Nie wiem, jak to ująć, ale ostatnio czuję się jak obca we własnym życiu. Zmieniło się dużo naraz - praca, relacje, miejsce zamieszkania - i nie wiem już, kto właściwie jestem po tym wszystkim. Ktoś mi powiedział, żebym spróbowała tarota, że może karty pomogą mi zobaczyć coś, czego sama nie dostrzegam. Ale mam wątpliwość - czy sięganie po tarot w takim momencie w ogóle ma sens? Czy karty mogą coś pokazać osobie, która jest totalnie rozbita i nie ma żadnego punktu zaczepienia? Czy to nie jest tak, że trzeba być najpierw w miarę spokojna zeby odczyt miał jakiś sens?
To jest bardzo dobre pytanie i cieszę się że je zadałaś bo większość ludzi w ogóle się nad tym nie zastanawia. Tarot w kryzysie to temat złożony. Z mojego doświadczenia wynika, że karty mogą bardzo pomóc właśnie wtedy gdy czujemy się zagubieni - ale to nie jest tak że dają odpowiedzi. One raczej zadają pytania. Pokazują jakieś warstwy sytuacji które masz w sobie, ale których nie widzisz bo emocje wszystko zasłaniają. Pytanie, które ja bym tu postawił, to inne: czy jesteś gotowa na to, że karty pokażą coś, czego się nie spodziewasz?
Ja też zaczynałam od jednej karty i powiem szczerze, że to jest całkiem niezłe ćwiczenie nawet dla kogoś, kto nie zna znaczeń na pamięć. Nie chodzi o to żeby wiedzieć, co karta "oficjalnie" znaczy, tylko żeby zobaczyć, co ty czujesz, gdy na nią patrzysz. To brzmi może banalnie, ale naprawdę coś daje. Mam własny notatnik i jak patrzę na wpisy z trudnych momentów, to widać wyraźnie, jak moje postrzeganie tych samych kart się zmieniało :(.
To jest ciekawy spór, ale myślę, że obie strony mają rację po części. Kluczowe jest chyba to, z jakim nastawieniem siadasz do kart. Jeśli szukasz potwierdzenia katastrofy - znajdziesz ją. Jeśli szukasz pytania, które pomoże ci się zatrzymać - też je znajdziesz. Sam pracuję z tarotem od kilku lat i nauczyłem się, że przed rozkładem warto spędzić chwilę z oddechem i jasno sformułować pytanie. Samo to juz dużo zmienia.
wracając do pierwotnego pytania - zastanawiam się nad tym momentem "kiedy". Czy ktoś tutaj miał takie doświadczenie, ze tarot w kryzysie wyraźnie zaszkodził? Mam na myśli nie to że karta była trudna do przyjęcia, ale że serio pogłębiła zamęt zamiast go rozjaśnić? Bo z moich obserwacji wynika, że tarot bardziej szkodzi gdy ktoś traktuje go jak wyrocznię zamiast lustra.
I tu jest w ogóle kluczowa kwestia, której chyba nie powiedzieliśmy wprost. Tarot nie mówi, co zrobić. On nie decyduje. Jeśli ktoś w kryzysie idzie do kart po decyzję - to jest złe ustawienie relacji z tarotem. Karty mogą pokazać energię sytuacji, możliwe kierunki, coś, co czujesz a nie nazywasz - ale nie wyrokują. I to trzeba wiedzieć zanim się usiądzie z talią, szczególnie w trudnym momencie.
A jak to wytłumaczyć osobie, która naprawdę desperacko szuka jakiejkolwiek odpowiedzi? Czytam ten wątek i myślę sobie o ludziach, którzy sięgają po karty właśnie dlatego że nie mają żadnego oparcia. Czy można w ogóle powiedzieć takiej osobie: "poczekaj, nie jesteś gotowa"? To brzmi jak odsyłanie kogoś, kto potrzebuje pomocy :D.
