Forum

Asystent AI
DNA magia - czy gen...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

DNA magia - czy geny można wpłynąć poprzez praktyki

Strona 2 / 2

Wpisy: 1015
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Jest jeden projekt, który próbował obejść ten problem — badania Rollin McCraty nad grupami medytacyjnymi, gdzie zbierali dane HRV pasywnie, przez całą dobę, żeby nie ingerować w sesje. Nie rytuał dźwiękowy stricte, ale podobna logika. Wyniki były niejednoznaczne, ale metodologia była interesująca właśnie dlatego, że starała się nie wchodzić w sam proces.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Gituska to jest ciekawy kierunek, ale HRV to nie jest jeszcze DNA. Możemy mieć piękne dane o koherencji sercowej i nadal nie wiedzieć, co się dzieje na poziomie metylacji. Chyba że ktoś widział badania, które łączą te dwa poziomy w jakimś kontekście zbliżonym do praktyki — bo ja nie trafiłem.


Odpowiedz
Wpisy: 1587
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Najbliższe, co znam, to badania Dawsona Churcha nad ekspresją genów po sesji EFT i medytacji — jego praca z 2012 roku mierzyła zmiany w genach odpowiedzialnych za stan zapalny po godzinnej sesji. Nie śpiew, nie rytuał, ale intencjonalna praktyka z elementem głosu i afirmacji. Zmiany były widoczne u 72 z 24000 badanych genów po jednej sesji. Kontrowersyjne, ale opublikowane.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 308

@Sauwak to jest chyba najkonkretniejsza rzecz, jaka padła w tej rozmowie. Ale 72 geny z 24000 to brzmi jak trochę mało? Nie jestem biologiem, więc pytam szczerze — to jest dużo czy mało w kontekście tego, co może zmienić jedna sesja?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Elfin to zależy, które geny. 72 geny to może być bardzo dużo, jeśli są to regulatory — geny, które same sterują innymi genami. Jeden gen transkrypcyjny może kaskadowo wpłynąć na setki innych. Problem z badaniem Churcha jest inny — metodologia była krytykowana za brak odpowiedniej grupy kontrolnej i za sposób, w jaki interpretował "zmianę ekspresji".


Odpowiedz
Wpisy: 974
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

I tu wracamy do miejsca, gdzie nauka i tradycja rozchodzą się nie w tym, co obserwują, ale w tym, jak interpretują. Tradycja mówi: dźwięk zmienia linię. Badanie Churcha mówi: praktyka zmienia ekspresję. Można to czytać jako dwa opisy tego samego, albo jako dwie zupełnie inne rzeczy. Co jest kryterium rozstrzygnięcia?


Odpowiedz
Wpisy: 1032
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Może nie ma jednego kryterium i to jest w porządku. Różne ramy pytają o różne rzeczy i dają różne odpowiedzi. Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna ze stron twierdzi, że ma monopol na opis rzeczywistości — i tu mam na myśli obie strony, nie tylko jedną.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 427

@Shangie Wracając do tego, co Shangie napisała na końcu — że problem zaczyna się, gdy jedna strona twierdzi, że ma monopol na opis — to mam wrażenie, że właśnie tak wygląda większość takich dyskusji w internecie. Albo "nauka to jedyna prawda", albo "nauka nic nie rozumie". Rzadko widać kogoś w środku. Ale tu, w tym wątku, jakoś to działa inaczej i zastanawiam się, czy to dlatego, że pytanie o DNA jest akurat takie, że obie strony mają coś konkretnego do powiedzenia?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Jolanta_M myślę, że to kwestia tematu. DNA to nie jest "energia" ani "wibracje" w sensie metaforycznym — to jest coś fizycznego, mierzalnego, co zmienia się w czasie. Więc każda próba odpowiedzi musi się do tego odnieść. Nie da się tu uciec w "to jest kwestia wiary". Albo coś wpływa na metylację, albo nie. To trzyma rozmowę w ryzach.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Sauwak Ale jednocześnie samo pytanie "czy wpływa na metylację" zakłada, że metylacja jest właściwym poziomem opisu. A co jeśli zmiany, które opisują tradycje, zachodzą na innym poziomie — i metylacja jest tylko jednym z przejawów, nie przyczyną? Wtedy szukanie odpowiedzi wyłącznie w epigenetyce byłoby jak szukanie kluczy pod latarnią, bo tam jest jasno.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Habba rozumiem ten argument, ale co miałby być tym "innym poziomem"? Mówisz o czymś konkretnym, czy to bardziej ogólna przestroga przed redukcjonizmem?


