Mam takie pytanie może trochę z innej strony - czy to "coś mnie tknęło" to jest zawsze ważny sygnał? Bo ja jak czasem patrzę na swój horoskop i coś mi nie pasuje, to też mnie "tyka", ale potem wychodzi że po prostu nie chciałem tego słyszeć. Jak odróżnić intuicję od zwykłego oporu?
A wracając do tego co powiedziała Elara - ta karta która nie pasowała do pytania. Czy to nie jest czasem tak że karty celowo odpowiadają na pytanie które naprawdę mamy, nie to które zadajemy?? Bo ja miałam tak że zadałam pytanie o pracę a w odpowiedzi dostałam coś co ewidentnie dotyczyło relacji i byłam zirytowana. A potem wyszło że właśnie to było ważniejsze tamtego okresu.
Ale czy to nie jest trochę tak że im bardziej kontrolujemy pytanie i intencję, tym mniej miejsca zostawiamy na to żeby zobaczyć cos co nas zaskoczy? Pytam bo wydaje mi się że ta rozmowa trochę się kręci wokół bezpiecznych ram i procedur, a ja się zastanawiam czy to czasem nie blokuje.
Chcę wrócić do pytania z tytułu wątku bo trochę nam to odpłynęło... Czy czytać karty podczas specjalnych dni - w tym wszystkim co piszecie jest jedna rzecz której nikt nie powiedział wprost: jeśli dany dzień niesie za sobą ładunek emocjonalny z przeszłości, to czytanie w nim nie jest ani lepsze ani gorsze - jest po prostu inne. I to "inne" wymaga od ciebie więcej świadomości, nie rezygnacji.
Ja to też widzę od strony numerologicznej dat świątecznych - same daty mają różny charakter i część z nich rzeczywiście wypada w momentach przejściowych które numerologicznie sprzyjają głębszemu odbiorowi. Ale to nie znaczy że każde czytanie w takim dniu będzie bardziej trafne :P. Raczej że może być bardziej intensywne - w obie strony.
Moim zdaniem jednak te specjalne dni mają własną energię niezależnie od nas. Wigilia to Wigilia, Samhain to Samhain - te daty były ważne zanim ktokolwiek z nas zaczął grzebać w kartach. I ta energia wpływa na czytanie czy chcemy czy nie :). Dlatego ja zawsze mówię żeby w te dni albo czytać z pełną świadomością albo w ogóle.
To co piszecie mnie troche uspokaja i jednocześnie nie... Bo czuję że nie ma jednej odpowiedzi na moje pierwotne pytanie - czy czytać czy nie czytać w świętach. ale chyba właśnie o to chodzi, tak? Że to nie jest kwestia zasady tylko kwestia tego co ja z tym zrobię?
Dokładnie. I myślę że to jest najlepsza konkluzja nie tylko dla ciebie - że pytanie z tytułu tego wątku nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Zależy od ciebie, od dnia, od tego co za tobą :). Ktoś inny w tej samej Wigilii czyta bez żadnego problemu. Ty na razie masz z tym skojarzenie którego nie przepracowałaś. I to jest informacja o tobie, nie o kartach.
To co napisała Kasjopeja na końcu mnie zatrzymało - że ktoś inny w tej samej Wigilii czyta bez żadnego problemu. I ja właśnie tak mam - u mnie Wigilia to jedno z lepszych czytań w roku, bo jestem spokojniejsza, wolniejsza :D. Ale rozumiem że to nie jest reguła dla wszystkich. Tylko zastanawiam się - czy to znaczy że ta sama data może być dla jednej osoby otwierająca, a dla innej zamykająca?
A ja mam głupie pytanie - bo czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i zastanawiam się: czy ktos tu w ogóle spróbował zrobić czytanie specjalnie w trudnym dla siebie dniu i zobaczyć co wychodzi? hej nie mówię żeby kogoś namawiać, ale ciekawi mnie czy jest jakieś doświadczenie a nie tylko teoria.
Ja robiłam czytanie w rocznicę śmierci kogoś bliskiego. eh nie polecam jeśli nie jesteś na to gotowa. Nie dlatego że coś złego wyszło z kart - wyszło to co wyszło. Ale moje własne stany tego dnia były tak intensywne, że nie byłam w stanie oddzielić co jest przekazem a co jest moim żalem. Zapisałam to czytanie i wróciłam do niego po kilku tygodniach - wtedy zobaczyłam je zupełnie inaczej.
Wiedziałam że ten dzień będzie ciężki. Ale myślałam że czytanie mi pomoże się z tym jakoś uziemić. I w jakimś sensie pomogło - ale nie tak jak planowałam. Bardziej mnie zatrzymało przy emocji niż pomogło przez nią przejść.
A to jest coś o czym w ogóle nie myślałem - że czytanie może zamiast pomóc przejść przez coś, sprawić że sie przy tym zostaje dłużej... ja zawsze myślałem że jak karty cos pokażą to to jest jasne i idziesz dalej. ale tu wychodzi że to nie jest takie proste :).
Mam pytanie do Bylicy - czy po tym czytaniu w rocznicę zrobiłaś potem jakieś czytanie zamykające, już po czasie :)? Coś żeby domknąć tamten wątek? Zastanawiam się czy to mogłoby być podejście też dla Elary - zrobić nowe czytanie specjalnie o tamtej Wigilii, ale teraz, z dystansu...
Czytam i coś mi kliknęło przy słowie "gotowa". Bo przez cały ten wątek myślałam o tym co zrobiłam źle tamtej Wigilii. A może pytanie nie brzmi "czy wtedy byłam gotowa", tylko "czy teraz jestem gotowa żeby do tego wrócić przez nowe czytanie". I nie wiem czy jestem. Jak to w ogóle sprawdzić przed faktem?
To jest dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi... Ale jeden sposób jaki znam - zadaj sobie pytanie czy myślisz o tamtej Wigilii z ciekawością czy z lękiem. Ciekawość to dobry znak. Lęk to sygnał że jeszcze nie czas. Choć to też nie jest zasada żelazna.
Ja bym dodał jedno: gotowość to nie jest stan który osiągasz i potem masz. To jest decyzja którą podejmujesz w konkretnym momencie. Możesz dziś nie być gotowa i za tydzień być. Albo odwrotnie. Dlatego nie ma sensu szukać pewności z wyprzedzeniem - można tylko obserwować siebie w danej chwili...
A może zamiast pytać czy jesteś gotowa na tamto czytanie, zrób najpierw coś mniejszego - jedno pytanie do kart, nie o tamtą Wigilię, ale o to co teraz. Jak wyjdzie, zobaczysz czy jesteś w stanie czytać spokojnie. To da ci więcej informacji niż analizowanie własnych emocji w głowie.
