Szczerze? Ja przeglądam tylko jak coś idzie nie tak i szukam podobnych wcześniejszych sytuacji. Nie robię żadnych regularnych przeglądów. Nie wiem czy to dobrze, po prostu tak wychodzi.
Ja zaczęłam to robić właśnie po tej historii z numerologią - raz na kilka tygodni siadam i czytam ostatni miesiąc. I wtedy właśnie wyłapałam ten wzorzec z wyjątkami, o którym mówiłam wcześniej. Bez tego przeglądu pewnie dalej bym pisała tak samo.
Przy runach mam trochę inaczej zorganizowane - nie przeglądam chronologicznie, tylko tematycznie. Mam osobne strony dla każdej runy i do nich dopisuję kolejne obserwacje. Więc jak wracam do Hagalaz, to widzę od razu wszystkie wpisy razem, bez kontekstu czasu. Nie wiem, czy to lepsze, ale mi daje inną perspektywę niż czytanie kolejnych dni po sobie.
To co mówisz z tymi runami układa mi się jakoś inaczej niż chronologia. Jak mam wszystko po kolei, to widzę nastrój okresu, ale gubie konkretną runę w tym szumie. A tematycznie - widzę, jak moje rozumienie Hagalaz zmieniało się przez miesiące. To dwa zupełnie inne odczyty tego samego materiału.
Zastanawiam się, czy to w ogóle jest jeden problem czy dwa osobne. Bo Oriona pyta o kontekst zewnętrzny - co się działo w życiu. A Telesfor mówi o kontekście wewnętrznym - jak rozumiem daną runę czy kartę na tym etapie. I te dwie rzeczy można dokumentować osobno, niekoniecznie w jednym miejscu.
A jak wy w ogóle rozwiązujecie kwestię fotografii? Bo wróciłam do tytułu tego wątku i przypomniałam sobie, że miałam fotografować swoje układy z kamieniami, ale skończyło się na tym, że mam sto zdjęć w telefonie bez żadnego opisu i teraz w ogóle nie wiem, co to było i po co.
Z fotografiami to jest chyba tak, że samo zdjęcie bez słowa jest jak wyciągnięta karta bez pytania - forma jest, ale nie ma co z tym zrobić. Ja przy snach mam podobnie, jak nagrywam głosowo zaraz po przebudzeniu, ale za tydzień słyszę tylko strzępki i nie wiem, co mi wtedy tak bardzo wydawało się ważne.
Ale to nie jest trochę tak, że sam akt dokumentowania jest ważniejszy od tego, co jest udokumentowane? Mówię serio - może chodzi o to, żebyś w momencie robienia zdjęcia albo pisania notatki zatrzymał się i zastanowił, a nie o to, żebyś potem to analizował.
Ja wróciłam i właśnie dlatego wyłapałam ten błąd z numerologią. Więc to nie jest tylko teoria. Ale rozumiem, o co chodzi - jak nie ma nawyku wracania, to archiwum nic nie robi samo z siebie.
Jest tu coś ważniejszego od samego nawyku - chodzi o to, że dokumentacja bez retrospekcji to tylko kolekcjonowanie. W praktykach ceremonialnych, szczególnie w tradycji Golden Dawn, dziennik magiczny był traktowany jako praca aktywna, czyli wymagał regularnego przeglądu i porównywania z wcześniejszymi zapisami. Nie tylko pisania. Mathers wprost pisał o tym, że brak refleksji nad własnym dziennikiem to jeden z powodów, dla których praktycy utykają w miejscu.
Tylko że to był system dla grupy, gdzie te dzienniki były weryfikowane przez przełożonych stopnia. Retrospekcja była wbudowana strukturalnie, bo ktoś z zewnątrz to czytał. Przy solowej praktyce tej korekty nie ma i właśnie o tym mówiliśmy wcześniej w kontekście myside bias. Więc samo naśladowanie formatu bez tej warstwy społecznej to trochę połowa systemu.
Ale skąd wiesz, że twoje pytania do siebie są wystarczająco uczciwe? Bo jak sama układam pytania, to pewnie układam je tak, żeby były wygodne.
To jest właśnie ten moment, gdzie format dokumentu robi robotę zamiast woli. Jak masz z góry ustalone pytania - i to konkretne, nie 'co czułam' tylko 'co mnie dezorientowało', 'co chciałam pominąć', 'który moment był niejasny' - to trudniej je ominąć, bo one już tam są. Nie musisz chcieć być uczciwa, struktura cię do tego prowadzi.
I tu wracamy do fotografii, bo zdjęcie też może pełnić taką rolę. Jeśli masz zdjęcie układu i potem zapisujesz opis, to zdjęcie wymusza konfrontację z tym, co faktycznie było, a nie z tym, co pamiętasz. Pamięć fałszuje, fotografia nie. Może dlatego warto łączyć jedno z drugim zamiast wybierać.
Tatarak powiedziała coś, co mnie zatrzymało - że zdjęcie wymusza konfrontację z tym, co faktycznie było. Ale czekaj, to nie zawsze prawda? Zdjęcie pokazuje tylko kadr, kąt, moment. Możesz sfotografować układ kamieni tak, że jeden kamień będzie na pierwszym planie i zakryje resztę. Więc ta 'obiektywność' fotografii jest dość umowna, nie?