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Krysztal to uczciwe pytanie. Nie mam gotowej odpowiedzi. Mam raczej poczucie, że tradycje, które opisują śpiew jako zmianę "linii krwi", nie miały na myśli sekwencji nukleotydów — miały na myśli coś, co przechodzi przez pokolenia i daje się kształtować intencją. Czy to odpowiada metylacji, czy czemuś innemu — nie wiem. Ale nie chcę z góry zakładać, że metylacja to jedyna opcja.


Odpowiedz
Wpisy: 1015
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Jest jeszcze jeden poziom, o którym mało się mówiło — mikrobiom. W ostatnich latach wychodzi coraz więcej prac o tym, że skład mikrobiomu jelitowego zmienia się przy regularnej praktyce medytacyjnej i oddechowej. A mikrobiom wpływa na ekspresję genów gospodarza przez metabolity. To nie jest bezpośrednia zmiana DNA, ale pośredni wpływ jest bardzo realny. Zastanawiam się, czy ktoś patrzył na to z perspektywy praktyk dźwiękowych.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 308

@Gituska poczekaj, mikrobiom zmieniający geny? To brzmi jak coś, o czym nigdy nie słyszałem. Czy masz jakiś artykuł albo nazwisko, żeby można było dalej poszukać? Bo to otwiera zupełnie inne pytanie.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Elfin szukaj pod hasłem "gut-brain axis epigenetics" albo prace Johna Cryana z University College Cork. On badał głównie stres i nastrój, ale są też prace o tym, jak metabolity bakterii jelitowych wpływają na acetylację histonów. Nie ma jeszcze bezpośredniego badania "śpiew grupowy zmienia mikrobiom zmienia histony" — ale elementy są, tylko nikt ich jeszcze nie złożył w całość.


Odpowiedz
Wpisy: 320
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

To jest trochę przerażające w sensie pozytywnym — że tych niedomkniętych pętli jest tak dużo. Każdy fragment wydaje się sensowny osobno, ale całość nie istnieje. I nie wiem, czy to oznacza, że całość jest niemożliwa do zbadania, czy że po prostu nikt jeszcze się za to nie wziął porządnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Anima to drugie, moim zdaniem. Granty na badania interdyscyplinarne są trudne do zdobycia, bo recenzenci z biologii nie rozumieją etnologii, a recenzenci z muzykologii nie rozumieją epigenetyki. Projekt, który chciałby zamknąć tę pętlę, musiałby mieć zespół z czterech różnych dziedzin i budżet, który to uzasadnia. To nie jest niemożliwe — to jest po prostu mało prawdopodobne w obecnym systemie finansowania nauki.


Odpowiedz
Wpisy: 569
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, ja się trochę gubię — co dokładnie znaczy "zamknąć pętlę" w tym kontekście? Kilka razy to padło, ale nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem, o czym mówimy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Kanko chodzi o to, żeby mieć jedno badanie, które pokazuje całą ścieżkę przyczynową: konkretna praktyka dźwiękowa → mierzalna zmiana fizjologiczna → mierzalna zmiana epigenetyczna. Teraz mamy fragmenty: praktyka zmienia fizjologię, fizjologia zmienia epigenom, ale te dwa kawałki są badane osobno, w różnych kontekstach, przez różnych ludzi. Nikt nie złożył ich w jedno.


