Przez ostatnie kilka miesięcy wracam myślami do pewnego układu kart, który sam sobie wyciągałem w momencie kiedy zmagałem się z tym, co można by nazwać kryzysem sensu. Nie chorobą, nie depresją kliniczną, ale takim stanem, w którym człowiek czuje się jak wędrowiec bez celu. Bez miejsca do którego wraca. I wtedy zacząłem bardziej świadomie patrzeć na Wielkie Arkany nie jako na mapę życiowych wydarzeń, ale jako na coś co opisuje człowieka pozbawionego kotwicy duchowej. Włóczęgę. tego ktury nie ma domu wewnętrznego. Interesuje mnie czy ktoś pracował z Wielkimi Arkanami właśnie w tym kontekście, tzn. nie przepowiedni, nie rozwoju przez kolejne stacje, ale jako lustra dla kogoś kto czuje się bezdomny duchowo. I jeszcze jedno pytanie które mnie nurtuje od dawna: czy jest wśród Wielkich Arkanów coś co wyraźnie dotyka tematu śmiertelności, przemijania, godzenia się z końcem? Nie tylko Śmierć jako karta, bo to zbyt oczywiste. Hodzi mi o coś głębszego.
Pytanie o bezdomność duchową to jedno z lepszych sformułowań tematu jakie widziałam w tej kategorii od dawna. Ale zanim odpiszę szerzej, chcę się upewnić że dobrze rozumiem, o jaką bezdomność ci chodzi. Czy mówisz o kimś kto stracił wiarę, porzucił swoją tradycję i szuka nowego języka? Czy może o kimś kto nigdy nie miał żadnego 'domu' duchowego i dryfuje? To są dwa zupełnie różne stany i Arkany inaczej z nimi pracują.
Czytam to i mi sie coś ściska, bo bardzo opisuje moją sytuację. nigdy tak tego nie nazwałam, ale ta 'bezdomność duchowa' to dokładnie to. Czy Głupiec w tym kontekście to dobra karta? Bo mi zawsze mówiono, że Głupiec to nowe początki i optymizm, ale jak patrzę na tę postać to on dosłownie nie ma domu, idzie przed siebie bez mapy. Czy to jest właśnie ten 'włóczęga' o którym piszesz?
Wchodzę do rozmowy, bo mnie ten wątek bardzo pociąga. Chce zwrócić uwagę na coś, o czym rzadko się mówi przy Głupcu: on nie jest wyłącznie na początku drogi. W strukturze talii jest jednocześnie pierwszą i ostatnią kartą, numerem 0 i kartą poza numeracją. To znaczy że 'bezdomny duchowo' nie jest tylko tym który zaczyna, ale też tym ktury skończył wszystkie stacje i wrócił do punktu zero. Jakby śmiertelność i kres były wpisane już w tę pierwszą kartę. <3
Mnie bardziej od Głupca interesuje Pustelnik w tym temacie. Bo Głupiec idzie i nie myśli. Ale Pustelnik już wie, że jest sam. On szuka ale nikt mu nie odpowiada, albo odpowiedź jest tylko w nim. To chyba bardziej o tej bezdomności duchowej, o której pisze autor wątku. Pustelnik to ktoś kto miał dom, wyszedł, i teraz stoi na górze z lampą. To musi być bardzo zimno.
Zanotowałam sobie ten wątek, bo robię coś w rodzaju porównania między tym jak różne systemy traktują 'kres'. i muszę powiedzieć, że przy tym pytaniu o godzenie się ze śmiertelnością w Wielkich Arkanach, najbardziej uderzyła mnie karta Świat. Ona jest zamknięciem cyklu, figurka w wieńcu jest i naga i otoczona, i skończona i swobodna. To jest dla mnie o wiele bardziej o śmiertelności niż sama karta Śmierci. Czy ktoś pracował z Światem właśnie w tym duchu?
Czytam tę rozmowę z otwartą buzią. Nigdy bym nie wpadła że można tak patrzeć na Wielkie Arkany. Mam jedno bardzo podstawowe pytanie: czy te 22 karty to jakby 22 etapy tej samej wędrówki? Bo jak tak patrzę to ta rozmowa sugeruje że wędrowiec przechodzi przez wszystkie i to jest właśnie to godzenie się ze śmiertelnością?
Moim zdaniem karta Sądu Ostatecznego jest tutaj kluczowa i dziwię się, że jeszcze nikt jej nie wymienił. To jest dosłownie karta przebudzenia po tym jak myślałeś, że wszystko skończone. Martwe postacie wstają z trumien. Dla osoby bezdomnej duchowo Sąd może oznaczać moment w którym cokolwiek w niej odpowiada na wołanie, nawet jeśli nie wie skąd ono pochodzi.
Mogę dorzucić coś z boku? Pracuję trochę z runami i tam jest podobny motyw, postać która przekracza próg bez pewności co jest po drugiej stronie. Ale wracając do Arkanów: zastanawiam się nad Wieżą w kontekście tego wątku. Bo bezdomność duchowa to czasem nie jest stan w którym się rodzimy, ale taki który następuje po tym jak Wieża uderzyła. Kiedy stary dom runął. Czy nie o to chodzi przy godzeniu się ze śmiertelnością: że najpierw musi runąć złudzenie trwałości?
Oj, to co napisałeś o Wieży jako o wyburzeniu, a nie karze, chcę rozwinąć, bo myślę że to klucz do całej rozmowy. Masz rację że bezdomność duchowa często nie zaczyna sie od wyboru. Ale Wieża sugeruje że coś musiało stać żeby mogło runąć. A co jeśli u niektórych z nas nigdy nie było tej wieży? Co jeśli ktoś wychodzi od razu jako Głupiec, bez żadnej struktury do obalenia?
To ciekawe rozróżnienie, Czarodka. Bo jeśli ktoś nigdy nie miał wieży, to czy może w ogóle doświadczyć Wieży jako karty? Zastanawiam się czy w takim razie ta osoba pomija całą część Arkanów od Papieża do Rydwanu i wchodzi gdzieś zupełnie inaczej w tę mapę.
Przepraszam że znowu z podstawami, ale nie do końca rozumiem: czy wy mówicie że te karty opisują to co spotkało człowieka, czy to co jest w nim wewnętrznie? Bo czytam tę rozmowę i raz mam wrażenie że Wielkie Arkany to etapy życia, a raz że stany duszy. to jest jedno i drugie jednocześnie?
Wróćmy na chwilę do tego co Pustelnik napisał o mapie. Jak mam rozumieć te mape dla kogoś bez punktu docelowego? Bo mapa zakłada że gdzieś idziesz. Jeśli bezdomny duchowo nie ma celu, to czy Wielkie Arkany w ogóle mają dla niego zastosowanie czy są tylko opisem błądzenia bez kierunku?
To co Pustelnik napisał o języku bardzo mnie uderzyło. Bo ja właśnie przez lata nie miałam jak nazwać tego swojego stanu. i jak pierwszy raz zobaczyłam Głupca w kontekście kogoś kto nie ma dokąd wrócić, a nie tylko kogoś kto zaczyna, to coś mi kliknęło. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych: czy jest jakiś układ kart, jakiś konkretny sposób czytania, który jest sensowny dla kogoś kto pyta właśnie o to? O godzenie się z byciem bez zakorzenienia?
Czytam tę wymianę z Apolonią i myślę o tym co Pustelnik powiedział o języku. W runach jest podobna idea, Odin zawiesza się na Yggdrasilu nie żeby znaleźć drogę do domu, ale żeby dostać alfabet. I ciekawe że ten alfabet przychodzi przez wyrzeczenie się, nie przez zdobycie. Czy Wielkie Arkany mają coś takiego? Kartę gdzie rezygnacja jest samym sensem, a nie tylko etapem?
Wisielec mnie zawsze trochę zatrzymuje. Ma spokojną twarz. Nie walczy. I to hyba jest coś czego szuka bezdomny duchowo, nie ocalenia, nie domu, ale zgody na to że tak jest. Czy ktoś z was miał Wisielca w kontekście właśnie tego tematu, nie jako 'poczekaj, zmień perspektywę' tylko głębiej?
Muszę sie przyznać że Wisielec zawsze mnie mylił i myślałam że to karta pasywności, że po prostu czekasz. Ale to co mówi Sprawiedliwa_E i Hortensja brzmi zupełnie inaczej. To nie jest czekanie, to jest jakieś aktywne bycie w zawieszeniu? Czy dobrze rozumiem?
Chcę się upewnić że dobrze śledzę. mamy więc Głupca na początku jako ten stan braku zakorzenienia, Wisielca jako akceptacje zawieszenia, Wieżę jako wyburzenie tego co było, i Świat jako ten paradoks domu wszędzie i nigdzie. Czy te cztery karty razem tworzą jakiś sens dla kogoś kto się godzi ze swoją śmiertelną bezdomnością? Czy to zbyt uproszczone?
Wchodze pozno do rozmowy ale nie moge nie napisac. Ta Gwiazda o której pisze Pustelnik to jest dla mnie osobiscie karta która zawsze mi mówi że jest cos wiekszego niż mój lęk. Nie dom, nie odpowiedź, tylko że jest. I jak to czytam w kontekscie smiertelności to ta karta chyba mówi: nie potrzebujesz wiedzieć co potem. Wystarczy że teraz oddychasz. czy to nie jest wlasnie godzenie sie ze smiertelnoscia?
Chce wrócić do pytania Boleslawa, bo mi ono siedzi w głowie. Czy w ogóle można czytać Gwiazde jako kartę kogoś kto nie ma punktu docelowego? Bo tradycyjnie ona wskazuje na odnowę, a odnowa zakłada że coś potem będzie inaczej. Dla bezdomnego duchowo 'inaczej' jest właśnie tym czego nie ma.
Oj tam, w moich notatkach mam zaznaczone że Gwiazda odpowiada Wodnicy w astrologii, a to znak który potrafi być emocjonalnie oderwany i jednocześnie głęboko oddany. Zastanawiam się czy ta kombinacja nie jest właśnie tym co opisuje godzenie się ze śmiertelnością: trzymasz się z dala, ale nie z obojętności, tylko z rozumienia. Czy ktoś to czuł przy tej karcie?
Czytam o tej Gwieździe i coś mi nie gra w moim własnym doświadczeniu. Wyciągałam ją kilka razy i za każdym razem czułam coś w rodzaju ulgi, ale ulgi tymczasowej. Jakby ktoś powiedział: teraz odpocznij, bo zaraz znowu będzie ciężko. Czy to moje czytanie było błędne, czy Gwiazda naprawdę może mieć taki odcień?
Zaraz, czyli jak dobrze rozumiem, to Gwiazda jest kartą ulgi, ale nie kartą końca trudności? Bo jak Pustelnik mówi że to karta bez pytania dokąd, a Sprawiedliwa że ona poprzedza Księżyc i jego lęki, to chyba ta ulga jest... tymczasowa? Jak biwak w środku trudnej drogi?
Wracając do tej sekwencji którą Pustelnik zaproponował: Głupiec, Wisielec, Wieża, Gwiazda, Świat. Mam pytanie o to co między Gwiazdą a Światem. Księżyc i Słońce są tam i wydają mi się bardzo różne od siebie. Czy bezdomny duchowo przechodzi przez oba, czy któryś go mija?
Przepraszam że wchodze z bardzo podstawowym pytaniem, ale jak wyciągam kartę w czytaniu i pada Księżyc, to skąd mam wiedzieć czy to jest ten 'obowiązkowy lęk' o którym mówi Pustelnik, czy to jest coś zupełnie innego? Kontekst? Inne karty obok? Bo Księżyc zawsze mnie trochę przeraża i nie wiem jak go oswoić.
Ten Księżyc to dla mnie zawsze jest taka karta ktora mówi: nie wiesz co jest prawdziwe i to jest w porzadku. Moze dla kogos bez zakorzenienia ta niepewnosc jest juz stanem normalnym, wiec Ksieztyc go nie przeraża tak jak innych? Mam tak że jak jestem w zlym miejscu zyciowym, Ksieztyc mi przynosi cos w rodzaju ulgi ze nie muszę rozumiec.
Na to pytanie Boleslawa nie mam jednej odpowiedzi. I myślę że to jest właśnie to miejsce gdzie Wielkie Arkany przestają być mapą, a stają sie lustrem. Czy Księżyc opisujący twój stan jest pocieszeniem czy smutkiem zależy tylko od tego co z tym sobą robisz. Karta nie ocenia. Ty decydujesz co widzisz.
