chciałam zapytać o rozkład do zrozumienia własnej psychiki... Mam taki ciężar w środku od jakiegoś czasu i zastanawiam się czy w ogóle powinnam siadać do tarota z takim stanem. Czy ktoś robił coś podobnego i czy to pomogło, czy może sprawy się pogorszyły po takim rozkładzie?? Boję się że wyciągnę coś czego nie będę umiała przetrawić sama.
To bardzo ważne pytanie i cieszę się, że je zadajesz zanim zaczniesz, a nie po... Co rozumiesz przez "pogorszenie sprawy"? Boisz się konkretnych kart, czy bardziej że rozkład coś "uruchomi" emocjonalnie?
Ja robiłam rozkład psychologiczny kiedy byłam w bardzo ciężkim miejscu i powiem szczerze, to nie był błąd ale musiałam być na to gotowa... Kluczowe pytanie do ciebie: czy masz kogoś, z kim możesz porozmawiać po takim rozkładzie, jeśli coś mocno cię uderzy?
To co opisujesz, ten strach przed "zalewem", jest bardzo istotną wskazówką. Tarot przy pracy z psychiką nie działa jak nóż, który coś przecina. Bardziej jak lustro. Jeśli coś zobaczysz, to i tak już w tobie jest. Pytanie, czy jesteś teraz w miejscu, w którym możesz na siebie patrzeć.
Ja podchodzę do tego tak, że przed każdym głębszym rozkładem robię sobie jedno pytanie kontrolne do kart: "czy teraz jest dobry moment na tę pracę?" i wyciągam jedną kartę. Brzmi prosto, ale kilka razy ta jedna karta powiedziała mi wyraźnie żeby poczekać. I miała rację.
Chcę tu dopowiedzieć jedno, bo widzę że rozmowa idzie w stronę "czy karty pozwolą". Rozkład psychologiczny to nie rytuał który sam z siebie coś otwiera albo zamyka... To po prostu refleksja nad symbolami. Jeśli ktoś jest w trudnym miejscu psychicznie, pytanie nie brzmi "czy karty mi na to pozwolą", tylko "czy jestem teraz w stanie pracować z tym co zobaczę". To drugie to pytanie do siebie, nie do talii.
To co mówi Konwalka to prawda, ale mysle, że jest jeden wyjątek. Jeśli ból jest bardzo świeży, na przykład coś się dopiero wydarzyło, to nawet samo wpatrywanie się w symbole może być za dużo. Nie dlatego, że karty są niebezpieczne, tylko że głowa po prostu nie ma zasobów na przetworzenie czegokolwiek
To co piszecie dużo mi daje do myślenia. Mój ból nie jest świeży, noszę go od dłuższego czasu. Ale właśnie dlatego pomyślałam o tarota bo chciałam go jakoś zobaczyć z zewnątrz, nazwać. Tylko nie wiem od czego zacząć jeśli chodzi o sam rozkład... Czy jest jakiś konkretny układ do pracy z psychiką??
jest kilka układów które się do tego nadają. eh najbardziej klasyczny to Krzyż Celtycki, ale przy pracy z psychiką wolę coś prostszego. Znam układ na pięć kart, gdzie każda odpowiada na inne pytanie o to, co czujesz, co blokujesz, co nieświadome, co możesz puścić i co wzmocnić. Mam go gdzieś zapisanego, mogę wkleić jeśli chcesz.
Przepraszam że wchodzę ale mam pytanko. Czy do takiego rozkładu psychologicznego ważne jest jaką talią się robi? bo czytałam gdzieś że do pracy z wnętrzem lepiej używać tali z dużą ilością postaciowych kart, a nie geometrycznych. Macie jakieś zdanie na ten temat?
Wracając do tego co pisała Brygida, martwię sie trochę o jedno. Napisałaś, że boisz się zostać sama z tym co zobaczysz. Masz kogoś bliskiego, z kim możesz pogadać po takim rozkładzie, niekoniecznie znającego się na tarota, ale po prostu kogoś?
Ja dodam ze swojej strony, bo przeszłam przez podobną sytuację. Robiłam rozkład kiedy byłam bardzo źle i co mnie wtedy ocaliło to to, że zapisałam każdą kartę i swoje odczucia ale nie próbowałam od razu interpretować całości. Dałam sobie kilka dni. Mózg sam zaczął kleić kawałki bez mojego wysiłku i po tym czasie rozumiałam ten rozkład głębiej niż gdybym siedziała nad nim godzinami od razu.
Przed i po. znaczy najpierw zapisywałam co czuję jak trzymam kartę w rękach, co mi się z nią kojarzy, zanim w ogóle otworzyłam jakikolwiek opis. A potem jak już przeczytałam klasyczne znaczenie, dopisywałam czy to się ze mną zgadza czy nie. to dawało zupełnie inny obraz niż jak czyta się po kolei wszystko naraz... Dlatego wlasnie radzę zacząć od odczuć bo inaczej głowa zaczyna dopasowywać opis do siebie na siłę.
Czytam tę wymianę i mam jedno zastrzeżenie. Przy pracy z własną psychiką ta metoda z odczuciami jest dobra, ale jest pewne ryzyko. Jeśli ktoś jest w bólu, to te "odczucia przed opisem" mogą być mocno zabarwione stanem emocjonalnym i można zobaczyć w karcie tylko to, co już i tak się czuje, nie nic nowego. Brygido, czy to nie jest twoje ryzyko? Że zamiast nowego spojrzenia dostaniesz potwierdzenie tego, w czym już siedzisz?