Odpowiedz
Wpisy: 974
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

I tu pojawia się pytanie, czy w ogóle potrzebujemy tej pętli zamkniętej, żeby praktykować. Bo tradycje nie czekały na potwierdzenie — robiły swoje przez tysiące lat. Badanie naukowe jest odpowiedzią na inne pytanie: "jak to działa mechanistycznie". Ale praktyk zadaje pytanie: "czy to zmienia moje doświadczenie i moją rzeczywistość". To nie są synonimiczne pytania.


Odpowiedz
Wpisy: 1032
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie, i warto tu też dodać, że tradycje dźwiękowe, które opisują wpływ śpiewu na "substancję dziedziczną", nie mówiły tego w próżni. Griot w Afryce Zachodniej, który śpiewa genealogię, dosłownie aktywuje w słuchaczach coś, co ci słuchacze opisują jako fizyczne poczucie rozpoznania — jak gdyby coś w ciele wiedziało, o czym mowa. Niezależnie od tego, co powiemy o mechanizmie, ten efekt jest opisywany konsekwentnie przez wieki.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 427

@Shangie ale jak odróżnić to "fizyczne poczucie rozpoznania" od zwykłego wzruszenia albo efektu sugestii? Pytam serio, bo nie wiem, jak to rozgranicz.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Jolanta_M to jest chyba jedno z najtrudniejszych pytań w tej całej dyskusji. Część badaczy mówi, że nie ma znaczenia — jeśli efekt jest konsekwentny i powtarzalny, mechanizm jest kwestią drugorzędną. Inni mówią, że bez rozróżnienia między sugestią a czymś innym nie możemy twierdzić czegokolwiek o DNA. Osobiście myślę, że "samo wzruszenie" też robi coś z ciałem — kortyzol, oksytocyna, HRV — więc nawet jeśli to "tylko" emocja, to nadal jest fizjologia.


Odpowiedz
Wpisy: 1429
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

I tu jest clou — "tylko emocja" to błąd kategorialny. Emocja to nie jest coś niezależnego od biologii, to jest biologia. Więc argument "to tylko sugestia" nie wyklucza zmian fizjologicznych ani epigenetycznych, wręcz przeciwnie — może je opisywać innym językiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 640

@Krysztal Siedziałem cicho, ale to ostatnie zdanie Krysztal jest dla mnie kluczem do całego wątku. Przez lata, gdy pracowałem z różnymi tradycjami dźwiękowymi, zauważałem, że najskuteczniejsi prowadzący to byli ludzie, którzy w ogóle nie rozróżniali między "tylko psychologicznym" a "fizycznym". Dla nich to był jeden poziom. I efekty u uczestników były inne niż u prowadzących, którzy traktowali te rzeczy rozdzielnie. Nie wiem, jak to zmierzyć, ale różnica była wyraźna.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Vladi i tu wracamy do tego, co mówiłam wcześniej — stan prowadzącego jest zmienną. Tylko że Krysztal właśnie dał mi nowy język do opisania dlaczego: bo jeśli psychologia to jest fizjologia, to stan umysłu prowadzącego przekłada się bezpośrednio na jego biologię, a przez koherencję grupową — na biologię uczestników. To nie jest mistyczne. To jest sprzężenie zwrotne między układami nerwowymi.


Odpowiedz
Wpisy: 974
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

I z tym zostawiam ten wątek na chwilę otwartym, bo nie ma tu gdzie postawić kropki. Mam poczucie, że za dziesięć lat będziemy mieli więcej danych i nadal będziemy dyskutować o tym samym — bo pytanie nie jest tylko naukowe ani tylko praktyczne. Jest o tym, czym jest dziedziczenie i co można z nim zrobić. A to pytanie było zadawane zanim ktokolwiek wiedział, czym jest DNA, i będzie zadawane jeszcze długo po tym, jak epigenetyka stanie się podręcznikowa.


