Hej, nie wiem czy dobrze trafiam z tym tematem, ale chodzi mi o coś bardzo konkretnego. Robię tarot już od jakiegoś czasu i ostatnio bardzo chcę to pogłębiać ale rodzice totalnie mi to blokują. Mama mówi że to diabeł, tata że marnuję czas. Pomyślałam że może tarot sam mi coś powie o tej sytuacji. Czy jest jakiś rozkład, który pomoże zrozumieć, co tak naprawdę jest moim zobowiązaniem w tej sytuacji? Wobec siebie, wobec nich? Nie wiem jak to rozłożyć, żeby dostać jakiś sensowny wgląd, a nie tylko potwierdzenie tego co i tak czuję.
To jest naprawdę ciekawe pytanie bo właśnie ta granica między własnymi potrzebami a powinnościami rodzinnymi jest jednym z trudniejszych tematów do rozkładania. Ja w podobnej sytuacji użyłam rozkładu celtyckiego, ale nie klasycznie pod decyzję, tylko każdej karcie przypisałam konkretną rolę: ja, moi bliscy, co nas łączy i co nas dzieli. Ale zanim cokolwiek zaproponuję - co dostałaś, jak już próbowałaś coś rozłożyć? Bo z treści postu wynika, że coś już próbowałaś, tak?
Też jestem ciekawa czy już coś rozkładałaś. Bo z doświadczenia wiem, że zanim się dobierze rozkład, to warto wiedzieć czego dokładnie szukamy. Tu masz dwie różne kwestie - jedna to "czy mam rację robiąc tarot", a druga to "jak to ułożyć z rodzicami". To są kompletnie inne pytania do kart, przynajmniej dla mnie.
tak, próbowałam, ale chyba zadałam za ogólne pytanie. Wyciągnęłam trzy karty i wyszło mi Koło Fortuny, Hierofant odwrócony i Czwórka Mieczy. Hierofant odwrócony bardzo mnie uderzył, bo to jakby bunt wobec tradycji, instytucji, autorytetów - a dla mnie rodzice to właśnie taki autorytet. Ale nie wiem, co z tym zrobić... Czy to karta mówi "masz rację, buntuj się" czy "uważaj, to bunt ktory może zaszkodzić"? Tego właśnie nie potrafię rozgryźć.
Hierofant odwrócony to jedna z tych kart, którą bardzo łatwo interpretować pod tezę. Czyli jeśli chcesz się buntować, to mówisz "no tak, karta wspiera". A jeśli się boisz - to "ostrzega". Mam notatki z kilku różnych interpretacji tej karty w odwróceniu i naprawdę nie ma tu jednej odpowiedzi. Dlatego pytam - co czułaś w chwili, gdy ją wyciągnęłaś? Zanim zaczęłaś analizować, jaka była ta pierwsza reakcja?
Pierwsza reakcja na Hierofanta odwróconego była taka... ulga? Jakbym dostała pozwolenie. Ale potem się przestraszyłam, że to moze myślenie życzeniowe i że interpretuję pod siebie. dlatego właśnie pytam tutaj. I dziękuję Wam tak bardzo, że w ogóle odpowiadacie bo naprawdę nie wiedziałam do kogo się z tym zwrócić.
Powiem szczerze że trochę mnie niepokoi szukanie w kartach odpowiedzi na to czy słuchać rodziców czy nie. To jest decyzja życiowa, a nie wróżba. Ale skoro jesteś tu na forum tarota, to może zapytam inaczej - co rozumiesz przez "powinność" w tym kontekście :)?? Czy chodzi ci o to żeby tarot potwierdził co masz zrobić czy żeby lepiej zrozumieć skąd ten konflikt w ogóle?
przepraszam że sie wtrącam bo tarot to nie moja działka zupełnie ale czytam i mam pytanie - czy tarot może w ogóle odpowiedzieć na pytanie o powinność wobec rodziny? Wydaje mi się że to bardziej kwestia wartości niż czegoś co karty mogą wskazać. Albo się mylę i tarot faktycznie tak działa?
Wracając do konkretów - jest taki rozkład, który bardzo lubię przy dylematach relacyjnych. Pięć kart: pierwsza to ty i twoje rzeczywiste potrzeby, druga to druga strona i jej perspektywa, trzecia to to co was łączy, czwarta to co jest źródłem napięcia i piąta to możliwy kierunek. Nie mówi co zrobić ale pokazuje mapę :P. Myślisz że mogłabyś spróbować czegoś takiego?