To jest bardzo realna pułapka i ma nawet nazwę w psychologii, efekt potwierdzenia. Ale tarot ma swoją wbudowaną obronę przed tym, a mianowicie karty których się nie spodziewasz albo które zupełnie nie pasują do narracji, ktora budujesz. Jeśli robisz rozkład i wszystkie karty "pasują" do twojego bólu jak ulał, to właśnie wtedy powinnaś się zatrzymać i zapytać siebie, czy naprawdę czytasz karty czy piszesz historię, którą już znasz.
Właśnie dlatego proponowałam prostszy układ zamiast Krzyż Celtycki. Jak ktoś ma mgłę w głowie i nie wie czego szuka, to dziesięć kart go pogrzebie. Przy pięciu kartach z konkretnymi pytaniami przypisanymi do pozycji jest mniej miejsca na błądzenie bo każda karta ma swoje ograniczone pole. Brygido, mogę napisać ten układ dokładniej jeśli chcesz??
Tak, bardzo proszę, bo to co opisałaś wcześniej naprawdę trafia do mnie. Pięć kart z konkretnymi pytaniami brzmi o niebo lepiej niż coś co mnie zaleje. Dziękuję ze proponujesz, to mi by bardzo pomogło.
Dobra, to piszę. Pozycja pierwsza to co teraz czuję naprawdę, pod powierzchnią. Nie co myślę, tylko co czuję. Pozycja druga to co blokuję albo przed czym się chronię. Trzecia to co jest nieświadome, czyli czego nie widzę a co wpływa na mój stan. Czwarta to co mogłabym puścić albo co mi nie służy. Piąta to co jest moim zasobem, co mam w sobie. I tyle. Każda karta ma jedno pole, nie więcej.
a może głupie pytanie ale czy do takiego układu pięciu kart można używać tylko Wielkich Arkanów? Czytałam że do pracy z psychiką lepiej wyciągać tylko te, bo są głębsze. Czy to ma sens czy to jakiś mit?
Wracam do wątku Brygidy, bo mam wrażenie że trochę zeszliśmy w stronę technikaliów, a ona pytała też o coś ważniejszego. Napisałaś wczesniej że boisz się zostać sama z tym co wyjdzie. Czy coś się zmieniło w tym względzie od początku tej rozmowy? Czy masz teraz poczucie że dasz radę przez to przejść?
To jest bardzo dojrzałe podejście. ej plan na "co po" jest ważniejszy niż sam rozkład. Jeśli mogę zapytać, co teraz masz dostępne? Masz kogoś bliskiego, terapeutę, cokolwiek co jest dla ciebie wsparciem? Pytam bo to powinno być gotowe zanim wyjmiesz karty, nie szukane po fakcie
To bardzo dobrze. Terapeuta za dwa tygodnie to konkretna data, to jest ważne. mam do ciebie jedno pytanie, bo chcę dobrze zrozumieć sytuację. Czy ta przerwa była zaplanowana, czy coś się stało co sprawiło że teraz jesteś bez regularnego wsparcia? Pytam bo to zmienia trochę to, co bym ci zasugerowała.
To brzmi dla mnie jak zielone światło, szczerze mówiąc. Masz terapeutę, masz datę powrotu, masz kogoś bliskiego na telefon. To jest dokładnie to o czym mówiłam wcześniej że siatka bezpieczeństwa musi być gotowa zanim wyjmiesz karty. Twoja jest. Ale mam pytanie do ciebie, Brygido jak mówisz o tym bólu który nosisz, to czy to jest coś co tli się od dawna, czy to jest coś ostrego, świeżego?
To jest stare. Naprawdę stare. Kilka lat przynajmniej, może więcej. hej nie jest ostre w sensie że coś się stało ostatnio ale jest ciągłe i zmęczyłam się nim. Dlatego właśnie chciałam spróbować przez karty, bo rozmowa z terapeutką idzie powoli i chciałam sama coś zobaczyć :D. Przepraszam że nie napisałam tego wcześniej, myślałam że to oczywiste z kontekstu.
To co opisujesz to brzmi jak coś, z czym ja też się mierzyłem przy swoich tematach, takie poczucie że wiesz ze coś jest, ale nie masz na to kształtu. Mam pytanie może naiwne, ale czy próbowałaś kiedyś pisać dziennik zanim podeszłaś do kart? pytam bo niektórzy mówią że to pomaga zanim w ogóle wyjmie sie talię...
Wtrącę się bo mam podobne doświadczenie z tą mgłą o której mówi Brygida. U mnie pomagało wyjąć jedną kartę zanim zrobiłam pełny układ i zapytać tylko tyle, co teraz powinienem zobaczyć. Jedna karta, jedno pytanie. Czy to jest w ogóle sensowne podejście do takiego stanu czy to za mało??
Dziękuję, Hergo, za to pytanie, bo samo w sobie jest ważne. Nie wiem czy mam tyle czasu naraz. Znaczy fizycznie mam bo jestem teraz na urlopie ale nie wiem czy jestem w stanie siedzieć kilka godzin z jedną rzeczą bez uciekania myślami :P. To jest moje drugie pytanie do siebie, bo pierwsze to było czy w ogóle robić, a teraz widzę że trzeba by spytać czy potrafię wysiedzieć z tym co wyjdzie.
