No właśnie to miałem na myśli. Mówicie o pięknym modelu, gdzie dokumentacja służy samorefleksji, ale co jeśli realnie to działa tylko wtedy, kiedy ci idzie? Bo jak nie idzie, to chyba ostatnie co robisz to siadasz i skrupulatnie zapisujesz porażki.
To jest naprawdę dobre pytanie Gabrysieńki, bo ono dotyka czegoś podstawowego. Przy tarota masz odczyt i masz zdarzenia - i możesz porównywać. Przy rytuale masz intencję i masz... co? Zmianę w sobie? Zmianę na zewnątrz? Brak zmiany? Dokumentacja ma sens tylko wtedy, kiedy wiesz co właściwie mierzyć.
To co Oriona opisuje ma swoją nazwę w magii ceremonialnej - lust of result, żądza rezultatu. Crowley pisał o tym całkiem wprost: przywiązanie do konkretnego wyniku osłabia operację. Ale to nie znaczy, że nie dokumentujesz. Dokumentujesz intencję, procedurę, stan przed i po - i pozwalasz, żeby efekt był jaki będzie. Zapis nie jest zobowiązaniem wobec konkretnego wyniku.
Dobra, ale wróćmy do fotografii i zapisów, bo mi umyka jak to się łączy. Jeśli dokumentuję bez przywiązania do wyniku, to co właściwie fotografuję i po co? Układ kamieni po rytuale jest jaki jest. Zdjęcie nic nie zmienia. Chyba że dokumentuję sam stan przed i po - ale wtedy muszę mieć jakiś punkt odniesienia.
Wiesia, przy kamieniach różnica może być bardziej w tobie niż w kamieniach. Ale jest jeden praktyczny powód dla zdjęcia przed - układ. Jak robisz złożony układ geometryczny i chcesz go powtórzyć albo lekko zmodyfikować przy kolejnym rytuale, to zdjęcie zastępuje notatki o pozycjach. Czysto technicznie.
Ale to jest dokumentacja dla powtarzalności, nie dla refleksji. To jest bardziej jak przepis na ciasto niż dziennik. Może te dwa zastosowania warto w ogóle rozdzielić?
Mam pytanie do Gabrysieńki, ale też do wszystkich - czy ktoś próbował pisać refleksję nie po, tylko w trakcie? Albo tuż przed? Bo mnie zawsze zastanawiało, czy nie tracimy czegoś ważnego przez to, że siadamy do opisu jak już wszystko ostygło.
Przy tarota zdarzało mi się pisać w trakcie czytania - między kartami, nie po wszystkim. I to jest zupełnie inny materiał. Piszesz z miejsca niepewności, nie z miejsca wniosku. Retrospektywnie zawsze się jakoś skleja w całość, a notatki w środku mają dziury i pytania. Ale te dziury i pytania często są ciekawsze.
A wracając do tego, o czym Heliosa pisała wcześniej - zestawienie zamiaru z efektem - to może właśnie wtedy zdjęcie ma największą wartość, kiedy robisz je między tymi dwoma momentami? Czyli fotografujesz układ po zakończeniu, ale przed tym jak zaczniesz analizować co wyszło. Zatrzymujesz moment, kiedy jeszcze nie wiesz.
Hej, mam głupie pytanie bo jestem kompletnie spoza tych kręgów - ale jak patrzę na tę rozmowę, to mam wrażenie że cała ta dokumentacja jest po to, żeby nie dać się własnej pamięci. Bo pamięć dopasowuje to co było do tego co chcemy żeby było. Czy o to chodzi? Że zdjęcie i zapis są dowodem przeciw własnej narracji?
Felo zadał to pytanie nieprzypadkowo i myślę, że Tatarak ma rację w diagnozie. Ale chciałam wrócić do czegoś konkretniejszego - co właściwie umieszczacie w takim zapisie, żeby to miało sens za pół roku? Bo mój problem z dziennikiem był zawsze taki, że pisałam za mało albo za dużo. Za mało - nie pamiętam kontekstu. Za dużo - nie czytam wstecz bo to ściana tekstu. Znalazłam coś pośredniego dopiero ostatnio: data, intencja w jednym zdaniu, trzy słowa opisujące stan przed i trzy po. Trzy słowa to wystarczy żeby pamiętać, za mało żeby to przekłamać.
Trzy słowa brzmi na tyle prosto, że chyba rzeczywiście działałoby lepiej niż moje obecne podejście, które polega na 'może kiedyś napiszę więcej' i oczywiście nigdy nie piszę. Ale mam pytanie - te trzy słowa to mają być emocje? Stan fizyczny? Coś innego? Bo przy kamieniach to ja bym pisała raczej 'spokojniej, cieplej, sennie' albo coś w tym stylu, ale nie wiem czy to jest to co masz na myśli.
Słucham tej rozmowy o trzech słowach i mam mieszane uczucia. Przy runach pracuję zazwyczaj z konkretnym pytaniem i konkretną odpowiedzią - i tutaj uproszczenie do trzech słów wydaje mi się za duże. Bo jak za kilka tygodni wracam do zapisu i widzę 'niepewnie, skupiony, zmęczony' to co mi to właściwie mówi o tym dlaczego wyciągnąłem Hagalaz i co z tym zrobiłem? Kontekst operacyjny gdzieś ginie.
To pytanie Felo dotyka czegoś co w fenomenologii nazywa się epoché - zawieszenie sądu, żeby zobaczyć zjawisko takim jakie jest. Husserl pisał o tym jako metodzie, ale w praktyce magicznej to się pojawia dużo wcześniej niż Husserl. W tradycji hermetycznej rozróżniano imaginatio vera od fantazji - prawdziwy obraz wewnętrzny od zwykłego myślenia życzeniowego. Ambrozy opisuje coś podobnego: pierwsze skojarzenie to ten surowy materiał, zanim nałożysz siatkę interpretacyjną. I tak, to jest celowe. Wiedza jest do interpretacji, nie do pierwotnego odczytu.
Ale to prowadzi do pytania o dokumentację w kontekście tego o czym mówiłam wcześniej - jeśli zapisujesz tylko siatkę interpretacyjną, to dokumentujesz swój system, a nie doświadczenie. A jeśli dokumentujesz tylko surowe skojarzenie, nie wiesz po czasie skąd to przyszło. Chyba że te trzy warstwy Ambrożego to jest właśnie odpowiedź na to - masz obydwa i możesz zobaczyć gdzie się rozchodzą. Czy tak to rozumiesz, Ambrozy?