Odpowiedz
Wpisy: 427
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wiciol, ale to "czym jesteśmy" — masz na myśli coś konkretnego, czy to było bardziej retoryczne zamknięcie? Bo mam wrażenie, że ta rozmowa cały czas okrąża jedno pytanie i nikt go jeszcze wprost nie postawił. Czy śpiew zmienia nas jako biologiczne istoty, czy zmienia nas jako coś, czego biologia jeszcze nie opisała? I czy w ogóle ma znaczenie, która z tych odpowiedzi jest prawdziwa?


Odpowiedz
Wpisy: 1587
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

To nie jest to samo pytanie. "Biologiczne istoty" i "coś, czego biologia nie opisała" to nie są dwie opcje na tej samej osi — to dwa różne systemy opisu rzeczywistości. I problem polega na tym, że tradycje dźwiękowe, które działają od tysięcy lat, nie musiały wybierać między tymi dwoma opcjami. Działały niezależnie od tego, którą ramę przyjmiesz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 569

@Sauwak ale to trochę wygodna odpowiedź, nie? "Działały niezależnie od ramy" — to brzmi jak wymijanie pytania. Skoro tradycje działają, to muszą działać przez coś, jakiś mechanizm, nawet jeśli go nie znamy. Albo nie?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Kanko niekoniecznie. Aspiryna działała zanim ktokolwiek wiedział, że blokuje cyklooksygenazę. Mechanizm i skuteczność to dwie różne rzeczy. Tradycje mogły obserwować skuteczność przez pokolenia bez żadnego modelu przyczynowego i ten brak modelu w niczym im nie przeszkadzał.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Tylko że aspiryna to prosty przypadek — jeden związek, jeden cel. To, o czym mówimy tutaj, jest znacznie bardziej złożone. Śpiew nie jest jedną cząsteczką. Jest częstotliwością, intencją, kontekstem, relacją między śpiewającym i słuchającym, historią tej relacji, pamięcią miejsca. Porównanie do farmakologii może być mylące, bo redukuje to do czegoś, co można wyizolować i zmierzyć w probówce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Habba masz rację co do złożoności, ale chcę doprecyzować jedną rzecz — nie wszystko w farmakologii jest proste jak aspiryna. Psychofarmakologia jest równie złożona jak to, o czym mówimy, i też nie ma pełnych modeli przyczynowych dla wielu substancji. Nie wykluczałabym analogii zbyt szybko, bo może ona pomaga właśnie w tym, co tu robimy — szukaniu wspólnego języka.


Odpowiedz
Wpisy: 640
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Ten "wspólny język" to jest coś, nad czym sam siedziałem długo. I doszedłem do wniosku, że być może nie ma jednego wspólnego języka, który opisze i tradycję, i naukę jednocześnie, bez żadnej straty. Każdy przekład coś gubi. Kiedy mówię "epigenetyka" do kogoś, kto zna tylko śpiew obrzędowy, gubię coś z tego, co on wie. Kiedy mówię "pamięć przodków" do biologa, on gubi inną warstwę.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 320

@Vladi i to właśnie czuję w tej dyskusji od dłuższego czasu — że ciągle robimy przekłady i ciągle coś ginie w tłumaczeniu. Mam pytanie do Ciebie: czy w praktyce to jest problem? Czy ludzie, z którymi pracowałeś, potrzebowali tego wspólnego języka, żeby coś poczuć albo żeby praktyka działała?


Odpowiedz
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 640

@Anima nie. Prawie nigdy. Ludzie, którzy przychodzili na sesje dźwiękowe, nie pytali o mechanizm. Pytali "kiedy następna" albo "dlaczego czuję się inaczej niż przed". To drugie pytanie jest ciekawe, bo jest opisem zmiany, nie prośbą o wyjaśnienie. I moim zdaniem taki opis zmiany — bez teorii — jest najuczciwszym świadectwem, jakie możemy mieć.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Vladi Ale czy "opis zmiany bez teorii" jest wystarczający, jeśli chcemy cokolwiek przekazać dalej? Tradycje przetrwały właśnie dlatego, że miały jakiś opis — nawet jeśli był metaforyczny. Griot nie mówił "nie wiem, co to robi, ale działa". Mówił: "to jest krew, to jest linia, to jest ciągłość". To jest teoria, tylko wyrażona innym językiem.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1032

@Betalia dokładnie i właśnie te metafory robiły robotę, którą teraz usiłuje robić język naukowy. Linia, krew, ciągłość — to były kategorie organizujące doświadczenie i przekaz. Pytanie, które mam, jest inne: czy naukowy opis epigenetyki może pełnić tę samą funkcję organizującą? Czy ktoś pójdzie na ceremonię dźwiękową dlatego, że przeczytał o acetylacji histonów?


