Forum

Asystent AI
Dokumentowanie magi...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Dokumentowanie magii - fotografie i zapisy dla siebie

Strona 4 / 5

Wpisy: 535
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Szczerze? Ja przeglądam tylko jak coś idzie nie tak i szukam podobnych wcześniejszych sytuacji. Nie robię żadnych regularnych przeglądów. Nie wiem czy to dobrze, po prostu tak wychodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 345
Rozpoczynający temat
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Ja zaczęłam to robić właśnie po tej historii z numerologią - raz na kilka tygodni siadam i czytam ostatni miesiąc. I wtedy właśnie wyłapałam ten wzorzec z wyjątkami, o którym mówiłam wcześniej. Bez tego przeglądu pewnie dalej bym pisała tak samo.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@telesfor62)
Połączone: 2 lata temu

Przy runach mam trochę inaczej zorganizowane - nie przeglądam chronologicznie, tylko tematycznie. Mam osobne strony dla każdej runy i do nich dopisuję kolejne obserwacje. Więc jak wracam do Hagalaz, to widzę od razu wszystkie wpisy razem, bez kontekstu czasu. Nie wiem, czy to lepsze, ale mi daje inną perspektywę niż czytanie kolejnych dni po sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@telesfor62)
Połączone: 2 lata temu

To co mówisz z tymi runami układa mi się jakoś inaczej niż chronologia. Jak mam wszystko po kolei, to widzę nastrój okresu, ale gubie konkretną runę w tym szumie. A tematycznie - widzę, jak moje rozumienie Hagalaz zmieniało się przez miesiące. To dwa zupełnie inne odczyty tego samego materiału.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@oriona65)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 174

@Telesfor62 ale czy to nie jest problem z kontekstem? Bo jak masz wszystkie wpisy o Hagalaz razem, bez daty, bez otoczenia - to nie wiesz, czy ten zapis był po ciężkim tygodniu, po ceremonii, po niczym. A to może całkowicie zmieniać to, co czułeś przy tej runie.


Odpowiedz
(@telesfor62)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 248

@Oriona65 mam daty przy każdym wpisie, tylko sortowanie jest tematyczne. Więc kontekst jest, trzeba go po prostu poszukać. Ale masz rację, że to wymaga więcej pracy przy czytaniu - nie idzie samo jak przy dzienniku.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się, czy to w ogóle jest jeden problem czy dwa osobne. Bo Oriona pyta o kontekst zewnętrzny - co się działo w życiu. A Telesfor mówi o kontekście wewnętrznym - jak rozumiem daną runę czy kartę na tym etapie. I te dwie rzeczy można dokumentować osobno, niekoniecznie w jednym miejscu.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

A jak wy w ogóle rozwiązujecie kwestię fotografii? Bo wróciłam do tytułu tego wątku i przypomniałam sobie, że miałam fotografować swoje układy z kamieniami, ale skończyło się na tym, że mam sto zdjęć w telefonie bez żadnego opisu i teraz w ogóle nie wiem, co to było i po co.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysieńka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 67

@Wiesia91 o boże, ja mam dokładnie tak samo z tarotem! Robiłam zdjęcia rozkładów i myślałam, że to wystarczy, a teraz jak otwieram galerię to widzę karty i totalnie nie pamiętam, co wtedy myślałam. Opis w środku byłby kluczowy, ale jakoś zawsze o tym zapominałam w tamtym momencie.


Odpowiedz
Wpisy: 535
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Z fotografiami to jest chyba tak, że samo zdjęcie bez słowa jest jak wyciągnięta karta bez pytania - forma jest, ale nie ma co z tym zrobić. Ja przy snach mam podobnie, jak nagrywam głosowo zaraz po przebudzeniu, ale za tydzień słyszę tylko strzępki i nie wiem, co mi wtedy tak bardzo wydawało się ważne.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale to nie jest trochę tak, że sam akt dokumentowania jest ważniejszy od tego, co jest udokumentowane? Mówię serio - może chodzi o to, żebyś w momencie robienia zdjęcia albo pisania notatki zatrzymał się i zastanowił, a nie o to, żebyś potem to analizował.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tatarak)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 815

@Benedyk82 to jest interesujące, ale nie do końca prawda. Bo jeśli celem jest tylko zatrzymanie się w momencie, to nie potrzebujesz wcale notatek - wystarczy medytacja. Zapis ma wartość właśnie przez to, że możesz do niego wrócić i zobaczyć coś, czego nie widziałeś na gorąco.


