Chciałam poruszyć temat, który rzadko pojawia się w kontekście tarota, a moim zdaniem jest bardzo ważny. Pracuję od lat z kartami i coraz częściej trafiają do mnie osoby, które zmagają się z chorobami mięśniowymi, dystrofią, fibromialgią, stwardnieniem rozsianym i podobnymi schorzeniami. Zaczęłam się zastanawiać, które karty mogą działać wspierająco dla takich osób podczas czytania, nie jako 'leczenie', bo to oczywiste, że karty nie leczą, ale jako wsparcie psychiczne i duchowe. Moje doświadczenie wskazuje na kilka kart Wielkich Arkanów: Siłę, Gwiazdę i Pustelnika. Ale chętnie posłucham, co inni o tym myślą.
Ciekawy temat. Sam mam w rodzinie osobę z fibromialgią i zdarzyło mi sie robić dla niej proste układy. Karta Siły to oczywisty wybór, ale ja bym też zwrócił uwage na Koło Fortuny, choć wiem że bywa kontrowersyjna. Dla kogoś, kto zmaga sie z przewlekłym bólem, przypomnienie, że wszystko sie zmienia, bywa bardzo potrzebne. Czy ty, Oleandro, pracujesz z konkretnymi układami przy takich czytaniach czy raczej patrzysz na karty, które się pojawiają?
Wchodzę w temat, bo łączę tarot z pracą na czakrach i przy chorobach mięśniowych to jest dla mnie zestaw, który idzie w parze. Karta Gwiazdy kojarzy mi się z czakrą korony i przepływem energii który przy takich schorzeniach bywa zablokowany. Ale mam pytanie do Oleandry czy pracujesz z konkretnymi taliami? Bo symbolika różni się znacząco między Rider-Waitem a na przykład Osho Zen i to moim zdaniem może mieć znaczenie przy tak wrażliwym temacie.
Czytam wątek z dużym zainteresowaniem. Mnie zastanawia jedno czy przy pracy z osobami chorymi nie powinniśmy unikać kart które niosą bardzo silny ładunek symboliczny związany z transformacją jak Śmierć albo Wieża? Bo ktoś z cięszką chorobą moze to odebrać dosłownie i sie przestraszyć. Czy wy jakoś filtrujecie talie albo odkladacie pewne karty?
Przepraszam, że sie wtrącam ale chciałem zapytać z zupełnie innej strony. Sam mam zdiagnozowaną miopatię i szukam różnych form wsparcia poza medycznym. Czy tarot w ogóle może coś dać komuś takiemu jak ja, jeśli w ogóle nie wierzyłem wcześniej w karty? Nie wiem czy dobrze rozumiem co tu piszecie, czy chodzi o to żeby ktoś mi wróżył, czy bardziej coś jak psychologia?
Cieszę się, że piszesz, to jest właśnie perspektywa, której mi brakowało w tej dyskusji. Tarot terapeutyczny to nie wróżenie, to praca z obrazem i symbolem jako lustrem dla własnych myśli i emocji. Dla kogoś z przewlekłą chorobą może to być przestrzeń, żeby nazwać to, czego nie potrafi powiedzieć wprost: strach, zmęczenie, poczucie utraty kontroli. Pytanie do ciebie, Emilku, co konkretnie szukasz? Wsparcia emocjonalnego, jakiegoś poczucia sprawczości, czy czegoś jeszcze innego?
Chyba wlasnie tego poczucia sprawczości, o którym piszesz. Choroba zabrała mi duzo kontroli nad własnym ciałem i szukam czegoś, co da mi poczucie, że mam jeszcze jakiś głos w swojej sprawie. Nie oczekuje cudów. Czy karty mogą w ogóle coś takiego dać?
Emilek, myślę że odpowiedź na twoje pytanie jest tak, ale z ważnym zastrzeżeniem. Tarot działa jak zwierciadło, nie jak wyrocznia. Jeśli wchodzisz w to z nastawieniem, że chcesz lepiej rozumieć siebie w trudnej sytuacji, to może być pomocne. Jeśli szukasz gwarancji albo odpowiedzi 'kiedy wyzdrowieję', to żadna uczciwa osoba ci tego nie da. Co do kart, Asa Kielichów jako punkt wyjścia przy pracy z własną emocjonalnością też warto rozważyć, nie tylko Wielkie Arkana.
Hej, czytam ten wątek i mam pytanie chyba troche naiwne. Jak w ogóle 'siedzi sie z kartą'? Czy to znaczy że patrzy sie na nią i mysli sie o niej, czy jest jakaś technika? Pytam bo sam robię metyacje ale nigdy nie łączyłem ich z kartami.
Wchodze do dyskusji, bo kilka rzeczy wymaga sprostowania albo co najmniej doprecyzowania. Pojęcie 'syndromu zespołu mięśniowego' w tytule wątku jest dość nieścisłe medycznie bo to szeroka kategoria i różne schorzenia mają różne obrazy psychologiczne. Fibromialagia to co innego niż dystrofia mięśniowa pod względem przeżywania. Czy ktoś z was pracuje z kartami osobno dla różnych typów tych chorób, czy podchodzicie do tego bardzo ogólnie? Bo ogólność może tu być zawodna.