Przy snach mam dokładnie ten problem, o którym Felo mówi. Nagrywam głosowo i jest konkret - ale co z tym konkretnym? Słyszę siebie, jak mówię 'był jakiś korytarz, niebieski albo zielony' i to nic nie rozwiązuje. Fotografia przynajmniej ma jeden kolor, nie dwa.
Wróćmy na chwilę do tej kwestii, którą Tatarak otworzyła - fotografii jako konfrontacji. Bo mnie się wydaje, że ona działa najlepiej, jak masz do niej opis zrobiony PRZED zdjęciem, czyli opisujesz co chcesz zrobić, potem robisz, potem fotografujesz. Wtedy porównujesz zamiar z efektem. Samo zdjęcie bez intencji przed nim to jest za mało.
to bardzo konkretne i właściwie zmienia całą logikę. Czyli nie dokumentujesz tego, co zrobiłaś, tylko dokumentujesz różnicę między tym, co planowałaś, a tym, co wyszło. To jest właśnie ta korekta zewnętrzna, o której Gnostyk mówił w kontekście Golden Dawn - tylko że robisz ją sama, z pomocą własnego wcześniejszego zapisu.
Dokładnie. I to jest sensowna odpowiedź na problem solowej praktyki. W Golden Dawn przełożony czytał dziennik i pytał: dlaczego tutaj nie zrobiłeś X? Jeśli masz zapisany zamiar przed rytuałem, możesz zadać sobie to pytanie samodzielnie. Różnica jest taka, że przełożony widział rzeczy, których sam nie widziałeś - ale to już jest ograniczenie solowości, którego żadna dokumentacja w pełni nie zastąpi.
To mnie trochę reminds me tych eksperymentów z perspektywą czasową w psychologii - ludzie oceniają własne decyzje inaczej jak mija czas. Ale pytanie jest, czy to jest zaleta czy wada przy magii? Bo może to 'inne spojrzenie po czasie' jest już zniekształcone przez to, kim jesteś teraz, nie kim byłeś wtedy.
Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się wokół jednego pytania, którego nikt nie zadał wprost: po co w ogóle wracamy? Czy to jest analiza, czy to jest coś w rodzaju medytacji nad własną historią? Bo jak to jest analiza, to Tatarak ma rację co do tej soczewki. A jak to jest medytacja, to czas i zmiana perspektywy są wręcz pożądane.
To rozróżnienie Telefore jest dobre, ale może zbyt binarne. W tradycjach, gdzie dziennik magiczny ma długą historię - Crowley, Fortune, ale też nowsze podejścia jak Josephine McCarthy - retrospekcja jest jednocześnie analityczna i transformatywna. Nie czytasz po to, żeby sprawdzić poprawność, i nie czytasz tylko po to, żeby poczuć coś głębokiego. Czytasz żeby zobaczyć wzorzec, którego w danym momencie nie widziałeś, bo byłeś w środku.
Właśnie to mnie zastanawia w kontekście tego, co piszemy - czy my w ogóle traktujemy dokumentację jako część praktyki, czy jako obsługę administracyjną praktyki? Bo jak to jest administracja, to robimy ją niedbale albo w ogóle. Jak to jest część rytuału, to może podchodzimy inaczej.
No i wracamy do tytułu wątku. Heliosa, mam wrażenie, że fotografowanie i zapisywanie jest u większości tu obecnych właśnie tą 'administracją', którą się robi po fakcie i bez serca. Może dlatego galeria z kamiennymi układami bez opisów, o której Wiesia pisała, to norma, a nie wyjątek.
Ten obraz z fotografowaniem jedzenia jest trafny, ale jest jeszcze jedna warstwa. Fotografowanie jedzenia jest dla innych. A zapis w praktyce magicznej jest wyłącznie dla siebie, i chyba to jest właśnie problem - nie mamy nawyku robienia czegoś z pełną uwagą, jeśli nikt tego nie zobaczy. Nie mówię, że trzeba publikować, mówię, że może brakuje odbiorcy nawet wewnętrznego. Piszesz do siebie z przyszłości.
Dobra, to jest interesujące. 'Piszesz do siebie z przyszłości' - to zmienia nastawienie. Ale czy ktoś faktycznie tak to robi? Pisze notatkę myśląc 'ja za rok będę to czytać'? Bo to wymaga wiary, że ten zapis w ogóle przetrwa i że będziesz chciała do niego wracać, a z tego wątku wynika, że to wcale nie jest oczywiste.
To pytanie Benedyka jest całkiem serio. Ja przez długi czas pisałem notatki jakby do szuflady - bez adresata, bez celu. I one leżały. Dopiero jak zacząłem pisać z myślą, że za jakiś czas wrócę i będę chciał zrozumieć CO mi chodziło po głowie, to coś się zmieniło w samym pisaniu. Stało się bardziej precyzyjne. Nie pisałem 'zapaliłem świecę i medytowałem', tylko 'zapaliłem świecę, bo chciałem X, i medytowałem nad Y, bo poprzednim razem Z nie zadziałało'. To jest różnica.