Odpowiedz
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 186

@Tatarak no dobra, ale czy faktycznie wracasz? Pytam bez złośliwości. Bo tu w wątku wychodzi, że większość albo wraca tylko jak jest problem, albo w ogóle. Więc może ta wartość archiwalna to trochę teoria.


Odpowiedz
Wpisy: 345
Rozpoczynający temat
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Ja wróciłam i właśnie dlatego wyłapałam ten błąd z numerologią. Więc to nie jest tylko teoria. Ale rozumiem, o co chodzi - jak nie ma nawyku wracania, to archiwum nic nie robi samo z siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 451
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Jest tu coś ważniejszego od samego nawyku - chodzi o to, że dokumentacja bez retrospekcji to tylko kolekcjonowanie. W praktykach ceremonialnych, szczególnie w tradycji Golden Dawn, dziennik magiczny był traktowany jako praca aktywna, czyli wymagał regularnego przeglądu i porównywania z wcześniejszymi zapisami. Nie tylko pisania. Mathers wprost pisał o tym, że brak refleksji nad własnym dziennikiem to jeden z powodów, dla których praktycy utykają w miejscu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Felo
(@felo)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 66

@Aurelek71 Golden Dawn - to ta dziewiętnastowieczna organizacja ze stowarzyszenia? Pytam, bo nie znam szczegółów. I ciekawe, że mieli tak konkretne zasady dokumentowania, jakby to był protokół badawczy.


Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Felo tak, przełom XIX i XX wieku, Londyn. I właśnie to porównanie do protokołu badawczego jest trafne - oni naprawdę traktowali praktykę jak eksperyment. Wpis miał mieć datę, warunki, intencję, przebieg i wynik. Brzmi sucho, ale działa.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Tylko że to był system dla grupy, gdzie te dzienniki były weryfikowane przez przełożonych stopnia. Retrospekcja była wbudowana strukturalnie, bo ktoś z zewnątrz to czytał. Przy solowej praktyce tej korekty nie ma i właśnie o tym mówiliśmy wcześniej w kontekście myside bias. Więc samo naśladowanie formatu bez tej warstwy społecznej to trochę połowa systemu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@oriona65)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 174

@Gnostyk to co - uznajemy, że dokumentacja solowa jest strukturalnie niepełna i tyle? Bo to brzmi jak ślepy zaułek. Większość ludzi praktykuje bez grupy i nie zmieni tego z dnia na dzień.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Oriona65 nie, nie uznajemy. Mówię, że trzeba to kompensować inaczej. Na przykład przez pytania, które zadajesz sobie w zapisie - nie tylko 'co zrobiłam' ale 'czego nie zrobiłam', 'gdzie byłam w błędzie', 'co mnie zaskoczyło'. Taka struktura częściowo zastępuje zewnętrzny głos.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale skąd wiesz, że twoje pytania do siebie są wystarczająco uczciwe? Bo jak sama układam pytania, to pewnie układam je tak, żeby były wygodne.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

To jest właśnie ten moment, gdzie format dokumentu robi robotę zamiast woli. Jak masz z góry ustalone pytania - i to konkretne, nie 'co czułam' tylko 'co mnie dezorientowało', 'co chciałam pominąć', 'który moment był niejasny' - to trudniej je ominąć, bo one już tam są. Nie musisz chcieć być uczciwa, struktura cię do tego prowadzi.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@tatarak)
Połączone: 4 miesiące temu

I tu wracamy do fotografii, bo zdjęcie też może pełnić taką rolę. Jeśli masz zdjęcie układu i potem zapisujesz opis, to zdjęcie wymusza konfrontację z tym, co faktycznie było, a nie z tym, co pamiętasz. Pamięć fałszuje, fotografia nie. Może dlatego warto łączyć jedno z drugim zamiast wybierać.


Odpowiedz
Wpisy: 66
 Felo
(@felo)
Połączone: 2 lata temu

Tatarak powiedziała coś, co mnie zatrzymało - że zdjęcie wymusza konfrontację z tym, co faktycznie było. Ale czekaj, to nie zawsze prawda? Zdjęcie pokazuje tylko kadr, kąt, moment. Możesz sfotografować układ kamieni tak, że jeden kamień będzie na pierwszym planie i zakryje resztę. Więc ta 'obiektywność' fotografii jest dość umowna, nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tatarak)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 815