Słuchajcie, cały czas rozmawiacie o tarocie jakby był jedyną opcją. Ale osoba, która napisała na początku, że nie wie, kim jest po zmianach w życiu - to brzmi jak coś, gdzie tarot może być pomocą, ale nie zastąpi rozmowy z kimś bliskim albo nawet ze specjalistą. Nie mówię że tarot jest bez wartości - sam cenię te metody - ale warto zachować proporcje. Karty mogą pomóc w refleksji, ale kryzysu tożsamości nie rozwiążą.
To "lustro" to jest dla mnie najlepszy opis. Kiedy sama byłam w podobnym miejscu, tarot nie dał mi odpowiedzi - ale dał mi coś, nad czym mogłam usiąść i pomyśleć przez dłuższą chwilę, zamiast kręcić się w kółko z tymi samymi myślami. Ale naprawdę, zacznij od prostego rozkładu - jedna lub trzy karty maksymalnie. I nie próbuj od razu interpretować wszystkiego sama bo to może przytłoczyć.
ja obserwuję ten wątek od początku i mam takie wrażenie, że ciągle rozmawiamy o tym czy w ogóle można jak można kiedy można - ale nikt nie zapytał jeszcze, jakiej talii użyć :). Bo na przykład Rider-Waite jest inaczej czytelny niż coś bardziej abstrakcyjnego i dla kogoś, kto zaczyna w trudnym momencie, ta estetyka może mieć znaczenie. Albo się mylę?
Właśnie to "wywołanie głosu" brzmi dla mnie sensownie. Nie szukam wyroczni, tylko czegoś, co mi pomoże w ogóle zacząć myśleć bardziej uporządkowanie. Ostatnio mam takie uczucie, że wszystkie myśli mi się kręcą w kółko i nigdzie nie dochodzę. Rider-Waite to ta klasyczna talia z tymi kolorowymi ilustracjami? Widziałam ją chyba w sklepie.
- tak, ta z żółtym tłem na wielu kartach. Jest dosłownie wszędzie i nie bez powodu. ale mam do ciebie pytanie - jak mówisz, że myśli kręcą się w kółko, to czy to są konkretne myśli o czymś (o decyzji, o relacji), czy raczej takie ogólne poczucie zagubienia bez konkretnego tematu?
No właśnie i dlatego uważam że robienie sobie odczytu samodzielnie w ostrym kryzysie to jest ryzyko. Latawica mówi, że Księżyc "może znaczyć" coś łagodnego - ale osoba, której wszystko się wali, zobaczy na Księżycu demony i potwory z tej karty dosłownie. I nie przekonasz mnie że to jest dla niej dobre
Rozumiem, że pytacie z troski i doceniam to. To bardziej to pierwsze - szukam siebie po dużych zmianach ale funkcjonuję, rozmawiam z ludźmi, nie jest tak źle. Bardziej czuję się jak... zgubiona wersja siebie niż ktoś, kto nie daje rady w ogóle. Stąd właśnie myśl o tarocie jako punkcie do myślenia :).
To co napisałaś o "zgubionej wersji siebie" bardzo do mnie trafia. Ja miałam podobny okres i właśnie wtedy zaczęłam z kartami. nie pamiętam żebym wtedy miała jakiś wielki przełom od jednego rozkładu, ale pamiętam, że samo siedzenie z talią, mieszanie, wybieranie - działało na mnie trochę jak zatrzymanie się. Czy to ma sens?
To jest właśnie coś, o czym warto powiedzieć wprost osobie która dopiero zaczyna z kartami w kryzysie: nie siadaj do tarota prosto z wiru... Daj sobie choćby pięć minut przed. I chyba to jest lepsza odpowiedź na pytanie "kiedy sięgać po karty" niż próba zdefiniowania, czy kryzys jest wystarczająco mały żeby kartami się zajmować.
