Chciałam zapytać o coś, z czym od jakiegoś czasu sie mierzę i nie wiem czy podchodzę do tego właściwie. Mam za sobą sytuację, w której zostałam skrzywdzona przez bliską osobę i mimo że to już jakiś czas temu, złość wraca falami. Próbowałam różnych rozkładów, ale żaden nie trafił dokładnie w ten temat. szukam czegoś konkretnego - rozkładu pod przebaczenie albo puszczanie gniewu. Nie chodzi mi o to, żeby 'udawać', że mi przeszło, tylko żeby naprawdę zrozumieć, co we mnie blokuje. Czy ktoś pracował kartami właśnie pod tym kątem? Jakie pozycje dawały wam sens w takim rozkładzie?
Temat bliski, bo sam robiłem podobne rzeczy kilka lat temu po rozstaniu z osobą, która mnie mocno zraniła. Zanim zaproponuje cokolwiek - co rozumiesz przez 'puszczanie gniewu' w kontekście kart? Bo to może iść w kilka kierunków. Można pracować diagnostycznie, czyli karty pokazują, gdzie jest zablokowanie. Można iść bardziej procesowo - rozkład jako mapa etapów przez kture trzeba przejść. i jeszcze trzecia opcja którą lubię, to pytanie kart o to, czego ta złość jeszcze nie powiedziała. Bo często gniew nie chce być 'puszczony', on chce być najpierw usłyszany.
Znam ten stan, kiedy gniew wraca mimo że 'powinno' już przejść. Robiłam kiedyś rozkład, ktury nazwałam roboczo 'korzeń i owoc'. Pierwsza karta to pytanie: czego ta sytuacja mi nie oddała. Druga: co ja nadal tej sytuacji oddaję. trzecia: co blokuje przepływ między mną a przebaczeniem. Czwarta: co musze zobaczyć, zeby móc puścić. Piąta: jak bedzie wyglądać moje życie, gdy to puści. Prosta struktura ale uderzająca, bo ta trzecia pozycja często przynosi coś nieoczekiwanego - jakiś przekonanie albo lęk, nie osobę ktura skrzywdziła.
Mogę zapytać, czy ten rozkład działa też kiedy człowiek nie jest pewien, czy w ogóle chce przebaczyć? Bo ja mam taką sytuację z rodzeństwem i szczerze - część mnie nie chce puszczać, bo to znaczyłoby jakby powiedzieć, że to co zrobili było okej. i nie wiem, czy tarot w ogóle ma sens, jeśli siadasz do niego z takim oporem wewnętrznym.
Czytam tę rozmowę i chce się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówicie o rozkładzie jako narzędziu do głębszej refleksji, nie jako wróżbie - czyli nie pytamy 'czy wybaczy mi ta osoba' ani 'kiedy przestanie boleć', tylko używamy kart żeby dotknąć czegoś w sobie? Bo dla mnie to kluczowa różnica i zastanawiałam się, czy początkujący rozumieją, że to inna praca niż standardowe 'co mnie czeka'.
A ile czasu to w ogóle zajmuje, żeby coś poczuć po takim rozkładzie? Bo mi trudno sobie wyobrazić, że siadam, rozkładam karty i nagle coś 'puszcza'. Myślałam, że to bardziej jednorazowe, że zobaczysz kartę i po sprawie.
To mnie trochę uspokaja, bo miałam wrażenie że robię coś źle, jak po sesji z kartami nic się nie zmieniło od razu. Ale wróćmy do tego rozkładu od Anetty - ta piąta pozycja, 'jak będzie wyglądać życie gdy puści' - czy to nie jest trochę zbyt przyszłościowe? Jak karty mają pokazać coś, co jeszcze nie istnieje?
Czytam tę dyskusję i mam jedno pytanie do Felicjana - ta opcja którą opisałeś jako 'czego złość jeszcze nie powiedziała'. Jak to konkretnie przekładasz na pozycje w rozkładzie? Bo to brzmi interesująco, ale nie wyobrażam sobie, jak pytać o to kartę.
Wchodzę w tę rozmowę, bo temat mnie poruszył. Pracuję od lat z rytuałami i kartami przy procesach związanych z emocjami i mam pewne obserwacje. To co opisuje Felicjan z tą drugą pozycją, ten moment kiedy karta mówi coś nieoczekiwanego, jest dla mnie najważniejszy w całej pracy. Ale chcę zapytać o coś innego - czy ktoś z was stosuje jakiś ryt przed rozkładem, kiedy temat jest tak naładowany emocjonalnie? Chodzi mi o to, że wchodzenie w takie pytania bez żadnego przygotowania może być dość mocne i nie każdy jest gotowy na to, co się pojawi.
Rozpoznaję bardzo mocno. Sama wpadłam w to przy rozkładzie związanym z bliską osobą - szukałam w kartach potwierdzenia, że mam rację, i oczywiście to znajdowałam, bo interpretowałam wszystko przez te soczewkę. Dopiero za trzecim razem jak usiadłam spokojniej, zobaczyłam zupełnie inne karty w tym samym rozkładzie.
Czytam to z zaintersowaniem (przepraszam za błędy, piszę szybko) i zastanawia mnie jedno - czy do takiegi rozkładu jak opisuje Felicjan powinno się używać całej talii czy tylko Wielkich Arkanów? Gdzieś czytałam, że do poważniejszych pytań lepiej same Wielkie Arkany bo są bardziej wymowne, ale nie jestem pewna czy to prawda.
Oj, dobra, ale wracając do tego co powiedział Felicjan o Małych Arkanach - jeśli w miejscu 'co naprawde zostało naruszone' wylosuje mi Trójkę Mieczy, to chyba oczywiste co to znaczy, nie? Zdrada, ból, cięcie. Gdzie tu zaskoczenie?
Mam to zapisane i chcę dopytać o jedno - Anetta, ty wspominałaś wcześniej o pozycji 'co ja nadal tej sytuacji oddaję'. Jak ty to rozumiesz kiedy karta tam jest bardzo pasywna, powiedzmy Czwórka Mieczy albo coś z Pucharów? Czy to znaczy, że ta osoba nie oddaje energii aktywnie, tylko tkwi?
tak, dokładnie tak to interpretuję. czwórka Mieczy w tej pozycji to dla mnie informacja, że człowiek zamroził tę energię - nie tyle ją oddaje, co ją przechowuje w sobie, w bezruchu. I to bywa równie wyczerpujące jak aktywne przeżywanie gniewu. Tylko trudniejsze do zauważenia, bo nie 'czuć' tego na co dzień.
To co mówi Anetta bardzo do mnie trafia, bo dokładnie tak mam z tym rodzeństwem - nie mam już do nich żalu na co dzień, ale jak ktoś porusza ten temat, to wychodzi, że to wszystko leży zamrożone. Zastanawiam się, czy robiąc ten rozkład warto wprost sformułować intencję na głos, czy można zrobić to w myślach?
Przy tej rozmowie o intencji - mnie zawsze zastanawiało, czy robić rozkład kiedy jest się emocjonalnie 'w środku' sprawy czy poczekać. Bo z jednej strony czytałam, że świeże emocje dają lepsze połączenie z kartami. z drugiej to co mówiła Nocnica o warstwie obronnej wydaje mi sie bardziej sensowne.
Wchodzę tu z zewnątrz bo to brzmi jak psychologia bardziej niż wróżbiarstwo - ten test z pytaniem i płakaniem to brzmi jak coś, co mogłaby powiedzieć terapeutka. Nie mówię, że to źle, tylko - czy karty są tu faktycznie potrzebne, czy to pretekst do refleksji, którą można zrobić bez kart?
Ale czy to nie jest trochę tak, że karty dają jakby 'pozowlenie' na zajęcie się tym co boli? Mam na myśli, że bez kart trudno powiedzieć sobie 'ok, teraz przez godzinę myślę o tym, że mam żal do mamy', a z kartami to jest jakby sesja z ramą. Czy ktoś to tak odczuwa?
Chcę sie tu wtrącić z konkretnym pytaniem do Felicjana bo chodze wokół tego od dłuższego czasu. Ten rozkład z trzema pozycjami - warstwa powierzchowna, naruszona wartość, niespełniona potrzeba - jak długo siedzisz przy jednej pozycji, zanim przejdziesz do następnej? Czy robisz to z góry do dołu, czy pozwalasz, żeby odsłaniały sie razem?
Dwadzieścia minut przy jednej karcie to ja bym zwariowała. Naprawdę tyle siedzisz? Co ty tam robisz przez ten czas, bo dla mnie po minucie albo coś widzę, albo nie.
Mam inne podejście do czasu i chce je tu wrzucić, bo może komuś pomoże. Przy runach pracuję podobnie jak wy przy kartach i nauczyłam się, że czas spędzony przy symbolu nie jest miarą głębokości. Czasem trzy sekundy i wiesz. Czasem pół godziny i nic. Chodzi o jakość uwagi, nie o minuty. Nie wiem czy to samo dotyczy tarota, ale podejrzewam, że tak.
Cefeida, to co opisujesz bardzo mi odpowiada - to 'kręcenie się'. Mam wrażenie, że właśnie dlatego boję się robić ten rozkład, bo nie wiem, co zrobię jak karta pokaże coś, czego nie chcę widzieć. Czy można z góry ustalić, że jeśli coś mnie uderzy za mocno, to odkładam i wracam kiedy indziej?
To co mówi Anetta bardzo mi ulżyło, bo właśnie tego się bałam - że jak zacznę i coś mnie uderzy za mocno, to zostanę z tym sama. Ale mam jeszcze jedno pytanie do tej kwestii przerywania: czy ty Anetta zapisujesz wtedy karty w jakimś konkretnym porządku, żeby potem wróć do dokładnie tego miejsca? Bo wyobrażam sobie, że jak wrócę po dniach do przerwanego rozkładu, to już może być inny nastrój i w ogóle inna perspektywa.
Fotografuję ułożenie kart na stole, zanim cokolwiek ruszę. Proste, zajmuje trzy sekundy i mam pewność, że wracam do tego samego obrazu, a nie do tego, co pamiętam. Ale Teofilka, twoje pytanie o 'inny nastrój po dniach' - czy to naprawdę jest problem? Mnie się zdarzyło wrócić do przerwanego rozkładu z inną perspektywą i ta różnica sama w sobie mówiła mi coś ważnego. Że coś się poruszyło.
Fotografia to akurat dobry pomysł, tego mi brakowało. Ale słuchajcie, trochę gubię się w tym wszystkim - zaczęłyśmy od rozkładu do puszczania gniewu, a teraz jesteśmy przy tym, kiedy przerywać sesję i czy różne nastroje to problem. Ktoś może mi powiedzieć, czy ten konkretny rozkład, który jest w tytule wątku, w ogóle gdzieś padł w tej rozmowie? Szukałam i nie mogę znaleźć.
Felicjan, właśnie to chciałam powiedzieć. Mam zapisane pozycje, ale pytanie otwierające to u mnie zawsze słaby punkt. zazwyczaj piszę coś ogólnego w stylu 'co blokuje moje przebaczenie' i potem wychodzą karty, które mogą znaczyć dosłownie wszystko. Czy ty formułujesz to bardzo konkretnie, z nazwą osoby, z sytuacją - czy zostawiasz luźno? 😉
to jest dokładnie ten dylemat, ktury mnie zatrzymuje przy każdym trudnym rozkładzie. Konkretne pytanie daje konkretniejszą ramę dla kart, ale jednocześnie ryzykujesz, że ograniczasz to co moze przyjść. Ja ostatnio zamiast pytania używam zdania, które opisuje stan, nie szuka odpowiedzi. Cos jak 'siedzę z tym co czuje do tej osoby i chcę zobaczyć to wyraźniej'. nie pytam. Oznajmiam. Ciekawe, czy ktoś jeszcze tak pracuje. 😛
