Wlasnie to co napisal Wajdelota jest dla mnie po raz pierwszy naprawdę przekonującym argumentem za kartami konkretnie, a nie ogólnie za wolontariatem. Ten "trzeci obiekt" ma sens nawet jeśli nie wierzysz we wrozenie. Czy ktoś wie czy jest na to jakaś nazwa w psychologii?
Kurcze dobra to zmienia moja perspektywe trochę. Wcześniej pisałam o manipulacji - ale jeśli to jest eksternalizacja to rozumiem, że chodzi o ułatwienie rozmowy nie o sterowanie kimś. Czy dobrze to rozumiem?
Saturnella to jest bardzo pragmatyczna uwaga i troche mnie uderza że może byc ważniejsza niz wszystkie nasze rozważania o symbolice kart. Jezyk którym to opisujemy może decydwoac o tym czy w ogóle ktos nam pozwoli wejść do placówki.
To co powiedziała Wieszczbita o otwieraniu drzwi jezykiem rozmówcy - to mi dalo do myślenia. Ale mam pytanie praktyczne: jak to wyglada w momencie kiedy stoisz przed dyrektorem schroniska? Mówisz "eksternalizacja przez obrazy" i on rozumie, ale czy nie pyta wtedy - to po co wam w ogole karty możecie to samo robic z fotogafiami albo kartkami z magazynu?
Tylko Wieszczbita to co opisujesz to argument dla nas, dla osób które tarot znają. Dyrektor schroniska usłyszy "projekt symboliczny liczący setki lat" i może pomyśleć okultyzm, a nie psychologia. Wracamy do punktu wyjścia - język.
Olimpia, ale jest jedna różnica - lekarz nie zmienia istoty tego co robi zależnie od rozmówcy. Natomiast czy my nie zmieniamy istoty? Przed uczestnikiem schroniska tarot moze byc przedstawiony jako coś mistycznego, a przed dyrektorem jako czysto świecka technika. To już nie jest tylko inny kod językowy.
O matko, czekajcie czy tutaj nie ma pewnego napiecia miezy tym jak wiekszosc z nas używa tarota prywatnie a tym co proponujemy dla schronisk? Bo wchodzac w ten watek zakladalam że tarot niesie ze sobą jakis wymiar duchowy i dlatego jest wartościowy. A teraz wychodzimy na to że ten wymiar duchowy jest wlasnie tym co trzeba zostawic za drzwiami placowki.
Wajdelota, to zależy jak definiujesz tarot. Jeśli tarot to konkretna talia z konkretnymi obrazami i symboliką - tak to naadl tarot. Jeśli tarot to praktyka duchowa lub wróżbiarska - to już nie. Moim zdaniem te dwie definicje powinnismy rorzóżniać i ta dyskusjja pokzauje dlaczego to ważne.
Ale jest jeszcze trzecia opcja o ktorej nikt nie powiedział wprost - moze dla samego uczestnika schroniska ten wymiaar duchowy jest właśnie tym co go przyciągnie? Są ludzie w bardzo ciężkich sytuacjach, którzy szukają sensu, czeogś poza codzienna biedą. calkowite wysterylizowanie tarota z duchowości moze odebrać mu tę siłę przyciągania.
Nie pracowalam w schronisku ale mam bliską osobe która przez chwile tam byla i ona mi mowila że poziom stresu pourazowego u wielu osób jest bardzo wysoki nie wszyscy są po prostu "biedni" - wielu ma za soba poważne tragedie. To co mowi Wieszczbita o ryzyku brzmi dla mnie bardzo powaznie. Czy w ogóle powinna być jakśa selekcja uczestników takich sesji?
Ech, zatrzymuję się przy tym co powiedziala Olimpia bo to jest bardzo konkretne. Czyli de facto - wolontariusz z tarotem powinien przed wejsciem porozmawiać z pracownikiem socjalnym i dostać jakiś briefing o uczestnikach? Jak to mialoby wygladac w praktyce to nie narusza tajemnicy? xD
Ok więc żeby podsumowac to co rozumiem z tej dyskusji - tarot w schronisku to: przygotowanie merytoryczne koordynacja z personelem, zrezygnowanie z warstwy wrozebno-duchowej, umiejetnosc zarzadania kryzysem emocjonalnym i wlasciwy jezyk dla instytucji. to nadal brzmi jak duzo. Ale mam inne pytanie - czy ktokolwiek ttuaj to faktycznie zrobił? Prowadziles taka sesje w placowce? bo rozmawiamy troche teoretycznie. 😉
Wieszczbita, to co opisujesz brzmi zupełnie inaczej niż to co sobie wyobrażałam czytając ten watek. Centrum dzienne dla osob wychodzacych z bezdomnosci - to zupelnie inny kontekst niż noclegownia w środku kryzysu ale właśnie dlatego chce dopytac - czy ta różnica była kluczowa dla powodzenia tych sesji? Czy myslisz że w noclegowni na eapie ostrego kryzysu to w ogole miałoby sens?