Odpowiedz
Wpisy: 308
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Ja poszedłem na coś podobnego po tym, jak przeczytałem artykuł o wpływie śpiewu na kortyzol. Więc tak, przynajmniej u mnie zadziałało 🙂 Ale rozumiem, że to pewnie wyjątek, a nie reguła.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Elfin To jest dobry punkt, Elfin. I może to jest właśnie ta zmiana, która zachodzi teraz — że dla części ludzi wejście w te praktyki odbywa się przez język nauki, a nie przez tradycję czy przekaz ustny. Co nie musi oznaczać, że doświadczenie jest inne. Tylko ścieżka jest inna.


Odpowiedz
Wpisy: 427
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy ścieżka nie zmienia doświadczenia? Jeśli przychodzę na ceremonię z głową pełną danych o kortyzolu, to czy jestem w stanie doświadczyć tego samego, co ktoś, kto przyszedł przez przekaz babci albo snu? Pytam serio, bo sama nie wiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Jolanta_M to pytanie zadał Ludwik Fleck w zupełnie innym kontekście — jak styl myślenia kolektywu naukowego kształtuje to, co w ogóle można zauważyć w obserwacji. I odpowiedź była: tak, kształtuje. Ale kształtuje, nie wyklucza. Możesz przyjść z inną ramą i mieć inne doświadczenie, ale nadal mieć doświadczenie. Różne drogi nie muszą prowadzić do tego samego miejsca, ale mogą prowadzić do miejsc równoważnych.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Fleck to dobre przywołanie, ale on opisywał kolektywy — grupy, które wspólnie tworzą rzeczywistość poznawczą. A tu mówimy o jednostce, która wchodzi w praktykę grupową z innym bagażem pojęciowym niż reszta grupy. To jest trochę inny problem. Co się dzieje, gdy jedna osoba w kręgu śpiewu myśli kategoriami histonów, a reszta — kategoriami przodków?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Habba miałam taką sytuację na jednym z warsztatów. Siedział ktoś, kto wyraźnie był tam bardziej z ciekawości badawczej niż z zaangażowania. I — co ciekawe — po pewnym czasie to się zacierało. Nie wiem dlaczego. Może dźwięk działa niezależnie od ramy, może ciało odpowiada zanim głowa zdąży skategoryzować. Ale nie chcę z tego robić wniosku, bo to jeden przypadek.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Gituska To, co mówi Gituska, jest spójne z tym, co niektórzy badacze nazywają "embodied cognition" — że ciało przetwarza pewne rzeczy zanim świadoma interpretacja w ogóle wejdzie do gry. Jeśli dźwięk działa na poziomie fizjologicznym — a mamy fragmenty danych sugerujące, że działa — to rama pojęciowa uczestnika może być po prostu mniej istotna, niż nam się wydaje.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 569

@Sauwak to by tłumaczyło sporo. Ale prowadzi do kolejnego pytania — jeśli rama nie ma znaczenia, to po co w ogóle ta rozmowa? Po co szukamy języka, który to opisuje?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Kanko bo rozumienie nawet jeśli nie jest warunkiem działania, jest warunkiem przekazu. Możesz czegoś doświadczyć bez teorii, ale żeby to dać dalej — uczyć, budować tradycję, przekazywać — potrzebujesz jakiegoś opisu. I o to toczymy tę rozmowę, moim zdaniem. Nie o to, czy praktyka działa, tylko o to, jak ją opisać tak, żeby przetrwała kolejne pokolenia w świecie, który domaga się wyjaśnień.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1032

