Zaczął mnie ostatnio interesować temat używania tarota w kontekście pracy terapeutycznej, nie jako wróżbiarstwo ale jako coś w rodzaju lustra dla klienta... Pracuję z kartami od kilku lat i zauważyłem że pewne układy bardzo celnie pokazują ludziom to, czego sami o sobie nie chcą zobaczyć. Ciekawe czy ktoś tutaj świadomie łączy tarot z jakąś formą uzdrawiania albo pracy z psychiką? i jak to wygląda w praktyce bo teorii jest w sieci dużo, ale konkretnych doświadczeń mało
Temat bliski mi bardzo. Używam kart od lat przy pracy z ludźmi i mogę powiedzieć jedno: tarot nie leczy, ale potrafi bardzo precyzyjnie wskazać, gdzie jest zablokowana energia albo gdzie człowiek okłamuje sam siebie. To nie jest żadna magia w sensie dosłownym, raczej rodzaj projekcji. Klient patrzy na kartę i coś w nim drgnęło albo nie. hej to już jest informacja. @Boruta Ale mam pytanie do ciebie czy pracujesz z kartami przy ludziach bezpośrednio, czy raczej sam dla siebie jako rodzaj refleksji?
Ale wlasnie mam pytanie bo jestem ciekaw: czy to znaczy że tarot może być nieodpowiedni dla pewnych osób? Słyszałem że dla kogoś kto jest bardzo lękowy to karty mogą pogorszyć stan. to prawda? Bo nigdy wcześniej o tym nie myślałem i teraz trochę inaczej patrzę na całą sprawę. Dziękuję za tę rozmowę bo naprawde otwiera oczy.
Czytam tę rozmowę i zastanawia mnie jedna rzecz. Wszyscy mówicie o tarota jako lustrze, o refleksji, o psychice. A gdzie w tym jest wymiar energetyczny? Bo w mojej praktyce karta to nie tylko obraz do interpretacji, to też nośnik pewnej częstotliwości... Gdy kładę kartę, czuję czy jest ciężka energetycznie czy nie. Ulcia mówiła o czakrach, to jest bliżej tego co rozumiem. Czy ktoś tu pracuje z kartami właśnie na poziomie energii, a nie tylko analizy symbolicznej?
Czytam tę dyskusję i właśnie wróciłam do pytania z opisu wątku, bo ktoś napisał że zamiast się uspokoić, czuje się bardziej spięty po pracy z kartami. I nikt jeszcze tego nie skomentował wprost. Czy to może być kwestia tego, że karty trafiają w cos co człowiek jeszcze nie jest gotowy zobaczyć? Bo sama miałam tak że po pewnym rozłożeniu czułam coś jakby opór fizyczny, napięcie w klatce.
Mam może głupie pytanie ale.. a co jeśli ktoś robi te karty sam dla siebie i nie ma nikogo kto by mu pomógł z interpretacją? Bo czytam że napięcie to normalne ale jak mam wiedzieć czy robię dobrze jeśli nie ma żadnego punktu odniesienia? trochę się gubię w tym wszystkim
Dorzucę perspektywę z innej strony, bo pracuję głównie z runami ale zasady energetyczne są podobne. Kiedy ktoś pyta o znak, a dostaje odpowiedź której nie chce przyjąć, napięcie jest wręcz gwarantowane. I moim zdaniem to jest właśnie moment terapeutyczny, nie komfort, ale opór. haha pytanie tylko czy osoba ma zasoby żeby z tym oporem coś zrobić. Bo jeśli nie ma, to żadna karta ani runa jej nie pomoże.
Wydaje mi sie że te napięcia po kartach to są często nieprzetrawione sny, to znaczy że psychika przetwarza w nocy to co karta pokazała w dzień. Czytałam o tym i to całkiem logiczne. Może warto zanotować jakie sny się mają po sesjach z kartami? Sama tak robię i widzę pewne wzorce.
Ta rozmowa idzie w dobrym kierunku. Chcę tylko dodać jeden praktyczny aspekt, bo widzę że dyskutujemy dużo o efektach, a mało o tym co robić zanim się zacznie. Sama zawsze zaczynam każdą sesję czy dla siebie czy dla kogoś, od krótkiego uziemienia. Kilka oddechów, intencja, i jasne pytanie. Bez tego karty mogą odpowiedzieć na pytanie którego nie zadałeś, a to jest prosta droga do dezorientacji. Ktoś z was ma inny rytuał wejścia?
Właśnie o to mi chodziło z tym zakończeniem. no bo ja np. po sesji zawsze wypowiadam coś na głos, dosłownie jedno zdanie, coś w stylu "to co zobaczyłam zostaje tu, idę dalej". I to działa dla mnie. Ale zastanawiam się czy to dlatego że mam do tego przekonanie, czy jest w tym coś więcej?
Norbert dobrze to ujął, ale jest jeszcze jeden aspekt który często się pomija. Jeśli robisz karty dla kogoś innego i zaraz potem siadasz do notatek, to warto wyraźnie rozróżnić co było twoje a co klienta. Bo to się miesza, szczególnie jeśli sesja była intensywna emocjonalnie.
Zatrzymuję się przy tym co Zaneczka i Ulcia napisały bo to jest właśnie ta granica między pracą terapeutyczną a wróżbiarstwem. Jeśli po sesji z kimś czujesz jego emocje jako swoje i nie wiesz gdzie jesteś ty a gdzie on, to jest sygnał że ta praca wymaga od ciebie więcej przygotowania. Nie piszę tego złośliwie, piszę to bo sama tego doświadczyłam zanim wypracowałam własne granice.