O, to brzmi naprawdę sensownie. Właśnie o coś takiego mi chodziło, mapa a nie wyrok. ojej ale mam pytanie do tej piątej karty - kierunek to co :)? Kierunek działania, kierunek myślenia, kierunek relacji? Bo czuję że jak wyciągam kartę "co zrobić", to zawsze interpretuję ją za bardzo konkretnie i potem jestem zdezorientowana.
Piąta karta to dla mnie zawsze "energia, która może pomóc w poruszeniu się z miejsca". Nie "zrób to", tylko "w tym kierunku jest wyjście". Czasem to karta czysto wewnętrzna, jak Pustelnik - mówi, idź do środka, przemyśl. serio a czasem bardziej zewnętrzna, jak As Pentakli - coś materialnego, konkretny krok. Ale zawsze zależy od kontekstu całego rozkładu...
Chcę dopytać o coś bo ta rozmowa idzie w stronę techniki rozkładu, a nie ruszono jeszcze ważniejszej kwestii. Czy zastanawiałaś się nad tym, czego konkretnie boją sie rodzice?? Bo "to diabeł" to jest etykietka, za którą zwykle kryje się coś innego - lęk o ciebie, niezrozumienie, albo ich własne przekonania religijne. I to właśnie warto by dać kartom do przepracowania, a nie pytanie "buntować się czy nie" :).
To pytanie Gruszanki o relację jest naprawdę inne niż to, od czego zaczęłaś. Zauważasz tę różnicę? "Co mam zrobić z tarotem" kontra "czego potrzebuje ta relacja". To drugie jest właściwie bezpieczniejsze, bo nie stawia cię od razu w pozycji kogoś, kto musi wybrać stronę.
właśnie dlatego że pytanie jest miękkie, odpowiedź może być konkretniejsza. Paradoks tarota polega trochę na tym, że jak pytasz "co zrobić", to karty mogą pokazać wszystko i nic. Jak pytasz o energię relacji, to masz węższy filtr. Spróbuj. Co najwyżej wyciągniesz coś czego nie rozumiesz i wrócimy do analizy tutaj.
To co mówisz to jest właściwie sedno dylematu i tu tarot może rzeczywiście pomóc. Nie żeby wskazał czy "tak czy nie" ale żeby sprawdził czy ta potrzeba jest czymś trwałym. Jest taki prosty rozkład, trzy karty: kim jesteś w tej praktyce teraz, czego ona naprawdę ci dostarcza, i co byś straciła rezygnując. Nie ma tu nic o rodzicach, tylko o tobie. Jak brzmi odpowiedź na te trzy pytania bez kart?
Czytam ten wątek i mam podobną historię, tylko u mnie nie rodzice, ale mąż. I właśnie robiłam ten rozkład o relacji, nie o decyzji, i wyszła mi Dziewiątka Kielichów w pozycji "co relacja potrzebuje". Nie wiedziałam co z tym zrobić, bo to jest karta spełnienia, marzeń, ale też takiego trochę wyobrażonego szczęścia. Ktoś miał taką kartę w podobnym kontekście?
Przepraszam że na chwilę wchodzę między waszą rozmowę ale właśnie odpowiadałam sobie na te pytania Wajdeloty bez kart i utknęłam na tym trzecim, co bym straciła rezygnując. i nie wiem. Naprawdę nie wiem. Czy to jest znak, że to nie jest dla mnie wystarczająco ważne, czy że jestem zbyt przestraszona żeby się do tego przyznać :)??
Niekoniecznie jedno albo drugie. Nie wiedzieć co się straci, zanim się straci, to jest całkiem normalne. Ale powiedz mi jak wyobraziłaś sobie siebie za rok, dwa, bez tarota w życiu, co poczułaś w ciele? Spokój? Ulgę :)?? Żal? To jest często więcej warte niż odpowiedź słowna.
To jest chyba pierwsza taka bezpośrednia odpowiedź w tym wątku, bez owijania w bawełnę. jak ją słyszę, to myślę, że pytanie "czy powinnam to robić" jest właściwie już trochę nieaktualne. Pytanie jest chyba inne, jak to robić mając rodziców, którzy się boją.