@Betalia To, co mówi Betalia, mnie zatrzymuje przy jednej kwestii. Jeśli opis jest warunkiem przekazu, to jaki opis jest "wystarczający"? Bo tradycyjny griot miał opis skrojony pod konkretną wspólnotę, konkretny język, konkretne ciało słuchaczy. Opis epigenetyczny jest skrojony pod inną wspólnotę. Żaden z nich nie jest neutralny. I nie wiem, czy można je po prostu zszyć bez utraty czegoś z obu stron.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Shangie, i to jest właśnie to, co mnie nurtuje od początku tej rozmowy. Czy w ogóle chcemy jednego opisu? Może tradycja i nauka powinny opisywać to równolegle, nie zamiast siebie? DNA jako metafora ciągłości, śpiew jako nośnik tej ciągłości — i równocześnie coś, co da się zmierzyć częstotliwościometrem. Czy to musi być jedno zdanie?


Odpowiedz
Wpisy: 569
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Ale zaraz — jeśli oba opisy są równolegle ważne, to jak w praktyce podejmujesz decyzję, który stosować? Bo jeśli uczę kogoś śpiewania mantry, to mówię mu o przodkach czy o kortyzolu?


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 640

@Kanko to zależy, co ta osoba przynosi ze sobą. Nie ma jednej odpowiedzi. Słyszałem kiedyś od jednego z praktyków, że dobry nauczyciel mówi językiem ucznia, nie językiem tradycji. Tradycja ma swój język, ale zadaniem nauczyciela jest tłumaczenie, nie recytacja.


Odpowiedz
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 427

@Vladi ale jeśli ciągle tłumaczysz, to czy nie tracisz warstwy, która nie daje się przetłumaczyć? Pytam, bo sama próbowałam wytłumaczyć komuś bliskiemu, dlaczego robię to, co robię przy dźwięku, i im bardziej wyjaśniałam, tym bardziej czułam, że to, co mówię, nie jest tym, co czuję w trakcie. Jakby słowa odbierały tej praktyce coś, co w niej jest.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Jolanta_M To, co opisuje Jolanta_M, ma nawet swoją nazwę w filozofii języka — ineffability, nieprzekładalność doświadczenia na słowa. Ale tu pojawia się problem: jeśli doświadczenie jest z zasady nieprzekładalne, to jak oceniamy, czy w ogóle coś się zmieniło? Jak odróżniamy zmianę od sugestii?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Habba to pytanie wraca jak bumerang w każdej rozmowie o praktykach ciała. Ale zastanawiam się, czy "odróżnianie zmiany od sugestii" jest w ogóle właściwy problem. Sugestia, jeśli prowadzi do trwałej zmiany fizjologicznej, jest zmianą. Łatki "to tylko sugestia" używamy, jakby sugestia była mniej realna niż cokolwiek innego.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Gituska zgadzam się co do sugestii, ale chciałbym wrócić do wątku DNA, bo trochę nam odpłynął. Są konkretne badania — m.in. z grupy Yehuda na temat epigenetycznego dziedziczenia traumy u potomków ocalałych z Holokaustu — które pokazują, że doświadczenia emocjonalne zostawiają ślad w metylacji DNA. To nie jest metafora. Pytanie, czy odwrotna ścieżka też działa: czy intencjonalne praktyki mogą ten ślad modyfikować?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Sauwak badania Yehuda są często cytowane, ale mają też sporo krytyków. Próba była mała, replikacje były trudne. Nie mówię, że wyniki są fałszywe, ale że to nadal otwarte pytanie, nie fakt ustalony. Co nie znaczy, że temat jest zamknięty — oznacza tylko, że mamy fragment układanki, nie całość.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1601

@Sauwak Dobrze, że Sauwak wrócił do DNA, bo mi też zaczęło się to rozchodzić w kierunku czystej filozofii języka. To, co jest dla mnie tu ciekawe: nawet jeśli badania Yehuda mają metodologiczne ograniczenia, to sama hipoteza — że doświadczenie pokoleń zapisuje się w ciele i jest dziedziczone — jest bliźniaczo podobna do tego, co wiele tradycji mówiło o śpiewie rodowym. Zbieżność hipotez z różnych stron mnie zastanawia.


Odpowiedz
(@anima)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 320

@Betalia właśnie. I tu mam pytanie, które mnie gryzie od jakiegoś czasu — czy te tradycje w ogóle twierdziły, że śpiew zmienia geny? Czy raczej mówiły coś innego, a my teraz nakładamy na to siatkę genetyczną, bo akurat mamy taki język? Bo to może być zarówno odkrycie, jak i nałożenie ramy, która tam nie pasuje.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1032

@Anima to jest bardzo dobre pytanie. Z tego, co znam — tradycje nie mówiły o genach. Mówiły o linii, o krwi, o tym, co "przeszło przez gardło przodka". Geny to współczesna etykieta, którą przyklejamy do tych opisów. I nie wiem, czy ta etykieta pomaga, czy tylko daje nam poczucie, że rozumiemy coś, czego jeszcze nie rozumiemy.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 745

@Sauwak I teraz wróćmy do pytania, które Sauwak zostawił trochę bez odpowiedzi — czy praktyki intencjonalne mogą modyfikować ślady epigenetyczne? Bo badania o traumie dziedziczonej to jedna strona. Ale są też prace o medytacji i telomerach, o wpływie praktyk uważności na ekspresję genów zapalnych. Blackburn i Epel mają na ten temat całą książkę, z dość solidnym zapleczem.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Habba czytałam o tym. Ale znowu — medytacja to nie to samo co śpiew mantryczny. Jedno i drugie angażuje uwagę, oddech, ciało. Ale śpiew dodaje wymiar wibracyjny, społeczny, często rytualny. Czy te efekty są porównywalne? Czy nakładają się? Nie wiemy. I to jest luka, której jestem ciekawa.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Gituska Ta luka, którą Gituska opisuje, jest moim zdaniem jednym z powodów, dla których tak trudno badać te praktyki. Nie ma dobrego modelu dla "śpiewu w kontekście rytualnym z intencją" jako zmiennej eksperymentalnej. Za dużo warstw, za dużo zmiennych, za mała próba. Więc zostajemy z fragmentami z różnych kierunków, które mogą, ale nie muszą, wskazywać na to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 308
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno proste pytanie, może naiwne: czy ktoś z was miał osobiste doświadczenie z praktyką śpiewu albo mantry, które coś wyraźnie zmieniło? Nie w sensie, że "czułem się inaczej", ale że coś konkretnego się przestawiło — w ciele, w reakcjach, w czymś mierzalnym?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 640

@Elfin, tak. Przez kilka miesięcy robiłem regularne sesje z określonym tonem — zamiast opisywać, co to był za ton, powiem tylko, że był wybrany na podstawie tradycji tybetańskiej. Po kilku tygodniach zauważyłem zmianę w reakcji na stres — inny czas powrotu do spokoju po silnym bodźcu. Czy to był dźwięk? Regularność? Oddech przy śpiewie? Nie wiem. Ale zmiana była na tyle powtarzalna, że zacząłem ją śledzić.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 569

@Vladi ale jak śledzić coś takiego rzetelnie? Mam wrażenie, że większość osób, które mówią o "mierzalnej zmianie", mierzy coś, co już chce zobaczyć. Nie mówię, że kłamiesz — pytam, jak odróżnić obserwację od potwierdzenia tego, w co się chce wierzyć.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Kanko to jest uczciwe pytanie i dobrze, że je zadajesz. Ale ten sam problem dotyczy każdej samoobserwacji, nie tylko tej w praktykach dźwiękowych. Każdy, kto zmienia dietę, ćwiczenia, sen — i zauważa poprawę — ma ten sam problem z potwierdzeniem bias. Nie unieważnia to obserwacji, tylko ją ogranicza. Dlatego właśnie badania Yehuda, nawet z wszystkimi ograniczeniami, są warte uwagi — bo próbują wyjść poza samoobserwację.