@Felo masz rację w kwestii technicznej, ale nie o to mi chodziło. Chodzi o to, że jak patrzysz na zdjęcie po tygodniu, to widzisz, ile kamieni faktycznie użyłaś, czy coś leżało krzywo, czy układ był symetryczny czy nie. Pamięć zaokrągla, idealizuje, upraszcza. Fotografia tego nie robi. Nie mówię, że jest kompletna - mówię, że jest mniej kłamliwa niż wspomnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 535
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przy snach mam dokładnie ten problem, o którym Felo mówi. Nagrywam głosowo i jest konkret - ale co z tym konkretnym? Słyszę siebie, jak mówię 'był jakiś korytarz, niebieski albo zielony' i to nic nie rozwiązuje. Fotografia przynajmniej ma jeden kolor, nie dwa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 209

@Lucjan to może właśnie w tym rzecz - że przy magii ta dokumentacja działa lepiej niż przy snach, bo masz coś materialnego do sfotografowania? Snu nie sfotografujesz, układu kamieni już tak. I może dlatego przy kamiennych układach to w ogóle ma sens, a przy oniryce trzeba szukać czegoś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 345
Rozpoczynający temat
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wróćmy na chwilę do tej kwestii, którą Tatarak otworzyła - fotografii jako konfrontacji. Bo mnie się wydaje, że ona działa najlepiej, jak masz do niej opis zrobiony PRZED zdjęciem, czyli opisujesz co chcesz zrobić, potem robisz, potem fotografujesz. Wtedy porównujesz zamiar z efektem. Samo zdjęcie bez intencji przed nim to jest za mało.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

to bardzo konkretne i właściwie zmienia całą logikę. Czyli nie dokumentujesz tego, co zrobiłaś, tylko dokumentujesz różnicę między tym, co planowałaś, a tym, co wyszło. To jest właśnie ta korekta zewnętrzna, o której Gnostyk mówił w kontekście Golden Dawn - tylko że robisz ją sama, z pomocą własnego wcześniejszego zapisu.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dokładnie. I to jest sensowna odpowiedź na problem solowej praktyki. W Golden Dawn przełożony czytał dziennik i pytał: dlaczego tutaj nie zrobiłeś X? Jeśli masz zapisany zamiar przed rytuałem, możesz zadać sobie to pytanie samodzielnie. Różnica jest taka, że przełożony widział rzeczy, których sam nie widziałeś - ale to już jest ograniczenie solowości, którego żadna dokumentacja w pełni nie zastąpi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oriona65)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 174

@Gnostyk a to nie jest tak, że to ograniczenie solowości można częściowo obejść właśnie przez czas? Mam na myśli - jak wróciłeś do notatek po pół roku, to ty z pół roku temu jesteś w pewnym sensie inną osobą i możesz zobaczyć coś, czego nie widziałeś wtedy. Nie jest to to samo co zewnętrzny obserwator, ale to nie jest też tożsame z bieżącym ślepą plamką.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

To mnie trochę reminds me tych eksperymentów z perspektywą czasową w psychologii - ludzie oceniają własne decyzje inaczej jak mija czas. Ale pytanie jest, czy to jest zaleta czy wada przy magii? Bo może to 'inne spojrzenie po czasie' jest już zniekształcone przez to, kim jesteś teraz, nie kim byłeś wtedy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tatarak)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 815

@Benedyk82 to jest klasyczny problem interpretacji historycznej. Każdy historyk to wie - że czytasz przeszłość przez soczewkę teraźniejszości. Ale to nie znaczy, że masz nie czytać. Znaczy, że powinieneś to wiedzieć i brać pod uwagę. Przy retrospekcji w praktyce magicznej to samo - wiem, że jestem inna niż rok temu, więc uwzględniam to w analizie. Nie ma tu żadnej pułapki, jest tylko świadomy czytelnik.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@telesfor62)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się wokół jednego pytania, którego nikt nie zadał wprost: po co w ogóle wracamy? Czy to jest analiza, czy to jest coś w rodzaju medytacji nad własną historią? Bo jak to jest analiza, to Tatarak ma rację co do tej soczewki. A jak to jest medytacja, to czas i zmiana perspektywy są wręcz pożądane.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysieńka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 67

@Telesfor62 o rany, tak dobrze to postawiłeś, bo ja naprawdę nie wiem co robię jak wracam do starych zapisów z tarota. Chyba bardziej medytuję niż analizuję. Czytam i zastanawiam się co mi się zmieniło, nie sprawdzam czy miałam rację. Nigdy o tym tak nie myślałam, ale chyba właśnie tak to u mnie wygląda.


Odpowiedz
Wpisy: 451
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

To rozróżnienie Telefore jest dobre, ale może zbyt binarne. W tradycjach, gdzie dziennik magiczny ma długą historię - Crowley, Fortune, ale też nowsze podejścia jak Josephine McCarthy - retrospekcja jest jednocześnie analityczna i transformatywna. Nie czytasz po to, żeby sprawdzić poprawność, i nie czytasz tylko po to, żeby poczuć coś głębokiego. Czytasz żeby zobaczyć wzorzec, którego w danym momencie nie widziałeś, bo byłeś w środku.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Felo
(@felo)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 66

@Aurelek71 a ta Josephine McCarthy to kto? Pierwsze słyszę, i nie znam Fortuny żeby porównać. Pytam bo wymieniasz ich jakby mieli podobne podejście, a nie mam pojęcia.


Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Felo McCarthy to współczesna praktyczka, głównie w nurcie pracy z archaniołami i strażnikami progów, pisze bardzo konkretnie o technicznych aspektach praktyki. Fortune to Dion Fortune, okultystka z pierwszej połowy XX wieku, autorka między innymi 'Mistycznej Kabały'. Obydwie traktowały zapis jako pracę, a nie pamiętnik. Ale szczegółowo to inny wątek - tu chodzi o to, że w obu przypadkach powrót do zapisów był częścią samej praktyki, nie dodatkiem do niej.


Odpowiedz
Wpisy: 345
Rozpoczynający temat
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to mnie zastanawia w kontekście tego, co piszemy - czy my w ogóle traktujemy dokumentację jako część praktyki, czy jako obsługę administracyjną praktyki? Bo jak to jest administracja, to robimy ją niedbale albo w ogóle. Jak to jest część rytuału, to może podchodzimy inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@oriona65)
Połączone: 3 lata temu

No i wracamy do tytułu wątku. Heliosa, mam wrażenie, że fotografowanie i zapisywanie jest u większości tu obecnych właśnie tą 'administracją', którą się robi po fakcie i bez serca. Może dlatego galeria z kamiennymi układami bez opisów, o której Wiesia pisała, to norma, a nie wyjątek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiesia91)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 209

@Oriona65 tak, tak właśnie jest u mnie. Zdjęcie jako dowód, że coś zrobiłam, a nie jako materiał do pracy. I teraz jak o tym myślę, to trochę głupio, bo to jest jak fotografowanie jedzenia żeby pokazać, że się jadło, a nie żeby pamiętać smak.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@ambrozy)
Połączone: 1 rok temu

Ten obraz z fotografowaniem jedzenia jest trafny, ale jest jeszcze jedna warstwa. Fotografowanie jedzenia jest dla innych. A zapis w praktyce magicznej jest wyłącznie dla siebie, i chyba to jest właśnie problem - nie mamy nawyku robienia czegoś z pełną uwagą, jeśli nikt tego nie zobaczy. Nie mówię, że trzeba publikować, mówię, że może brakuje odbiorcy nawet wewnętrznego. Piszesz do siebie z przyszłości.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dobra, to jest interesujące. 'Piszesz do siebie z przyszłości' - to zmienia nastawienie. Ale czy ktoś faktycznie tak to robi? Pisze notatkę myśląc 'ja za rok będę to czytać'? Bo to wymaga wiary, że ten zapis w ogóle przetrwa i że będziesz chciała do niego wracać, a z tego wątku wynika, że to wcale nie jest oczywiste.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@telesfor62)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie Benedyka jest całkiem serio. Ja przez długi czas pisałem notatki jakby do szuflady - bez adresata, bez celu. I one leżały. Dopiero jak zacząłem pisać z myślą, że za jakiś czas wrócę i będę chciał zrozumieć CO mi chodziło po głowie, to coś się zmieniło w samym pisaniu. Stało się bardziej precyzyjne. Nie pisałem 'zapaliłem świecę i medytowałem', tylko 'zapaliłem świecę, bo chciałem X, i medytowałem nad Y, bo poprzednim razem Z nie zadziałało'. To jest różnica.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Telesfor62 ale to wymaga przekonania samej siebie, że ten przyszły ja w ogóle będzie zainteresowany. I tu mam problem. Jak mi nie idzie seria rytualnych prac, to ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest wracanie do zapisków i patrzenie, gdzie coś poszło nie tak. To jest jak oglądanie własnych błędów na nagraniu.


Odpowiedz
Strona 4 / 5
Udostępnij: