A ja mam pytanie do całej tej dyskusji o tradycji kontra własna interpretacja - czy ktokolwiek tu próbował najpierw przez jakiś czas pracować z kartą bez patrzenia w żadne znaczenia, a potem sprawdzić co tradycja mówi i zobaczyć gdzie się pokrywa? Bo to by empirycznie odpowiedziało na część tej kłótni.
Dobra ale jak to wygląda praktycznie? Siedzisz z kartą tydzień, patrzysz, notujesz, czytasz opis - i co dalej?? Jak rozpoznać że dana lekcja "wchodzi" w życie?? bo mi sie wydaje że jak szukasz to znajdziesz połączenie z czymkolwiek.
Dodam do tego co Ewunia pisze - jest też wariant odwrotny. Karta nie mówi co się dzieje, tylko rzuca światło na to co się dzieje od dawna i czego nie widziałaś. Mój Pustelnik trafił w okres kiedy z zewnątrz wszystko wyglądało normalnie, ale praca z kartą pokazała mi że od miesięcy izoluję się od ważnych relacji. Lekcja była że ta samotność nie była świadoma - dopiero karta ją ujawniła
Ale tu mam wątpliwość... Jeśli karta tylko ujawnia to co już jest, to czy Wielkie Arkany naprawdę mają sekwencję jako ścieżkę "nauczania"? haha bo jeśli każda karta jest lustrem aktualnego stanu, to kolejność 0-21 jest przypadkowa dla konkretnej osoby w konkretnym momencie :). Może powinienem pracować z tą kartą którą czuję, a nie iść po kolei.
Przepraszam ze wchodzę bo to mój pierwszy raz w tym wątku - ale to pytanie Kini mnie zatrzymało. Jak w ogóle "poczuć" kartę? Czy to dosłownie fizyczne odczucie kiedy trzymasz talię czy raczej intuicja przy wyborze tematu do pracy?
Ja mam pytanko w boku - czy ktoś kto nie czyta kart do wróżenia, ale chce je używać tylko do takich lekcji życiowych o których tu piszecie, to czy w ogóle potrzebuje talii 78 kart? Może wystarczyłby sam zestaw Wielkich Arkanów? Bo kupowanie pełnej talii na start wydaje mi się przytłaczające :)...
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które mi się kręci w głowie od dłuższego czasu - czy jest jakaś karta z Wielkich Arkanów która jest szczególnie trudna do przepracowania jako lekcja :(? Coś na czym większość osób utyka?
mam notatki z pracy z Kołem Fortuny i to chyba była dla mnie najtrudniejsza karta - nie dlatego że dramatyczna, tylko dlatego że jest o tym czego nie kontrolujesz. I ja mam silną potrzebę kontroli. Siedziałam z nią kilka tygodni i dopiero po jakimś czasie coś puściło. To nie było wielkie olśnienie, bardziej stopniowe oswajanie z myślą że zmiana jest neutralna, nie zagrożenie. Kasjopejo - a ty która karta cię niepokoi?
A czy ta "rama" którą daje karta nie jest po prostu autosugestią? Nie mówię że to źle, ale wydaje mi się że jeśli siedzisz tydzień z Kołem Fortuny to zaczniesz widzieć Koło Fortuny wszędzie - w relacjach, w pracy, w snach. To trochę jak z nowym słowem którego nie znałaś, a potem słyszysz je co drugi dzień.
Ten wątek między Zisią a Ewunią dotyka czegoś ważnego i chcę dodać jedną rzecz zanim ucieknie. Tarot jako system ma coś czego losowy kamień nie ma - wewnętrzną spójność. Kiedy pracujesz z Kołem Fortuny, masz dostęp do powiązań z Jupiterem, z Sfiksem, z numerem dziesięć i ze wszystkim co te powiązania oznaczają w zachodniej tradycji hermetycznej. Możesz tego w ogóle nie używać i działać czysto obrazowo. Ale ta warstwa istnieje i dla niektórych osób właśnie ona robi różnicę między pracą powierzchowną a głębszą. Czy karta jest "potrzebna" - zależy co chcesz zrobić
Dołączę do wątku o Sądzie bo sama z nim siedzę od jakiegoś czasu. Dla mnie to karta o odpowiedzi na wezwanie, ale nie w sensie religijnym - raczej o momencie kiedy coś w środku mówi "czas" i albo słuchasz albo nie. Może to zbyt uproszczone ale tak mi się ta karta "otworzyła" po dłuższym czasie.
Tradycja to potwierdza w dużej mierze - Głupiec to potencjał przed doświadczeniem, Sąd to punkt po przejściu całej sekwencji gdzie masz już wiedzę o sobie i pytanie brzmi: co z nią robisz. Stąd ta trąba - nie tyle nakaz z zewnątrz co niemożność udawania że nie słyszysz. Ale wróćmy na chwilę do pytania Kasjopei o blokadę obrazową - bo to jest coś z czym można pracować praktycznie i ciekawi mnie czy ktoś ma konkretne sposoby.
A ile czasu realnie zajmuje ta praca z jedną kartą żeby zobaczyć jakiś efekt? Bo czytam ten wątek i wychodzi mi że minimum tydzień, a niektórzy piszą o kilku tygodniach. Nie mówię że to za długo, pytam serio - bo zaczynam myśleć że ja po prostu za szybko odkładam kartę i dlatego nic z tego nie mam.
Bo jak widzę że ktoś pisze "kilka tygodni z jedną kartą" to myślę - kiedy ja miałam ostatnio kilka tygodni na jedno? Serio pytam, nie narzekam. Może to właśnie mój problem - zaczyna mi wychodzić że tarot jako lekcja życiowa wymaga czasu którego mi brakuje, a nie że karta jest zła albo że ją źle czytam.
Ale skąd wiadomo że to karta "daje lekcję" a nie po prostu że lekcja i tak by przyszła, a karta wisi sobie na stoliku i bierze zasługi? To nie jest złośliwość, to serio chcę wiedzieć jak wy to odróżniacie
