Ostatnio siedzę nad kartami i coraz bardziej uderza mnie to, ile ognia pojawia się w talii... Mam na myśli dosłownie płomień jako symbol, nie żywioł ognia ogólnie. Wieża, Słońce, Sąd Ostateczny, Gwiazda Magika na niektórych taliach... Zastanawiam się, czy ktoś to kiedyś usystematyzował? bo sama zaczęłam prowadzić listę kart, gdzie ogień pojawia się wizualnie i wyszło mi 14 kart. Ale to nie jest moje główne pytanie. Pytanie jest inne i trochę osobiste: mam naturę obsesyjną, wiem o tym. Potrafię się wciągnąć w temat tak, że przestaję spać. Tarot to jedna z takich rzeczy. I zastanawiam się, czy da się tę cechę przepracować właśnie przez karty czy przez ich symbolikę ognia, zamiast z nią walczyć albo pozwalać jej mną rządzić. Czy ktoś kiedykolwiek pracował z kartami w taki sposób, nie żeby dostać odpowiedź, tylko żeby lepiej zrozumieć własną naturę?
Ciekawe pytanie o tę obsesyjność. Ale zanim odpowiem wprost, chcę zapytać bo to istotne dla tego, co powiem dalej: kiedy mówisz "płomień jako symbol", to czy masz na myśli płomień jako transformację, jako niszczenie, czy jako oświecenie? Bo te trzy rzeczy to kompletnie rozne ścieżki interpretacji i karta może pokazywać każdą z nich w zależności od kontekstu. Wieża to co innego niż Słońce, mimo że ogień wizualnie łączy obie karty.
Muszę się tu wtrącić bo to pytanie o obsesyjność i karty to jest coś, co pojawia się na tym forum w różnych wersjach, i za każdym razem ktoś próbuje odpowiedzieć przez pryzmat żywiołów. no dobra to droga donikąd, moim zdaniem. Tarot nie jest terapią. Możesz go używać do samopoznania, tak, ale "przepracowywać naturę obsesyjną" przez symbolikę ognia brzmi dla mnie jak nakładanie mapy na mapę zamiast wyjść z domu. Choć rozumiem, że pytanie jest autentyczne ;).
wracając do samych kart i płomieni, bo to jest tytuł tego wątku, kluczowe rozróżnienie jest następujące: ogień w Wielkich Arkanach pojawia się w kontekście siły wyższej lub przełomu, a w Małych Arkanach, szczególnie w kolorycie Buław, jako energia działania i woli. To nie jest to samo. Pytanie do autorki wątku: kiedy mówisz o 14 kartach, to czy liczyłaś też Buławy, gdzie ogień jest implicite, czy tylko tam gdzie widzisz dosłowny płomień?
przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale mnie zaciekawiło co napisałaś na początku o tym, że płomień w Sądzie Ostatecznym. Ja mam talię Rider-Waite i tam bardziej widzę anioła i trąby niż ogień. Czy to zależy od talii? I czy to znaczy, że ta lista 14 kart może być inna dla każdej talii?
Mnie bardziej zainteresowało to co napisałaś o naturze obsesyjnej. Bo też mam tak że wchodzę w karty i potem nie mogę przestać. Ciągnę jedną kartę, potem drugą zeby potwierdzić, potem trzecią. Czy to jest ta sama obsesyjność o której mówisz? eh i czy karty wtedy pomagają czy bardziej nakręcają :(?
Powiem tak: płomień w tarota to jeden z najbardziej wieloznacznych symboli i nie ma jednej interpretacji. Przy obsesyjności powiedziałbym, żebyś pracowała z Mocą, ósemka, tam jest dokładnie o tym, o opanowaniu siły, nie jej tłumieniu. ogień w tej karcie jest symboliczny, ale przekaz jest jasny. Sam tak robiłem przy pewnym trudnym etapie i pomogło.
Chcę dorzucić jedną rzecz do tej rozmowy o obsesyjności i ogniu. W astrologii Marse i Pluton to planety które odpowiadają tej energii spalającej, którą opisujesz. I w hermetycznej tradycji tarot ma związki z astrologią więc niektóre karty z płomieniem mozna czytać właśnie przez ten klucz. Moc jest Lwem i Słońcem, Wieża jest Marsem. jeśli Twoja natura jest "marsjańska" lub "plutońska", to może warto zobaczyć, które z tych kart czujesz najmocniej, nie intelektualnie, tylko emocjonalnie. Które cię przyciągają albo odpychają?
To co napisałaś o Wieży jest bardzo szczere i bardzo trafne. Wieża to nie jest karta "złego", to karta tego, co musiało runąć, żeby coś nowego mogło istnieć. Jeśli obsesyjność cię niszczy w jakimś sensie, ale i napędza, to ta karta może byc rzeczywiście dobrym punktem wejścia do pracy ze sobą :). Pytanie, które bym zadała na twoim miejscu: co Wieża buduje po upadku?
Przyszedłem tu głównie żeby poczytać o symbolice ale mam pytanie czy jest jakaś konkretna metoda pracy z jedną kartą przez dłuższy czas? Bo widzę że mówicie o Wieży jako punkcie wejścia ale jak to wygląda w praktyce, czy siada sie z kartą i medytuje, czy robi się notatki czy co?
Szczerze? Zwykle nic go nie zatrzymuje, po prostu się wyczerpuję... Albo dostaję kartę, którą interpretuję jako "odpowiedź" i wtedy mi ulga na chwilę. Ale pytanie o Wieżę, które pojawiło się wcześniej, zostało mi w głowie. Bo Wieża nigdy nie daje ulgi, a jednak do niej wracam.
A może to jest właśnie funkcja tej karty w pracy z obsesyjnością? Że ona nie daje ulgi i przez to zmusza do czegoś innego? Pytam bo sam mam skłonność do szukania kart które mi "potwierdzają", i zastanawiam się czy Wieża by mi to skutecznie utrudniła :).
Właśnie :). samo przestawienie trybu z wróżenia na pracę nie zmienia struktury zachowania, jeśli napęd jest ten sam. To co opisujesz, ta ulga po znalezieniu odpowiedzi, potem nowe pytanie, potem kolejna karta, to jest wzorzec, który przeniesie się na każdą metodę. Ogień w Wieży tu akurat jest dobrą metaforą bo on nie pyta, czy jesteś gotowy. Po prostu pali.
Wracając do płomienia bo to jest jednak temat wątku... To co opisujecie, ta pętla szukania, potwierdzania, wątpienia, szukania od nowa, ma swoją kartę poza Wieżą. Myślę o Pustelnik, gdzie ogień jest tylko mały, w latarni. on nie rozniecał pożaru, on chodził z kontrolowanym płomieniem. to może być ciekawszy wzorzec dla kogoś z obsesyjną naturą niż Wieża.
I to jest bardzo szczera obserwacja. Karty które nas nie przyciągają, często mówią więcej niż te, które lubimy ciągnąć. Pytanie do wszystkich tutaj: czy zdarzyło wam sie że karta, którą omijaliście, okazała się dla was ważniejsza niż ta, do której wracaliście?
Chyba to, że Pustelnik wygląda jakby już wiedział. A ja jak ciągnę kartę, to jestem w środku chaosu, nie na górze ze spokojem. Może dlatego ta karta mnie nie trafia bo nie jestem w tym miejscu i nie chcę udawać, ze jestem.
Ale to jest właśnie ciekawe rozróżnienie, bo karta nie musi opisywać miejsca, w którym jesteś... hej może opisywać kierunek. no dobra pytanie czy Pustelnik to dla ciebie wzorzec do naśladowania, czy coś zupełnie obcego i niedostępnego??
A jest jakaś karta gdzie ogień jest naprawdę niebezpieczny, chodzi mi o taki bez woli, żywiołowy? bo rozumiem ze Wieża ma ogień niszczący ale to chyba wciąż ma jakiś cel?
O, to mnie zatrzymało. Rycerz Buław. Ciągnęłam go kilka razy i zawsze mi się wydawał zbyt zewnętrzny, jakby chodziło o coś w działaniu, nie we mnie. ojej ale może myliłam się co do tego, co jest "we mnie", a co na zewnątrz.
Właśnie, i tu jest coś ważnego w symbolice ognia. W Małych Arkanach ogień jest bardziej w ruchu, w ciele, w działaniu... W Wielkich Arkanach jest bardziej zasadą. Rycerz Buław może opisywać jak obsesja się porusza, Wieża może opisywać co obsesja robi z konstruktem, który budujesz wokół siebie. To nie są wykluczające się karty.
Chyba zawsze przy pytaniach o to, czy podjąć jakąś decyzję. Nigdy przy pytaniach o siebie. Może dlatego mi się wydawał zewnętrzny, pytałam go o coś innego niż to, co on chce pokazać.
czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, może naiwne. Czy wy naprawdę wierzycie, że karta "odpowiada" inaczej w zależności od pytania, czy to tylko my sami inaczej ją czytamy? Bo nie jestem przekonana do tego pierwszego, ale efekt wygląda podobnie?
Choć ja bym nie był tak szybki z tym "nie ma znaczenia". Jeśli przyjmiesz że to wyłącznie ty projektujesz, to zmienia twój stosunek do tego co widzisz. Zaczynasz ufać tylko sobie, a nie symbolowi... I wtedy całe ćwiczenie staje się lustrem bez ramy ;). A rama właśnie po cos jest.
I wracamy do płomienia bo to jest metafora tej ramy. Ogień w latarni Pustelnika ma ramę, szkło, które go trzyma. Ogień Rycerza Buław nie ma ramy, jest włócznią. Jedno i drugie to ogień ale zupełnie inne funkcje. Może pytanie nie jest czy karta odpowiada, tylko jakiego rodzaju ogień chcesz nieść w tej chwili.
Ta metafora ramy bardzo mnie uderzyła. że ogień bez ramy jest włócznią. Bo ja właśnie tak czuję tę obsesyjność jak coś, co pędzi i nie ma żadnej obudowy. I teraz się zastanawiam, czy praca z kartami to jest próba znalezienia tej ramy, czy tylko kolejny sposób, żeby dać ogniowi pędzie dalej.
To jest bardzo konkretne pytanie i nie chcę na nie odpowiadać za ciebie... Ale zapytam inaczej: kiedy kończysz sesję z kartami, czujesz się spokojniejsza czy bardziej nakręcona?? Bo to może więcej powiedzieć o tym, jaką funkcję pełni dla ciebie ta praktyka.
I tu wracamy do płomienia. Ogień, który oświetla, to otwierające pytania. Ogień, który parzy i nie daje spokoju, to te potwierdzające. W symbolice kart to jest dokładnie różnica między latarnią Pustelnika a pochodnią Rycerza Buław :). Jeden niesie światło żeby widzieć, drugi żeby pędzić.
