Mam pytanie, które trochę mnie gnębi od jakiegoś czasu... Czy w ogóle powinno się czytać karty podczas świąt - Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Wszystkich Świętych? Zaczęłam kiedyś robić rozłożenie właśnie w takim szczególnym dniu i coś złego się stało. Nie wiem czy to przypadek, ale od tamtej pory mam dziwny stosunek do czytania kart w takich momentach. Czy ktoś ma jakieś przemyślenia na ten temat albo podobne doświadczenia?
temat ciekawy bo różnie się to traktuje. sama przez długi czas czytałam karty kiedy tylko miałam ochotę, bez zwracania uwagi na kalendarz. Ale powiedz mi więcej - co rozumiesz przez "coś złego sie stało"? To ważne, żeby wiedzieć czy mówimy o złej karcie, którą wylosowałaś, o jakimś zdarzeniu zewnętrznym, czy o odczuciu podczas samego czytania... To całkiem zmienia odpowiedź.
Moim zdaniem dużo zależy od tego jakie święto. Są dni kiedy energia jest gęstsza, bardziej naładowana - szczególnie Wszystkich Świętych czy Dziady jak kto woli. Kiedyś czytałem w Zaduszki i wyciągałem same ciężkie karty, może zbieg okoliczności ale zrobiło wrażenie. A które święto to było u ciebie??
To było w Wigilię. Robiłam rozłożenie dla siebie, takie podsumowujące rok, i po kilku godzinach zadzwonił telefon z bardzo złą nowiną od rodziny. Wiem że to może być przypadek ale ciężko mi się pozbyć skojarzenia. Teraz samo sięganie po karty w święta przywołuje tamten moment.
To co opisujesz to klasyczny mechanizm - zdarzenie emocjonalne zostaje "przyklejone" do czynności, którą wykonywałaś w tym momencie. hej pytanie tylko czy karty coś spowodowały, czy może po prostu byłaś przy nich kiedy to przyszło. Sama uważam, że szczególne dni mają silniejszą energię, ale to nie znaczy, że przynoszą złe wieści - raczej że przekaz jest wyraźniejszy. Czy po tamtym zdarzeniu w ogóle czytałaś karty w inne dni bez problemu?
A ja mam inne pytanie bo mnie to też dotyczy - czy w takim razie w święta energia jest inna? Bo słyszałem że tak, że jakby cienka granica między światami czy coś takiego. czy to wpływa na dokładność czytania?
Wtrącę się bo temat mnie dotyczy bezpośrednio. Czytam od wielu lat i mam kilka obserwacji na temat świąt :(. Przede wszystkim - Wigilia to czas dość specyficzny emocjonalnie. Jesteśmy napięci, czekamy, mamy kontakt z rodziną. To samo w sobie może wpływać na odczytanie kart, bo jesteśmy mniej skupieni, bardziej podatni na interpretowanie wszystkiego przez pryzmat tego co czujemy. Nie mówię że tak było u ciebie, ale warto to rozważyć.
Muszę tu zabrać głos bo widzę że rozmowa trochę myli dwie sprawy. Jedno to energetyka dni świątecznych, drugie to psychologiczny stan osoby czytającej. Obie rzeczy mają znaczenie, ale nie można ich wrzucać do jednego worka. co do Wigilii konkretnie - to dzień o silnym ładunku w wielu tradycjach. nie tylko chrześcijańskiej. Pytanie do autorki tematu - robiłaś coś żeby się przygotować przed czytaniem? Oczyszczenie, skupienie, jakakolwiek intencja?
moim zdaniem tak. W dni o silniejszej energii tym bardziej potrzebne jest świadome wejście w czytanie. Brak intencji to jak wejście do ciemnego pokoju bez latarki - możesz trafić na coś czego się nie spodziewałaś. To nie znaczy że karty cię ukarały ale że byłaś otwarta na to co przyszło bez żadnej ochrony.
czytam tę rozmowę i myślę o czymś troche innym. Wigilia z perspektywy numerologicznej to często szczególna data, i sama energia roku ma wtedy pewien "zamykający" charakter. może nie tyle karty przyciągnęły złą wiadomość, co po prostu wybrałaś moment kiedy było jej po prostu bliżej? Nie wiem, próbuję to poukładać...
Zawsze się mówi żeby nie czytać kart w Wigilię i w ogóle podczas Bożego Narodzenia bo to czas rodzinny i spokojny, karty tam nie pasują. Takie są tradycje i chyba nie bez powodu.
Ale tutaj właśnie jest problem - co innego mówić "lepiej nie", a co innego mówić "to przyniesie nieszczęście"... jedno to zalecenie, drugie to straszenie :). Mnie interesuje bardziej praktyczne podejście: co konkretnie moze się dziać inaczej podczas świąt, niż w zwykły wtorek?
Wracając do pytania autorki, bo trochę odpłynęliśmy - myślę że skojarzenie które masz z tamtym dniem jest teraz ważniejsze niż sama kwestia "czy można" ;). Jeśli sięgając po karty w święta czujesz lęk i wracasz myślami do tamtego zdarzenia, to to właśnie blokuje cię bardziej niż jakakolwiek energia zewnętrzna. Czy próbowałaś kiedyś wrócić do kart w zwykły dzień po tamtym zdarzeniu i jak to było?
Właśnie o to mi chodzi - ja naprawdę nie wiem, czy to co czuję to lęk, czy coś głębszego. I ta niepewność sprawia że jeszcze bardziej nie sięgam po karty w świętach. bo co jeśli zrobię źle?
Zrób sobie test poza świętami. weź karty w normalny dzień i sprawdź jak się czujesz przy kontakcie z nimi. Jeśli jest w porządku, to znaczy że problem jest specyficzny dla tego kontekstu, a nie z kartami jako takimi. To trochę porządkuje sprawę.
Numerologicznie patrząc, Wigilia często wypada w datach które mają "zamykający" charakter - koniec roku, podsumowanie cyklu. Może to nie tyle energetyka świąt, co ten wlasnie moment przejścia sprawia że wszystko jest bardziej odsłonięte :). I dobre i złe wiadomości.
I właśnie dlatego powtarzam - same karty nie są aktywnym elementem. Są lustrem :P. Pytanie co przed tym lustrem stoisz i w jakim stanie. Wigilia, Zaduszki, Nowy Rok - to daty kiedy emocjonalnie jesteśmy gdzie indziej niż zwykle. kurcze i to wpływa na czytanie
Znam to z run - podobna dyskusja wraca co roku przed Samhainem. I moja obserwacja jest taka: przygotowanie intencyjne przed czytaniem lub rzutem run w takim dniu robi ogromną różnicę. bez tego jest jak wchodzenie do rozmowy bez zdania sobie sprawy po co się ją zaczyna :D.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z boku - czy jeśli coś złego się wydarzyło po czytaniu, to czy to nie jest moze sygnał że karty to pokazały i trzeba było to zinterpretować? Może to nie karty przyciągnęły złe zdarzenie ale próbowały ostrzec?
To by zmieniało wszystko w mojej głowie gdyby tak było. Ale to też byłoby przerażające na swój sposób - że widziałam zapowiedź i jej nie rozpoznałam.
To bardzo częsta pułapka interpretacyjna - patrzenie wstecz na rozłożenie i szukanie potwierdzenia tego co się wydarzyło. Problem w tym, że po fakcie prawie zawsze znajdziemy w kartach to co chcemy znaleźć. To nie znaczy ze się nie pojawiło ale nie można tego traktować jako dowód.
Ja z tego samego powodu prowadzę dziennik czytań od lat :D. Dzięki temu widzę wzorce, ale też widzę jak często coś interpretowałam inaczej niż wyszło... To studzi entuzjazm co do pewności że karty zapowiedziały coś konkretnego.
O, dziennik czytań to świetny pomysł, nie wiedziałam że tak można podejść do tarota. Czyli zapisujesz co wyciągnęłaś i co wtedy myślałaś, zanim jeszcze wiesz jak sprawy się potoczą?
o to super, dziękuję za wyjaśnienie! Czyli dziennik czytań to właśnie taki sposób na to żeby nie oszukiwać samej siebie po czasie. Ale mam pytanie - czy jak wracasz do tych zapisków po miesiącu, to czy zdarzyło ci się że jednak coś naprawdę trafiło i byłaś zaskoczona? Pytam szczerze bo trochę to mi zmienia podejście do całej tej dyskusji.
Czytam to wszystko i zaczynam myśleć że mój problem może nie leżeć w kartach ani w dacie, tylko właśnie w tym - że tamto czytanie w Wigilię zrobiłam bez żadnego przygotowania, bez intencji, trochę dla zabawy. I może właśnie to sprawia, że nie mam teraz jak wrócić do tamtego momentu i stwierdzić czy cokolwiek zapowiedział. Nie mam zapisków, nie pamiętam dokładnie co wyciągnęłam.
To jest właśnie sedno - brak zapisków sprawia że tamto czytanie istnieje teraz tylko jako emocja, nie jako fakt. I ta emocja wypełniła całą przestrzeń po nim. Pytanie do ciebie - czy pamiętasz chociaż jedno konkretne wrażenie z tamtego rozłożenia? no dobra nie interpretację, tylko pierwsze uczucie gdy zobaczyłaś karty?
I to jest chyba najszczersze co można powiedzieć o własnym czytaniu. To "coś mnie tknęło" to jest sygnał który warto śledzić, ale bez kontekstu co to była za karta i jakie pytanie - nie da się nic z tym zrobić... eh to co zostało to właśnie czyste emocjonalne skojarzenie z tamtym dniem i tym co po nim nastąpiło.