Nie mam nikogo takiego w otoczeniu, nie. I szczerze - nie wiem, czy chciałabym zaczynać od sesji z obcą osobą. Trochę mnie to przeraża, bo to jednak dość intymne sprawy. Chyba wolałabym najpierw sama spróbować, a potem ewentualnie z kimś rozmawiać o tym, co wyszło.
To co mówisz o intymności - to jest bardzo uczciwe i myślę, że dużo mówi o tym, jak podchodzisz do tej pracy. Samodzielny rozkład jako pierwsze podejście jest jak najbardziej sensowny, szczególnie jeśli nie czujesz się gotowa na dzielenie się tym z kimś obcym. Tylko pamiętaj że jak coś cię mocno uderzy emocjonalnie, to możesz po prostu odłożyć karty i wrócić za jakiś czas.
Wracając do Talimanki i tego, co powiedziała o samodzielnym starcie - mam pytanie, może trywialne ale chcę się upewnić :). Masz juz jakąś talię? Rider-Waite był wspomniany, ale czy masz ją fizycznie u siebie czy dopiero planujesz kupić?
Jeszcze nie mam... Planowałam kupić, ale teraz ta rozmowa sprawia, że zastanawiam się czy od razu Rider-Waite, czy może coś innego. Szczerze to jestem trochę przytłoczona tym, ile jest opcji.
A ja słyszałam, że talia powinna sama do ciebie przyjść, albo że ktoś powinien ci ją podarować i wtedy ma większą moc. czy to prawda, czy to jeden z tych mitów?
Ale właśnie - to jest idealne pytanie do kart. serio serio. Pytania egzystencjalne, tożsamościowe, takie bez gotowej odpowiedzi - to jest dokładnie ten rodzaj pytań, z którymi tarot działa najlepiej. Nie pytaj kart "czy dostanę tę pracę", bo to jest pytanie zamknięte. Pytaj "kim jestem" i patrz, co wychodzi. To ma ręce i nogi.
Ta cisza zewnętrzna, o której piszesz - to jest właśnie ten moment, kiedy wiele osób po raz pierwszy siada do kart. I to bywa jednocześnie bardzo dobry i bardzo trudny czas. Bo kiedy nie ma codziennego hałasu, który zagłusza, to karty mogą wyciągnąć rzeczy, których się nie spodziewałaś. Czy to cię niepokoi, czy raczej przyciąga?
Czytam tę rozmowę i mam pytanie które może być trochę z boku ale wydaje mi się ważne. Talizmanka powiedziała, że karty mogą pokazać coś, czego nie ma słów opisać :). Ale co jeśli właśnie to jest problem - że karta pokaże coś, co jest zbyt duże, żeby z tym zostać samej?? Pytam serio bo nie znam tarota ale znam to uczucie gdy coś wychodzi na powierzchnię i nie wiadomo co z tym zrobić.
wala83 zadała dobre pytanie. Mam kilka osób ale jak mówiłam wcześniej - nie chcę obciążać. Może to brzmi jak wymówka, nie wiem. Ale jednocześnie rozumiem o co pytasz. Trochę mnie ta myśl zatrzymuje - co jeśli zobaczę coś, z czym nie będę wiedziała co zrobić?
Kapłanka Wysoka jako pierwsza karta, która cię przyciąga - to jest coś... Ona jest właśnie o tym, co jest za zasłoną. O tym co niewidoczne, nieodkryte, co czeka. To całkiem trafne dla kogoś, kto czuje że w środku jest coś, czego jeszcze nie zna. Ale nie chcę od razu interpretować bo to jest twoje. Jak ty ją czułaś?
"Za blisko" to jest piękne określenie i mysle, że sam w sobie jest odpowiedzią na pytanie czy jesteś gotowa do pracy z kartami. Jeśli karta potrafi cię dotknąć zanim jeszcze zrobiłaś jakikolwiek rozkład, to masz już dostęp do czegoś ważnego. Pytanie tylko jak to otworzyć żeby nie było za dużo naraz.
