Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co chyba wielu z nas gdzieś tam czuje ale rzadko się o tym mówi wprost :). Tarot dla mnie przestał być czymś, co wyciągam żeby sprawdzić, co się stanie w tym tygodniu. Zamiast tego traktuję go bardziej jako taki lustrzany odbój dla tego, co dzieje się w środku. ostatnio wyszła mi Pustelnik trzy razy z rzędu przy różnych rozkładach i za każdym razem rozumiałam to inaczej, zależnie od tego, nad czym siedziałam. Czy wy też mieliście tak, że jedna karta zaczęła się pojawiać tak natrętnie, że musieliście cos w sobie przepracować zanim przestała?
U mnie tak było ze Śmiercią. Przez jakiś czas wychodziła dosłownie w co drugim ciągnięciu i na początku się stresowałam bo wiadomo jak ludzie kojarzą tę kartę. Ale potem zrozumiałam, że to nie jest żaden zły znak, tylko że jakaś faza po prostu się kończy i nie chcę jej puścić. @Pelagiusza97 Pytanie do ciebie jak długo pracujesz z kartami? Bo to rozróżnienie między wróżbą a pracą duchową, o którym piszesz, to nie przychodzi od razu.
Ale skąd w ogóle wiadomo, gdzie jest granica między tymi dwoma podejściami? Bo ja mam wrażenie że jak się pyta karty o konkretną sytuację, to to też jest praca nad sobą, tylko bardziej uziemiona :(. Czy to nie jest tak, że ta duchowa wędrówka i codzienna praktyka wróżebna to właściwie jedno i to samo, tylko różnie nazywane?
Ja właśnie zaczynam przygodę z kartami i szczerze trochę się gubię w tych rozróżnieniach... Czytam różne rzeczy i jedni mówią, że tarot to czysta wróżba, inni że to psychologia, jeszcze inni że duchowość. jak wy w ogóle zaczęliście traktować karty poważnie, bo ja na razie uczę się znaczeń na pamięć i czuję sie jak na egzaminie?
Ale czy to nie jest przypadkiem tak, że ta "prawidłowa" interpretacja to mit? Skoro każda tradycja interpretuje inaczej, to kto ma rację? Rider-Waite, Tarot Marsylski, tradycja hermetyczna - to są zupełnie różne systemy. Więc może ta intuicyjna droga jest po prostu uczciwsza?
Ja bym tu weszła z innej strony. Uczę się od jakiegoś czasu z konkretną tafią i zauważyłam, że dopóki uczyłam się znaczeń z książek, to moje odczyty były płaskie. Dopiero kiedy zaczęłam zwracać uwagę na to, co karta wywołuje we mnie emocjonalnie, coś się zmieniło... Więc może to nie jest kwestia intuicja kontra system, tylko kiedy ten system wchodzi do krwi?
Przepraszam ze wchodzę bo głównie czytam, ale chcę zapytać - czy wy w ogóle traktujecie te karty jako coś, co odpowiada na pytania z zewnątrz, czy wyłącznie jako zwierciadło wnętrza? Bo dla mnie ta różnica jest kluczowa i nie bardzo rozumiem jak można to łączyć.
Dobra ale od czego w ogóle zacząć? Bo tu słyszę o tradycjach, kabale, Rider-Waite, Marsylii, a ja kupiłem tafię miesiąc temu i nie wiem czy mam uczyć się na pamięć, medytować z kartami czy co. Kiedy to w ogóle zaczyna działać?!
Ale kiedy można powiedzieć że robi się to dobrze :)? Bo ja też ciągnę codziennie kartę i wydaje mi się że nie ma żadnego progresu. Minęły już prawie dwa miesiące i nadal nie czuję żadnego połączenia z tafią.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie do wszystkich - czy na początku w ogóle nie powinno się korzystać ze słowników i podręczników? Bo trochę mam wrażenie, że słyszę dwie sprzeczne rzeczy... Że trzeba znać tradycję, żeby nie kręcić się w kółko, i jednocześnie że te książkowe znaczenia przeszkadzają w prawdziwym kontakcie z kartą :D.
Tylko że ta "kolejność" to też nie jest oczywista. Ja próbowałam raz najpierw słownik, potem własne odczucia - i te słownikowe znaczenia tak mocno siedziały w głowie, że ciężko było zobaczyć cokolwiek poza nimi :). Potem zrobiłam odwrotnie i dopiero wtedy poczułam ze cokolwiek się zmienia. Więc może zależy od osoby?
ale zaraz, zaraz - to teraz w ogóle nie wiadomo czemu ufać? Intuicji nie, bo to może być kulturowe, książce nie bo to cudze interpretacje... Kiedy to zaczyna się układać w cokolwiek sensownego?? bo brzmi jakby nigdy nie było dobrej odpowiedzi.
Runmistrz trafił w coś ważnego i nie chcę tego zbagatelizować. Bo ja przez długi czas też tak miałam - czułam, że kręcę się w kółko i nic nie wychodzi :P. I szczerze nie wiem kiedy to się zmieniło. Chyba nie było jednego momentu, raczej w pewnym momencie spojrzałam wstecz i zobaczyłam, że interpretuję inaczej niż pół roku wcześniej.
Ale czy tarot w duchowej wędrówce musi w ogóle być mierzalny?? Zastanawiam się, bo ta cała rozmowa o postępie, notatkach, etapach - to brzmi bardzo... metodycznie. Czy nie można po prostu siedzieć z kartą i nie wiedzieć?
W runach jest podobnie - część ludzi uważa, że rzut powinien być czysty, bez analizy. Część że bez gruntownej znajomości tradycji to zabawa w ślepo. Nigdy nie doszli do zgody i pewnie tutaj też nie dojdziecie... ale z tego co czytam, to każdy jednak ma jakiś własny system, nawet ci co mówią ze nie mają.
Czytam tę dyskusję od początku i wiem tyle co nic o runach, ale w kartach spotkałam się z opinią że rewersów w ogóle nie powinno się używać na początku. Że lepiej najpierw opanować 78 kart w pozycji prostej, a dopiero potem dokładać rewersy. Czy to ma sens czy to uproszczenie?
Dobrze, ja chyba zrozumiałam co mam robić inaczej po tej rozmowie. Ale mam jeszcze jedno pytanie do Kianitki82 - mówiłaś wcześniej że szukałaś połączenia z własną intuicją, nie z tafią. Jak w ogóle można "szukać połączenia z intuicją" :)?? To brzmi dla mnie jak szukanie czegoś czego nie wiem czy istnieje.
No szukam w książce albo w internecie. I potem mam pięć różnych znaczeń i dalej nie wiem co wybrać. kurcze właśnie o to mi chodziło - za każdym razem wracam do punktu zero.
Słuchajcie, ale mamy juz bodajże kilkadziesiąt postów i ciągle jesteśmy przy tym samym - intuicja, metoda, znowu intuicja. czy ktokolwiek tutaj może powiedzieć wprost: ile czasu zajmuje zanim w ogóle zaczyna to mieć sens? Konkretnie, nie "kiedy poczujesz".
Z runami jest tak samo. Przez pierwsze miesiące pytałem się czy "prawidłowo" interpretuję. Potem przestałem pytać i zacząłem po prostu notować co mi przychodziło. Dopiero potem wyszło coś co było spójne. ale nigdy nie wiem czy to system czy ja sam.
Wracając do pytania Runmistrza o czas - bo chyba nie odpowiedziałam na to wystarczająco jasno. Nie chodzi o to ile tygodni czy miesięcy, tylko o to że pewnego dnia przestałam sprawdzać czy "dobrze" interpretuję i zaczęłam sprawdzać czy interpretacja jest dla mnie użyteczna. To nie jest kwestia czasu, tylko zmiany pytania.
Przeczytałem ten wątek od połowy i mam wrażenie, ze dużo się tu mówi o pracy z kartami jako procesie wewnętrznym, ale tarot to też konkretna tradycja z konkretnymi symbolami. oj ja kiedy miałem trudny czas i zacząłem sięgać po karty, to właśnie ta warstwa symboliczna dawała mi cos do zaczepienia. bez znajomości choćby podstaw Wielkich Arkanów te symbole byłyby dla mnie puste.
Bo właśnie to mnie zastanawia - czy jeśli Sprawiedliwość w Thoth jest ósmą kartą, a w Rider-Waite jedenastą, to czy w ogóle mówimy o tej samej energii :(?? Crowley przestawiał kolejność świadomie, to nie był błąd drukarski. To musi mieć znaczenie dla interpretacji, nie?
To jest ważna obserwacja i myślę że mocno niedoceniana przez osoby na początku. Ja długo traktowałam talię jak neutralne medium, a dopiero po czasie zobaczyłam że każda talia to czyjś system myślenia zawarty w symbolach. Rider-Waite to Złoty Świt, Thoth to Thelema, talia marsylska to coś jeszcze innego. Nie ma "tarot bez tradycji".
Dobra ale to znowu robimy koło :). Znowu mamy "zależy czego szukasz" i "nie ma jednej odpowiedzi". Mam konkretne pytanie do kogokolwiek kto pracuje regularnie: czy znajomość systemu za kartą, Kabała, Złoty Świt cokolwiek czy to realnie zmienia jakość odczytów? Czy to widać??
Ja wchodzę tu z własnym doświadczeniem bo przez jakiś czas miałem właśnie ten problem... Ciągnąłem jedną kartę dziennie i zamiast prostej obserwacji wchodziłem w pięć możliwych znaczeń i wychodziłem bardziej zagubiony niż przed. Pomogło mi jedno - zapisywanie jednego zdania, nie interpretacji, tylko odczucia. Co ta karta we mnie uruchomiła, nie co "znaczy".
Dobrze ale ja czytam to wszystko i mam poczucie że każdy tutaj wypracował sobie własny system po miesiącach prób i błędów... a czy istnieje w ogóle jakaś ścieżka dla kogoś kto nie chce przez rok błądzić?? Czy ktoś uczył się tarot od konkretnej osoby i to pomogło?
