To co Pustelnik napisał na końcu o lustrze zamiast mapy... to mi coś kliknęło. Bo ja dotąd myślałam o Wielkich Arkanach właśnie jak o mapie, że jest jakaś trasa i jakiś cel. A jak nie ma celu, to karta nic nie mówi. Ale jeśli to lustro, to ona mówi coś nawet wtedy, kiedy nie wiesz dokąd idziesz. Czy dobrze to rozumiem?
Ale chwilę, bo ja się troche gubie w tym rozróżnieniu. Jak wyciągam kartę żeby dostać wskazówkę, to chcę żeby ona mi powiedziała co robić. Jeśli Księżyc jest lustrem a nie mapą, to co ja z tym lustrem mam zrobić praktycznie? Patrzeć i tyle?
Wracam do tego co mówiłam wcześniej o Księżycu i Słońcu, bo Pustelnik odpowiedział że Księżyc jest obowiązkowy a Słońce jest pytaniem. Chcę to rozwinąć. Znam ludzi którzy po Wieży jakby zatrzymali się na poziomie Księżyca na długo, może latami. I nie dotarli do Słońca. Czy to znaczy że ich droga jest niepełna? Że coś zawiodło?
Chcę tutaj dorzucić jedno zastrzeżenie do tego co Pustelnik pisze, bo uważam że to ważne. Kiedy mówimy o godzeniu się ze śmiertelnością w kontekście tarota, łatwo jest popaść w poetyzowanie. Tymczasem Księżyc jako 'miejsce prawdziwe przez lata' może też oznaczać stan który wymaga wsparcia poza ezoterycznym. Karta jest lustrem, ale lusterko nie leczy.
Sprawiedliwa i Brygida mówia to samo i ja sie zgadzam ale mam wrazenie ze wychodzimy troche z tematu. bo temat jest o bezdomnych duchowo i kartach ktore pomagaja sie pogodzic ze smiertelnoscia. Czy taka osoba nie jest juz sama w sobie kimś kto umie zyc bez pewnosci? Moze dla niej Ksieztyc to nie jest pułapka tylko naturalny habitat?
Czytam tę dyskusję i zastanawiam się czy nie pomijamy całkowicie Sądu Ostatecznego. W tej sekwencji którą Pustelnik zarysował jest on tuż przed Światem, a to karta przebudzenia, wołania. Dla bezdomnego duchowo, kogoś bez zakorzenienia, to wołanie skąd pochodzi? Kto go woła i do czego?
W moich notatkach Sąd Ostateczny jest powiązany z Plutonem i z ideą transformacji nieodwracalnej. W astrologii Pluton nie pyta czy chcesz się zmienić, on zmienia. Może to pasuje do bezdomnego duchowo właśnie dlatego że to przebudzenie nie wymaga zgody ani kierunku. Ono po prostu następuje.
Cezary zadaje dobre pytanie i nie ma w nim kółka, jest spirala. Wisielec to zawieszenie z wyboru, Sąd Ostateczny to przebudzenie bez możliwości odwołania. Różnica jest zasadnicza. Wisielec pyta: czy jesteś gotowy oddać kontrolę? Sąd mówi: już ją oddałeś, teraz wstań. dla kogoś bezdomnego duchowo to może być moment kiedy rozumie że jego bezdomność nie jest defektem, jest odpowiedzią na wołanie.
To co Pustelnik pisze o bezdomnosci jako odpowiedzi na wolanie... to mi coś zrobiło. Zawsze mysłam ze bycie bez zakorzenienia jest czymś czego sie szuka rozwiazania. a tu nagle mamy karte ktora mówi ze to moze byc właśnie cel? Nie wiem czy to pocieszajace czy przestraszajace.
Przepraszam że pytam tak z boku, ale co to znaczy 'bezdomny duchowo'? Czytam cały wątek i mam wrażenie że każdy rozumie to inaczej. Jedna osoba mówi o braku zakorzenienia, inna o braku celu, inna o życiu z niejednoznacznością. Czy jest jakaś jedna definicja? :))
Czarodka97 celuje w coś ważnego. Głupiec jest kartą bez numeru albo z numerem zero, zależy od tradycji, i właśnie to zawieszenie między jest jego istotą. Dla bezdomnego duchowo on nie jest punktem startowym podróży, on jest stanem stałym. to zmienia całą sekwencję. Wielkie Arkany nie muszą być czytane jako droga od zera do Świata. Mogą być czytane jako mapa możliwych stanów, w których Głupiec jest jednym z nich, a nie wyłącznie początkiem.
Przepraszam że znowu przerywam, ale Pustelnik napisał że Głupiec może być 'stanem stałym'. Czy to znaczy że można utknąć na Głupcu tak samo jak na Księżycu? Bo wcześniej była dyskusja że Księżyc może być albo pułapką albo habitatem. Czy Głupiec też ma te dwa oblicza?
Mam to zanotowane trochę inaczej i chcę sprawdzić czy się mylę. W niektórych szkołach Głupiec jest poza sekwencją właśnie dlatego że reprezentuje tę część nas która nie podlega inicjacji. Nie uczy się, nie dojrzewa w sensie tradycyjnym, ale też nie cierpi z powodu braku ciągłości. Czy to pasuje do bezdomności duchowej jako stanu który nie jest defektem, tylko sposobem bycia?
Chcę tu wejść z czymś może niepopularnym. Dyskutujemy o Głupcu, Księżycu, Sądzie jakby te karty były diagnozą stanu człowieka. Ale przy godzeniu się ze śmiertelnością, czyli tym co jest w tytule tego wątku, żadna z tych kart nie mówi nic o tym jak umierać. świat mówi. I zastanawiam się czy nie uciekamy od tej karty celowo, bo jest najtrudniejsza.
Sprawiedliwa zadaje najważniejsze pytanie tego wątku i Zocha_O odpowiada na nie dokładnie tak jak ja bym odpowiedział. Świat nie jest nagrodą za przebycie drogi. Świat jest momentem, w którym przestajesz pytać czy droga sie skończyła. Dla bezdomnego duchowo Świat może wyglądać inaczej niż dla kogoś z domem. Ale to nie znaczy że jest niedostępny. To znaczy że ma inną postać.
To co Pustelnik pisze o Świecie jest dla mnie najciekawsze w całym wątku ale chce dopytać. Jeśli Świat ma 'inną postać' dla bezdomnego duchowo, to jak ta postać wygląda? Co konkretnie oznacza domknięcie dla kogoś bez zakorzenienia? Bo boję się że to jest ładne zdanie które może znaczyć wszystko i nic.
Wchodzę bo to pytanie Cezarego mnie też zatrzymało. Słyszałam kiedyś że Świat dla kogoś w takiej sytuacji to nie koniec podróży ale akceptacja że podróż jest samą istotą. Ale to brzmi jak pocieszonko, prawda? Jak to rozróżnić od racjonalizacji że niczego się nie osiągnęło? :))
Chcę wrócić do Świata bo mam inną teorię. W tradycji Rider-Waite figura na karcie Świata tańczy. To jest szczegół który mnie zawsze uderzał. Taniec nie jest stanem spoczynku, jest ruchem. Może Świat dla bezdomnego duchowo to właśnie ten taniec bez sceny, bez publiczności, i to jest w porządku?
Czytam te ostatnie posty i zastanawiam się czy nie zbliżamy sie do sedna. wszystkie te karty, Głupiec, Księżyc, Sąd, Świat, kiedy patrzy się na nie przez pryzmat godzenia sie ze śmiertelnością, mówią jedno: nie możesz się z nią pogodzić rozumem. Możesz tylko poczuć że jest częścią ruchu, nie końcem. I może właśnie bezdomny duchowo ma do tego łatwiejszy dostęp, bo nie ma złudzeń ciągłości. 😀
Czytam ten wątek od dawna i mam pytanie może podstawowe, ale nie potrafię go nie zadać. Kiedy mówicie 'bezdomny duchowo' to czy chodzi o kogoś kto nigdy nie miał żadnej tradycji, czy o kogoś kto ją miał i stracił? Bo mam wrażenie że te dwa doświadczenia są zupełnie różne, a karty które wymienialiście mogłyby inaczej działać w każdym z tych przypadków.
Pytanie Jacentego.2 jest naprawde istotne i dziwię się że nikt wcześniej go nie zadał wprost. Myślę że to są dwa różne wątki które przez cały czas mieszaliśmy. Ktoś kto nigdy nie miał tradycji to jest Głupiec w tym sensie który omawialiśmy, ruch bez punktu wyjścia. Ktoś po utracie tradycji to jest ktoś po Wieży, ma punkt wyjścia ale on juz nie istnieje. i dla tej drugiej osoby Sąd ma zupełnie inny ciężar, bo jest wezwaniem do czegoś co kiedyś było, a teraz nie ma już kształtu. 😉
I właśnie przy tym rozróżnieniu wracam do pytania które zadałam wcześniej, a które trochę zostało bez odpowiedzi. Czy dla kogoś po Wieży Głupiec jest w ogóle dostępny? Bo Wieża zostawia pamięć struktury, choćby w postaci ruin. Głupiec nie zna ruin. Czy można cofnąć się do Głupca po tym jak się już miało dom i go straciło, czy to jest droga zamknięta?
To rozróżnienie Pustelnika jest ważne, ale chcę do niego dołożyć jedną rzecz przy temacie godzenia się ze śmiertelnością. Osoba po Wieży, która straciła tradycję, ma jeszcze coś czego osoba nigdy niezakorzeniona nie ma: wie czym jest utrata. I to może być paradoksalnie bliżej śmierci niż wszystkie systemy. Bo śmierć jest właśnie tym, utratą tego co było. Czy Sąd może być kartą specyficznie dla niej, nie jako wezwanie ale jako rozpoznanie?