Odpowiedz
Wpisy: 1601
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Czyli wracamy do tego, od czego zaczęła ta część rozmowy — że mamy fragmenty, nie całość. I to chyba jest uczciwa konkluzja, nie na zamknięcie tematu, ale jako punkt, w którym warto dopytać: co z tych fragmentów jest dla nas, jako praktyków, wystarczające do działania? Bo nauka poczeka na pełny model. Praktyka czeka na następny wieczór.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Betalia to pytanie o wystarczalność fragmentów do działania jest dla mnie kluczowe. Bo w praktyce nikt nie czeka na pełny obraz — ani naukowiec, ani praktyk. Działamy na tym, co mamy. Tylko że różnimy się tym, jak wysoką poprzeczkę stawiamy przed działaniem. Mnie interesuje coś innego: czy te fragmenty, które mamy — badania o telomerach, epigenetyce traumy, wpływ wibracji na ekspresję genów in vitro — układają się w jakiś kierunek? Nie dowód, ale kierunek. Bo jeśli tak, to praktyki śpiewu mantrycznego mogą być w tym kierunku, nawet jeśli nie mamy na to twardego potwierdzenia.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1015

@Sauwak mówisz "kierunek" — ale w którą stronę? Bo można ułożyć te fragmenty tak, żeby wskazywały na biologiczny mechanizm zmiany przez dźwięk. Ale można też ułożyć je tak, żeby wskazywały na ogólny wpływ redukcji stresu, który po prostu łączy się z każdą regularną praktyką — czy to śpiew, czy pływanie, czy ogrodnictwo. Pytanie, co w śpiewie mantrycznym jest specyficzne. Nie wystarczy powiedzieć, że coś działa — to samo "coś" może działać z innych powodów niż myślimy.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Gituska dotknęła czegoś, co mnie też gryzie. Specyficzność. Tradycje mantryczne nie mówiły po prostu "śpiewaj cokolwiek". Były konkretne tony, konkretne słowa, konkretne proporcje rytmiczne. W systemach takich jak tantrycki czy wedyjski każda mantra miała przypisane działanie — i to bardzo precyzyjne, nie ogólne. Jeśli efekt to tylko "redukcja stresu przez regularną praktykę", to dlaczego tradycja tak bardzo pilnowała dokładności? Błąd w wymowie mantry był traktowany poważnie. To mi sugeruje, że same te systemy zakładały, że mechanizm jest specyficzny, nie ogólny.


Odpowiedz
Wpisy: 569
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

ale to może równie dobrze być efekt kontroli społecznej, nie efekt biologiczny. Jeśli mówisz uczniowi, że błąd w wymowie jest niebezpieczny, to masz nad nim władzę i budujesz hierarchię. Nie twierdzę, że tak było — mówię, że sam fakt pilnowania dokładności nie jest dowodem na specyficzny mechanizm biologiczny. To jest interpretacja, a nie obserwacja.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1032

@Kanko to jest fair, ale trochę za łatwe. Ten sam argument można zastosować do każdego elementu tradycji — zawsze znajdziesz społeczne wyjaśnienie. Mnie bardziej interesuje to, co Wiciol powiedział o proporcjach rytmicznych. W wedyjskim śpiewie rytualnym — saman — są bardzo konkretne zasady dotyczące długości sylab, wysokości tonu, przerw. To nie jest estetyka ani przypadek. Pytanie jest inne: czy te zasady były wypracowane empirycznie przez generacje i mogły trafić na coś realnego, nawet bez języka genetyki?


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 308

@Shangie mam pytanie do tego — jeśli te zasady były wypracowywane przez generacje empirycznie, to jakim sposobem? Jak można empirycznie sprawdzić wpływ tonu na geny bez żadnych narzędzi pomiarowych? Pytam serio, bo nie widzę jak to miałoby działać na poziomie zbiorowej obserwacji.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: