie ktokolwiek może korygować kogoś innego?
wchodząc w to co Czesław i Gabrysieńka mówią - w tradycjach runicznych jest coś, co nazywa się 'seiðr' versus 'galdr' jako dwa różne tryby pracy i każdy ma inne kryteria poprawności. Galdr jest bardziej formalny, fonetyczny, weryfikowalny przez zgodność z tradycją. Seiðr jest ekstatyczny, wizyjny, trudniejszy do weryfikacji zewnętrznej. I historycznie te tradycje były rozdzielone właśnie dlatego - nie można oceniać wizji tymi samymi kryteriami co formułę. Może problem autorytetu polega na tym że próbujemy jednym kryterium mierzyć dwie zupełnie różne rzeczy
to tłumaczyłoby dużo nieporozumień które widuję - ktoś z realną wiedzą o symbolice przedmiotów próbuje oceniać czyjąś pracę wizyjną i się dziwi że 'to nie ma sensu'. no oczywiście że nie ma, bo to inny tryb. ale z drugiej strony - czy to nie jest wygodna wymówka żeby uniknąć wszelkiej krytyki? 'mój tryb, moje kryteria, nikt mnie nie ocenia'
i tu wracamy do neuroróżnorodności - bo to 'dopuszczanie że się myli' może wyglądać bardzo różnie. ktoś z PDA może mieć ogromny opór wobec zewnętrznej korekty nie dlatego że jest zamknięty, ale dlatego że korekta w formie 'to się nie zgadza' wyzwala całkiem inną reakcję niż u kogoś bez PDA. więc jak oceniasz otwartość?
przepraszam że wchodzę, bo czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku - wy mówicie dużo o tradycji i kryteriach z tradycji, ale co jeśli ktoś pracuje głównie z energią, czakrami, i nie ma żadnej formalnej tradycji za sobą? to wtedy w ogóle nie ma autorytetu czy ma inny rodzaj?
'czuję że działa' to jest zdanie, które można rozwinąć albo zostawić i myślę że różnica między jednym a drugim jest właśnie tym co Czesław próbuje opisać. Możesz zapytać: co konkretnie czuję, kiedy to czuję, czy jest różnica między sesjami kiedy robię to a tymi kiedy nie robię, czy ta różnica jest powtarzalna. To nie jest nauka, ale jest to myślenie które buduje coś więcej niż pojedyncze wrażenie
a co jeśli ta powtarzalność jest trudna do zbadania bo nigdy nie wiem do końca co na co wpłynęło? bo u mnie jest tak że robię różne rzeczy naraz i potem nie wiem które z nich 'zadziałało' albo czy w ogóle którekolwiek
i to jest właśnie ta kwestia epistemologii praktyki o której Dominik wspomniał wcześniej. Sigilia zadała pytanie, które brzmi jak metodologiczne, ale tak naprawdę jest o tożsamości praktykującego - bo jeśli nie wiem co robię i nie wiem co działa, to skąd mam budować jakikolwiek autorytet, nawet wobec siebie samej? i to nie jest zarzut, to jest punkt wyjścia. każdy tam był
to co Izoldka napisała na końcu trochę mnie uderzyło. bo rzeczywiście - ja pytam 'co zadziałało' ale może najpierw powinnam zapytać 'kim jest ta osoba, która w ogóle to robi'. bo jak nie wiem czego chcę, to jak mam wiedzieć czy coś 'zadziałało'?
ale czy to nie jest trochę zbyt filozoficznie postawione? bo w praktyce możesz nie wiedzieć dokładnie 'kim jesteś' i nadal zauważyć że po jakimś rytuale śpisz lepiej albo że czujesz mniejszy lęk. to są obserwowalne rzeczy, nie wymagają tożsamościowej odpowiedzi
wracając do tego co Izoldka mówiła o tożsamości praktykującego - to jest chyba jeden z tych momentów gdzie neuroróżnorodność ma ogromne znaczenie. bo ktoś kto myśli bardzo systemowo i lubi spójność może naturalnie budować tę 'bazę tożsamościową' przez kategoryzowanie. ale ktoś kto myśli bardziej skokowo i skojarzeniowo może nigdy nie mieć jednego spójnego systemu i to wcale nie musi być problem
ten wątek mnie zatrzymuje, bo w tradycjach szamańskich - a to jest jedna z tych tradycji, gdzie neuroatypowość była historycznie wręcz zasobem - autorytet nie wynikał ze spójności systemu, tylko z powtarzalności skuteczności. szaman nie musiał umieć wyjaśnić dlaczego coś działa, wystarczyło że to działa i że ludzie to obserwowali. problem pojawia się w momencie, kiedy przenosimy się do kontekstu gdzie jest wymóg racjonalnego uzasadnienia
ten problem z weryfikacją przez społeczność ma jeszcze jeden wymiar - działa tylko w małych, stabilnych grupach. jak społeczność się rozpada, zmienia, albo jest anonimowa jak forum internetowe, to mechanizm odpada. i co wtedy zostaje? reputation przez posty? to jest jakiś substytut ale bardzo słaby
niekoniecznie bez odpowiedzi, ale może odpowiedź jest inna niż szukamy. może autorytet w zdecentralizowanych kontekstach nie może być czymś 'posiadanym', tylko czymś co jest stale negocjowane w konkretnych rozmowach. każda dyskusja od nowa ustala kto mówi z większą wiedzą o tym konkretnym temacie. to jest mniej stabilne, ale może bardziej uczciwe
właśnie, bo ja na przykład bardzo ciężko mi zaczynać każdą rozmowę od zera. jeśli raz komuś coś wyjaśniłam i to miało sens, to mam nadzieję że przy następnej rozmowie nie muszę znowu budować od początku że 'wiem o czym mówię'. to jest wyczerpujące emocjonalnie
czytam tę rozmowę i mam pytanie może trochę naiwne - czy autorytet w magii w ogóle jest czymś czego się chce? znaczy, rozumiem że chodzi o to żeby być wiarygodnym, ale czy nie ma czegoś niepokojącego w tym żeby być 'autorytetem magicznym'? kojarzy mi się to z guru i wszystkim co z tym złego
tak, dokładnie to miałam na myśli. i to jest właśnie ta część 'bez dogmatyzmu' w tytule - autorytet który nie mówi 'tak jest i koniec', tylko 'tak to widzę i na tym się znam, ale mogę się mylić i mogę się nie znać na wszystkim'. to jest trudniejsze do zbudowania bo jest mniej spektakularne, ale chyba trwalsze
i tu wracamy do neuroróżnorodności bo ten typ autorytetu - otwarty, podważający siebie, admitujący niewiedzę - może być naprawdę trudny dla kogoś kto ma lęk przed oceną albo kto potrzebuje jasnych struktur. dla takiej osoby 'mogę się mylić' może być nie pokorą tylko zaproszeniem do ataku
mam wrażenie że to jest właśnie pytanie o formę a nie o treść. i może zależy od tego co chcesz zbudować - bo jeśli chodzi o autorytet rozumiany jako 'moje słowa mają wagę', to może forum daje coś czego rozmowa nie daje: trwałość. post sprzed roku ciągle istnieje, można do niego wrócić, można sprawdzić czy to co pisałeś wtedy zgadza się z tym co piszesz teraz
i tu jest pułapka bo ta różnica jest widoczna dla kogoś kto już zna kontekst, zna historię postów, wie co dana osoba robiła przez ostatnie lata. dla kogoś nowego wchodzącego w wątek - nie ma szans tego odczytać. więc autorytet jest dostępny tylko dla stałych bywalców? to chyba nie jest ten model który chcemy budować
mam wrażenie że trochę kręcimy się w kółko wokół pytania 'czy forum w ogóle działa' zamiast wracać do pytania o to jak dostosować rytuał do neuroróżnorodności, a potem z tego wyciągać wnioski dla autorytetu. bo to był chyba pierwotny plan rozmowy?
to jest coś co ja właściwie na sobie zauważyłam, bo mam dużą wrażliwość sensoryczną i przez długi czas myślałam że 'nie nadaję się' do pracy z kadzidłami czy świecami bo to mnie rozpraszało zamiast skupiać. a potem ktoś mi zasugerował żebym spróbowała robić to samo ale przez inne zmysły - i nagle okazało się że mam własny rytm który działa. nie z kadzidłem ale z teksturą kamienia na przykład
hej ale czy to się da wpisać w ten temat autorytetu? bo słucham i myślę - jeśli ktoś zbuduje sobie taką prywatną praktykę, bardzo osobistą, dostosowaną do swoich potrzeb sensorycznych, to jak to ma budować autorytet w oczach innych? bo to nie jest coś co możesz zademonstrować, nie możesz powiedzieć 'patrz jak trzymam kamień i wiem o czym mówię'