Czytam i mam pytanie może trochę z boku ale wydaje mi się że ważne: co zrobić kiedy po takiej sesji obraz karty wraca przez kilka dni? Nie jako coś strasznego, po prostu wisi w głowie. Czy to jest normalne, czy to znak że coś zostało niedokończone?
Bo właśnie to mnie zastanawia. Jaspisowa.1 tu, zadaję pytanie do wszystkich którzy pracują z ludźmi: czy kiedy klient dostaje Wieżę, to jest wasz obowiązek go przez to przeprowadzić, czy tylko nazwać? Bo to duża różnica. Przeprowadzenie to już praca terapeutyczna, a do tego trzeba mieć dużo więcej niż znajomość talii.
Właśnie. I to jest linia której nigdy nie powinno sie przekraczać bez świadomości. Czytanie karty to jedno. Towarzyszenie komuś przez emocje które karta wywołuje to drugie. Nie każdy kto zna Wieżę wie jak siedzieć z człowiekiem w jego strachu. I to nie jest krytyka, tylko obserwacja :).
Cesarzyca to dobrze ujęła ale dodałbym jedno. warto wiedzieć wcześniej, zanim zaczniemy pracować z kimś, jaki mamy własny poziom komfortu z cudzym bólem. Bo jeśli sami uciekamy od intensywnych emocji, to będziemy uciekać też w sesji i to klient to poczuje, nawet jeśli nic nie powie.
przepraszam że wchodzę z boku ale wróćcie do Alembika i jego Wieży, bo ja mam podobne pytanie :P. kurcze jak to jest że karta "wraca"? tzn mnie czasem jakiś obraz z rozkładu zostaje na cały dzień ale nie wiedziałam że to ma znaczenie. myślałam że po prostu tak mi się przyczepiło wizualnie
To nie jest przypadkowe przyklejenie... Psychika ma swój rytm i jeśli coś nie zostało domknięte albo zrozumiane, to wraca. Niekoniecznie dramatycznie, wlasnie przez obrazy, skojarzenia. Pytanie które sobie zadałem przy podobnych sytuacjach to nie "dlaczego ta karta" tylko "co ta karta zastała we mnie otwartego".
Dokładnie tak to działa i widzę to samo przy runach. Czasem symbol zostaje z tobą bo coś w tobie pasuje... zaraz, nie mogę tego słowa użyć. Zostaje bo trafiło w coś aktywnego. I nie trzeba od razu wiedzieć co to jest. Pytanie wystarczy.
To napięcie po sesji to nie jest błąd... Przynajmniej nie zawsze. Czasem to znak że dotknąłeś czegoś prawdziwego i ciało reaguje zanim umysł zdąży to przetworzyć. Pytanie jest takie: czy to napięcie po kilku godzinach opada, czy narasta? Bo to zmienia ocenę.
Dokładnie co Norbert mówi. I tu wraca temat rytuału zamknięcia, bo on właśnie ma pomagać temu napięciu się ruszyć, a nie znikać od razu. Nie każda sesja może się skończyć ulgą i to nie jest wada praktyki, to jest uczciwy efekt dotykania trudnych treści.
To jest bardzo dobre pytanie i właśnie dlatego sesja terapeutyczna z kartami różni się od czytania. Klient powinien wychodzić z jakimś punktem oparcia, nie z otwartą raną. Jeśli Wieża padła i coś sie poruszyło, to zamknięcie sesji powinno obejmować zakotwiczenie, nie interpretację do końca...
Bardzo dziękuję Cesarzycy za to wyjaśnienie, to zaczyna dla mnie nabierać sensu. Ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem: to zakotwiczenie działa nawet jeśli sesja nie przyniosła żadnej odpowiedzi, tylko same pytania :D? Bo wyobrażam sobie że ktoś może wyjść z sesji bardziej zdezorientowany niż wszedł i wtedy to "co dobrego widzisz w tej zmianie" brzmi trochę... wymuszenie optymistycznie?
Boruta to bardzo dobrze ujął i widzę to samo z runami, serio. oj ale chcę się tu zatrzymać przy jednym. Czy nie ma ryzyka że zbyt łatwo każdemu napięciu po sesji przypisujemy to "potwierdzenie czegoś głębokiego"? Bo można tym uzasadnić właściwie każdą intensywną reakcję :). skąd wiadomo że to prawdziwy wgląd a nie po prostu stres wywołany sugestią karty?
Franus trafnie to odczytał ;). ja wtedy nie byłem w głębokim kryzysie ale byłem w miejscu w którym szukałem uspokojenia a nie kolejnych pytań. i karty mi pytań dostarczyły. Retrospektywnie widzę że to nie był błąd w praktyce tylko nieporozumienie między tym czego chciałem a tym do czego karty faktycznie służą. Oczekiwałem ukojenia, dostałem konfrontację. I to mnie spinało.
Przylaszczka dobrze to stawia, ale chcę zapytać o coś praktycznego. Jak się w takim razie pyta o przyszłość? bo słyszałam że trzeba pytać o energie, o to co sprzyja i co przeszkadza, zamiast "czy X się stanie". Ale to też brzmi jak szukanie odpowiedzi tylko inaczej sformułowanej. serio gdzie jest ta granica między pytaniem o wgląd a pytaniem o wróżbę?