Noo i pytam, bo widze potencjał, ale też ryzyko. Znam kilka osób które po czytaniu tarota w trudnym zdrowotnie momencie poczuły sie gorzej bo osoba czytająca nie miała odpowiednich kompetencji do pracy z kimś w przewlekłym cierpieniu. to nie jest zarzut pod twoim adresem, bo wyraźnie masz przemyślane podejście. Ale zastanawiam się czy nie powinnyście tu też poruszyć kwestii granic kompetencji tarocisty.
Norbert poruszył coś ważnego. ja sam ograniczam się przy czytaniach dla bliskich i przy tematach zdrowotnych zawsze mówię wprost, że to nie jest konsultacja medyczna ani psychologiczna. Ale mam wątpliwość czy tarocista w ogóle jest w stanie ocenić, kiedy przekracza swoje granice. To wymaga sporej samoświadomości. Emilek, jak ty sie z tym czujesz, słyszysz te zastrzeżenia i czy to ci nie zniechęca do eksplorowania tarota? 😀
Okej, spróbuję. Ale mam jeszcze jedno pytanie, może głupie. czy to ma znaczenie, że jestem sceptykiem? Czytałem gdzieś, że tarot 'działa lepiej' jeśli się w niego wierzy. Jeśli wchodzę w to z nastawieniem 'zobaczę co z tego wyniknie', czy w ogóle ma to sens?
Muszę sie tu wtrącić bo ta kwestia sceptycyzmu to temat sam w sobie. Sam przez długi czas byłem sceptyczny i myślę że właśnie dlatego podchodzę do kart ostrożniej niż niektórzy. Ale Placyda ma rację, że do pracy z obrazem wiara nie jest potrzebna. Ciekawi mnie natomiast co innego, Emilek, czy twój terapeuta wie, że szukasz też takich dodatkowych form wsparcia?
Norbert, to ważna uwaga, ale chciałabym ją trochę zrównoważyć. medytacja z kartą to nie jest głęboka praca psychologiczna, to bardziej jak prowadzenie dziennika w obrazach. Emilek, gdybyś zaczynał od prostej kontemplacji Czwórki Mieczy przez kilka minut dziennie, ryzyko, że wyciągniesz coś, z czym nie poradzisz sobie sam, jest naprawdę niewielkie. Co innego gdybyś szedł na głębokie czytanie do kogoś obcego.
Zastanawiam się, czy przy chorobach mięśniowych nie warto byłoby do tej Czwórki Mieczy dołączyć jakąś kartę z Kielichów, żeby nie zostać tylko przy energii odpoczynku i izolacji. czwórka Kielichów też kojarzy mi się z zatrzymaniem, ale jest w niej coś więcej, jakaś oferta z zewnątrz, której człowiek jeszcze nie zauważa. Oleandro, co ty o tym sądzisz?
No i nie przy chorobach mięśniowych konkretnie, ale przy wypaleniu i przy stanach, gdzie ktoś był bardzo zamknięty na pomoc z zewnątrz. I właśnie to poczucie winy, o którym mówisz, jest ryzykiem. Ale też bywa momentem przełomowym. Hmm, teraz sama nie jestem pewna, czy to dobra propozycja dla Emilka.
Czytam te dyskusję i mam pytanko, troche z boku. Mówimy dużo o konkretnych kartach, Czwórka Mieczy, Czwórka Kielichów, As Kielichów. ale czy przy chorobie mięsniowej jest jakaś karta, której lepiej unikać, nie dlatego że jest 'zła' ale bo może wywołać jakiś trudny rezonans? Może takie pytanie padło wcześniej, ale wróciłem do wątku po przerwie.
Witchling, to sensowne z praktycznego punktu widzenia, ale chciałbym dodać jeden niuans. karta Pustelnika, która na pierwszy rzut oka moze się kojarzyć z izolacją, bywa dla osób chorych przewlekle bardzo uwalniająca, właśnie dlatego, że pokazuje samotność jako wybór i mądrość, a nie jako stan narzucony przez chorobę. Więc nie zawsze karta, która wydaje się trudna tematycznie, jest trudna w odbiorze.
Weszłam w ten wątek przez przypadek i zostałam, bo mam brata z miopatią. Mam pytanie praktyczne, bo trochę gubię sie w tym wszystkim. Jak w ogóle zaproponować komuś bliskiemu pracę z kartami żeby nie wyszło na to że mu podsuwa się magiczne rozwiązanie? Brat jest bardzo racjonalny i myślę, że by się skrzywił na słowo tarot.
Mam pytanie troche z innej strony. Czy ktoś z was próbował łączyć numerologię z tarotem przy takim wsparciu? Pytam, bo numerologia też pracuje z symbolami ale jest bardziej abstrakcyjna bez obrazów. Zastanawiam się czy dla kogoś z chorobą przewlekłą obraz jest lepszym punktem wejścia niż liczba.
